Jutro ważny dzień. Odkuję drzwi na piętrze i przebiję się na strych. Tam z odkutych cegieł, zamuruje drzwi na strych, który dzielimy z sąsiadem i trach! mamy składzik na ten wielki bajzel u góry!
W Norwegii prawicowy szaleniec wystrzelał kilkadziesiąt młodych ludzi. Mama powiedziała, że będąc dziś na ćwiczeniach pilates, nie mogła o tym przestać myśleć.
Potrafisz już na kilka sekund wytrzymać na czworakach. Dziś u babci Grażyny dostałeś kiszonego ogórka. Zamiennie wkładałeś go do buzi i okładałeś nim udo mamy.
Cały tydzień pada. Odwiedziłeś dziś w ten deszczowy wieczór kuzynkę swą, córkę kuzyna mamy Lenę Ludwikę. Niestety nie widzieliście się, bo albo ona spała albo ty.
Kilka dni temu mama wygrała 461 zł w Lotto. Jest to niestety o kilka milionów za mało, abyśmy mogli nie martwić się faktem bycia dorosłymi ludźmi.
W sobotę odwiedziła nas Iza z Ingą. Inga ma dwa lata i bardzo Cię lubi. Pamiętasz ją, kojarzysz, kolegujesz się?
Za dwa tygodnie mam wizytę u proktologa. Niestety tylna część mnie trochę nawala. W naszym pokoju strasznie skrzypią drzwi. Nasmarowałem zawiasy kilka razy. Już mi się śniło o tych drzwiach,ale dalej nic. Najbardziej drobiazgi podsycają frustrację.
Jestem Twoim tatą, który dużo śpi. Wolę spać niż nie spać. Być może to marnowanie świadomego życia, ale przyjemność, której doświadczam, gdy okazuje się, że po przebudzeniu, mogę jeszcze trochę pospać, to ogólnoludzkie, dzielone przez miliardy ludzi doznanie, które łączy nas bardziej niż religia, siku czy tym podobne okoliczności życiowe. Doświadczę tego ponownie nad ranem, choć czasem Konstanty przeszkadzasz mi w tym doświadczaniu, ale przeszkadzasz doświadczaniem Ciebie czyli snu naszego, co się spełnił. Dobranoc.
Dla Ciebie tu piszę, Konstanty,żebyś mógł; gdy już będziesz duży, zobaczyć jak Twoje wczesne dzieciństwo przeżywaliśmy i co działo się w jego okolicach.Tata.
poniedziałek, 25 lipca 2011
wtorek, 19 lipca 2011
O tym, co słychać u Ciebie i o tym, co słychać obok Ciebie
Na piankowej macie, o której pisałem ci już kilka słów potrafisz jak wskazówka sekundnika kręcić się w koło, a gdy zdecydujesz się, że coś cię ciekawi, podpełzujesz niczym animowana dżdżownica. Inną nowością jest Twoje odkrycie krzyczenia. Jest to krzyk życiowy, naturalny, ciągły, kilkusekundowy, raczej zabawny, niezajęty bólem czy wołaniem o pomoc. W swoim kaszkiecie i z wielkimi oczami, którymi patrzysz nad wyraz głęboko, zwracasz uwagę przechodniów. Co chwilę, ktoś komentuje Twoje spojrzenie. Dużo się ruszasz, wyginasz, wykrzywiasz. No a na dodatek, od tygodnia masz katar. Wyciagamy Ci z nosa katarowe kluski z pomocą nas obojga -ja trzymm ręce, mama głowę oraz aparatu, który składa się z wężyka, ustnika i rurki donosowej. Mama wciska ci do nosa donosową rurkę, Ty ryczysz i bronisz się zaciekle, a ja ustnikiem ciągnę kózki-galaretki. Pomiedzy moimi ustami a nimi, tkwi w rurce gąbkowy filtr, co broni mnie przed konsumpcją. Myślałem dziś rano czy mogą istnieć rodzice, którzy brzydziliby się takie higieniczne wyczyniać wybryki?
Przed wejściem do naszego domu, poprzedni właściciel zatynkował kamienną podmurówkę oraz klinkierowe cegły. Od kilku dni odkuwam z pomocą młotka i majzla ów piękny kawałek elewacji. Córka, poprzedniego właściciela, Mariola, która jest moją księgową obecnie, nie ma pojęcia dlaczego jej tata tak zrobił. Tysiące uderzeń młotka w stary tynk i chyba mam zakwasy w nadgarstku. Dziś młotek pękł na pół. Nie wytrzymał. Na kolację wymyśliłem sałatkę, z tego co było pod ręką. Z ogródka wziąłem dużą kalarepę, kilka przepysznych pomidorków koktajlowych, z lodówki troche czarnych oliwek, paluszki surimi z lidla, troszkę posiekanej zielonej pietruszki, kilka kawałków sera gorgonzoli, którego Twoja mama używała do kanapek z wiśniami według przepisów z prenumerowanej gazety Kuchnia; oliwę z pestek winogrona i kilka kropel soku z cytryny. Pociąłem, pomieszałem, zjadłem.
Pociąłem, pomieszałem, zjadłem. Myślę, że tak powstają nowe dania. Dzięki połączeniu głodu i rzeczy, które trzeba zjeść, inaczej się popsują.
Teraz śpisz w łóżeczku od kilku dni eksperymentując z nową pozycją snu. Jesteś wygięty w łuk, leżąc na boku. Podszedłem do Ciebie, położyłem dłoń na Twojej piersi i poczułem bicie serca. Wróciłem do komputera i napisałem o tym. Cały czas o tym piszę. Jestem podłączony do ciebie jak ekg.
Nad Gliwicami burza. Cały tydzień ma lać. Twoja ciocia Misia przyjmuje swojego teścia z Palestyny. Masło kosztuje 4 - 5 zł. Margaryny nie jemy. Czytam książkę " Zaklinacz psów" i zamieniam się w przywódce stada wobec Neski. Nie wiem jak zakończyć ten blogowy post. Denerwuje mnie, że coraz mniej jest polskich odpowiedników takich słów jak "blog" czy "post". Jest późno, Konstanty Parówko, tak mówię do Ciebie czasem. Idę Konstanty Parówko, cześć.
Przed wejściem do naszego domu, poprzedni właściciel zatynkował kamienną podmurówkę oraz klinkierowe cegły. Od kilku dni odkuwam z pomocą młotka i majzla ów piękny kawałek elewacji. Córka, poprzedniego właściciela, Mariola, która jest moją księgową obecnie, nie ma pojęcia dlaczego jej tata tak zrobił. Tysiące uderzeń młotka w stary tynk i chyba mam zakwasy w nadgarstku. Dziś młotek pękł na pół. Nie wytrzymał. Na kolację wymyśliłem sałatkę, z tego co było pod ręką. Z ogródka wziąłem dużą kalarepę, kilka przepysznych pomidorków koktajlowych, z lodówki troche czarnych oliwek, paluszki surimi z lidla, troszkę posiekanej zielonej pietruszki, kilka kawałków sera gorgonzoli, którego Twoja mama używała do kanapek z wiśniami według przepisów z prenumerowanej gazety Kuchnia; oliwę z pestek winogrona i kilka kropel soku z cytryny. Pociąłem, pomieszałem, zjadłem.
Pociąłem, pomieszałem, zjadłem. Myślę, że tak powstają nowe dania. Dzięki połączeniu głodu i rzeczy, które trzeba zjeść, inaczej się popsują.
Teraz śpisz w łóżeczku od kilku dni eksperymentując z nową pozycją snu. Jesteś wygięty w łuk, leżąc na boku. Podszedłem do Ciebie, położyłem dłoń na Twojej piersi i poczułem bicie serca. Wróciłem do komputera i napisałem o tym. Cały czas o tym piszę. Jestem podłączony do ciebie jak ekg.
Nad Gliwicami burza. Cały tydzień ma lać. Twoja ciocia Misia przyjmuje swojego teścia z Palestyny. Masło kosztuje 4 - 5 zł. Margaryny nie jemy. Czytam książkę " Zaklinacz psów" i zamieniam się w przywódce stada wobec Neski. Nie wiem jak zakończyć ten blogowy post. Denerwuje mnie, że coraz mniej jest polskich odpowiedników takich słów jak "blog" czy "post". Jest późno, Konstanty Parówko, tak mówię do Ciebie czasem. Idę Konstanty Parówko, cześć.
środa, 13 lipca 2011
Kostkowa Piosenka Ósma
To z wakacji. Śpiewałem ci na plaży raz jeden.
Był sobie raz piesek,
co jadł z plaży piasek,
pił piwo z pinesek,
żarł ze śrubek kaszę.
Miał kolegę kota,
co lubił tort z błota,
tory gryzł jak chrupki
i połykał słupki.
refren:
Bo dla tego kota,
bo dla tego pieska,
Tobie zdradzę tajemnicę,
lecz nie mów nikomu,
najlepsza restauracja
to składnica złomu !
Był sobie raz piesek,
co jadł z plaży piasek,
pił piwo z pinesek,
żarł ze śrubek kaszę.
Miał kolegę kota,
co lubił tort z błota,
tory gryzł jak chrupki
i połykał słupki.
refren:
Bo dla tego kota,
bo dla tego pieska,
Tobie zdradzę tajemnicę,
lecz nie mów nikomu,
najlepsza restauracja
to składnica złomu !
poniedziałek, 11 lipca 2011
O moczeniu stóp w Bałtyku i podróży przez kraj.
Mama miała skrupuły wyjąć wszystkie Twoje chrzcielne pieniądze z samochodzika skarbonki, ale to był jedyny sposób aby wyruszyć na urlop. Pamiętaj, ze ty też tam byłeś i z nami jadłeś i piłeś i wylegiwałeś się na plaży. Jeszcze przez jakiś czas wylegiwanie będzie Twoim głównym zajęciem, którego wszyscy dorośli ci zazdroszczą.
Dzień przed wyjazdem spojrzałem na prognozę pogody na najbliższy tydzień dla Wejherowa, które to miasto 15 kilometrów dzieli od Białogóry, gdzie udawaliśmy się z Tobą, Konstanty. Cały tydzień deszcz, zachmurzenie i 17 stopni. Jedyne pocieszenie, ze powyżej zera.
- Może to przełóżmy - jęknęła mama.
Nie przełożyliśmy. W czwartek zrobiliśmy przystanek noclegowy na Kabatach w Warszawie u Twojego kolegi Konstantego, o którym pisałem Ci już tutaj. Całkiem owocne nawiązaliście kontakty. Ty z pozycji brzuch klepałeś go zaczepnie po udzie, on z pozycji siedzącej bez raczkowania, głaskał cię koleżeńsko po łapce. Nota bene był to dzień ojca, dlatego wspolnie z tatą Konstantego, ja tata Konstantego wypiliśmy najpierw piwo w kawiarni, po którym kręciło mi się w głowie, a wieczorem wódkę na miodzie, po któej nie kręciło mi się w głowie. Zastanawialiśmy się jak was wymawia się w liczbie mnogiej. Ci Konstanci, Konstantowie? Dwóch Konstantych się spotkało, choć się ciężko odmieniało.
Nasz stary opel był zapakowany po brzegi głównie przez rzeczy potrzebne do zajmowania się niemowlakiem. Wózek duży typu starego, łóżeczko turystyczne dziesięciokilowe, wanienka metrowa, a w niej czajnik, farelka, kosmetyki dziecięce, koce i pampersów paczka, wód źródlanych butelek 10, walizka z ubrankami na każdy dzień, namiot plażowy produkcji chińskiej, co wraca popsuty, garnki i warzywa na zupki niemowlęce, pies i leżysko psie, gumowce zółte i czarne. Oto jak opel astra kombi staje się ciężarówką rodzinną.
O 22 dotarliśmy na miejsce. Pokój, który dostaliśmy był sposobem na wywołanie depresji i klaustrofobii. Całą noc grzaliśmy farelką, bo oprócz wywoływania wymienionych przeze mnie stanów, mógł doprowadzić jeszcze do przeziębienia.Szczęśliwie wymieniliśmy go na inny. Rozpakowanie i spakowanie tobołów, potem przenoszenie do innego pokoju jak przypuszczasz, nie jest moim hobby, a szkoda, bo w trakcie tych wakacji poświęcałem się temu zajęciu niebywale często.
Od soboty rana zaczęliśmy plażowanie. Prognoza pogody , która przeraziła nasze urlopowe serca, znalazła swoje miejsce w innym narządzie, Było przepięknie. co dzień rano przez nadmorski las, pachnący nadmorskim lasem -och jaki to był wspaniały zapach nadmorskiego lasu, docieraliśmy do pustej plaży, gdzie zasłonięci znalezionym w pokoju parawanem, chronieni przez słońce plażowym chińskim namiotem z początkami procesu popsucia - byliśmy razem. O 12 gdy wszyscy ciągnęli na plażę, a może prażę?, my uciekaliśmy przed skwarem, robiliśmy ci zupę, potem jedliśmy zupę i na drugie danie gofra, żeby zaoszczędzić Twoje chrzcielne pieniądze i znów wyruszaliśmy nad morze, aż do wieczora. A gdy popsuła się pogoda wyjechaliśmy. Po drodze zahaczając o Inowrocław, gdzie na 9 ohydnego piętrze wieżowca mieszka mój wujek -wujek Stach, ludowy rzeźbiarz. Nie rzeźbi jednak już od kilku lat, miał wylew. Potem w Płowcach przespaliśmy się u kuzynki Twojej babci Grażyny. Jej mąż, ex-rolnik, kilkanaście razy w czasie wizyty naszej wykonywał w twoją stronę następującą akrobację manualno-ryjną. Otwarte dłonie przykładał do uszu kciukami. po czym zaczynał ruszać palcami obu dłoni i bardzo szybko wystawiać i chować język. Brak Twojej reakcji nie zniechęcał go i co jakiś czas powtarzał ów rytuał w Twoją stronę jako, podejrzewam - jedyny oręż kinderzabawiarstwa. Potem ruszyliśmy do Poznania, do kuzynki Oli Eweliny Paci. Na Festiwalu Malta zobaczyłeś przedstawienie teatralne dla dzieci w wieku 0 do 5 lat. Na marginesie dodam, że grała go aktorka, którą rok wcześniej widzieliśmy na przedstawieniu wyłącznie dla ludzi dorosłych. Na scenie było mnóstwo piłek, do których po spektaklu dopuszczono gromadę nieletniej widowni, i nawet Ty, jako jeden z najmłodszych z pomocą mamy i pani aktorki pobujałeś się ogromnej , nadmuchanej piłce. Podobało ci się. Poza tym świat ponownie okazał się mały, bo nie wiedząc jak dotrzeć na przedstawienie, dołączyliśmy się do dwóch mam z wózkami, a jedna z nich, mama Krystynki, okazała się emigrantką z Tarnowskich Gór.
Nasz pies Neska podróżowała z nami, z tej przyczyny w Wejherowie w Lidlu kupiliśmy jej kurczaka. Kurczak ów postanowił również podróżować, niestety polem jego podróży był nasz samochód. Zwiedzał go 3 dni w czasie gdy my używaliśmy poznańskich autobusów i gdy wreszcie odnalazłem go pod fotelem wśród bzykających much, okazało się, że nie mył się, nie golił i nie perfumował.
Smród tego bydlęcia to znaczy kurczaka wciąż jeszcze owiewa subtelną mgiełką pasażerów opla, pomimo niezliczonej liczby wietrzeń. I wróciliśmy, o 2 nad ranem. W domu było 16 stopni i nagrzałem w te lipcową noc w kominku o zielonych kaflach.
Wklejam Twoje zdjęcie plażowe. Po prawej stronie od Twojej głowy widać ślady Neski. Twój żółty koc leży na różowym, zabranym z pokoju, a różowy leży na piachu z plaży. A piach z plaży leży na piachu z plaży, a ten leży na piachu z plaży i tak leżą ziarenko na ziarenku no i bardzo dobrze.
Dzień przed wyjazdem spojrzałem na prognozę pogody na najbliższy tydzień dla Wejherowa, które to miasto 15 kilometrów dzieli od Białogóry, gdzie udawaliśmy się z Tobą, Konstanty. Cały tydzień deszcz, zachmurzenie i 17 stopni. Jedyne pocieszenie, ze powyżej zera.
- Może to przełóżmy - jęknęła mama.
Nie przełożyliśmy. W czwartek zrobiliśmy przystanek noclegowy na Kabatach w Warszawie u Twojego kolegi Konstantego, o którym pisałem Ci już tutaj. Całkiem owocne nawiązaliście kontakty. Ty z pozycji brzuch klepałeś go zaczepnie po udzie, on z pozycji siedzącej bez raczkowania, głaskał cię koleżeńsko po łapce. Nota bene był to dzień ojca, dlatego wspolnie z tatą Konstantego, ja tata Konstantego wypiliśmy najpierw piwo w kawiarni, po którym kręciło mi się w głowie, a wieczorem wódkę na miodzie, po któej nie kręciło mi się w głowie. Zastanawialiśmy się jak was wymawia się w liczbie mnogiej. Ci Konstanci, Konstantowie? Dwóch Konstantych się spotkało, choć się ciężko odmieniało.
Nasz stary opel był zapakowany po brzegi głównie przez rzeczy potrzebne do zajmowania się niemowlakiem. Wózek duży typu starego, łóżeczko turystyczne dziesięciokilowe, wanienka metrowa, a w niej czajnik, farelka, kosmetyki dziecięce, koce i pampersów paczka, wód źródlanych butelek 10, walizka z ubrankami na każdy dzień, namiot plażowy produkcji chińskiej, co wraca popsuty, garnki i warzywa na zupki niemowlęce, pies i leżysko psie, gumowce zółte i czarne. Oto jak opel astra kombi staje się ciężarówką rodzinną.
O 22 dotarliśmy na miejsce. Pokój, który dostaliśmy był sposobem na wywołanie depresji i klaustrofobii. Całą noc grzaliśmy farelką, bo oprócz wywoływania wymienionych przeze mnie stanów, mógł doprowadzić jeszcze do przeziębienia.Szczęśliwie wymieniliśmy go na inny. Rozpakowanie i spakowanie tobołów, potem przenoszenie do innego pokoju jak przypuszczasz, nie jest moim hobby, a szkoda, bo w trakcie tych wakacji poświęcałem się temu zajęciu niebywale często.
Od soboty rana zaczęliśmy plażowanie. Prognoza pogody , która przeraziła nasze urlopowe serca, znalazła swoje miejsce w innym narządzie, Było przepięknie. co dzień rano przez nadmorski las, pachnący nadmorskim lasem -och jaki to był wspaniały zapach nadmorskiego lasu, docieraliśmy do pustej plaży, gdzie zasłonięci znalezionym w pokoju parawanem, chronieni przez słońce plażowym chińskim namiotem z początkami procesu popsucia - byliśmy razem. O 12 gdy wszyscy ciągnęli na plażę, a może prażę?, my uciekaliśmy przed skwarem, robiliśmy ci zupę, potem jedliśmy zupę i na drugie danie gofra, żeby zaoszczędzić Twoje chrzcielne pieniądze i znów wyruszaliśmy nad morze, aż do wieczora. A gdy popsuła się pogoda wyjechaliśmy. Po drodze zahaczając o Inowrocław, gdzie na 9 ohydnego piętrze wieżowca mieszka mój wujek -wujek Stach, ludowy rzeźbiarz. Nie rzeźbi jednak już od kilku lat, miał wylew. Potem w Płowcach przespaliśmy się u kuzynki Twojej babci Grażyny. Jej mąż, ex-rolnik, kilkanaście razy w czasie wizyty naszej wykonywał w twoją stronę następującą akrobację manualno-ryjną. Otwarte dłonie przykładał do uszu kciukami. po czym zaczynał ruszać palcami obu dłoni i bardzo szybko wystawiać i chować język. Brak Twojej reakcji nie zniechęcał go i co jakiś czas powtarzał ów rytuał w Twoją stronę jako, podejrzewam - jedyny oręż kinderzabawiarstwa. Potem ruszyliśmy do Poznania, do kuzynki Oli Eweliny Paci. Na Festiwalu Malta zobaczyłeś przedstawienie teatralne dla dzieci w wieku 0 do 5 lat. Na marginesie dodam, że grała go aktorka, którą rok wcześniej widzieliśmy na przedstawieniu wyłącznie dla ludzi dorosłych. Na scenie było mnóstwo piłek, do których po spektaklu dopuszczono gromadę nieletniej widowni, i nawet Ty, jako jeden z najmłodszych z pomocą mamy i pani aktorki pobujałeś się ogromnej , nadmuchanej piłce. Podobało ci się. Poza tym świat ponownie okazał się mały, bo nie wiedząc jak dotrzeć na przedstawienie, dołączyliśmy się do dwóch mam z wózkami, a jedna z nich, mama Krystynki, okazała się emigrantką z Tarnowskich Gór.
Nasz pies Neska podróżowała z nami, z tej przyczyny w Wejherowie w Lidlu kupiliśmy jej kurczaka. Kurczak ów postanowił również podróżować, niestety polem jego podróży był nasz samochód. Zwiedzał go 3 dni w czasie gdy my używaliśmy poznańskich autobusów i gdy wreszcie odnalazłem go pod fotelem wśród bzykających much, okazało się, że nie mył się, nie golił i nie perfumował.
Smród tego bydlęcia to znaczy kurczaka wciąż jeszcze owiewa subtelną mgiełką pasażerów opla, pomimo niezliczonej liczby wietrzeń. I wróciliśmy, o 2 nad ranem. W domu było 16 stopni i nagrzałem w te lipcową noc w kominku o zielonych kaflach.
Wklejam Twoje zdjęcie plażowe. Po prawej stronie od Twojej głowy widać ślady Neski. Twój żółty koc leży na różowym, zabranym z pokoju, a różowy leży na piachu z plaży. A piach z plaży leży na piachu z plaży, a ten leży na piachu z plaży i tak leżą ziarenko na ziarenku no i bardzo dobrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)