raz kret z okolic katowic
w niedzielę zupełnie po nic
zdradził straszne sekrety
o tym co robią krety.
niestety zdradził je krowie,
a ona nikomu nie powie
bo trawi trawę za rzeką,
za którą? za tą daleką.
Od trzech lat mamy trawnik. Oznacza to, że gdy wyjdziesz z domu i gdziekolwiek się ruszysz, to będziesz chodził po trawie. Co tydzień od czerwca do września chodzę po trawie powoli około trzech godzin w towarzystwie okropnej kosiarki. Zimą jest spokój do momentu, gdy stopnieje śnieg i na potem i krwią naznaczonym trawniku kilkanaście krecich kopców wystaje w górę niczym krosty na twarzy nastolatka. Oto opis inspiracji do tej piosenki dla Ciebie. A ja kupię ci zabawkową, plastikową kosiarkę, ufając, że zaczniesz marzyć o koszeniu prawdziwej trawy i wtedy, gdy będziesz już duży, spełnię Twe marzenie i spełniać je będę co tydzień. proszę.
Dla Ciebie tu piszę, Konstanty,żebyś mógł; gdy już będziesz duży, zobaczyć jak Twoje wczesne dzieciństwo przeżywaliśmy i co działo się w jego okolicach.Tata.
poniedziałek, 31 stycznia 2011
sobota, 29 stycznia 2011
Kostkowa opowiastka czwarta.
Pan Pielucha często bywał w tarapatach. Z wyglądu przypominał pieluchę,a le z racji że był panem, potrafił robić rzeczy jak inni panowie. Na przykład spać, jeść, chodzić, leżeć, mówić i tym podobne.
Pewnego dnia,a była to środa o godzinie 20, Pan Pielucha postanowił wyjść na spacer z psem. Akurat psa nie było w domu, ponieważ poszedł do cyrku, gdzie na pół etatu dorabiał jako akrobata skacząc w tygodnie parzyste wężom, a w nieparzyste klaunom do gardeł.
Pomimo nieobecności psa, Pan Pielucha odważnie ruszył na spacer. Skręcił w lewo, potem jeszcze raz w lewo i jeszcze raz i gdyby skrećił ponownie, pewnie uderzyłby głową o własne drzwi. Pan Pielucha jednak w ostatnim momencie ruszył przed siebie i bach! wpadł w bagno.
Co to jest - krzyknął zrozpaczony - Och jaki cieżar na sercu czuję. Ratunku! To okropne!
- Dzień dobry. Jestem Bagno -odpowiedziało bagno.
- Co to jest bagno, na Matkę Bawełnę?! -wrzeszczał Pan Pielucha.
- Jestem tu na zaproszenie mojego kolegi Błota. Wpadłem na kilka dni.
- To raczej ja wpadłem i chyba się z Ciebie nie wygrzebię.Śliwka w kompocie ma zdecydowanie lepiej niż Pan Pielucha w bagnie.
Pan Pielucha dostawał szału, płakał wiercił się i stawał coraz bardziej bagnisty, tracąc swoją naturalną i pielęgnowaną przed lustrem biel. Codziennie bowiem Pan Pielucha spędzał wiele czasu, żeby wyglądać świetnie. Mył się, czesał, prasował garnitury i skarpetki, jakby zamierzał wziąć ślub, a w rzeczywistości wychodził tylko do sklepu kupić wiertła albo majonez. Jeśli oczywiście potrzebował danego dnia wierteł lub majonezu.
Bagno patrzyło z politowaniem na szalejącego w jego wnętrzu Pana Pieluchę.
- Strasznie z ciebie marudna osoba Panie Pieluchu.
- Pielucho! -poprawił Bagno Pan Pielucha wrażliwy na punkcie swojej osoby.
- Gdybyś wycierał obuwie w Wycieraczkę -ciągnął Bagno, nie przejąwszy się uwagami Pana Pieluchy - na pewno nie pojawiłby się tu mój kolega Błoto.
- Wiem o tym dobrze ty straszny potworze. Ale właśnie od tygodnia Wycieraczka wzięła zaległy urlop i wyleguje się pod namiotem.Ratunku!
- Nie wytrzymam z tobą. Niech ktoś go ze mnie wyciągnie, bo zemdleję.
Na szczęście akurat obok przejeżdżało Pieluchowe Pogotowie i za drobną opłatą z pensji psa, wyciągnęło Pana Pieluchę z tego bagna. A gdy Wycieraczka wróciła z urlopu, ku jej zaskoczeniu, Pan Pielucha dał jej podwyżkę.
Pewnego dnia,a była to środa o godzinie 20, Pan Pielucha postanowił wyjść na spacer z psem. Akurat psa nie było w domu, ponieważ poszedł do cyrku, gdzie na pół etatu dorabiał jako akrobata skacząc w tygodnie parzyste wężom, a w nieparzyste klaunom do gardeł.
Pomimo nieobecności psa, Pan Pielucha odważnie ruszył na spacer. Skręcił w lewo, potem jeszcze raz w lewo i jeszcze raz i gdyby skrećił ponownie, pewnie uderzyłby głową o własne drzwi. Pan Pielucha jednak w ostatnim momencie ruszył przed siebie i bach! wpadł w bagno.
Co to jest - krzyknął zrozpaczony - Och jaki cieżar na sercu czuję. Ratunku! To okropne!
- Dzień dobry. Jestem Bagno -odpowiedziało bagno.
- Co to jest bagno, na Matkę Bawełnę?! -wrzeszczał Pan Pielucha.
- Jestem tu na zaproszenie mojego kolegi Błota. Wpadłem na kilka dni.
- To raczej ja wpadłem i chyba się z Ciebie nie wygrzebię.Śliwka w kompocie ma zdecydowanie lepiej niż Pan Pielucha w bagnie.
Pan Pielucha dostawał szału, płakał wiercił się i stawał coraz bardziej bagnisty, tracąc swoją naturalną i pielęgnowaną przed lustrem biel. Codziennie bowiem Pan Pielucha spędzał wiele czasu, żeby wyglądać świetnie. Mył się, czesał, prasował garnitury i skarpetki, jakby zamierzał wziąć ślub, a w rzeczywistości wychodził tylko do sklepu kupić wiertła albo majonez. Jeśli oczywiście potrzebował danego dnia wierteł lub majonezu.
Bagno patrzyło z politowaniem na szalejącego w jego wnętrzu Pana Pieluchę.
- Strasznie z ciebie marudna osoba Panie Pieluchu.
- Pielucho! -poprawił Bagno Pan Pielucha wrażliwy na punkcie swojej osoby.
- Gdybyś wycierał obuwie w Wycieraczkę -ciągnął Bagno, nie przejąwszy się uwagami Pana Pieluchy - na pewno nie pojawiłby się tu mój kolega Błoto.
- Wiem o tym dobrze ty straszny potworze. Ale właśnie od tygodnia Wycieraczka wzięła zaległy urlop i wyleguje się pod namiotem.Ratunku!
- Nie wytrzymam z tobą. Niech ktoś go ze mnie wyciągnie, bo zemdleję.
Na szczęście akurat obok przejeżdżało Pieluchowe Pogotowie i za drobną opłatą z pensji psa, wyciągnęło Pana Pieluchę z tego bagna. A gdy Wycieraczka wróciła z urlopu, ku jej zaskoczeniu, Pan Pielucha dał jej podwyżkę.
piątek, 28 stycznia 2011
Diktu Didaktu Trzecie
Pewna kobieta podała do sądu wydawnictwo zajmujące się publikacjami książek o wychowaniu małych dzieci.
- O co Pani chce oskarżyć wydawnictwo -zapytał sędzia.
-Otóż Wysoki Sądzie, gdy mój czternastoletni syn, przeczytał przed klasą zadanie domowe, którego tematem były Twoje codzienne posiłki, musieliśmy nie tylko zmienić szkołę ale i wyprowadzić się do innego miasta.
- Nie rozumiem -stwierdził sędzia -proszę to dojaśnić.
- Otóż Wysoki Sądzie, w książce tegoż wydawnictwa, wkradł się błąd i ktoś nie postawił przecinka między cyfrą 1 a 5, zalecając wiek, do którego warto karmić piersią.
Stosując się bardzo skrupulatnie do cudzych przepisów na życie, warto zachować paragon.
- O co Pani chce oskarżyć wydawnictwo -zapytał sędzia.
-Otóż Wysoki Sądzie, gdy mój czternastoletni syn, przeczytał przed klasą zadanie domowe, którego tematem były Twoje codzienne posiłki, musieliśmy nie tylko zmienić szkołę ale i wyprowadzić się do innego miasta.
- Nie rozumiem -stwierdził sędzia -proszę to dojaśnić.
- Otóż Wysoki Sądzie, w książce tegoż wydawnictwa, wkradł się błąd i ktoś nie postawił przecinka między cyfrą 1 a 5, zalecając wiek, do którego warto karmić piersią.
Stosując się bardzo skrupulatnie do cudzych przepisów na życie, warto zachować paragon.
Magia imienia.
Zupełnie w coś takiego nie wierzę. A sporo ludzi przypisuje imionom odbicie w osobowości. Każdy Marcin to człowiek, który lubi spać, ma umysł otwarty pomiędzy popołudniem a wieczorem, w okresie dorastania nadmiernie ślini się na widok grabi. Zawsze wiąże się z osobami, które kiszą ogórki i wierzą w rychłe nadejście kryzysu w branży budowlanej. Jest pełen obaw i nie boi się niczego. Bla, bla, bla...
Wierzę natomiast, że w znaczeniu imienia można poszukiwać to tego, to owego, mądro zastanawiającego.
Otóż znalazłem u Ciebie! Konstanty znaczy stały, niezmienny. A przecież taka jest Twoja działalność. Zasypiasz o dwudziestej drugiej i spisz do czwartej nad ranem niezmiennie. Co dwa dni w okolicach poranka robisz w gacie niezmiennie. Za każdym razem niezmiennie zasypiasz w samochodzie.
Jesteś cudownie cudowny niezmiennie.W zachwycaniu mamy i taty niezmiernie niezmienny .
Wierzę natomiast, że w znaczeniu imienia można poszukiwać to tego, to owego, mądro zastanawiającego.
Otóż znalazłem u Ciebie! Konstanty znaczy stały, niezmienny. A przecież taka jest Twoja działalność. Zasypiasz o dwudziestej drugiej i spisz do czwartej nad ranem niezmiennie. Co dwa dni w okolicach poranka robisz w gacie niezmiennie. Za każdym razem niezmiennie zasypiasz w samochodzie.
Jesteś cudownie cudowny niezmiennie.W zachwycaniu mamy i taty niezmiernie niezmienny .
czwartek, 27 stycznia 2011
Dwieście czterdziesto dwu kilometrowa Twoja dzisiejsza wycieczka.
Dziś wstaliśmy wcześnie, żeby wyruszyć tam, gdzie w dwie strony tyle kilometrów ile masz w tytule. Wyjechaliśmy prawie rano, o trzynastej. Nie łatwo zmieścić się w czasie, gdy czas ten mamy tylko pomiędzy karmieniami. Karmienie to zdarzenie pozaczasowe, mimo że zajmuje godzinę. Twoje pozaczasowe zastygnięcia przy piersi godne są mimów z krakowskiego rynku. Właśnie -Kraków.
Nakarmiliśmy Cię u Wiktora Szynkaruka i Lany Dadu. Z Wiktorem, który kilkanaście lat temu przybył tu z Ukrainy, pracowałem robiąc zajęcia dla dzieci w wieku ponadpampersowym. Lana z pochodzenia Litwinka, wiele lat spędziła w małej miejscowości Puńsk, gdzie większość stanowi mniejszość - litewska. Twoja mama lubi Kraków. Kupiła Ci kilka bawełnianych ubranek w sklepie Mathercare, bo uznaje, że tylko w strojach tej firmy, dobrze się czujemy, gdy je nosisz.
Wracaliśmy z ponad dwugodzinnym opóźnieniem w stosunku do rygorystycznych norm czasowych, jakie narzuciliśmy sobie ze względu na pęcherz Neski, psa naszego, która czekała samotnie w domu.
Reflektory naszego seledynowego opla astry kombi 1.7 turbo diesel intercooler z 1994, pomimo wymiany, świecą w stron nieba, trochę niebezpiecznie i nas tam przybliżając. W półmrokach dotarliśmy do domu, chwaląc Cię za odwagę z jaką zniosłeś obciążenie stolcem w pielusze w trakcie półtora godziny jakie nam zajęło dojechanie spod domu Lany i Wiktora przy ulicy Konarskiego w Krakowie.
Od kilku dni uśmiechasz się. Potrafisz patrzeć się w oczy przez kilka minut, bez zapłakania czy puszczenia bąka.
Od dwóch dni potrafisz podnosić nogi w stronę sufitu, nie tylko do przodu i do tyłu jak do tej pory. To bardzo ułatwia nam dotarcie z higieniczną odsieczą na tyły wroga - do tyłka. Najbardziej w tej higienicznej batalii zmagamy się z pewnymi dwoma bunkrami, z których pachnie niemowlęcymi wymiocinkami. To wnętrza twoich dłoni. Najczęściej zamknięte, nie dostają powietrza, a po włożeniu do ust tuż po tzw. ulaniu, nabierają woni subtelnie wymiotnych.
Teraz śpisz w za dużym o szesnaście rozmiarów śpiworku z lidla, którego zamek, zacina się co pięć centymetrów i przypomina mi o konieczności trzymania wszystkich paragonów, niezbędnych do reklamacji. Ale przynajmniej jest na co poprzeklinać, Konstanty.
Twoja mama wyprasowała pieluchy, choć północ już wybiła.
Nad Twoim łóżeczkiem kręci się kolorowa karuzela, grając pozytywkową wersję bacha.
Ważysz pięć kilo, a ja siedemdziesiąt pięć.Wchodzę razem z Tobą na wagę, zapamiętuję cyfry. Potem wchodzę sam i odejmuję pierwszą liczbę od drugiej. Tyle ważysz.
Idę dorzucić fragment nielegalnie ściętej w ogrodzie akacji do kominka, bo inaczej mogę nie zakończyć tego ciągu pisania.
Nakarmiliśmy Cię u Wiktora Szynkaruka i Lany Dadu. Z Wiktorem, który kilkanaście lat temu przybył tu z Ukrainy, pracowałem robiąc zajęcia dla dzieci w wieku ponadpampersowym. Lana z pochodzenia Litwinka, wiele lat spędziła w małej miejscowości Puńsk, gdzie większość stanowi mniejszość - litewska. Twoja mama lubi Kraków. Kupiła Ci kilka bawełnianych ubranek w sklepie Mathercare, bo uznaje, że tylko w strojach tej firmy, dobrze się czujemy, gdy je nosisz.
Wracaliśmy z ponad dwugodzinnym opóźnieniem w stosunku do rygorystycznych norm czasowych, jakie narzuciliśmy sobie ze względu na pęcherz Neski, psa naszego, która czekała samotnie w domu.
Reflektory naszego seledynowego opla astry kombi 1.7 turbo diesel intercooler z 1994, pomimo wymiany, świecą w stron nieba, trochę niebezpiecznie i nas tam przybliżając. W półmrokach dotarliśmy do domu, chwaląc Cię za odwagę z jaką zniosłeś obciążenie stolcem w pielusze w trakcie półtora godziny jakie nam zajęło dojechanie spod domu Lany i Wiktora przy ulicy Konarskiego w Krakowie.
Od kilku dni uśmiechasz się. Potrafisz patrzeć się w oczy przez kilka minut, bez zapłakania czy puszczenia bąka.
Od dwóch dni potrafisz podnosić nogi w stronę sufitu, nie tylko do przodu i do tyłu jak do tej pory. To bardzo ułatwia nam dotarcie z higieniczną odsieczą na tyły wroga - do tyłka. Najbardziej w tej higienicznej batalii zmagamy się z pewnymi dwoma bunkrami, z których pachnie niemowlęcymi wymiocinkami. To wnętrza twoich dłoni. Najczęściej zamknięte, nie dostają powietrza, a po włożeniu do ust tuż po tzw. ulaniu, nabierają woni subtelnie wymiotnych.
Teraz śpisz w za dużym o szesnaście rozmiarów śpiworku z lidla, którego zamek, zacina się co pięć centymetrów i przypomina mi o konieczności trzymania wszystkich paragonów, niezbędnych do reklamacji. Ale przynajmniej jest na co poprzeklinać, Konstanty.
Twoja mama wyprasowała pieluchy, choć północ już wybiła.
Nad Twoim łóżeczkiem kręci się kolorowa karuzela, grając pozytywkową wersję bacha.
Ważysz pięć kilo, a ja siedemdziesiąt pięć.Wchodzę razem z Tobą na wagę, zapamiętuję cyfry. Potem wchodzę sam i odejmuję pierwszą liczbę od drugiej. Tyle ważysz.
Idę dorzucić fragment nielegalnie ściętej w ogrodzie akacji do kominka, bo inaczej mogę nie zakończyć tego ciągu pisania.
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Z poprzedniego tygodnia zapamiętałem.
Wczoraj jest niedziela.Tysiące ludzi rusza do kościołów. Może właśnie w tym religijnym duchu Twoja mama,chwilę po tym gdy puściłeś bąka,wykrzyknęła: Jezu! Jak śmierdzi!.
W piątek wypiłeś najdroższego drinka za jakiego musiałem kiedykolwiek zapłacić. Trzy mililitry, buteleczka wielkości połowy mojego małego palca.A palce mam krótkie jak na chłopaka. Trzystuzłotowy drink o smaku rotawirusa. Całkiem Ci smakował. Leżąc półnagi oblizywałeś wargi, pojony przez blond panią w kostiumie pielęgniarki. Prawie jak w nieładnym filmie.Potem jeszcze dwa ukłucia w każde udo i jesteś po pierwszych szczepieniach. Chroniony przed wirusami,niechroniony przed blondynkami, chcącymi cię upić i wyłudzić trzysta złotych.
Z okazji dnia babci i dziadka, dziadkom w Bytomiu kupiłeś dwa kremy do twarzy na dzień i na noc, kawę mieloną w żółtym opakowaniu i delicje szampańskie o smaku wiśniowym oraz szarą kartkę z notesu zadrukowaną życzeniami z odciskiem Twojej stopy nasączonej skórką buraka. Dziadkom w Gliwicach kupiłeś dwie czarne herbaty aromatyzowane o smaku marakui i mango oraz szarą kartkę z notesu zadrukowaną życzeniami z odciskiem Twojej stopy nasączonej skórką buraka.
W piątek wypiłeś najdroższego drinka za jakiego musiałem kiedykolwiek zapłacić. Trzy mililitry, buteleczka wielkości połowy mojego małego palca.A palce mam krótkie jak na chłopaka. Trzystuzłotowy drink o smaku rotawirusa. Całkiem Ci smakował. Leżąc półnagi oblizywałeś wargi, pojony przez blond panią w kostiumie pielęgniarki. Prawie jak w nieładnym filmie.Potem jeszcze dwa ukłucia w każde udo i jesteś po pierwszych szczepieniach. Chroniony przed wirusami,niechroniony przed blondynkami, chcącymi cię upić i wyłudzić trzysta złotych.
Z okazji dnia babci i dziadka, dziadkom w Bytomiu kupiłeś dwa kremy do twarzy na dzień i na noc, kawę mieloną w żółtym opakowaniu i delicje szampańskie o smaku wiśniowym oraz szarą kartkę z notesu zadrukowaną życzeniami z odciskiem Twojej stopy nasączonej skórką buraka. Dziadkom w Gliwicach kupiłeś dwie czarne herbaty aromatyzowane o smaku marakui i mango oraz szarą kartkę z notesu zadrukowaną życzeniami z odciskiem Twojej stopy nasączonej skórką buraka.
Błędy wychowawcze: nr 1
Mój błąd wychowawczy nr 1 jest taki, że zamiast śpiewać teraz dla Ciebie piosenki, siedzę tu i piszę, że śpiewam dla Ciebie piosenki. Dlatego poprawiam się i idę zaśpiewać Ci piosenkę, o której napiszę w czasie trwania mojego kolejnego błędu wychowawczego.
niedziela, 23 stycznia 2011
Kostkowa Piosenka Czwarta
O uśmiechu dziecka napisano już tak wiele - rozpoczęłaby Maria Konopnicka. Ten uśmiech dziecka, sprzedawany w reklamach, trauma niepłodnych, frazes w czasopiśmiennictwie dla początkujących mam i pierworódek, objaw neurologiczny dla pediatrów i pierwsza od wielu lat podnieta dla babć. Ten uśmiech właśnie Konstanty Twój, to sprawa, o której nie przestaje myśleć. Kończę seplenić patetycznym tonem. Włączam radio przyciskiem nosa i oko do ucha śpiewa to:
Czekamy synku na Twój pierwszy uśmiech
tak jak podróżni na porannej stacji
na pociąg, który przecina powietrze
ciężkie od lata i słodkich czereśni
Czekam Konstanty na Twój pierwszy uśmiech
tak jak pies czeka na swojego pana,
merdam uśmiechem i najgłośniej wyję
do tych księżyców, co je w rączce trzymasz.
Czekamy synku na Twój pierwszy uśmiech
tak jak podróżni na porannej stacji
na pociąg, który przecina powietrze
ciężkie od lata i słodkich czereśni
Czekam Konstanty na Twój pierwszy uśmiech
tak jak pies czeka na swojego pana,
merdam uśmiechem i najgłośniej wyję
do tych księżyców, co je w rączce trzymasz.
czwartek, 20 stycznia 2011
Chrzestnych rodziców wizyta wieczorna.
Zdarzyło się wczoraj. Przyjechali do nas Twoi, Konstanty, rodzice chrzestni. Raczej przedchrzestni, gdyż to ceremonialne wydarzenie odbędzie się wiosną i pierwszy raz od wielu lat przyciągnie nas i Twoich chrzestnych do Kościoła. Ale ci... nie mów o tym Bogu, bo nas ochrzani.
Zaczęliśmy od zaimprowizowanej przeze mnie sałatki i ostrej, kukurydzianej zupy, do której nazbyt hojnie wsypałem papryczek peperoncini.Twój tata chrzestny był pierwszym, który napotkał jedną znich na swej trawiennej drodze, niczym pielgrzym, co na kolanach brnąc, natyka się na pinezkę. Potem rozpoczęliśmy kultywowanie tradycji pępkowego, czyli przyjmowania alkoholu ku czci nowonarodzonego Ciebie. Burbon Whiskey z kukurydzy pomagał nam w tym do pierwszej w nocy. Koło dwudziestej trzeciej ruszyliśmy w czwórkę poddać Cię rutynowej kąpieli. Twoja matka chrzestna w trakcie zabiegów kosmetycznych dotykała Twojego wiesz czego na literę es, a Twój tata chrzestny lał nad Tobą łzy, co kapały mu po nosie,a jego stujednokilowe ciało (ważył się na moich oczach w naszej łazience) co rusz przechodził dreszcz wzruszeń.
Bycie rodzicem chrzestnym to bardzo ważna, religijna funkcja. Wymieniam z tej przyczyny poniżej różne umiejętności Twojej mamy i Twojego taty chrzestnego w tej materii przydatne.
Twoja mama chrzestna potrafi bardzo transcendentnie:
- mieć mrowienie w dwóch częściach ciała na Twój widok,
- opowiadać transcedentnie historyjki z życia, które słucha się bardzo apostołowo,
- improwizować kulinarnie, tworząc jako demiurg blatu sałatki i tym podobne przetwory.
Twój tata chrzestny potrafi bardzo transcendentnie:
- grać na smierdzącym, niemieckim akordeoniku poruszające dusze melodyjki,
- obcinać części ciała ludziom, w taki sposób, że potem ludzie ci dziękują za to Bogu,
- wspominać dawne czasy, gdy nas jeszcze nie było i wszyscy chodzili do Kościoła.
Twoja mama natomiast ma najbardziej fajną, transcendentą rzecz. Cycek.
To przyłącze niebiańskie. Jego kanałami spływa do Ciebie boska ambrozja. Święty opłatek w płynie. Mleczna rzeka Jordan. Duch święty śmietankowy. Pierwsza Wieczerza.
Ssijcie, pijcie i śpijcie.Ty i mama jak jedno. Największy dowód na istnienie Świętej Trójcy. Ty, Mama i ja jako Duch, co krąży, żeby nie przeszkodzić, gdy karmisz się na wieki wieków amen.
Zaczęliśmy od zaimprowizowanej przeze mnie sałatki i ostrej, kukurydzianej zupy, do której nazbyt hojnie wsypałem papryczek peperoncini.Twój tata chrzestny był pierwszym, który napotkał jedną znich na swej trawiennej drodze, niczym pielgrzym, co na kolanach brnąc, natyka się na pinezkę. Potem rozpoczęliśmy kultywowanie tradycji pępkowego, czyli przyjmowania alkoholu ku czci nowonarodzonego Ciebie. Burbon Whiskey z kukurydzy pomagał nam w tym do pierwszej w nocy. Koło dwudziestej trzeciej ruszyliśmy w czwórkę poddać Cię rutynowej kąpieli. Twoja matka chrzestna w trakcie zabiegów kosmetycznych dotykała Twojego wiesz czego na literę es, a Twój tata chrzestny lał nad Tobą łzy, co kapały mu po nosie,a jego stujednokilowe ciało (ważył się na moich oczach w naszej łazience) co rusz przechodził dreszcz wzruszeń.
Bycie rodzicem chrzestnym to bardzo ważna, religijna funkcja. Wymieniam z tej przyczyny poniżej różne umiejętności Twojej mamy i Twojego taty chrzestnego w tej materii przydatne.
Twoja mama chrzestna potrafi bardzo transcendentnie:
- mieć mrowienie w dwóch częściach ciała na Twój widok,
- opowiadać transcedentnie historyjki z życia, które słucha się bardzo apostołowo,
- improwizować kulinarnie, tworząc jako demiurg blatu sałatki i tym podobne przetwory.
Twój tata chrzestny potrafi bardzo transcendentnie:
- grać na smierdzącym, niemieckim akordeoniku poruszające dusze melodyjki,
- obcinać części ciała ludziom, w taki sposób, że potem ludzie ci dziękują za to Bogu,
- wspominać dawne czasy, gdy nas jeszcze nie było i wszyscy chodzili do Kościoła.
Twoja mama natomiast ma najbardziej fajną, transcendentą rzecz. Cycek.
To przyłącze niebiańskie. Jego kanałami spływa do Ciebie boska ambrozja. Święty opłatek w płynie. Mleczna rzeka Jordan. Duch święty śmietankowy. Pierwsza Wieczerza.
Ssijcie, pijcie i śpijcie.Ty i mama jak jedno. Największy dowód na istnienie Świętej Trójcy. Ty, Mama i ja jako Duch, co krąży, żeby nie przeszkodzić, gdy karmisz się na wieki wieków amen.
wtorek, 18 stycznia 2011
Kostkowa Piosenka Trzecia
co tam? co tam?
pytał hienę hipopotam.
nic nowego, nic pilnego
hipopotamie kolego.
po śniadaniu jestem chwilę,
na sniadanie byly gile.
och wiadomość to niemiła
bo mnie gile miały gilać!
Śpiewam Ci tę piosenkę Konstanty cały dzień, za każdym razem inną improwizując melodię, bo za cholerę nie mam pamięci do melodii własnych. A co już najgorsze, to chodzi za mną jakiś wewnętrzny biolog, podświadomy ornitolog i wespół udowadniają, że gil i hipopotam w naturze spotkać by się nie mogły. Szczęśliwie piosenki to kultura. Choć w tej kuturze to pewnie częściej spotkać można hieny.
pytał hienę hipopotam.
nic nowego, nic pilnego
hipopotamie kolego.
po śniadaniu jestem chwilę,
na sniadanie byly gile.
och wiadomość to niemiła
bo mnie gile miały gilać!
Śpiewam Ci tę piosenkę Konstanty cały dzień, za każdym razem inną improwizując melodię, bo za cholerę nie mam pamięci do melodii własnych. A co już najgorsze, to chodzi za mną jakiś wewnętrzny biolog, podświadomy ornitolog i wespół udowadniają, że gil i hipopotam w naturze spotkać by się nie mogły. Szczęśliwie piosenki to kultura. Choć w tej kuturze to pewnie częściej spotkać można hieny.
środa, 12 stycznia 2011
Kostkowa opowiastka trzecia.
Była sobie kura olbrzym. Chodziła to tu, to tam, ale nie było jej za dobrze. Dziób miała wielki jak osobowy samochód i tym dziobem nie mogła żadnej upolować dżdżownicy.
- Dużych kamieni jeść nie będę -mówił -bo mi się po nich ciężko odbija. Nie pozostaje mi nic innego jak jeść ludzi.
I tak też zrobiła, połknąwszy pewnego pana i panią.
-Dzień dobry. Nazywam się Ernest Filomski -rozpoczął pan wewnątrz kury olbrzyma.
-Dzień dobry. Nazywam się Filomena Ernik -odpowiedziała pani.
- Czy to nie wyjątkowe, że nazywamy się podobnie?- zapytał pan i spojrzał na panią wewnątrz kury olbrzyma -skąd Pani jest?
- Z Białegostoku.
- To niewiarygodne! JA też! A na jakiej mieszka pani ulicy?
- Na kabaczkowej.
- A ja na naciowej. Toż to obok! - prawie krzyczał pan. To niesamowite, że dotąd się nie spotkaliśmy wcześniej, dopiero wewnątrz tej kury.
- o tak- potwierdziła pani.
Od tego dnia kura przestała narzekać i miewać problemy, ponieważ pan Ernest i pani Filomena chodzili do pracy, gotowali, sprzątali wewnątrz kury olbrzyma i żyli tam szczęśliwie, więc i jej to szczęście się udzieliło.
- Dużych kamieni jeść nie będę -mówił -bo mi się po nich ciężko odbija. Nie pozostaje mi nic innego jak jeść ludzi.
I tak też zrobiła, połknąwszy pewnego pana i panią.
-Dzień dobry. Nazywam się Ernest Filomski -rozpoczął pan wewnątrz kury olbrzyma.
-Dzień dobry. Nazywam się Filomena Ernik -odpowiedziała pani.
- Czy to nie wyjątkowe, że nazywamy się podobnie?- zapytał pan i spojrzał na panią wewnątrz kury olbrzyma -skąd Pani jest?
- Z Białegostoku.
- To niewiarygodne! JA też! A na jakiej mieszka pani ulicy?
- Na kabaczkowej.
- A ja na naciowej. Toż to obok! - prawie krzyczał pan. To niesamowite, że dotąd się nie spotkaliśmy wcześniej, dopiero wewnątrz tej kury.
- o tak- potwierdziła pani.
Od tego dnia kura przestała narzekać i miewać problemy, ponieważ pan Ernest i pani Filomena chodzili do pracy, gotowali, sprzątali wewnątrz kury olbrzyma i żyli tam szczęśliwie, więc i jej to szczęście się udzieliło.
W sprawie nazewnictwa Twojego oraz kanibalistyki niemowlęcej.
Oczywiście jak tysiące nam podobnych zwracamy się do Ciebie na tysiące różnych sposobów. I Konstanty ma dni kiedy pojawia się rzadko w tej słodko-rodzicielskiej nomenklaturze.
Podaję przykłady popularnych zwrotów w Twoim kierunku ( uzupełniać je obiecując) :
Kociu, Kociusiu, Kosteczku, Serdelku, Kostku, Kosteczko, Kostyliuszu, Kostracy, Kostek, Kocio, Konstantku, Pulpecie, Żyrafko, Szyneczko, Paszteciku.
Jak widzisz wiele z tych nazw ma jadalne podteksty. To jakiś rodzaj wychowawczego kanibalizmu. Gdy jedziemy w gości, zawsze przebieramy Cię na stole wśród zastaw stołowych, rozpoczętych rosołów. Oj, stajesz się częścią kulinarnych obrzędów.W okolicach kąpielowych zjadamy Toje słodkie paluszki, rączki, pupę, brzuszek i etcetery. Dziecko, którym teraz niewątpliwie jesteś, jest produktem niebywale jadalnym i smakowitym, który można jeść i jeść bez końca, tracąc miliony kalorii; chudnąc lecz będąc przy tym najedzonym.
O tak, odżywiamy się Tobą. Karmimy Cię nieustannie, przy okazji karmiąc się Tobą.
Gramy z Tobą w Mam Cię - zjem Cię. Wyjadamy Cię palcami. Tylko nasz pies Neska traktuje Cię po ludzku. Nie pożera Cię, nie dotyka. Zamyka się na swoim posłaniu pod drewnianym stołem i wspomina czasy, kiedy myślała, że jest jadalnym człowiekiem.
Podaję przykłady popularnych zwrotów w Twoim kierunku ( uzupełniać je obiecując) :
Kociu, Kociusiu, Kosteczku, Serdelku, Kostku, Kosteczko, Kostyliuszu, Kostracy, Kostek, Kocio, Konstantku, Pulpecie, Żyrafko, Szyneczko, Paszteciku.
Jak widzisz wiele z tych nazw ma jadalne podteksty. To jakiś rodzaj wychowawczego kanibalizmu. Gdy jedziemy w gości, zawsze przebieramy Cię na stole wśród zastaw stołowych, rozpoczętych rosołów. Oj, stajesz się częścią kulinarnych obrzędów.W okolicach kąpielowych zjadamy Toje słodkie paluszki, rączki, pupę, brzuszek i etcetery. Dziecko, którym teraz niewątpliwie jesteś, jest produktem niebywale jadalnym i smakowitym, który można jeść i jeść bez końca, tracąc miliony kalorii; chudnąc lecz będąc przy tym najedzonym.
O tak, odżywiamy się Tobą. Karmimy Cię nieustannie, przy okazji karmiąc się Tobą.
Gramy z Tobą w Mam Cię - zjem Cię. Wyjadamy Cię palcami. Tylko nasz pies Neska traktuje Cię po ludzku. Nie pożera Cię, nie dotyka. Zamyka się na swoim posłaniu pod drewnianym stołem i wspomina czasy, kiedy myślała, że jest jadalnym człowiekiem.
niedziela, 9 stycznia 2011
Diktu Didaktu Drugie
- Halo, Kochanie!
A: Witaj Lucynko.
-Jak Twoje maleństwo, Twój skarb, boży dar?
A: Nie chce spać.
-O to tak samo jak nasz Jan. Ale modliliśmy się dużo z mężem i wreszcie zasypiał. Ale wiesz, już przy drugim dziecku, gdy nie mogło spać, modliliśmy się już całą trójką z małym Janem, a Bogu modlitwa dzieci miłą jest. Przy czwartym, ledwo zaczęliśmy zdrowaśkę, a Jakub już zasypiał. Ach, szkoda , że jak dorósł ,też zasypia, gdy się modlimy. Módlcie się, módlcie wytrwale.
A: Oczywiście, dziękuję Ci Lucynko.
- Nie ma za co, nie ma za co. Tak się cieszę, ze mogłam ci pomóc!
- Halo, słyszałam, że synek nie chce ci spać.
A: no tak...
- Miałam tak samo, ale wiesz, zawsze siadałam przy fortepianie i grałam mu coś z Mozarta, a jeśli to nie pomagało to siadałam przy harfie i z Chopina, a gdy to nie działało, to mąż akompaniował mi na poprzecznym flecie i wtedy zawsze zasypiał. Jeśli chcesz mogę przyjechać ci pokazać.
A: To piękne Aniu z Twojej strony. Nie zapomnij wziąć ze sobą pianina, bo ja nie mam.
- No właśnie, moja droga, ale niestety bez muzyki, to ciężko się uspokaja dzieci.
A:On jest spokojny. tylko nie śpi.
-No witaj, Kochanie.
A: dzień dobry mamo.
- słyszałam, że twój synek nie chce spać. To zupełnie tak samo jak Rumcajsik.
A: Kto to jest Rumcajsik?
- Nie wiesz kto to jest Rumcajsik?
A: Nie wiem kto to jest Rumcajsik, mamo.
- Nie mówił ci?
A:Kto?
- No twój mąż?
A:o czym? O Rumcajsiku?
- No tak!
A: No ale że co ten Rumcajsik?
- Że to on?
A: Kto?
- Twój mąż to Rumcajsik, nie mówił ci?
A: Jeszcze nie.
- No to Rumcajsik miał tak samo.
A: ?
- Tak samo jak Wasz synek. Ale wtedy jego ojciec, w tych dniach zdobył wicemistrzostwo gminy w rzucie oponą od Ursusa, nosił go całą noc i Rumcajsik zasypiał.
A: Wie mama co? Rumcajsik wciąż ma problemy z zasypianiem i jeśli chodzi o mnie, to może tata przyjechać i znów go ponosić, bo tabletki tylko mu żołądek psują.
- Dzień dobry. Ja w sprawie uspania.
A: Tak słucham.
- Jak ma na imię to stworzonko?
A: Tomasz.
- No to bardzo oryginalne, bardzo... Kiedy możemy się umówić u nas w klinice, to go szybciutko uśpimy?
A: I tak co wieczór mam przyjeżdżać?
- Nie, to jest jednorazowe.
A: To chyba pomyłka. Jaka to klinika?
- Weterynaryjna. Biały Łoś.
- Dzień dobry moja droga! Co u Ciebie?
A: Mój synek nie chce spać.
- Masz synka? Urodziłaś dziecko? O mój Boże (płacze do słuchawki)
A: Dlaczego płaczesz Iwonko? O matko, zupełnie zapomniałam, ze nie możesz mieć dzieci.
- Halo! Dobry wieczór! Tu sąsiadka! Ja pani dobrze radzę uspać to dziecko, bo jak nie..
A: To co?
- To mimo, że jestem stara panna, to się jakoś zapłodnię i urodzę bachora, żeby pani też spać nie dawał! Dobrze pani radzę!!
Ludzie z dużą łatwością dadzą ci wiele rad,
lecz mogą nie dać rady ich nie dawać.
A: Witaj Lucynko.
-Jak Twoje maleństwo, Twój skarb, boży dar?
A: Nie chce spać.
-O to tak samo jak nasz Jan. Ale modliliśmy się dużo z mężem i wreszcie zasypiał. Ale wiesz, już przy drugim dziecku, gdy nie mogło spać, modliliśmy się już całą trójką z małym Janem, a Bogu modlitwa dzieci miłą jest. Przy czwartym, ledwo zaczęliśmy zdrowaśkę, a Jakub już zasypiał. Ach, szkoda , że jak dorósł ,też zasypia, gdy się modlimy. Módlcie się, módlcie wytrwale.
A: Oczywiście, dziękuję Ci Lucynko.
- Nie ma za co, nie ma za co. Tak się cieszę, ze mogłam ci pomóc!
- Halo, słyszałam, że synek nie chce ci spać.
A: no tak...
- Miałam tak samo, ale wiesz, zawsze siadałam przy fortepianie i grałam mu coś z Mozarta, a jeśli to nie pomagało to siadałam przy harfie i z Chopina, a gdy to nie działało, to mąż akompaniował mi na poprzecznym flecie i wtedy zawsze zasypiał. Jeśli chcesz mogę przyjechać ci pokazać.
A: To piękne Aniu z Twojej strony. Nie zapomnij wziąć ze sobą pianina, bo ja nie mam.
- No właśnie, moja droga, ale niestety bez muzyki, to ciężko się uspokaja dzieci.
A:On jest spokojny. tylko nie śpi.
-No witaj, Kochanie.
A: dzień dobry mamo.
- słyszałam, że twój synek nie chce spać. To zupełnie tak samo jak Rumcajsik.
A: Kto to jest Rumcajsik?
- Nie wiesz kto to jest Rumcajsik?
A: Nie wiem kto to jest Rumcajsik, mamo.
- Nie mówił ci?
A:Kto?
- No twój mąż?
A:o czym? O Rumcajsiku?
- No tak!
A: No ale że co ten Rumcajsik?
- Że to on?
A: Kto?
- Twój mąż to Rumcajsik, nie mówił ci?
A: Jeszcze nie.
- No to Rumcajsik miał tak samo.
A: ?
- Tak samo jak Wasz synek. Ale wtedy jego ojciec, w tych dniach zdobył wicemistrzostwo gminy w rzucie oponą od Ursusa, nosił go całą noc i Rumcajsik zasypiał.
A: Wie mama co? Rumcajsik wciąż ma problemy z zasypianiem i jeśli chodzi o mnie, to może tata przyjechać i znów go ponosić, bo tabletki tylko mu żołądek psują.
- Dzień dobry. Ja w sprawie uspania.
A: Tak słucham.
- Jak ma na imię to stworzonko?
A: Tomasz.
- No to bardzo oryginalne, bardzo... Kiedy możemy się umówić u nas w klinice, to go szybciutko uśpimy?
A: I tak co wieczór mam przyjeżdżać?
- Nie, to jest jednorazowe.
A: To chyba pomyłka. Jaka to klinika?
- Weterynaryjna. Biały Łoś.
- Dzień dobry moja droga! Co u Ciebie?
A: Mój synek nie chce spać.
- Masz synka? Urodziłaś dziecko? O mój Boże (płacze do słuchawki)
A: Dlaczego płaczesz Iwonko? O matko, zupełnie zapomniałam, ze nie możesz mieć dzieci.
- Halo! Dobry wieczór! Tu sąsiadka! Ja pani dobrze radzę uspać to dziecko, bo jak nie..
A: To co?
- To mimo, że jestem stara panna, to się jakoś zapłodnię i urodzę bachora, żeby pani też spać nie dawał! Dobrze pani radzę!!
Ludzie z dużą łatwością dadzą ci wiele rad,
lecz mogą nie dać rady ich nie dawać.
sobota, 8 stycznia 2011
Urodzony pod siedmioma brodaczami
To ciekawa historia ,Konstanty. Urodziłeś się 6 grudnia, w Mikołaja. Oto pierwszy brodacz.Przedwczoraj obchodziłeś pierwszy miesiąc życia. W święto Trzech Króli (poprawnie po polsku królów -tak odmieniaj w szkole). Nie da się nie zauważyć- albo sformułujmy to konstruktywnie; łatwo można zauważyć, że ci trzej panowie mknący na garbach swej trzody ku Betlejem nosili brody. Przynajmniej na rysunkach i katolickich obrazkach.
Mamy już czterech.
Kilka lat temu, twój dziadek dał nam trzy porcelanowe głowy, które przez długi czas z parapetu spoglądały w stronę miejsca, gdzie teraz stoi Twoje łóżeczko, Konstanty. Teraz, w ubikacji, na najniższej półce szafki stoją i patrzą jak przez plastikową rurę wylewa się woda z wanny. A oto ich nazwiska w kolejności wielkości głów: Marks, Engels, Lenin. Wszyscy mają, gęste porcelanowe, świecące brody.
I tym samym wyjaśniłem intrygujący tytuł dzisiejszego wpisu.
Mamy już czterech.
Kilka lat temu, twój dziadek dał nam trzy porcelanowe głowy, które przez długi czas z parapetu spoglądały w stronę miejsca, gdzie teraz stoi Twoje łóżeczko, Konstanty. Teraz, w ubikacji, na najniższej półce szafki stoją i patrzą jak przez plastikową rurę wylewa się woda z wanny. A oto ich nazwiska w kolejności wielkości głów: Marks, Engels, Lenin. Wszyscy mają, gęste porcelanowe, świecące brody.
I tym samym wyjaśniłem intrygujący tytuł dzisiejszego wpisu.
środa, 5 stycznia 2011
Kostkowa opowiastka druga
Gdy nie możesz zasnąć, a mój mózg zupełnie odwrotnie, opowiadam nam; Tobie żebyś zasnął, a mózgowi, żeby wręcz odwrotnie opowiastki takie jak ta:
Był sobie biały królik w białym morzu.
- O to niemożliwe -powedziała sardynka -króliki nie mogą żyć w morzu.
Nie ma białych mórz -wtórował jej dorsz - to jakaś straszna bujda.
Sardynkę zjadłem na śniadanie, a dorsza też, tyle że na drugie.
W białym morzu żył biały królik.
-Co to za bzdury -rzekł śledź.
Spojrzałem na niego wzrokiem jakim może patrzeć jedynie producent filetów Baltic Power.
- No oczywiście są wyjątki -zaczął nagle zmieniać zdanie śledź- Ten królik na pewno należy do niewyobrażalnie oryginalnych wyjątków- rzekł i zbiegł.
W białym morzu mieszkał biały królik, a Konstanty codziennie wypijał jedno białe morze z królikem, jego mieszkańcem w samym środku tego morza. Gdy już królik znalazł się w brzuchu Konstantego, wyjmował z torby list i zanosił, to do ręki, to do główki, to tam to tu.
- No co za ohydne kłamstwo - zezłościł się listonosz- króliki nie roznoszą listów!
Czym tu posmarować listonosza, żeby smakował wykwintnie na trzecie śniadanie ? -zastanowiłem się na głos.
- No ale ten mógł być znajomym gołębia pocztowego, który akurat miał zwolnienie lekarskie i poprosił tego królika o pomoc. No tak to na przykład mogłoby się wydarzyć -stwierdził nagle listonosz głosem drżącym jak sprężynka w budziku, po czym pobiegł w lewo.
A gdy królik rozniesie już listy na przykład do takiej nogi Konstantego albo serca, to wtedy taka noga otwiera ten list i czyta: O jaka jesteś wspaniała nogo, jaka cudownie prześliczna i mądra i bardzo zaradna. I po przeczytaniu takiego listu, taka noga Konstantego jest bardzo dumna i aż rośnie z tej dumy.
Był sobie biały królik w białym morzu.
- O to niemożliwe -powedziała sardynka -króliki nie mogą żyć w morzu.
Nie ma białych mórz -wtórował jej dorsz - to jakaś straszna bujda.
Sardynkę zjadłem na śniadanie, a dorsza też, tyle że na drugie.
W białym morzu żył biały królik.
-Co to za bzdury -rzekł śledź.
Spojrzałem na niego wzrokiem jakim może patrzeć jedynie producent filetów Baltic Power.
- No oczywiście są wyjątki -zaczął nagle zmieniać zdanie śledź- Ten królik na pewno należy do niewyobrażalnie oryginalnych wyjątków- rzekł i zbiegł.
W białym morzu mieszkał biały królik, a Konstanty codziennie wypijał jedno białe morze z królikem, jego mieszkańcem w samym środku tego morza. Gdy już królik znalazł się w brzuchu Konstantego, wyjmował z torby list i zanosił, to do ręki, to do główki, to tam to tu.
- No co za ohydne kłamstwo - zezłościł się listonosz- króliki nie roznoszą listów!
Czym tu posmarować listonosza, żeby smakował wykwintnie na trzecie śniadanie ? -zastanowiłem się na głos.
- No ale ten mógł być znajomym gołębia pocztowego, który akurat miał zwolnienie lekarskie i poprosił tego królika o pomoc. No tak to na przykład mogłoby się wydarzyć -stwierdził nagle listonosz głosem drżącym jak sprężynka w budziku, po czym pobiegł w lewo.
A gdy królik rozniesie już listy na przykład do takiej nogi Konstantego albo serca, to wtedy taka noga otwiera ten list i czyta: O jaka jesteś wspaniała nogo, jaka cudownie prześliczna i mądra i bardzo zaradna. I po przeczytaniu takiego listu, taka noga Konstantego jest bardzo dumna i aż rośnie z tej dumy.
sobota, 1 stycznia 2011
Kostkowa piosenka druga
mały bębniarzu w brzucha orkiestrze,
skoczku o tyczce pępowinowej,
ty od poruszeń najświętszych jesteś,
listku nawietrzny, konstantynowy
synku delfinku w podwodny rejs
jadą twój tata, mama i pies!
dokąd tak skaczesz, skręcasz, zakręcasz
trąbko powietrzna, co nas łaskocze
po każdym palcu, po drżących rękach,
szybkobiegaczu na torach dłoni
konstantku, synku idziemy w bieg
po same góry, po noc i śnieg!
a gdy już pierwszy płatek przyleci
wszyscy wyjdziemy tobie naprzeciw
31 sierpnia 2010
skoczku o tyczce pępowinowej,
ty od poruszeń najświętszych jesteś,
listku nawietrzny, konstantynowy
synku delfinku w podwodny rejs
jadą twój tata, mama i pies!
dokąd tak skaczesz, skręcasz, zakręcasz
trąbko powietrzna, co nas łaskocze
po każdym palcu, po drżących rękach,
szybkobiegaczu na torach dłoni
konstantku, synku idziemy w bieg
po same góry, po noc i śnieg!
a gdy już pierwszy płatek przyleci
wszyscy wyjdziemy tobie naprzeciw
31 sierpnia 2010
Konstanty's New Year
To Wasze pierwsze Święta z Konstantym, ah. Ah, jaki wspaniały Nowy Rok! - mówili i powtarzali wokół. Owszem, Synku, ale pamiętaj, że tu na wsi chowamy się za stodołą przeczuwając nadciągający Patos.
Nie włożyliśmy Cię pod choinę, ani nie ubraliśmy w smokingi. Padliśmy za to na łóżko po całym dniu Twojego niespania, ufając, że prześpisz atak chińskich petard w sylwestrową noc.
A co to Patos? To kuzyn albo wujek albo inny taki powinowaty Kiczu.
Na przykład, gdy on przychodzi do niej, w ręku trzymając bukiet róż, a z butów świecąc pastą kiwi i mówi tak:
Chciałbym przerwa w ten dzień przerwa powiedzieć Ci przerwa że Cię przerwa kocham. A jej ciekną łzy i płyny z nosa na sukienkę w kolorze niedojrzałego mango z błyszczącej satyny identyczną jak na gali wręczenia nagród ulubionemu aktorowi z popołudniowych seriali miała aktorka, która grała kochankę w serialu porannym.
Więcej Patosu szukaj w kościołach, gdzie księża to podnosząc, to zawieszając głos poruszają serca i dusze ludzkie, aby płynęły niczym łodzie na jeziorze Genezaret wśród zburzonych fal życia ku latarni wieczności, ku przystani dobra, ku plażom nadziei, ku ławicom morświnów...
Uciekamy z Twoją mamą przed Patosem rodzicielstwa wycierając Cię z żółtej kupy i choć mówimy do Ciebie cieplutko z posmakiem miodowo -pistacjowym, to nie traktujemy Cię jak lalki Ken, Jezuska ze Stajenki, choć w Trzech Króli uderzy Ci trzydziestka. Czytaj miesiąc, dni trzydzieści.
No dobrze, nie zawsze mi się udaje przed nim uciec. Szczególnie, gdy pisze dla Ciebie piosenki jak ta, co jeszcze z sierpnia, gdy spałeś w brzuchu, a ja myślałem jak to będzie gdy się stamtąd wytarabanisz .
Nie włożyliśmy Cię pod choinę, ani nie ubraliśmy w smokingi. Padliśmy za to na łóżko po całym dniu Twojego niespania, ufając, że prześpisz atak chińskich petard w sylwestrową noc.
A co to Patos? To kuzyn albo wujek albo inny taki powinowaty Kiczu.
Na przykład, gdy on przychodzi do niej, w ręku trzymając bukiet róż, a z butów świecąc pastą kiwi i mówi tak:
Chciałbym przerwa w ten dzień przerwa powiedzieć Ci przerwa że Cię przerwa kocham. A jej ciekną łzy i płyny z nosa na sukienkę w kolorze niedojrzałego mango z błyszczącej satyny identyczną jak na gali wręczenia nagród ulubionemu aktorowi z popołudniowych seriali miała aktorka, która grała kochankę w serialu porannym.
Więcej Patosu szukaj w kościołach, gdzie księża to podnosząc, to zawieszając głos poruszają serca i dusze ludzkie, aby płynęły niczym łodzie na jeziorze Genezaret wśród zburzonych fal życia ku latarni wieczności, ku przystani dobra, ku plażom nadziei, ku ławicom morświnów...
Uciekamy z Twoją mamą przed Patosem rodzicielstwa wycierając Cię z żółtej kupy i choć mówimy do Ciebie cieplutko z posmakiem miodowo -pistacjowym, to nie traktujemy Cię jak lalki Ken, Jezuska ze Stajenki, choć w Trzech Króli uderzy Ci trzydziestka. Czytaj miesiąc, dni trzydzieści.
No dobrze, nie zawsze mi się udaje przed nim uciec. Szczególnie, gdy pisze dla Ciebie piosenki jak ta, co jeszcze z sierpnia, gdy spałeś w brzuchu, a ja myślałem jak to będzie gdy się stamtąd wytarabanisz .
Subskrybuj:
Posty (Atom)