niedziela, 27 lutego 2011

Gdzieś pomiędzy śmiercią a szafą dziecięcych ubranek.

     Na chrzcie w Twoim imieniu wyrzekamy się szatana.Tymczasem Ty masz 66 cm i ważysz równo 6 kilogramów. Te trzy szóstki skojarzymy jednak z wygraną w totolotka lub z półtorej pary okularów, leżących obok siebie : 66 6
     Tuż po kąpieli staję z Tobą na łazienkowej wadze. Ona pokazuje 82,6. Potem staję bez Ciebie a ona pokazuje 76,6. Odejmuję jedno od drugiego i mam Twoją wagę! Mama zmierzyła Cię metrem krawieckim. Z przewijaka dyndają ci już nóżki.
    Kilka dni temu weszliśmy do ciuchlandu tuż obok pomnika Moniuszki w Bytomiu. Tam Cię ubieramy. Moniuszko ubrany jest raczej w sklepach z wylewkami betonowymi. Na dziale dziecięcym obniżka. Każda rzecz w połowie ceny. Kupiliśmy Ci sporo ubrań, w tym trzy dziewczęce, tak były ładne i tanie. Twoja babcia dostała fioletowe futro niebywale modnej firmy Fcuk, której rzeczy ciężko kupić w Polsce. Dobrze, że nie patrzy na metkę, gdyż jak większość ludzi słabo znających angielski, potrafi  zrozumieć ten międzynarodowy zwrot akronimicznie na niej zawarty. Lubimy Cię ładnie ubierać. Tobie jest to obojętne, ale nam nie musi takie być. Patrzymy na Ciebie sporo czasu. Część tego czasu jest poświęcona oczywiście na oglądanie Cię po nagiemu, ale gdy jesteś ubrany, chcemy Cię widzieć ubranego w zgodzie z naszym probieżem kolorystyczno krawieckim. Uśmiechamy się oczywiście, gdy ktoś da ci kostiumik w kolorze niedojrzałej sraczki, zastanawiając się gdzie go schować lecz raczej asertywnie prosimy ludzi o nieprzynoszenie ubranek, szczególnie jeśli ich gust mógłby być przyczynkiem naszej zaćmy.
   Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że koleżanka Twojej mamy, rozpoczynając staranie się o kogoś takiego jak Ty, dowiedziała się, że jej szyjka macicy zawiera komórki nowotworowe. To bardzo energiczna i wesoła dziewczyna. Jeszcze niedawno, gdy opowiadałem o Tobie, przypadkiem pojawiła się obok i powiedziała, że też tak chce, przewijać i tulić do snu. A teraz zaczyna grę o zdrowie, a dziecko może nigdy nie nadejść.      
        Zycie jest jak patrzenie na niebo pełne ptaków. Piękny widok z dużą szansą oberwania ptasią sraką. Jesteś naszym skarbem. Wiemy o tym. Sprawdź czy oddycha -prosi Twoja mam gdy spisz nieruchomo. W samochodzie, gdy siedzę obok Ciebie, a ty momentalnie zasypiasz, przykładam ci palec pod nos, czekając na muśnięcie ciepłym oddechem. Sprawdzam czy żyjesz. Żyj.
      W sobotę byłem na warsztatach prowadzonych dla uczniów Twojej mamy przez byłą aktorkę Teatru Pieśni Kozła z Wrocławia. Nocowała u nas i dużo mówiła o śmierci. W tym roku zmarł jej brat. Miał 36 lat. Tętniak w mózgu, Ot tak. Patrzysz w niebo i bach.
     Piję właśnie serwatkę z czarną porzeczką, którą Twoja mama kupiła mi w ekologicznym sklepie. Kwas chlebowy, kupiony w tym samym momencie zbił mi się na schodach Złotego Osła, gdzie chodzimy dość często jadać, bo miast gotować obiady, gotujemy Ciebie. Nigdy wcześniej nie piłem czegoś takiego. Ciekawe ile rzeczy na co dzień robię pierwszy raz? To bardzo ważne by doświadczać czegoś pierwszy raz. I teraz z Tobą będzie tego w pierony. Tak to się mówi na Śląsku. Wszystko, co Ty zrobisz pierwszy raz, będzie też naszym pierwszym razem. No oczywiście do momentu, aż staniesz na nogi i pójdziesz za róg zrobić coś pierwszy raz samemu. I choć poeta mówi "sięgaj gdzie wzrok nie sięga", to za róg się nie da i nawet nie wolno.

wtorek, 22 lutego 2011

Nierysunek Drugi

         Dziś wyrzekałeś się spadku. Twoja mama ma mamę, a ta miała brata. Pił brat ten dużo wódki i żył bezdomnie. A gdy zmarł cała rodzina przestraszyła się jego spadku. Bo w spadku można otrzymać nie tylko dom, pieniądze, ale też spłatę rat za dom i pieniądze do oddania. Niczym na chrzcie wyrzeka się człowiek szatana, tak rodzina Twojej mamy wyrzeka się tego tajemniczego spadku po wujku mamy. I dziś ty odwiedziwszy sąd w Tarnowskich Górach, naszymi rękami poprosiłeś o wyrzucenie Cię z listy spadkobierców. A co jak się okaże, że wuj mamy miał dom w hollywoodzie zamiast długów?
Po tym wszystkim pojechaliśmy na obiad do Wiśniowego Sadu, jednej z naszych ulubionych restauracji. Tam zjadłem pieczone ziemniaki w sosie vinegrett z dwoma sadzonymi jajkami, a wcześniej zupę-krem z pieczarek. Na talerzu znalazłem też liść sałaty, dwie cząstki pomidora i kilka ziaren kukurydzy z puszki. To była ozdoba. Mama zjadła pomidorową i wielki filetem z kurczaka z wciśniętym we wnętrze plastrem szynki i ananasem, polanym roztopionym żółtym serem i na to wszystko masłem. Ananasa zjadłem ja, ponieważ mama nie była pewna cóż to ananas ten postanowi z siebie oddać do mleka, które dla ciebie z piersi płynie. Zjadła też mama Twa pomidorową zupę z makaronem w kształcie sznurówek. Wyjmowała jednak kalafior z miseczki, nad nim też -jak nad ananasem, stawiając laktacyjny znak zapytania.
      Ta pieczarkowa zupa przypomniała mi o kilku nierysunkach i jeden z nich pt. Pieczarka wklejam szybko poniżej, Konstanty.

niedziela, 20 lutego 2011

Kostkowa Piosenka Szósta

Gdzie pracują prawe pawie?
Czy się można kąpać w kawie?
Czemu piąstki jesz jak pączki?
Czy chcesz połknąć obie rączki?
Które drzewa mają drzwi?
Gdzie się na psie pchają pchły?
Tato, Tato przestań wreszcie
wciąż mnie pytać, kiedy wrzeszczę.
Odpowiedzi znam -to jasne,
Zdradzę wszystkie. Tylko zasnę.




To taki wierszyk z okazji ciągłego oglądania jak wkładasz sobie piąstki do buzi.
Od kilku dni trwa ten proceder. Na szczęście jest legalny i nie musimy z mamą szukać kajdanek dla niemowląt na allegro. Kajdaneczki -29,99. Zapobiegają temu okropnemu ssaniu pięści. Przy okazji możesz ze swoim bobasem pobawić się w policjantów i złodziei.

Ssij pięść.
A ja poćwiczę dykcję, powtarzając to na głos.

Dlaczego imię Ula już mi się nie podoba i o Kubusia Puchatka konieczności zejścia z tego świata.

Kojarzy mi się teraz z jednym. Przez najbliższe miesiące tak będzie niewątpliwie. Gdy biorę Cię na ramię, tuż po tym jak doznałeś mleka matki, i gdy odbiję Ci się barowym, głębokim brzmieniem, zazwyczaj jeszcze dla podkreślenia momentu, ulewa się. Wczoraj w nocy chlusnęło na deski podłogi. Zostałaby pewnie tłusta plama, gdyby nie interwencja Neski. Nasz pies zerwał się z posłania, co rzadko czyni o tej porze i w kilku liźnięciach, poradził sobie z tym, co ulane było. Gdybyś miał na imię Ula, byłbyś Ulą, Co Ulewa. Ulej Ulu, śpiewałbym Ci do beknięcia.
Ale jesteś Konstanty. Chwała ci za to.
Wyrosłeś ze swojej wanienki. Przebywając z wycieczką konsumpcyjną w Tesco, kupiliśmy ci, dużą, nową, ohydna wanienkę. Cała jest powyklejana Kubusiem Puchatkiem w wersjach pokolorowanych przez nidowidzących pracowników Disneya. Kubuś Puchatek patrzy na nas z każdej prawie rzeczy, dzieciom przeznaczonej. Lecz uwielbiany przez miliony, całkiem już wyjałowiony. Z mądrej czarno-białej bajki, przeskoczył do kolorowych kreskówek, a stamtąd na koszulki, majtki, nocniki, wanienki. Kąpiemy cię, a on z marketingowym powabem spogląda wraz z naklejkowymi przyjaciółmi na Twoją pupę. Nie wahaj się Konstanty, nie wahaj!

sobota, 19 lutego 2011

Okoliczności Drugie


       Bardzo cieszę się z radia w samochodzie. Dziś jechałem do pracy aż do Bielska. Półtora godziny. Z portu usb włączyłem muzykę.Naprawdę szkoda, że się zepsuł, gdy dotarłem na miejsce. Zdążyłem jednak w okolicach Kobióra posłuchać płyty, którą nagrali moi towarzysze z Teatru Studenckiego NienaŻarty w 2002 albo 2003 roku. Robiliśmy kabaretowe przedstawienia. Jedno z nich nazywało się Pieśni Żałoodporne. Dziś z tego przedstawienia słuchałem piosenki, którą tu gdzieś zaraz załaduje i w momencie, gdy podmiot liryczny ujawnia kim jest Janek, zobaczyłem przed sobą przyczepę z dwoma końmi. Wyprzedziłem  koniki, ale pozostał po nich blogowy wpis. I piosenka, która napisałem 10 lat temu.





środa, 16 lutego 2011

Diktu Didaktu Czwarte

  Dawno temu, gdy ludzie jeszcze nie potrafili pisać, wśród skalistego wybrzeża żyło plemię. Co ranek Zielarka wyruszała z osady do lasu, aby zebrać zioła, które pomagały leczyć choroby mieszkańców. Była silną kobietą, z włosami, które od niedawna zaczęły siwieć. Od roku rozpoczęła uczyć swoją córkę jak stosować okoliczne zioła. Tego dnia wyruszyła do lasu  samotnie . W poszukiwaniu bardzo rzadkich ziół dotarła w miejsca tak odległe jak nigdy dotąd. Nie czuła jednak strachu tylko mrowienie wokół oczu; ciekawość i podniecenie. Tuż przed nocą usłyszała płacz. W małej grocie, w miejscu gdzie drzewa ustąpiły miejsca dziwnym roślinom, leżało małe dziecko. Zupełnie inne niż te, które dotąd widywała. Miało jasne włosy i niebieskie oczy. Wszyscy znani jej ludzie mieli zawsze czarne włosy i ciemne oczy, chyba że dojrzałość, jak w jej przypadku okrywała głowę bielą.
   Jesteś piękny -powiedziała zafascynowana do chłopca i podniosła go z ziemi. Rozejrzała się wokół lecz nikogo nie było. Dziecko płakało cichutko. Musi być bardzo osłabione -pomyślała. Gdy wzięła je na ręce, przypomniała sobie swoją córkę, potem poczuła ogromny ból w klatce piersiowej, zakręciło jej się w głowie, więc usiadła tuląc niemowlę, a ono resztką sił wtuliło się w jej pierś, budząc zapomniane. Popłynęło mleko.
    Nikt nie pojawił się przez następne trzy dni. Wreszcie odnaleźli ją mieszkańcy plemienia. Wracali jednak daleko przed nią, nie kryjąc strachu i obawy. Wódz nie wahał się długo. Musisz je zabić -powiedział -to dziecko demonów. Musi pochłonąć je woda Zielarko.
    Zaprowadzono ją nad urwisko. Byli wszyscy. Powietrze było gorące od niepokoju. Zielarka stanęła nad przepaścią, stopami opierając się o jej brzeg. Chcę żeby żyło -krzyknęła. Musisz to zabić!Albo zrobię to ja - krzyknął wódz. Zielarka pochyliła się, nie kryjąc łez. Z tłumu wybiegła jej córka i płacząc wtuliła się w nogi matki. Ta odłożyła dziecko na skałę i skoczyła w dół. Wszyscy zastygli w przerażeniu. Wódz dobiegł do dziecka i brutalnie podniósł je nad głowę.
- Zabił zielarkę- krzyknął -niech zginie!
- Nie - Twarz młodej dziewczyny była jasna i wyraźna pomimo szlochu, który gubił się w jej płucach. - Jeśli zabijesz to dziecko, skoczę za nim i za moją matką! Pomimo szoku, miała jasny umysł. Nikt w osadzie, nie zna ziół, ani proporcji w leczeniu nimi. Nikt prócz mojej matki i  mnie. Nie rzuci tego dziecka.
  I nie rzucił.
Kilka tygodni później wódz rozchorował się. Pomimo wielu prób dziewczyna nie potrafiła go wyleczyć. Nie miała tyle wiedzy, co jej matka. Gdy wódz zmarł, ludzie powoli przyzwyczajali się do obcego dziecka, ale pomimo jego pogody ducha i otwartości zachowywali pewien dystans.Gdy miał siedem lat, strach padł na całe plemię. Całą okoliczną ziemię plądrowali obcy najeźdźcy. W dziwnych maskach okrywających głowy niszczyli i zabijali.  Przyszedł dzień, kiedy nad ranem zjawili się w osadzie. Ludzie drżąc ze strachu chowali się w swoich chatach. Jedynie bez strachu na środek osady wybiegł syn Zielarki. Jasne włosy targał wiatr. Patrzył z zaciekawieniem na maski przerażających gości. Zielarka wybiegła z chaty i przytuliła go do piersi. Jeden z mężczyzn podszedł do niej i zdjął maskę. Jego jasne włosy zlały się przez chwilę z włosami chłopca. Wyjął go z rąk kobiety. Chłopak rozpłakał się. W rękach jego ludzi płonęły pochodnie w każdej chwili gotowe spaść na suche dachy chat. Chłopiec próbował wyrwać się z silnego uścisku mężczyzny. Ten stał i wydawało się, że waha się,co zrobić.
- Jedź z nim -powiedziała do chłopca Zielarka- on przyjechał tu po Ciebie i nic na to nie poradzimy.
 Chłopiec uspokoił się i wysunął z rąk mężczyzny. Spojrzał ze smutkiem na Zielarkę, po czym ruszył w stronę trzymających pochodnie. Mężczyzna wykrzyknął jakieś słowo i ogień zgasł. Wyjechali, nie odwracając się ani razu.

    Ta bajka, Konstanty, opowiada prawdopodobnie o życiu.  Być może wymyśliłem ją ze względu na moją wzmożoną aktywność czytelniczą w wieku nastoletnim, kiedy to czytałem namiętnie książki fantastyczne. Albo dlatego, że jak nie wymyślam, to jakoś źle się czuję. Trochę w niej utkwiło patosu, który ciężko było mi wydłubać, poza tym nie mam talentu pisarskiego i męczyłem się strasznie, chcąc opowiedzieć tę przygodę z życia czyjegoś. Mam jednak przeczucie, że jest poniekąd kaznodziejska, stąd umieszczam ją w tym blogowym dziale. Nie wiem, czy dam radę spointować ją złotą, srebrną, brązową czy choćby drewnianą myślą.
Co się znalazło, trzeba zgubić  albo  To, że ktoś odchodzi nie oznacza, ze go tracisz  albo adoptując dziecię sprawdź niekaralność biologicznego ojca albo tak planuj swój czas, żeby mieć go wiele na to, co niezapowiedziane albo etcetera...

piątek, 11 lutego 2011

Garść dygresji podtrzymujących aktywność blogową moją.

     Jesteś przeraźliwie spokojny. Okropnie wspaniały. Strasznie miły. Jedyny problem jaki sprawiasz to ten nierozwiązalny, że chcielibyśmy Ciebie więcej . Wczoraj pojechaliśmy do Chorzowa, gdzie w małej bocznej uliczce przesiaduje przy maszynie usg pani imieniem Ingryda. Komuniści, o których będziesz się uczył z książek zabronili jej rodzicom dać jej na imię Ingrid, na cześć Ingrid Bergman. Musieli spolszczyć jej imię. Powiedziała nam o tym, jeżdżąc ci wałkiem usg po głowie i sprawdzając czy łeb masz na miejscu i czy we łbie masz poukładane. Znalazła małą torbiel, która nic ci nie może zrobić, ale mama płakała wieczorem. Słowo torbiel jest siostrą innych strasznych słów, które wymyśliła pani medycyna. A mama jest bardzo wrażliwa.
Jechaliśmy samochodem i słuchaliśmy People Like Us. Od dwóch dni mamy radio z cd i mp3 w samochodzie i pomimo, że opel nasz ma więcej lat niż najstarsi uczniowie, których uczy Twoja mama, lubi dzwięki i wydaje je na poziomie zadowalającym. People Like Us to jedna taka pani z Anglii, która jak chirurg tnie i klei popowo-radiowe melodie w zabawny, prawie kabaretowy kolaż. Mam mnóstwo muzyki, mnóstwo i zastanawiam się czy teraz, gdy to czytasz i jesteś już spory, jesteś a może już byłeś ciekawy tego, co w plikach i płytach nam gra? Mama chce nastroić pianino. Na stole w kuchni obok masła i mleka dla ciebie, leży ksiązka o umuzykalnieniu dzieci, którą mama czytała w ciąży. Zamierza ci kupić kilka grających sztabek, coś na kształt ksylofonu dla dzieci. Ma już ustanowione cele w zakresie Twojego wychowania muzycznego.Na targu staroci w Bytomiu oglądaliśmy mały akordeon, nie dając się przy tym zmanipulować koledze sprzedawcy, który stosując wobec nas technikę nieodoboru, z miną średniowiecznego mnicha z klasztoru dla zapyziałych brudasów, powiedział:
- Bierzecie? Bo jeśli nie, to ja biorę!
- To bierz - odrzekłem uroczo zakładając mu akordeon na głowę. No dobra przesadziłem, wręczyłem  mu go jedynie ruchem szybkim i zwinnym.
    Twój tata chrzestny ma syna oraz dwa akordeony. Razem z Antkiem czyli synem (lat siedem) grają. Tata gra bo umie, Antek na razie ma motywację. ale w niedzielę przed południem Antek przybiegł do taty i woła: Tato, bierzmy akordeony i idziemy na ulice grać!
- Dlaczego? -pyta Twój tata chrzestny.
- Ludzie wracają z Kościoła i na pewno coś zarobimy!

    Zarabianie pieniędzy jest strasznie upierdliwą czynnością. Często się  martwię, bo nie potrafię tego robić.Potrafię zarabiać inne rzeczy, ale nie pieniądze.
    Dziś przyjechał wujek Tamer, mąż mojej siostry,a  twojej cioci Michaliny. Przyjechał tutaj z Palestyny. Wrzucaliśmy razem węgiel do kotłowni, ćwicząc przy tym język polski. To bardzo trudne uczyć tak trudnego języka jak nasz. Nauczył się co znaczy załatwić coś, załatwić kogoś i załatwić się. Mam nadzieję, że mu się nie pomyli, bo będzie wesoło. No to może niech mu się jednak pomyli. Wesołość jest znacznie lepsza niż poprawność.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Fakty z drugiego miesiąca Twojego życia

      Postanowiłem, że ten blog będę prowadził przez trzy pierwsze lata Twojego życia. W większości dziedzin mój zapał niknie szybciej niż balonik z helem wypuszczony przez nieostrożne dziecko, bo ręce zbyt miało tłuste od pączków.
      Uśmiechasz się, gdy nas widzisz z pewną dozą świadomości. Do ust zacząłeś wkładać piąstki, aż Twoja mama konsultowała powyższą czynność drogą esemesową z Twoja mamą  chrzestną. Od cioci Anny P. dostałeś w formie wypożyczenia karuzelkę z kolorowymi zwierzątkami majtającymi ci nad głową z dodatkowym wyposażeniem w pozytywkę z Bachem, Mozartem, Debussym . Leżysz, patrzysz i zasypiasz. To jest wspaniałe. Bo przecież mógłbyś nie leżeć, a być dźwiganym, nie patrzeć, a być oglądanym, nie spać, a krzyczeć. Część pampersów, z których korzystałeś wywozimy do babci, wrzucając je do ich śmietnika. Ta trochę podziemna działalność, ratuje nasze dwa pojemniki na śmieci przed zatkaniem. Wydajesz dużo dźwięków, wśród spółgłosek skupiając się na "g". Pijesz mleko z pomocą domowej techniki laktacyjnej, ssąc równocześnie pierś jak i rurkę wenflonu wystającą z plastikowej butelki, Na tej butelce powoli zacierają się napisy z podziałką pojemności. Codziennie kilka razy wsypuje do niej mleko, studzę wodę, mieszam, parzę butelkę, przynoszę ją Twojej mamie, biorę Cię na ramię, byś odbił z brzucha powietrze, przyjmuje na bawełniane koszulę Twoje wymiocinki.A wszystko to otoczone setkami dźwięków, głosów, słów, którymi karmimy cię, aż po granicę snu.
Twoja mama pije dużo herbaty roiboos, ja ważę 75,6 kilograma, choć wczoraj wieczorem ważyłem 77. W pracy jadłem macę z nutellą, w przerwach pomiędzy jedną a drugą grupą, z którymi próbuję doświadczać teatru.W oponie naszego opla utkwiła mała śrubka i co kilka dni wypuszczała dużo powietrza. Już jej tam nie ma. Nie wiem gdzie jest. Biedna śrubka. Jest 23.17. Za cztery godziny w półśnie przebiorę Cię i przyłożę do piersi mamy, potem zrobię mamie herbatę, a Tobie mleko; na moment legnę  w gruzach łóżka, by wstać i nosić Cię, aż odbijesz sobie po jedzeniu.Mój sen Cię nie lubi, ale wywracam go na lewą stronę, piorę w temperaturze 90 stopni, wywieszam ,suszę, potem prasuję i wkładam Ci jako pieluchę.Dobranoc Konstanty!

wtorek, 1 lutego 2011

Nierysunek Pierwszy

    Z Twoją mamą mieliśmy dwa śluby. Najpierw państwowy, potem kościelny. Aby uzyskać ten drugi należy przejść specjalne szkolenie. My zdecydowaliśmy się pojechać na dwudniowe warsztaty z zaświadczeniem i pieczątkami w stylu :tak, oni mogą w kościele się pobrać. W czasie tych zajęć, były momenty, że się nudziłem i dla Twojej mamy rysowałem krótkie komiksowe rysunki. Nazwałem je nierysunki, bo rysować nie umiem. Potem, gdy dość często wyjeżdżałem do pracy do Warszawy, moi koledzy, szczególnie Dawid Rak, podrzucali mi tematy, do których tworzyłem kolejne nierysunki.Ot potrzeba tworzenia.Śpię, jem, albo wymyślam. A chciałbym: wstawać wcześnie, zarabiać dużo i umieć to, czego nie umiem. Chcę pokazać Ci kilka nierysunków, bo podejrzewam, że zanim dorośniesz zje je nasz piec, kurz, toaleta lub pomylę je z korespondencją z banku czy papierem śniadaniowym.