niedziela, 15 lipca 2012

Okoliczności dziewiąte

Pracujemy w ogrodzie. Cegły z rozebranej do naga ściany, układam w szachownice jako podest ogrodowy. Zabrakło ich więc, rozbieram stary domek na naszej działce. Spadłem z jego spróchniałego dachu z włączoną piłą łańcuchową dwa metry w dół, gdy próbowałem odciąć czterometrową balę potrzebną nam jako podstawę dachu podestu. Okalecznie okołosmierciowe było blisko, gdyż wewnątrz owego domku leży mnóstwo niebezpiecznych rzeczy, a same ściany są w większości zmurszałe. Co to za słowo: zmurszałe, zastanawiam się od kilku dni?
-Zmurszałeś?
- NIe, a Ty?
Mamie Twojej, którą wołasz już tylko per Ołła pękła stopa. Widocznie trochę skóra jej zmurszała. Bardzo ją boli i dziś moczyła ją w wodzie z solą, a potem tarłem ją tarkami i smarowałem trochę przeterminowanym kremem do paznokci i rąk z witaminą A, bo nieprzeterminowanego nie mamy.
   Odwiedzili nas Mriusz i Maryla z córkami trzema, starszymi od Ciebie, ale nie na tyle starymi, aby nie chciec nas odwiedzac z rodzicami. W 2002 bodajze wyprowadziłem się od swoich rodziców i zamieszkałem z MArylą. MAryla kochała się wtedy platonicznie w Mariuszu, który wystąpił w tych czasach z klasztoru Benedyktynów i rozpoczynał żywot świecki. Wiedząc o kierunku w jakim uderza serce Marylki, zaproponowałem Mariuszowi, aby wprowadził się do nas. On to zrobił, lecz przez rok jego serce biło w kierunku innej. Ale jak to bywa w bajkach wreszcie sie zakochali i wtedy się od nich wyprowadziłem  i z Twoją mamą, wtedy jeszcze potencjalną zamieszkaliśmy na ulicy zimorodka 14 w mieszkaniu, którym była mała kawalerka na parterze, której widok z okna kuchennego rozpościerał się na schody w taki sposób, że nalewając nazbyt zamaszyscie chochlą zupę, można było ugodzić kogoś wchodzącego po schodach w łeb. Mieszkaliśmy tam dwa albo i trzy lata, zanim odnaleźliśmy naszą malutką wioskę, pociętą przez A1, krajową 78 i plany zagospodarowania pól przez jakiegos biznesmena, co mu kościół katolicki ziemię naszą wiejską sprzedał w sposób nieetyczny i brzydki.
   Aha, zawiadamiam, ze tydzień temu odeszła nasza stara chińska kosiarka, którą koszenie ogródka zajmowało mi 2 dni i równało się pielgrzymce z raciborza do Częstochowy. Nowa Husqvarna kosztowała tyle, co wart jest nasz Twingo. Koszę nią ogród pół godziny i religijność moja w postaci męki pańskiej, którą przeżywałem przy starej kosiarce-pokrace zanika do minimum.
 

piątek, 29 czerwca 2012

Dziura w głowie i porzeczki na drewnianej ławce.

Właśnie miliśmy wychodzić z domu, abyło to przedwczoraj około godziny 13. Zamykałem samochód, bo Twoja mama zwróciłą mi  uwagę, że nie zamykam Twingo na noc. Wszak brak benzyny w baku i wartość poniżej 1000 zł nie odstrasza złodziei, którzy w poszukiwaniu łupu podchodzą pod bramy naszego na końcu wsi w jej najuboższej części.
Twój ukochany rowerek, na którym potrafisz rozpędzić się do prędkości mojego truchtu, stał w przybudówce. Dojrzałęm tylko jak rozpoczynasz na nim zjazd po schodach. Gdy podbiegałem, aby cię złapać, Twoja głowa zmierzał już ku ostrym krawędziom cegieł nad podmurówką domu. Potem zobaczyłem dziurę nad okiem i krew. Zrobiło mi się gorąco.  Po trzech minutach byłeś juz gotowy do zabawy, ale mój szok trwał i trwa nadal, wywołując na ekran wspomnien i wyobraźni, bliskośc tragedii. Nie powiedziałem mamie, że stało się to w wyniku Twojego zjazdu po schodach. Byłaby bardzo zła. A tak była tylko zła. Powiem Tobie, bo po latach, gdy bedziesz czytał tego bloga,  a blizna nad okiem nie będzie błyszczeć niczym ostrze miecza zagłady ojcowskiej nade mną, to wspomnienie, będzie tylko jednym z rozdziałów Twojego dzieciństwa, o którym tutaj Tobie donoszę.
    Wczoraj mama była na zakonczeniu roku wespól ze swoimi współpracownikami czyli nauczycielami gimnazjum z Bytomia. Wszystko działo się na działkach Malwa przy ruchliwej ulicy w Bytom -Tarnowskie Góry. Po powrocie powiedziała, że była królem parkietu i że chce co tydzień chodzić na potańcówki. Trzeba wziąć pod uwagę, że jadą c tam kupiła pół litra wódki żółądkowej gorzkiej, której część (nie wiem jaką) wypiła, co niewątpliwie pomogło jej w zdobyciu mistrzostwa w tańcu nadziałkowym.
   My w tym czasie siedzieliśmy na ławce przy wejściu do biura sąsiada i jedliśmy czerwone porzeczki. Bawiłeś się w ich jedzeniem. Wkładałes je szybko do buzi, po czym kłapałeś ustami, jakbyś chciał chwycić i porzeczkę i rękę, która wkładasz do pyska.Piszę kłapałeś, bo w trakcie tej zabawy rzeczywiście było słychać jak twoje usta robią kłap.
  Nasz sąsiad, który obiecał nam, że w tym roku wymieni wspólny dach, powiedział mi, że przegrał sprawę  z urzędem skarbowym i komornik zajął mu konto, no i może kiedyś będzie lepiej.Nasz stary dach zostaje.
   Zbliża się kolejny upał. Do dmuchanego basenu zaraz wleję wody, bo jak wielu ci podobnych półtoraroczniaków uwielbiasz chlapać się w dziecięcym basenie. Nie mogłem znaleźć pompki i nadmuchanie tego chińskiego plastiku zajęło mi chyba pół godziny, a i tak brakuje mu około tysiąc osiemset ojcowskich wdechów.

czwartek, 21 czerwca 2012

Skąd wzięła się Didi i o śmiechu głośnym jak pociąg w tunelu.

Pewnie już Ci pisałem, ale Neska, Twój ukochany pies nazywany jest przez Ciebie Didi. Często zastanawiamy się skąd ta nazwa? Gdy tylko nie ma obok Ciebie Neski, wołasz  z tęsknota w głosie Didi!!!
   Uwielbiasz się śmiać i robisz to z pełnym użyciem swej przeponki. Czasem zdarza się, że niespodziewanie, bez powodu zaczynasz ryczeć ze śmiechu. Nie wiem jak innym, ale mnie to się bardzo podoba.
   Dwa dni temu miałem urodziny. Pierwsze życzenia jakie dostałem, to sms ze sklepu budowlanego, gdzie mają moje dane. Aż to przykre. Ale od kolegów z pracy dostałem story cubes. To zestaw 9 kostek, a na każdej z nich jest po 6 róznych symboli. Wyrzucasz i zaczynasz wymyślać opowiadanie. Myslę, że będziemy grać razem. Już niedługo.
A oto słowa, których używasz obecnie: Oła wymiennie z mama, didi, buu(auto), tata (cienkim głosem, sporadycznie), tułatutuła (nie znamy znaczenia), mu(krowa -na żądanie), Nene -Neska, w wersji wymuszonej przez nas, pupa (kupa, na życzenie).

środa, 2 maja 2012

o tym, dlaczego nigdy nie zostaniesz tancerzem i kilka innych

    W niedzielę zamiast spędzać czas w spokoju, pędziliśmy z Tobą do Zabrza na pogotowie, bo złapawszy kabel od czajnika, wylałeś sobie, mimo moich prób ratowania cię, kilka kropel na lewą rękę. Mama była tak na mnie zła, że stwierdziła, że teraz skoro jesteś poparzony, to nigdy nie zostaniesz tancerzem, modelem czy aktorem. Zostałeś? Smarujemy Ci tlenkiem srebra łokciowa ranę i pewnie zniknie, ale ja od tego dnia zredefiniowałem swoją perspektywe sprzętów agd.
   
 Uwielbiasz wszystko co ma kółka. Dziś rano popychałeś przez dom cały, kaloryfer na kółkach; wieczorem, pchałeś przez bytomskie osiedle plastikową taczkę, którą mam ci kupiła na zakupach. Mógłbyś nie schodzić ze swego rowerka.








Uwielbiasz się śmiać. Robisz to bez powodu dodając do tego zazwyczaj kilka beblozdań. Wybuchasz ot tak, nagle. Zaśmiewasz się, pogadasz coś pod nosem. To bardzo zabawne. Dlatego najczęściej my tez się śmiejemy,a  to z kolei powoduje, że ty znów zaśmiewasz się i zaśmiewasz.

Gruz, który zrzuciliśmy w czasie remontu z góry na podwórko, przewożę taczkami jako bazę pod podest, który zrobię z cegieł, które to razem z gruzem zrzuciłem z remontowanej góry. Cały czas mamy jakąś pracę na ogrodzie.

Oglądam Twoje zdjęcia sprzed roku. O Boże, jaki jesteś inny, wypiękniony, naczłowieczony.

Wciąż świtnie sypiasz. Równe 10 godzin. Zasypiasz sam i budzisz się z konstruktywnym podejściem do wstawania. To minie. Ale tych 10 godzin Twego snu młodzi rodzice nam zazdroszczą.

Maj jest niesamowicie gorący. Ale już jutro mają nadejść burze. Będziesz stał na parapecie i oglądał pioruny. Uwielbiasz patrzeć się przez okno, stojąc na parapecie.

Już północ. Padam. Padam i nie wstaję.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Kwiecien, a marzec przepadł bez słowa

Wiele upłynęło wody w kaloryferach od kiedy ostatni raz coś CI pisałem. A wciąż woda ta płynie, bo nieustannie od  września grzejemy, a dziś to nawet minus siedem ma być o Jezusie.
    Im większa przerwa w pisaniu, tym więcej rzeczy, które mam do opowiedzenia, a im więcej rzeczy, tym ciężej,  a im ciężej, tym wydaje się, że to nie do udźwignięcia, więc nie siadam i nie piszę i tak to działa. I taka ta oto zasada na wszelakie życiowe procesy się przekłada. Robić po mału; małymi kroczkami lepiej, często po niewiele, po kawałeczku, po centymetrze przez sekund kilka -to dużo więcej niż raz na rok ile się da, aż na pysk się upadnie.
     A teraz o nas i o Tobie. Dwa dni temu zszedłem z góry, gdzie z Panem Grzegorzem remont uprawiamy, a TY na moich rękach trzymany, poproszony o zawołanie mamy, zawołałeś ama-ma. I graliśmy przez 15 minut w taką grę, że mama chowała się, ja prosiłem zawołaj mamę, ty wołałeś ama-ma, mama przybiegała wtedy, a ty cieszyłeś się w taki niezwykły sposób, jakbyś wiedział, że właśnie potrafisz świadomie matkę swoją zawezwać.
   Z mamą pierwszy raz od Twojego naświatprzyjścia oglądaliśmy film. Razem, wspólnie, swiadomie, nie telewizyjny, przypadkowy, chłostany reklamą. Francuska komedia "Nietykalni" Polecam Ci, bo lekkie to, a nie głupie.
   Idę Nesce przyrządzić jedzenie. Czytałem dziś, że w Usa kurczaki karmione są okropnymi środkami. My przestaliśmy jeść takie mięso kurczęce, ale pies nasz takim czasem się posila. Ale nigdy więcej.
    Jedz świadomie, powoli i  z rozkoszą.

środa, 22 lutego 2012

Twoje pierwsze świadome słowo.

         Tak jak czekaliśmy na pierwszy uśmiech, tak czekamy, na pierwsze słowo. I oto jest. "Buuu" -mówisz, gdy pytamy jak robi auto. Faktycznie silniki w naszych samochodach, które mamy stare są i jęczą. Rozumiesz na prawdę wiele słów, ale główny twój dźwiękotwór to "ada". Słowo to powtarasz tysiące razy dziennie. Mama uważa, ze tak nazywasz psa Neskę. Ale czy rzeczywiście cały dzień mówiłbyś tylko o Nesce? Wciąż lubisz książki, co bardzo nas cieszy. Wczoraj siedząc 15 minut na nocniku, czytałeś książeczkę  o króliczku Miffy, całując  co rusz misia, który siedzi na krześle na ostatnim obrazku, Gdy dajesz buzi, otwierasz szeroko usta i pokazujesz cztery zęby. Kupy wczoraj jednak nie zrobiłeś. Literatura niemowlęca nieskutecznie pobudza twoje jelitko.
   Uwielbiasz komputer. Możesz dużo czasu spędzić bawiąc się myszką i klawiaturą.Ograniczamy to oczywiście, ale co jakiś czas chwytasz kogoś z nas za rękę i prowadzisz do komputera. Niestety komputer w stoi w naszej wspólnej sypialni i może nasz plan przeniesienie go do góry w tym roku, skieruje Twoje zainteresowania na bardziej rozwojowe tematy. Czeka nas remont strychu. Kibicuj nam dzielnie, bo każdy remont to finansowe tornado, a   symboliczne pampersy to przecież realne wydatki. Pomóż w remoncie -sikaj mniej!

czwartek, 9 lutego 2012

O tym, jak Litwinka robi ci piękne zdjęcia.

Lana Dadu. narzeczona Wiktora Szynkaruka, z którym przyjaźnię się, bo kiedyś razem pracowliśmy jest Litwinką. I gdy odwiedziliśmy ich w Krakowie, a Ty siedziałeś na nocniku, Lana wyjęła porządny aparat fotograficzny i zrobiła ci kilka zdjęć.
Trochę pobrudzony jedzeniem, trochę zakatarzony, ale śliczny Ty.




Mam problemy z krążeniem w kończynach i wystarczy, że pisze kilka chwil na klawaiturze, a już zaczyna mnie boleć prawa ręka. Ostatnio miałem nawet odczucie poparzonych palców, mimo że wcale ich nie poparzyłem, choć tak odczuwałem ich poparzenie, że aż zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem może nieświadomie je poparzyłem. Zaraz sprawdzę w internecie, co oznacza takie odczucie wedle setek medycznych forów.

    Dziś byliśmy sami we dwójkę w domu i nauczyłeś się wyrzucać śmieci do kosza. Daję ci coś do ręki i mówię, wynieś do śmieci, a Ty wyciągasz to w ręce przed siebie, idziesz do kosza, otwierasz go i wrzucasz.
   Lubisz oglądać z nami ksiązki, a narysowanym w nich postaciom namiętnie dajesz buzi.
Rozumiesz coraz więcej!

       Dziś słyszałem w radio poruszającą historię. Otóż niedawno u włoskich wybrzeży zatonął statek turystyczny  i zginęło w nim wiele ludzi. Pewien chłopiec, któremu zginęła mama, nie mógł spać i wciąż dopytywał tatę o swojego pluszowego misia, który pozostał na statku. Wreszcie tata zdecydował się poprosić ekipy płetwonurków pracujące na statku o pomoc. Ludzie ci, bez wahania od razu przystąpili do poszukiwań i wsród setek zatopionych na statku rzeczy znaleźli ukochana maskotkę i oddali chłopcu.
    Zima zrobiła się naprawdę zimna. Od dwóch tygodni temperatura i nocą i dniem zawsze wskazuje poniżej minus 10 stopni. Gdyby nie nasz kominek zbałwaniłoby nas. Piec żre węgiel, jakby chciał się najeść już na przyszłą zimę. Ptaszki za oknem tłumnie wydziobują z karmnika nasypane przez nas ziarno. Upiekłem żytni pszenno-żytni chleb i w końcu mi wyszedł. Diesel opel nasz choruje z zimna i odpala z cierpieniem pod maską.suche ręce od pracy w kotłowni smaruje kremem do rąk z Ikei, którego Twoja mama aż tak nienawidzi, że pewnej nocy, gdy położyłem się do łóżka, kazała mi iść umyć ręce, bo inaczej "się zżyga".

  Staram się pisać co jakiś czas dla Ciebie tutaj, choć jak często piszę w trakcie rzadkich odwiedzin na tym blogu, z konsekwencją problemy mam pewne. A tu Wiktor, o którym ci wspominałem opowiadał mi o pewnej Amerykance, która propaguje taka metodę rozwoju, aby codziennie rano napisać 750 słów i raz w tygodniu znaleźć czas tylko dla siebie, na kontakt ze sztuką lub doswiadczenie sytuacji dających zupełnie nowe, świeże bodźce.

  Mama zastanawia się czy nie pójść do szkoły uczącej umuzykalniania dzieci, prowadzonej przez ludzi, których spotykasz raz w miesiącu w Krakowie na koncertach dla małych dzieci. To własnie tam będąc, nocowaliśmy u Lany i Wiktora, a Lana pstryk-pstryk pstryknęła ci kilka pięknych zdjęć.

wtorek, 31 stycznia 2012

Tańczący Kostek w sercu zimy.

        Za cholerę nie umiałem dać tytułu temu postowi. Niech będzie i ten, co powyżej. Wczoraj bowiem w czasie wizyty u Twoich chrzestnych, chrzestny Twój zany wujkiem Przemkiem, puścił z wysokiej klasy odtwarzacza muzycznego serbskie melodie. A ty nagle zacząłeś tańczyć, przechodząc na boki z nogę na nogę i ręcę trzymając lekko podniesione niczym budda w czasie lewitacji.To wprawiło nas wszystkich w bombowy nastrój. W domu mamy zimno, za oknem zbliża się temperatura poniżej  minus 20 i opel nasz ledwo co zapala. Ciebie męczy katar. Piec kominkowy, kaflowy, zielony grzeje naszą sypialnie odcinając nas od chłodu naszego poniemieckiego domu. Suche powietrze nawilża nawilżacz. Wlałem do niego całą butelkę wody mineralnej Żywiec i kilka kropel zapachowego olejku. Zapach lawendy osiada wewnątrz nosa . Woda z kranu nie jest dobra do nawilżacza, bo będąc bogatą w kamień, hojnie się nim dzieli, pozostawiając brudny osad na urządzeniu.
     Masz cztery zęby, dwa u góry i dwa na dole. Mniej niż większość twych równolatków, za to przerastasz ich wzrostem i gęstością owłosienia głowowego. Gryziesz nimi jednak znakomicie pokarmy. Lubisz chleb i mięso. Wszystko lubisz. Dajemy ci minimalne ilości cukru, co dziwi wiele osób i pytają: nie dajecie mu lizaków? gum maoma, czekoladek? kinder niespodzianek? słodzonych napojów?
       Nie dajemy!
Twój organizm będzie nam wdzięczny.
Tylko czy ty zgodzisz się ze swoim organizmem?

poniedziałek, 9 stycznia 2012

O strasznej pani z ubezpieczeń i o zupełnie niestrasznych Twoich losach.

   Twój dziadek miał kiedyś bardzo poważny wypadek samochodowy. Jako pasażer przeżył, ale jego kolega kierowca zginął na miejscu. Miał trzydzieści trzy lata. Moja siostra, Twoja ciocia, córka Twego dziadka skontaktowała się ze swoim kolega adwokatem, aby wszcząć sprawę odszkodowania z PZU, które Twoim dziadko wydaje się zbyt małe. Ten adwokat opowiadał następująca historię. Pewnej rodzinie w wypadku zginęło dziecko. Jakaś pani z PZU we  wniosku do sądu napisała, że po śmierci dziecka, tej rodzinie polepszyły się warunki finansowe i nie powinni dostać tak wysokiego odszkodowania. Kolega Twojej cioci wygrał tę sprawę. Instytucje finansowe w ludziach widzą ciągi liczb.
    W gliwicach otworzyli czekoladziarnie w miejscu po sklepie mięsnym. Mamie bardzo podobały się zawsze stare kafle w tym sklepie. Teraz pijąc czekoladę można je nawet podotykać.A ty nawet dwa razy zamoczyłeś palec w gorącej, wytrawnej czekoladzie, choć znacznie bardziej smakował ci kiszony ogórek u babci. Gryzłeś go i mieliłeś kilka minut, a babcia biegała za Tobą przerażona, bojąc się, że możesz się udławić. Lecz nie tobie dławić się kiszonymi ogórkami.
    Łazimy za tobą, gdy trzymasz w ręku jakiś fragment pokarmowy, gdyż w swej dobroci chcesz nim zawsze obdarować Neskę wciskając jej to wprost do pyska, a ona wiedząc o tym, już za wczasu wyprzedza intuicyjnie Twe zamiary, chodząc za Tobą z pyskiem w ty,m momencie Twego wzrostu naturalnie umieszczonym na wysokości Twojej ręki.
     W ostatnią sobotę byliśmy z Tobą na koncercie dla małych dzieci w filharmonii w Krakowie, gdzie metodą gordonowską byłeś audiowany. Sprawdź sobie, co zacz znaczy owo pojęcie, bo tłumaczyć mi się nie chce. Twoja mama wierzy w umuzykalnianie Cię jako sposób rozwoju. Ja też w to wierzę, ale mama twa ma z leksza zakusy kapłańskie,a ja jestem raczej wierny stojącym za filarem.
Czy pisałem ci, że dość konsekwentnie co poranek robisz kupę na nocnik, czerowny, plastikowy i mało stabilny; taki, że źle na nim usadzony, potrafisz wysikać strumień z jego wnętrza na drewnianą podłogę.
   Tak, mamy drewnianą, dębową, o lans się ocierającą podłogę. Wyuczyłeś się po niej poruszać sprawnie i powszechne w tym kraju panele nie sprzyjają Twej stabilności. Nie tylko Twojej. Sporo takich tanich, brzydkich paneli dostaliśmy od znajomych i palimy je w piecu. Modlę się, o to, żeby nie truć nimi środowiska, lecz cena węgla powoduje, ze tracę wiarę i przestaję się modlić. Niestety ludzi nie stać, żeby być ekologami. A bez ciepła w domu nie stać ich, żeby w ogóle być.
    Całkiem świadomie robisz tzw. papa. czyli machasz ręką w sytuacji, gdy zbliża się czas wyjścia, gdy cię ubieramy, a nawet, gdy sam chcesz opuścić miejsce, które akurat jest miejscem naszego pobytu. Nauczyłeś się również pokazywać, że ci smakuje, masując się po brzuszku, choć na początku masowałeś się niczym obrazoburczy gwiazdor rocka wprost po schowanym w pampersie siusiaku.
Pokaż jak ci smakuje?-prosimy, a Konstanty namiętnie kręci rączką po małym swym narządzie rozrodczym siusiakiem zwanym jak wyżej.
Papa, Konstanty -mówię, bo rozpisałem się. Rozpasłem się w rozpisaniu. 23.13. na dworze plus jeden stopień. O dwadzieścia więcej niż rok temu.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Styczniowe nowe, choć rzadkie.

        Najtrudniejsza w życiu, choć najważniejsza jest konsekwencja w tym, co się robi. Przez pierwsze miesiące Twojego zycia byłem konsekwentny w pisaniu dla Ciebie, a teraz opadam z sił. Obiecuję sobie wiele konsekwencji i opadam z sił. Wiem, że to przez te opadania, nie udaje mi się odnosić sukcesów, drobnych i duzych, małych i malutkich, które chciałbym odnieść. Moje lenistwo rzuca mnie w ikeowską kanapę przed głupim telewizorem, zamiast pisać dla ciebie o pamiętaniu.
    Ty jesteś moim sukcesem -konsekwentnym. Wyczekanym, chcianym, zapowiedzianym.

             Minął rok Twojego życia. Na Twoim roczku było całkiem sporo ludzi. Twoja babcia zrobiła antrykoty z kurczaka. Gdy wszyscy rozeszli się do domów, znaleźliśmy w garnku z nieruszanymi antrykotami jednego ze śladami nadgryzienia. Półokrągły ślad czyjejś szczęki wywołał we mnie  detektywistyczny instynkt. Któż mógł ugryźć i zostawić? Przecież mógł bez żadnej obawy wziąć nawet do ręki cały albo odkroić sobie setkami pożyczonych od rodziny noży kawałek?
   Twoja babcia nie nosi zębów, więc nie ona, tym bardziej, ze sama przygotowała powyższe kotlety. Wujek Tamer, mąż Twojej cioci Michaliny, chłopak  z Palestyny? Wujek Janusz -wujek Twojej mamy Oli z wąsem jak szlachcic i dość rubasznym dowcipem? Niestety nie rozwiążę tej zagadki, ale może ty kiedyś zapytasz, kto nadgryzł kotleta i zostawił go wśród nieruszanych na Twoim roczku.

         Sylwester jak rok temu zakończył się koło jedenastej wspólnym naszym zaśnięciem. Neska chowała się pod szafą przed wybuchami petard.

         Uwielbiasz wszystkie przyciski i elektroniczne światełka. Dziś jak i w wiele innych dni wiele minut spędziłeś klikając myszką i naciskając klawiaturę komputera, obsługując przyciski wieży, wciskając przyciski komórek, pilotów, telewizorów, kuchenek, piecyków i wszystkiego, co ma jakiekolwiek przyciski. Wyczuwasz przyciski momentalnie, choćby miały bardzo nowoczesne designy kamuflujące ich przciskowość. Talent czy wyczucie czasów? O tak, Konstanty, żyjemy w erze Przycisków.

     Zima tego roku zimną nie jest. Może i dobrze, bo węgiel znów podrożał. Kupiłem go w workach. Łatwiej wpakować do kotłowni, choć i tak po trzech tonach odczułem niejakie zmęczenie, ale przede wszystkim trudne do zmycia  węglowe ślady wśród zmarszczek na dłoniach.
     Codziennie odkrywasz coś nowego w tym świecie, a ja odkryłem dziś, że mogąc uczestniczyć w tym odkrywaniu wespół z Tobą, tak faktycznie odświeżam swój mozg i to jak dostrzega rzeczywistość. On, przyzwyczajony do wszystkiego, co wokół. szuka jakichś nowych pobudzeń; a tu masz! Dziecko -rwie na strzępy toaletowy papier, odkrywa smak awokado. Patrzenie na takie zdarzenia i szukanie swoich nowych reakcji na Twoje pierwotne odkrywanie świata, budzi, pubudza i nabudza.
     Obserwując Cię, dość często wracam do swojego dzieciństwa, do swoich pierwszych wspomnień, do smaku odczuć tamtego nieistniejącego już świata. Gdzieś istnieje to we mnie, trochę zakopane i jesteś Konstanty archeologiem mojego dzieciństwa.  

Zachowanki Drugie

       Tuż przed pierwszymi urodzinami, gdy byliśmy z Tobą w Krakowie, na koncercie dla maluchów w Filharmonii, zrobiłeś swoje pierwsze samodzielne kroki. Obecnie uprawiasz chodzenie znacznie częściej niż raczkowanie,  co zmniejszyło zużycie wody i proszków do prania, gdyż raczkując lub czołgajac się, prawie codziennie zużywałeś przynajmniej pół kilograma dzianin.
       Gdy nie pozwalamy ci robić tego, na co masz ochotę, wpadasz w namiętną furię, z wyginaniem się w łuk, kładzeniem na podłogę i wrzaskiem.
       Gdy prosimy Cię abyś pokazał ciocię, wskazujesz palcem każdą kobietę w otoczeniu 5 metrów, prócz przekraczających wiek około 60 lat. gdyż dla tych pań zarezerwowane jest zrozumiałe już dla Ciebie pojęcia  babcia.
       Rozumiesz  słowo "daj". Zazwyczaj przynosisz rzecz, o którą cię prosimy, ale w ostatnim momencie rezygnujesz z jej oddania, odwracasz się na pięcie i odchodzisz.
    Codziennie jesteś kimś nowym, Konstanty.