Lana Dadu. narzeczona Wiktora Szynkaruka, z którym przyjaźnię się, bo kiedyś razem pracowliśmy jest Litwinką. I gdy odwiedziliśmy ich w Krakowie, a Ty siedziałeś na nocniku, Lana wyjęła porządny aparat fotograficzny i zrobiła ci kilka zdjęć.
Trochę pobrudzony jedzeniem, trochę zakatarzony, ale śliczny Ty.
Mam problemy z krążeniem w kończynach i wystarczy, że pisze kilka chwil na klawaiturze, a już zaczyna mnie boleć prawa ręka. Ostatnio miałem nawet odczucie poparzonych palców, mimo że wcale ich nie poparzyłem, choć tak odczuwałem ich poparzenie, że aż zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem może nieświadomie je poparzyłem. Zaraz sprawdzę w internecie, co oznacza takie odczucie wedle setek medycznych forów.
Dziś byliśmy sami we dwójkę w domu i nauczyłeś się wyrzucać śmieci do kosza. Daję ci coś do ręki i mówię, wynieś do śmieci, a Ty wyciągasz to w ręce przed siebie, idziesz do kosza, otwierasz go i wrzucasz.
Lubisz oglądać z nami ksiązki, a narysowanym w nich postaciom namiętnie dajesz buzi.
Rozumiesz coraz więcej!
Dziś słyszałem w radio poruszającą historię. Otóż niedawno u włoskich wybrzeży zatonął statek turystyczny i zginęło w nim wiele ludzi. Pewien chłopiec, któremu zginęła mama, nie mógł spać i wciąż dopytywał tatę o swojego pluszowego misia, który pozostał na statku. Wreszcie tata zdecydował się poprosić ekipy płetwonurków pracujące na statku o pomoc. Ludzie ci, bez wahania od razu przystąpili do poszukiwań i wsród setek zatopionych na statku rzeczy znaleźli ukochana maskotkę i oddali chłopcu.
Zima zrobiła się naprawdę zimna. Od dwóch tygodni temperatura i nocą i dniem zawsze wskazuje poniżej minus 10 stopni. Gdyby nie nasz kominek zbałwaniłoby nas. Piec żre węgiel, jakby chciał się najeść już na przyszłą zimę. Ptaszki za oknem tłumnie wydziobują z karmnika nasypane przez nas ziarno. Upiekłem żytni pszenno-żytni chleb i w końcu mi wyszedł. Diesel opel nasz choruje z zimna i odpala z cierpieniem pod maską.suche ręce od pracy w kotłowni smaruje kremem do rąk z Ikei, którego Twoja mama aż tak nienawidzi, że pewnej nocy, gdy położyłem się do łóżka, kazała mi iść umyć ręce, bo inaczej "się zżyga".
Staram się pisać co jakiś czas dla Ciebie tutaj, choć jak często piszę w trakcie rzadkich odwiedzin na tym blogu, z konsekwencją problemy mam pewne. A tu Wiktor, o którym ci wspominałem opowiadał mi o pewnej Amerykance, która propaguje taka metodę rozwoju, aby codziennie rano napisać 750 słów i raz w tygodniu znaleźć czas tylko dla siebie, na kontakt ze sztuką lub doswiadczenie sytuacji dających zupełnie nowe, świeże bodźce.
Mama zastanawia się czy nie pójść do szkoły uczącej umuzykalniania dzieci, prowadzonej przez ludzi, których spotykasz raz w miesiącu w Krakowie na koncertach dla małych dzieci. To własnie tam będąc, nocowaliśmy u Lany i Wiktora, a Lana pstryk-pstryk pstryknęła ci kilka pięknych zdjęć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz