Dziś wstaliśmy wcześnie, żeby wyruszyć tam, gdzie w dwie strony tyle kilometrów ile masz w tytule. Wyjechaliśmy prawie rano, o trzynastej. Nie łatwo zmieścić się w czasie, gdy czas ten mamy tylko pomiędzy karmieniami. Karmienie to zdarzenie pozaczasowe, mimo że zajmuje godzinę. Twoje pozaczasowe zastygnięcia przy piersi godne są mimów z krakowskiego rynku. Właśnie -Kraków.
Nakarmiliśmy Cię u Wiktora Szynkaruka i Lany Dadu. Z Wiktorem, który kilkanaście lat temu przybył tu z Ukrainy, pracowałem robiąc zajęcia dla dzieci w wieku ponadpampersowym. Lana z pochodzenia Litwinka, wiele lat spędziła w małej miejscowości Puńsk, gdzie większość stanowi mniejszość - litewska. Twoja mama lubi Kraków. Kupiła Ci kilka bawełnianych ubranek w sklepie Mathercare, bo uznaje, że tylko w strojach tej firmy, dobrze się czujemy, gdy je nosisz.
Wracaliśmy z ponad dwugodzinnym opóźnieniem w stosunku do rygorystycznych norm czasowych, jakie narzuciliśmy sobie ze względu na pęcherz Neski, psa naszego, która czekała samotnie w domu.
Reflektory naszego seledynowego opla astry kombi 1.7 turbo diesel intercooler z 1994, pomimo wymiany, świecą w stron nieba, trochę niebezpiecznie i nas tam przybliżając. W półmrokach dotarliśmy do domu, chwaląc Cię za odwagę z jaką zniosłeś obciążenie stolcem w pielusze w trakcie półtora godziny jakie nam zajęło dojechanie spod domu Lany i Wiktora przy ulicy Konarskiego w Krakowie.
Od kilku dni uśmiechasz się. Potrafisz patrzeć się w oczy przez kilka minut, bez zapłakania czy puszczenia bąka.
Od dwóch dni potrafisz podnosić nogi w stronę sufitu, nie tylko do przodu i do tyłu jak do tej pory. To bardzo ułatwia nam dotarcie z higieniczną odsieczą na tyły wroga - do tyłka. Najbardziej w tej higienicznej batalii zmagamy się z pewnymi dwoma bunkrami, z których pachnie niemowlęcymi wymiocinkami. To wnętrza twoich dłoni. Najczęściej zamknięte, nie dostają powietrza, a po włożeniu do ust tuż po tzw. ulaniu, nabierają woni subtelnie wymiotnych.
Teraz śpisz w za dużym o szesnaście rozmiarów śpiworku z lidla, którego zamek, zacina się co pięć centymetrów i przypomina mi o konieczności trzymania wszystkich paragonów, niezbędnych do reklamacji. Ale przynajmniej jest na co poprzeklinać, Konstanty.
Twoja mama wyprasowała pieluchy, choć północ już wybiła.
Nad Twoim łóżeczkiem kręci się kolorowa karuzela, grając pozytywkową wersję bacha.
Ważysz pięć kilo, a ja siedemdziesiąt pięć.Wchodzę razem z Tobą na wagę, zapamiętuję cyfry. Potem wchodzę sam i odejmuję pierwszą liczbę od drugiej. Tyle ważysz.
Idę dorzucić fragment nielegalnie ściętej w ogrodzie akacji do kominka, bo inaczej mogę nie zakończyć tego ciągu pisania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz