Mało piszę, co dzieję się w cieniu naszego z Tobą życia. Kilka uwag podam tutaj, może będzie ci łatwiej dostać piątke z historii. W naszym kraju poraz drugi z rzędu premierem został mężczyzna o obco brzmiacym imieniu i nazwisku -Donald Tusk. Europa wedle radia i telewizji przeżywa kryzys ekonomiczny. Bliskie bankructwa są Grecja, Włochy i Hiszpania. Ktoś zauważył, że ciężko dzieje się w krajach, gdzie obowiązuje siesta. U nas wszystko jest drogie, bardzo drogie. Benzyna podrożała bardzo a to bardzo i kosztuje tyle za litr, co półtora chleba.
Listopad jest bezdeszczowy i raczej ładny. MAsz katar i chyba zaczniesz mnie nienawidzić, bo wyciagam ci go specjalną taką wyciągarką to znaczy rurką z ustnikiem z mojej strony i z rurką z dziubkiem od strony Twego nosa. NA sam widok tego narzędzia zaczynasz ryczeć i nie przestajesz po zakończeniu procederu. Modlę się, by cię nie utraumatyzować, bo przykłądowo widok baby w fartuchu zbliżającej się do ciebie każdorazowo wywołuje ryk z Twego jedenastokilowego ciała.
Kupiliśmy ci na Allegro szelki pomagające w nauce chodzenia, bo Twoja ulubiona obecnie zabawa to śmiganie po mieszkaniu z wykorzystaniem naszych skrzywionych kręgosłupów, gdy trzymamy cię za podniesione do góry rączki.
Mama siedzi w internecie i godzinami ogląda strony z zabawkami, zastanawiając się, co kupić ci na roczek. Rozpaliłem w kominku, bo śmierdziało zeń ( prawodpodobnie z przyczyn ćiśnienia powietrza nieodpowiedniego) wędzoną kiełbasą.
Do snu czytam najnowszą powieść Murakamiego, japońskiego pisarza, i nie mogę oderwać się od tej prozy. Jest to proza nie do oderwania ode mnie. A jeszcze inaczej -pierwsza moja książka przeczytana w tym roku. Czyli wyrobiłem średnią krajową. Ale to Twoja wina, gdyż główną moją literaturą jest wnętrze Twojego pampersa. Głupie żarty, synku, Ty jesteś biblią naszą, bajką ilustrowaną, przewodnikiem turystycznym po szczęsciu.
Dla Ciebie tu piszę, Konstanty,żebyś mógł; gdy już będziesz duży, zobaczyć jak Twoje wczesne dzieciństwo przeżywaliśmy i co działo się w jego okolicach.Tata.
niedziela, 20 listopada 2011
wtorek, 15 listopada 2011
Kostkowa Opowiastka Szósta
Pan Pielucha postanowił wyjść na balkon i pogłaskać ulubiony liść ulubionego rododendrona. Nie zdążył nawet wyciągnąć ręki, gdy usłyszał:
-To jest napad!
- O matko Tetro -jęknął, po czym stał się w osiemdziesiąt trzech procentach żółty.
- Ratunku-wykrzyczał -kim pan jest?
- Na prawdę mnie Pan nie zna? -zdziwił się nieznajomy - Jestem Oranżadowy Potwór i szczerze mówiąc nie mam czasu na więcej wyjaśnień, bo mam kolejny napad u Pana Gaci, wie Pan jak do niego trafić?
Pan Pielucha był niebywale kulturalnym osobnikiem, dlatego wyjaśnił Potworowi, ze musi trzy przystanki jechać autobusem numer 111, potem piechotą pod górkę,a gdy już będzie na górce, to jeszcze raz piechotą na większą górkę, a gdy już będzie na tej drugiej górce, to zazwyczaj nie ma się siły piechotą wejść na trzecią górkę i należy poczekać na autobus 111 bis, który co dwa dni podjeżdża na trzecią górkę, gdzie mieszka Pan Gacie.
-Dziękuję -odpowiedział Oranżadowy Potwór doprowadzając jeszcze 4 procent Pana Pieluchy do barw oranżadowych. Następnie zrobił kilka notatek i wypłynął z balkonu.
-Ha, ale się pomściłem za ten oranżadowy napad na moją godność -chwalił się potem Pan Pielucha pannie Rękawiczce
Bokserskiej.
- Zadał mu Pan trafny cios? - dopytywała.
-O nie, zmyliłem go.
- Unik? -dopytywała panna Rękawiczka
- Ależ skąd. Po prostu autobus 111 bis, nie co dwa, tylko co trzy dni podjeżdża pod ostatnią górkę.
Wszystkim innym natomiast, którzy dopytywali go dlaczego nagle tak pożółkł jakby go napadł Oranżadowy Potwór, odpowiadał tajemniczo o swojej rzekomej wycieczce do Szanghaju albo o eksperymentach udoskonalających kogel-mogel z siedmiu żółtek.
-To jest napad!
- O matko Tetro -jęknął, po czym stał się w osiemdziesiąt trzech procentach żółty.
- Ratunku-wykrzyczał -kim pan jest?
- Na prawdę mnie Pan nie zna? -zdziwił się nieznajomy - Jestem Oranżadowy Potwór i szczerze mówiąc nie mam czasu na więcej wyjaśnień, bo mam kolejny napad u Pana Gaci, wie Pan jak do niego trafić?
Pan Pielucha był niebywale kulturalnym osobnikiem, dlatego wyjaśnił Potworowi, ze musi trzy przystanki jechać autobusem numer 111, potem piechotą pod górkę,a gdy już będzie na górce, to jeszcze raz piechotą na większą górkę, a gdy już będzie na tej drugiej górce, to zazwyczaj nie ma się siły piechotą wejść na trzecią górkę i należy poczekać na autobus 111 bis, który co dwa dni podjeżdża na trzecią górkę, gdzie mieszka Pan Gacie.
-Dziękuję -odpowiedział Oranżadowy Potwór doprowadzając jeszcze 4 procent Pana Pieluchy do barw oranżadowych. Następnie zrobił kilka notatek i wypłynął z balkonu.
-Ha, ale się pomściłem za ten oranżadowy napad na moją godność -chwalił się potem Pan Pielucha pannie Rękawiczce
Bokserskiej.
- Zadał mu Pan trafny cios? - dopytywała.
-O nie, zmyliłem go.
- Unik? -dopytywała panna Rękawiczka
- Ależ skąd. Po prostu autobus 111 bis, nie co dwa, tylko co trzy dni podjeżdża pod ostatnią górkę.
Wszystkim innym natomiast, którzy dopytywali go dlaczego nagle tak pożółkł jakby go napadł Oranżadowy Potwór, odpowiadał tajemniczo o swojej rzekomej wycieczce do Szanghaju albo o eksperymentach udoskonalających kogel-mogel z siedmiu żółtek.
sobota, 12 listopada 2011
Zachowanki PIerwsze
W tym dziale chcę Ci pisać o nowych umiejętnościach Twych czyli kiedy zrobiłeś coś poraz pierwszy i co to było.
Od trzech tygodni potrafisz wskazywać palcem na lampę, gdy spytamy cię gdzie jest lampa. Kilka dni później do katalogu obiektów, które potrafisz wskazać, gdy pytamy o nie -jest mama oraz neska. Tata czyli ja czasami. Wczoraj pokazałeś palcem moją mamę, pytany gdzie jest babcia, mimo że widzisz ją rzadziej niż mamę Twojej mamy, u której się przecież żłobkujesz. Zastanawialiśmy się czy słowo babcia nie oznacza dla ciebie nie tyle konkretną osobę, co kobietę starszą. Czy rozpoznajesz już różnice wiekowe?
Kilka razy zrobiłeś już brawo-brawo. Czyli klaskasz w dłonie, gdy wypowiemy brawo-brawo.
Trzymany za rączki tuptasz kilka metrów.
Czasami uczynisz pa-pa.
Gadasz i gaworzysz często. Głównie sylabami jak następuje: adadadadatatataadadabababa. Nie wybrzmiałeś jeszcze mamą.
Od trzech tygodni potrafisz wskazywać palcem na lampę, gdy spytamy cię gdzie jest lampa. Kilka dni później do katalogu obiektów, które potrafisz wskazać, gdy pytamy o nie -jest mama oraz neska. Tata czyli ja czasami. Wczoraj pokazałeś palcem moją mamę, pytany gdzie jest babcia, mimo że widzisz ją rzadziej niż mamę Twojej mamy, u której się przecież żłobkujesz. Zastanawialiśmy się czy słowo babcia nie oznacza dla ciebie nie tyle konkretną osobę, co kobietę starszą. Czy rozpoznajesz już różnice wiekowe?
Kilka razy zrobiłeś już brawo-brawo. Czyli klaskasz w dłonie, gdy wypowiemy brawo-brawo.
Trzymany za rączki tuptasz kilka metrów.
Czasami uczynisz pa-pa.
Gadasz i gaworzysz często. Głównie sylabami jak następuje: adadadadatatataadadabababa. Nie wybrzmiałeś jeszcze mamą.
Pierwsza krew przed pierwszym śniegiem na białym szkle
Nocą zaczęły się przymrozki, choć to nadal jedna z piękniejszych jesieni, które pamiętam.
Szczerze, fatalnie zapamiętuję rok po roku następujące po sobie pogody, a to zawsze żywy temat ludzkich rozmów.
Dziś miałem zamiar trzeć marchewkę na tarce jako dodatek do pasty rybnej, gdy Twój płacz przywołał nas do pokoju. Na kominkowej szybie leżałeś z głową we krwi.Przerażenie. które ogarnia mnie na myśl, że kilka milimetrów, a mógłbyś stracić oko lub życie, zbliża mnie do rozumienia nadwrażliwych rodziców, odbierających dziecku samodzielność, by tyko móc mieć większą pewność jego istnienia, jego przetrwania w dżungli kantów, drobnych przedmiotów zakrztuszaczy.
Chcę chronić Twoje zycie. Chcę chronić Twoją samodzielność.
Pojechaliśmy do Chorzowa, gdzie niebywale milczący lekarz w ciągu pięciu sekund nakleił ci specjalny plaster, po czym około kwadransa pisał o tym w komputerze, nie wypowiedziawszy do nas ani słowa. Dość często spotykam lekarzy, którzy mają problem z nawiązaniem kontaktu,a to właśnie, -jak mówi jedno z wracających czasem do mnie zawodowych powiedzeń -to właśnie kontakt leczy.
Zimnym acz słonecznym popołudniem wsadzaliśmy w ogródku krzewy, które Twoja mama przedstawiła mi jako ałycza. Siedziałeś w wózku, obserwowałeś świat i rozwijałeś swoją cierpliwość.
Twoja dziecięcia cierpliwość fascynuje mnie; ta umiejętność zajęcia się sobą, nienarcyzowania rykiem cokilkasekundowym. Nie jest przy tym Twoja cierpliwość jakimś rodzajem braku energii, marazmem niemowlęcym lecz po prostu cechą godną wspominania, gdy już jako nastolatek będziesz chciał się dowiedzieć jaki byłeś. A pewnie to zadatki Twojej linii charakterologicznej, zręby osobowości.
Jak pewnie wiesz, większość znanych nam, nawet młodszych niż ty lub równoletnich dzieci, ma już jakieś zęby. Tobie przebił się jeden i nie rósł, aż tu dziś na ogródku, trakcie wkopywania ałyczy na żywopłot (podobno robi się z niej zywopłot nie do przjścia), Twoja mama woła mnie i przytrzymując paluchem Twoją wargę, wskazuje na wystający już dwa milimetry ponad dolne dziąsło lewy ząb numer jeden.
Cierpnie mi prawa ręka od pisania na klawiaturze , dlatego kończę. Wejdę jeszcze do internetu poszukać przepisów na cierpnącą rękę, a potem zapraszam Cie do nowego działu o tytule Zachowanki. Jest 23.17. Śpisz, choć tyłek masz odparzony niebywale.
Szczerze, fatalnie zapamiętuję rok po roku następujące po sobie pogody, a to zawsze żywy temat ludzkich rozmów.
Dziś miałem zamiar trzeć marchewkę na tarce jako dodatek do pasty rybnej, gdy Twój płacz przywołał nas do pokoju. Na kominkowej szybie leżałeś z głową we krwi.Przerażenie. które ogarnia mnie na myśl, że kilka milimetrów, a mógłbyś stracić oko lub życie, zbliża mnie do rozumienia nadwrażliwych rodziców, odbierających dziecku samodzielność, by tyko móc mieć większą pewność jego istnienia, jego przetrwania w dżungli kantów, drobnych przedmiotów zakrztuszaczy.
Chcę chronić Twoje zycie. Chcę chronić Twoją samodzielność.
Pojechaliśmy do Chorzowa, gdzie niebywale milczący lekarz w ciągu pięciu sekund nakleił ci specjalny plaster, po czym około kwadransa pisał o tym w komputerze, nie wypowiedziawszy do nas ani słowa. Dość często spotykam lekarzy, którzy mają problem z nawiązaniem kontaktu,a to właśnie, -jak mówi jedno z wracających czasem do mnie zawodowych powiedzeń -to właśnie kontakt leczy.
Zimnym acz słonecznym popołudniem wsadzaliśmy w ogródku krzewy, które Twoja mama przedstawiła mi jako ałycza. Siedziałeś w wózku, obserwowałeś świat i rozwijałeś swoją cierpliwość.
Twoja dziecięcia cierpliwość fascynuje mnie; ta umiejętność zajęcia się sobą, nienarcyzowania rykiem cokilkasekundowym. Nie jest przy tym Twoja cierpliwość jakimś rodzajem braku energii, marazmem niemowlęcym lecz po prostu cechą godną wspominania, gdy już jako nastolatek będziesz chciał się dowiedzieć jaki byłeś. A pewnie to zadatki Twojej linii charakterologicznej, zręby osobowości.
Jak pewnie wiesz, większość znanych nam, nawet młodszych niż ty lub równoletnich dzieci, ma już jakieś zęby. Tobie przebił się jeden i nie rósł, aż tu dziś na ogródku, trakcie wkopywania ałyczy na żywopłot (podobno robi się z niej zywopłot nie do przjścia), Twoja mama woła mnie i przytrzymując paluchem Twoją wargę, wskazuje na wystający już dwa milimetry ponad dolne dziąsło lewy ząb numer jeden.
Cierpnie mi prawa ręka od pisania na klawiaturze , dlatego kończę. Wejdę jeszcze do internetu poszukać przepisów na cierpnącą rękę, a potem zapraszam Cie do nowego działu o tytule Zachowanki. Jest 23.17. Śpisz, choć tyłek masz odparzony niebywale.
Subskrybuj:
Posty (Atom)