Pani pediatra zmierzyła Ci obwód głowy i stwierdziła, że rośnie ci zbyt szybko według siatek centylowych. To taki matematyczny wzór, na który nakłada się wyniki badań dzieci, co do wzrostu i wagi, masy i objętości.
Bez paniki, ale trzeba zrobić usg główki - powiedziała. To było jak włączenie czerwonego przycisku alarmowego. I zaczęło się. Zobaczyłem, że czoło masz naprawdę duże. Internet jest pełen zdjęć dzieci z wodogłowiem. I nagle mózg mój niczym pulchna ziemia, zakwitł obawami. Non stop myślałem przez te kilka dni o Twojej główce, tracąc humor i oczekując na badanie. Chwała Ci, jesteś jedynie wielkołebski. Dziadek Twój też ma całkiem wielką łepetynę, a gdy Twoja mama była mała, również jej głowa górowała nad krajobrazem. Strach o Ciebie to paraliżująca trucizna. Pijam ją codziennie, szczęsliwie wraz z antidotum, którym jest Twój uśmiech do mnie w niespodziewanych momentach; Twoje chichranie się i i piszczenie, gdy nagle Cię coś rozbawi w naszym kontakcie z Tobą.
Obecnie i aktualnie i teraz oczekujemy na Twój ząb. Marudzisz i pojękujesz nieustannie, wargi ku dziąsłom kierując.Biblia mówi, że Bóg powiedział kobiecie:w bólach rodzić będziesz i dodał, czego kronikarz nie zdążył zanotować; a dzieci Twe w bólach ząbkować będą.I wziął jeszcze mężczyznę na bok, i od tej chwili bok bolał mężczyznę.I potem cierpieli patrząc jak boli innych, dlatego wielu z nich, aby poradzić sobie z tym stanem, wzrok psuć się zaczął.
Dla Ciebie tu piszę, Konstanty,żebyś mógł; gdy już będziesz duży, zobaczyć jak Twoje wczesne dzieciństwo przeżywaliśmy i co działo się w jego okolicach.Tata.
wtorek, 21 czerwca 2011
Kostkowa opowiastka piąta
Pan Pielucha oczekiwał gości. Wstał więc rano, bardzo uważnie prawą nogą, aby dzień się udał. Bo jak wiadomo wstawanie lewą nogą przynosi pecha. Wszedł pod prysznic, lecz po chwili wyskoczył z niego z krzykiem. Zamiast wody bowiem z kranu leciało kakao. Zadzwonił telefon.
- Dzień dobry Panie Pielucho, tu pan Wodociągi. Niestety cały transport kakao z Ameryki, przez przypadek wsypano, zamiast do garnka na olimpiadzie olbrzymów, do garnka z wodą. Ten garnek ma dziurkę, z dziurki wychodzą rurki i woda płynie do Pana. Więc gdyby Pan chciał się wykąpać, proszę uważać. To będzie kąpiel w kakao.
- To nie będzie kąpiel w kako -powiedzial Pan Pielucha.
- ależ będzie -stwierdził pan Wodociągi.
- nie będzie! - powiedział pan Kakao
- ależ będzie - stwierdził dobitniej pan Wodociągi.
- nie będzie!- krzyknął Pielucha
- Będzie! - krzyknął Wodociągi
-Nie!
- Owszem! Tak!
-Nieee!
- Dlaczego nie będzie? -spytał nagle pan Wodociągi.
- Bo już była - odparł Pan Pielucha.
- Aha, rozumiem. Pozdrawiam pana, Panie Pielucho!
- Ja też pozdrawiam Panie Wodociągi. Miłego dnia, wieczoru, nocy i kolejnego poranka.
Ktoś zapukał do drzwi. Byli to Pan Lewe Ucho i Pan Prawe Ucho.
- Dzień dobry panie Wafelku. - powiedział pan Lewe Ucho.
- Chcieliśmy usłyszeć, co słychać u Pana Pieluchy. Jest u siebie?
- To ja. Tylko wykąpałem się w kakao.
- Jesteś bardzo pomysłowy- powiedział pan Lewe Ucho.
- To nie tak.... -rozpoczął Pielucha.
- I jaki skromny - zauważył Prawe Ucho.
Pan Pielucha zrezygnował z wyjaśniania sprawy.
Wejdźcie koledzy - powiedział.
Wieczorem Pan Pielucha odkrył, że od kilku dni miał przestawione nogi, czego nie zauważył, dlatego wstając dziś prawą nogą, tak naprawdę wstał lewą. Przestawił więc je na swoje miejsce, zdając sobie w pełni sprawę z przyczyn dzisiejszego pecha.
- Dzień dobry Panie Pielucho, tu pan Wodociągi. Niestety cały transport kakao z Ameryki, przez przypadek wsypano, zamiast do garnka na olimpiadzie olbrzymów, do garnka z wodą. Ten garnek ma dziurkę, z dziurki wychodzą rurki i woda płynie do Pana. Więc gdyby Pan chciał się wykąpać, proszę uważać. To będzie kąpiel w kakao.
- To nie będzie kąpiel w kako -powiedzial Pan Pielucha.
- ależ będzie -stwierdził pan Wodociągi.
- nie będzie! - powiedział pan Kakao
- ależ będzie - stwierdził dobitniej pan Wodociągi.
- nie będzie!- krzyknął Pielucha
- Będzie! - krzyknął Wodociągi
-Nie!
- Owszem! Tak!
-Nieee!
- Dlaczego nie będzie? -spytał nagle pan Wodociągi.
- Bo już była - odparł Pan Pielucha.
- Aha, rozumiem. Pozdrawiam pana, Panie Pielucho!
- Ja też pozdrawiam Panie Wodociągi. Miłego dnia, wieczoru, nocy i kolejnego poranka.
Ktoś zapukał do drzwi. Byli to Pan Lewe Ucho i Pan Prawe Ucho.
- Dzień dobry panie Wafelku. - powiedział pan Lewe Ucho.
- Chcieliśmy usłyszeć, co słychać u Pana Pieluchy. Jest u siebie?
- To ja. Tylko wykąpałem się w kakao.
- Jesteś bardzo pomysłowy- powiedział pan Lewe Ucho.
- To nie tak.... -rozpoczął Pielucha.
- I jaki skromny - zauważył Prawe Ucho.
Pan Pielucha zrezygnował z wyjaśniania sprawy.
Wejdźcie koledzy - powiedział.
Wieczorem Pan Pielucha odkrył, że od kilku dni miał przestawione nogi, czego nie zauważył, dlatego wstając dziś prawą nogą, tak naprawdę wstał lewą. Przestawił więc je na swoje miejsce, zdając sobie w pełni sprawę z przyczyn dzisiejszego pecha.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
O sześciu miesiącach z Tobą i o skokach z tapczana.
Tak, to dziś. Równo sześć miesięcy. Ludzie zawsze mówią do siebie Boże jak ten czas szybko leci,jeszcze niedawno... Zobaczysz, też będą do ciebie mówić podobnymi zwrotami w sprawie upływającego czasu. Czas dłuży się tylko w kolejce do dentysty lub w pracy nudnej i bezsensownej.
Chcę Ci w związku z tym czasopłynięciem napisać szybciutko o różnych drobiazgach, które umkną z pamięci niczym..eee. nie pamiętam co.
Kupiliśmy ci zabawkę plastikową w kształcie psa, który chodzi i wydaje różne dżwięki, Interaktywny ów przedmiot ma wedle importera z Chin, rozwijać Cię wielorako. Srataytata. Ale postanowiliśmy doświadczać Cię takimi bodźcami, bo na ćwiczeniach z Heleną, rehabilitantką, zauważyliśmy, że całkiem upodobałeś sobie pozytywkowe muzyczki wydobywające się z wnętrzności plastikowych zabawek ( Nie bój sie i nie przejmuj. Zdrowy jesteś. Helena to znajoma mamy, która wspomaga cię bardziej niż obejmuje terapią).
Ta, którą ci kupiliśmy była całkiem droga. Jej cenę nawet dziadek Z. skomentował jakimś ironicznym mlaśnięciem. Piszę o tym, bo sam często zastanawiam się, gdzie się do jasnej cholery podziały wszystkie moje zabawki z dzieciństwa?! Mama Twoja ma kilka pozostałości: ze śladami jej zębów pomarańczową żabę lub wielką ohydna lalkę, z którą już wyczyniałeś kombinacje cielesne, gdy babcia Twoja po gruntownym wymyciu tejże lali, dała ci ją ku uciesze. Nie zapomnę ci donieść o sytuacji tegoż pieska, gdyby w jakiś przypadkowy sposób został na przykład przez Ciebie śmiertelnie potraktowany. Będziesz wiedział kiedy, gdzie i jak znikały Twoje zabawki, symbole Twego dzieciństwa, pamięciowe ślady wszechstronnego rozwoju made in china.
Rano budzisz się i śmiejesz do nas. Cieszysz się całym ciałem. Jesteś pozytywnym gościem. Ludzie na zewnątrz naszego świata widzą to podobnie. Podziwiają Twój spokój. Ostatnio w BECEKu spędziłeś z mamą kilka godzin na próbie teatralnego projektu jej klasy. Ani nie jęknąłeś. Jeden z pracowników stwierdził, że jeśli miałby gwarancję, że jego dziecko będzie takie jak Ty, dziś się decyduje na rozmnażanie.
Inni podziwiają Twoje spojrzenie, które uskuteczniasz z pomocą ogromnych swych oczu.
A jeszcze inni Twój styl ubierania, szczególnie z uwzględnieniem kaszkietu. który kupiliśmy ci na podobieństwo ojcowskich nakryć łba.
Potrafisz już przekręcać się z pleców na brzuch i leżeć na brzuchu z głową, kołyszącą się co prawda niczym w niektórych samochodach pieski stojące na tylnych półkach, ale uniesioną dumnie i wysoko. Dziś skorzystałeś ze swych nowych umiejętności i runąłeś z kanapy u babci ku dywanowi. Już wyprzedzam fakty -nic Ci nie jest. Ale przestraszyłeś się podobno bardzo swojego pierwszego spotkania z podłogą, a strach którego najadła się babcia, spokojnie mógłby wykarmić pół osiedla.Mamy więc na ciebie oko. Nie tylko oko, ale i rękę, i ucho i wszystkie części ciała, które uchronić cię mogą przed upadkiem.
Lubisz jeść domowe zupy, do których co rusz dodajemy ci nowości. W ostatnich tygodniach wlazł do garnka brokuł, ryba i królik. Uwielbiam moment, kiedy próbujesz pierwszą łyżkę zupy. Twoja twarz napina się, usta wykrzywiają badając i sprawdzając czy rodzice to czy truciciele. Ku chwale ojczyzny, nie lubisz obiadków ze słoiczków. Ostatnio zjadłeś kilka łyżek, gdy pośpiech jako zły doradca, doradził nam źle i kupiliśmy za 7 zł dwa takie słoiczki z kurczakiem i warzywami. Twoje odruchy wymiotne pozwolą nam oszczędzić trochę pieniędzy. Już niedługo z własnego warzywnika, marchew i buraki będą zasilać brzuch Twój i ośmio kilowe przecinek czterysta gramowe ciało.
Jest 23 godzina. Kończy się dzień Twojego półrocznego istnienia. Mama leży na łóżku przez szczebelki trzymając cię za rękę. Wciąż przeżywa Twoją tapczanową przygodę i prawie płacząc, prosiła mnie, żebym CI o tym nie pisał. Chyba uważa, że to jej wina. Nie spełnię jej prośby, bo po latach nikt z nas nie będzie o tym pamietał. Przecież ten czas leci tak szybko i zanim się obejrzę, okaże się, że już się obejrzałem.
Chcę Ci w związku z tym czasopłynięciem napisać szybciutko o różnych drobiazgach, które umkną z pamięci niczym..eee. nie pamiętam co.
Kupiliśmy ci zabawkę plastikową w kształcie psa, który chodzi i wydaje różne dżwięki, Interaktywny ów przedmiot ma wedle importera z Chin, rozwijać Cię wielorako. Srataytata. Ale postanowiliśmy doświadczać Cię takimi bodźcami, bo na ćwiczeniach z Heleną, rehabilitantką, zauważyliśmy, że całkiem upodobałeś sobie pozytywkowe muzyczki wydobywające się z wnętrzności plastikowych zabawek ( Nie bój sie i nie przejmuj. Zdrowy jesteś. Helena to znajoma mamy, która wspomaga cię bardziej niż obejmuje terapią).
Ta, którą ci kupiliśmy była całkiem droga. Jej cenę nawet dziadek Z. skomentował jakimś ironicznym mlaśnięciem. Piszę o tym, bo sam często zastanawiam się, gdzie się do jasnej cholery podziały wszystkie moje zabawki z dzieciństwa?! Mama Twoja ma kilka pozostałości: ze śladami jej zębów pomarańczową żabę lub wielką ohydna lalkę, z którą już wyczyniałeś kombinacje cielesne, gdy babcia Twoja po gruntownym wymyciu tejże lali, dała ci ją ku uciesze. Nie zapomnę ci donieść o sytuacji tegoż pieska, gdyby w jakiś przypadkowy sposób został na przykład przez Ciebie śmiertelnie potraktowany. Będziesz wiedział kiedy, gdzie i jak znikały Twoje zabawki, symbole Twego dzieciństwa, pamięciowe ślady wszechstronnego rozwoju made in china.
Rano budzisz się i śmiejesz do nas. Cieszysz się całym ciałem. Jesteś pozytywnym gościem. Ludzie na zewnątrz naszego świata widzą to podobnie. Podziwiają Twój spokój. Ostatnio w BECEKu spędziłeś z mamą kilka godzin na próbie teatralnego projektu jej klasy. Ani nie jęknąłeś. Jeden z pracowników stwierdził, że jeśli miałby gwarancję, że jego dziecko będzie takie jak Ty, dziś się decyduje na rozmnażanie.
Inni podziwiają Twoje spojrzenie, które uskuteczniasz z pomocą ogromnych swych oczu.
A jeszcze inni Twój styl ubierania, szczególnie z uwzględnieniem kaszkietu. który kupiliśmy ci na podobieństwo ojcowskich nakryć łba.Potrafisz już przekręcać się z pleców na brzuch i leżeć na brzuchu z głową, kołyszącą się co prawda niczym w niektórych samochodach pieski stojące na tylnych półkach, ale uniesioną dumnie i wysoko. Dziś skorzystałeś ze swych nowych umiejętności i runąłeś z kanapy u babci ku dywanowi. Już wyprzedzam fakty -nic Ci nie jest. Ale przestraszyłeś się podobno bardzo swojego pierwszego spotkania z podłogą, a strach którego najadła się babcia, spokojnie mógłby wykarmić pół osiedla.Mamy więc na ciebie oko. Nie tylko oko, ale i rękę, i ucho i wszystkie części ciała, które uchronić cię mogą przed upadkiem.
Lubisz jeść domowe zupy, do których co rusz dodajemy ci nowości. W ostatnich tygodniach wlazł do garnka brokuł, ryba i królik. Uwielbiam moment, kiedy próbujesz pierwszą łyżkę zupy. Twoja twarz napina się, usta wykrzywiają badając i sprawdzając czy rodzice to czy truciciele. Ku chwale ojczyzny, nie lubisz obiadków ze słoiczków. Ostatnio zjadłeś kilka łyżek, gdy pośpiech jako zły doradca, doradził nam źle i kupiliśmy za 7 zł dwa takie słoiczki z kurczakiem i warzywami. Twoje odruchy wymiotne pozwolą nam oszczędzić trochę pieniędzy. Już niedługo z własnego warzywnika, marchew i buraki będą zasilać brzuch Twój i ośmio kilowe przecinek czterysta gramowe ciało.
Jest 23 godzina. Kończy się dzień Twojego półrocznego istnienia. Mama leży na łóżku przez szczebelki trzymając cię za rękę. Wciąż przeżywa Twoją tapczanową przygodę i prawie płacząc, prosiła mnie, żebym CI o tym nie pisał. Chyba uważa, że to jej wina. Nie spełnię jej prośby, bo po latach nikt z nas nie będzie o tym pamietał. Przecież ten czas leci tak szybko i zanim się obejrzę, okaże się, że już się obejrzałem.
O irańsko -polskiej wyprawie do Sandomierza i wódce pitej ku czci wyciętych.
Najlepsza przyjaciółka mamy mieszka w Holandii od ponad 10 lat. W sobotę z racji jej obecności na naszej ziemi, wspólnie pojechaliśmy do Sandomierza. Razem z jej irańskim pertnerem Rezą. Reza ma 41 lat, jest niewysoki, ma kręcone włosy, w które często jak mała dziewczynka wkłada palce, bawiąc się pojedynczymi lokami. Jest bardzo zabawny i więcej w nim dziecka, niż dorosłego czterdziestolatka. Wracając do domu na autostradzie między Krakowem a Gliwicami darłeś się bez ustanku. To drugi raz w Twoim życiu, pierwszy raz -pisałem ci o ty, działo się tak po chcrzcie. Może zęby, może kolka, bo mama jadła kupiony na sandomierskim rynku chleb ze smalcem.
Wracając myśleliśmy o drzewach z naszego ogrodu. W sobotę miały zostać wycięte, bo były zbyt stare i groziły upadkiem na dom. Kupiłem małą wódkę i w tę deszczową noc piłem za każde martwe drzewo, leżące teraz na trawie naszego ogrodu. Były piękne i bardzo mi smutno, że ich nie ma. Dziś rano liczyłem słoje akacji. Około 70. Dwa razy starsze niż ja. Teraz chodzę po ogrodzie i udaję, że nie wiem o tym, że istniały. Przechadzam się pomiędzy ich ciałami, kroję piłą mechaniczną, układam w stosy i przygotowuje do pochówku w ziemi, gdy już będą popiołem wyciągniętym z zimowego paleniska naszego zielonego pieca.
Wracając myśleliśmy o drzewach z naszego ogrodu. W sobotę miały zostać wycięte, bo były zbyt stare i groziły upadkiem na dom. Kupiłem małą wódkę i w tę deszczową noc piłem za każde martwe drzewo, leżące teraz na trawie naszego ogrodu. Były piękne i bardzo mi smutno, że ich nie ma. Dziś rano liczyłem słoje akacji. Około 70. Dwa razy starsze niż ja. Teraz chodzę po ogrodzie i udaję, że nie wiem o tym, że istniały. Przechadzam się pomiędzy ich ciałami, kroję piłą mechaniczną, układam w stosy i przygotowuje do pochówku w ziemi, gdy już będą popiołem wyciągniętym z zimowego paleniska naszego zielonego pieca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)