niedziela, 20 lutego 2011

Dlaczego imię Ula już mi się nie podoba i o Kubusia Puchatka konieczności zejścia z tego świata.

Kojarzy mi się teraz z jednym. Przez najbliższe miesiące tak będzie niewątpliwie. Gdy biorę Cię na ramię, tuż po tym jak doznałeś mleka matki, i gdy odbiję Ci się barowym, głębokim brzmieniem, zazwyczaj jeszcze dla podkreślenia momentu, ulewa się. Wczoraj w nocy chlusnęło na deski podłogi. Zostałaby pewnie tłusta plama, gdyby nie interwencja Neski. Nasz pies zerwał się z posłania, co rzadko czyni o tej porze i w kilku liźnięciach, poradził sobie z tym, co ulane było. Gdybyś miał na imię Ula, byłbyś Ulą, Co Ulewa. Ulej Ulu, śpiewałbym Ci do beknięcia.
Ale jesteś Konstanty. Chwała ci za to.
Wyrosłeś ze swojej wanienki. Przebywając z wycieczką konsumpcyjną w Tesco, kupiliśmy ci, dużą, nową, ohydna wanienkę. Cała jest powyklejana Kubusiem Puchatkiem w wersjach pokolorowanych przez nidowidzących pracowników Disneya. Kubuś Puchatek patrzy na nas z każdej prawie rzeczy, dzieciom przeznaczonej. Lecz uwielbiany przez miliony, całkiem już wyjałowiony. Z mądrej czarno-białej bajki, przeskoczył do kolorowych kreskówek, a stamtąd na koszulki, majtki, nocniki, wanienki. Kąpiemy cię, a on z marketingowym powabem spogląda wraz z naklejkowymi przyjaciółmi na Twoją pupę. Nie wahaj się Konstanty, nie wahaj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz