wtorek, 15 listopada 2011

Kostkowa Opowiastka Szósta

Pan Pielucha postanowił wyjść na balkon i pogłaskać ulubiony liść ulubionego rododendrona. Nie zdążył nawet wyciągnąć ręki, gdy usłyszał:
-To jest napad!
- O matko Tetro -jęknął, po czym stał się w osiemdziesiąt trzech procentach żółty.
- Ratunku-wykrzyczał -kim pan jest?
- Na prawdę mnie Pan nie zna? -zdziwił się nieznajomy - Jestem Oranżadowy Potwór i szczerze mówiąc nie mam czasu na więcej wyjaśnień, bo mam kolejny napad u Pana Gaci, wie Pan jak do niego trafić?
 Pan Pielucha był niebywale kulturalnym osobnikiem, dlatego wyjaśnił Potworowi, ze musi trzy przystanki jechać autobusem numer 111, potem piechotą pod górkę,a  gdy już będzie na górce, to jeszcze raz piechotą na większą górkę, a gdy już będzie na tej drugiej górce, to zazwyczaj nie ma się siły piechotą wejść na trzecią górkę i należy poczekać na autobus 111 bis, który co dwa dni podjeżdża na trzecią górkę, gdzie mieszka Pan Gacie.
-Dziękuję -odpowiedział Oranżadowy Potwór doprowadzając jeszcze 4 procent Pana Pieluchy do barw oranżadowych. Następnie zrobił kilka notatek i wypłynął z balkonu.


  -Ha, ale się pomściłem za ten oranżadowy napad na moją godność -chwalił się potem Pan Pielucha pannie Rękawiczce
Bokserskiej.
- Zadał mu Pan trafny cios? - dopytywała.
-O nie, zmyliłem go.
- Unik? -dopytywała panna Rękawiczka
- Ależ skąd. Po prostu autobus 111 bis, nie co dwa, tylko co trzy dni podjeżdża pod ostatnią górkę.
         Wszystkim innym natomiast, którzy dopytywali go dlaczego nagle tak pożółkł jakby go napadł Oranżadowy Potwór, odpowiadał tajemniczo o swojej rzekomej wycieczce do Szanghaju albo o eksperymentach udoskonalających kogel-mogel z siedmiu żółtek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz