Mało piszę, co dzieję się w cieniu naszego z Tobą życia. Kilka uwag podam tutaj, może będzie ci łatwiej dostać piątke z historii. W naszym kraju poraz drugi z rzędu premierem został mężczyzna o obco brzmiacym imieniu i nazwisku -Donald Tusk. Europa wedle radia i telewizji przeżywa kryzys ekonomiczny. Bliskie bankructwa są Grecja, Włochy i Hiszpania. Ktoś zauważył, że ciężko dzieje się w krajach, gdzie obowiązuje siesta. U nas wszystko jest drogie, bardzo drogie. Benzyna podrożała bardzo a to bardzo i kosztuje tyle za litr, co półtora chleba.
Listopad jest bezdeszczowy i raczej ładny. MAsz katar i chyba zaczniesz mnie nienawidzić, bo wyciagam ci go specjalną taką wyciągarką to znaczy rurką z ustnikiem z mojej strony i z rurką z dziubkiem od strony Twego nosa. NA sam widok tego narzędzia zaczynasz ryczeć i nie przestajesz po zakończeniu procederu. Modlę się, by cię nie utraumatyzować, bo przykłądowo widok baby w fartuchu zbliżającej się do ciebie każdorazowo wywołuje ryk z Twego jedenastokilowego ciała.
Kupiliśmy ci na Allegro szelki pomagające w nauce chodzenia, bo Twoja ulubiona obecnie zabawa to śmiganie po mieszkaniu z wykorzystaniem naszych skrzywionych kręgosłupów, gdy trzymamy cię za podniesione do góry rączki.
Mama siedzi w internecie i godzinami ogląda strony z zabawkami, zastanawiając się, co kupić ci na roczek. Rozpaliłem w kominku, bo śmierdziało zeń ( prawodpodobnie z przyczyn ćiśnienia powietrza nieodpowiedniego) wędzoną kiełbasą.
Do snu czytam najnowszą powieść Murakamiego, japońskiego pisarza, i nie mogę oderwać się od tej prozy. Jest to proza nie do oderwania ode mnie. A jeszcze inaczej -pierwsza moja książka przeczytana w tym roku. Czyli wyrobiłem średnią krajową. Ale to Twoja wina, gdyż główną moją literaturą jest wnętrze Twojego pampersa. Głupie żarty, synku, Ty jesteś biblią naszą, bajką ilustrowaną, przewodnikiem turystycznym po szczęsciu.
Dla Ciebie tu piszę, Konstanty,żebyś mógł; gdy już będziesz duży, zobaczyć jak Twoje wczesne dzieciństwo przeżywaliśmy i co działo się w jego okolicach.Tata.
niedziela, 20 listopada 2011
wtorek, 15 listopada 2011
Kostkowa Opowiastka Szósta
Pan Pielucha postanowił wyjść na balkon i pogłaskać ulubiony liść ulubionego rododendrona. Nie zdążył nawet wyciągnąć ręki, gdy usłyszał:
-To jest napad!
- O matko Tetro -jęknął, po czym stał się w osiemdziesiąt trzech procentach żółty.
- Ratunku-wykrzyczał -kim pan jest?
- Na prawdę mnie Pan nie zna? -zdziwił się nieznajomy - Jestem Oranżadowy Potwór i szczerze mówiąc nie mam czasu na więcej wyjaśnień, bo mam kolejny napad u Pana Gaci, wie Pan jak do niego trafić?
Pan Pielucha był niebywale kulturalnym osobnikiem, dlatego wyjaśnił Potworowi, ze musi trzy przystanki jechać autobusem numer 111, potem piechotą pod górkę,a gdy już będzie na górce, to jeszcze raz piechotą na większą górkę, a gdy już będzie na tej drugiej górce, to zazwyczaj nie ma się siły piechotą wejść na trzecią górkę i należy poczekać na autobus 111 bis, który co dwa dni podjeżdża na trzecią górkę, gdzie mieszka Pan Gacie.
-Dziękuję -odpowiedział Oranżadowy Potwór doprowadzając jeszcze 4 procent Pana Pieluchy do barw oranżadowych. Następnie zrobił kilka notatek i wypłynął z balkonu.
-Ha, ale się pomściłem za ten oranżadowy napad na moją godność -chwalił się potem Pan Pielucha pannie Rękawiczce
Bokserskiej.
- Zadał mu Pan trafny cios? - dopytywała.
-O nie, zmyliłem go.
- Unik? -dopytywała panna Rękawiczka
- Ależ skąd. Po prostu autobus 111 bis, nie co dwa, tylko co trzy dni podjeżdża pod ostatnią górkę.
Wszystkim innym natomiast, którzy dopytywali go dlaczego nagle tak pożółkł jakby go napadł Oranżadowy Potwór, odpowiadał tajemniczo o swojej rzekomej wycieczce do Szanghaju albo o eksperymentach udoskonalających kogel-mogel z siedmiu żółtek.
-To jest napad!
- O matko Tetro -jęknął, po czym stał się w osiemdziesiąt trzech procentach żółty.
- Ratunku-wykrzyczał -kim pan jest?
- Na prawdę mnie Pan nie zna? -zdziwił się nieznajomy - Jestem Oranżadowy Potwór i szczerze mówiąc nie mam czasu na więcej wyjaśnień, bo mam kolejny napad u Pana Gaci, wie Pan jak do niego trafić?
Pan Pielucha był niebywale kulturalnym osobnikiem, dlatego wyjaśnił Potworowi, ze musi trzy przystanki jechać autobusem numer 111, potem piechotą pod górkę,a gdy już będzie na górce, to jeszcze raz piechotą na większą górkę, a gdy już będzie na tej drugiej górce, to zazwyczaj nie ma się siły piechotą wejść na trzecią górkę i należy poczekać na autobus 111 bis, który co dwa dni podjeżdża na trzecią górkę, gdzie mieszka Pan Gacie.
-Dziękuję -odpowiedział Oranżadowy Potwór doprowadzając jeszcze 4 procent Pana Pieluchy do barw oranżadowych. Następnie zrobił kilka notatek i wypłynął z balkonu.
-Ha, ale się pomściłem za ten oranżadowy napad na moją godność -chwalił się potem Pan Pielucha pannie Rękawiczce
Bokserskiej.
- Zadał mu Pan trafny cios? - dopytywała.
-O nie, zmyliłem go.
- Unik? -dopytywała panna Rękawiczka
- Ależ skąd. Po prostu autobus 111 bis, nie co dwa, tylko co trzy dni podjeżdża pod ostatnią górkę.
Wszystkim innym natomiast, którzy dopytywali go dlaczego nagle tak pożółkł jakby go napadł Oranżadowy Potwór, odpowiadał tajemniczo o swojej rzekomej wycieczce do Szanghaju albo o eksperymentach udoskonalających kogel-mogel z siedmiu żółtek.
sobota, 12 listopada 2011
Zachowanki PIerwsze
W tym dziale chcę Ci pisać o nowych umiejętnościach Twych czyli kiedy zrobiłeś coś poraz pierwszy i co to było.
Od trzech tygodni potrafisz wskazywać palcem na lampę, gdy spytamy cię gdzie jest lampa. Kilka dni później do katalogu obiektów, które potrafisz wskazać, gdy pytamy o nie -jest mama oraz neska. Tata czyli ja czasami. Wczoraj pokazałeś palcem moją mamę, pytany gdzie jest babcia, mimo że widzisz ją rzadziej niż mamę Twojej mamy, u której się przecież żłobkujesz. Zastanawialiśmy się czy słowo babcia nie oznacza dla ciebie nie tyle konkretną osobę, co kobietę starszą. Czy rozpoznajesz już różnice wiekowe?
Kilka razy zrobiłeś już brawo-brawo. Czyli klaskasz w dłonie, gdy wypowiemy brawo-brawo.
Trzymany za rączki tuptasz kilka metrów.
Czasami uczynisz pa-pa.
Gadasz i gaworzysz często. Głównie sylabami jak następuje: adadadadatatataadadabababa. Nie wybrzmiałeś jeszcze mamą.
Od trzech tygodni potrafisz wskazywać palcem na lampę, gdy spytamy cię gdzie jest lampa. Kilka dni później do katalogu obiektów, które potrafisz wskazać, gdy pytamy o nie -jest mama oraz neska. Tata czyli ja czasami. Wczoraj pokazałeś palcem moją mamę, pytany gdzie jest babcia, mimo że widzisz ją rzadziej niż mamę Twojej mamy, u której się przecież żłobkujesz. Zastanawialiśmy się czy słowo babcia nie oznacza dla ciebie nie tyle konkretną osobę, co kobietę starszą. Czy rozpoznajesz już różnice wiekowe?
Kilka razy zrobiłeś już brawo-brawo. Czyli klaskasz w dłonie, gdy wypowiemy brawo-brawo.
Trzymany za rączki tuptasz kilka metrów.
Czasami uczynisz pa-pa.
Gadasz i gaworzysz często. Głównie sylabami jak następuje: adadadadatatataadadabababa. Nie wybrzmiałeś jeszcze mamą.
Pierwsza krew przed pierwszym śniegiem na białym szkle
Nocą zaczęły się przymrozki, choć to nadal jedna z piękniejszych jesieni, które pamiętam.
Szczerze, fatalnie zapamiętuję rok po roku następujące po sobie pogody, a to zawsze żywy temat ludzkich rozmów.
Dziś miałem zamiar trzeć marchewkę na tarce jako dodatek do pasty rybnej, gdy Twój płacz przywołał nas do pokoju. Na kominkowej szybie leżałeś z głową we krwi.Przerażenie. które ogarnia mnie na myśl, że kilka milimetrów, a mógłbyś stracić oko lub życie, zbliża mnie do rozumienia nadwrażliwych rodziców, odbierających dziecku samodzielność, by tyko móc mieć większą pewność jego istnienia, jego przetrwania w dżungli kantów, drobnych przedmiotów zakrztuszaczy.
Chcę chronić Twoje zycie. Chcę chronić Twoją samodzielność.
Pojechaliśmy do Chorzowa, gdzie niebywale milczący lekarz w ciągu pięciu sekund nakleił ci specjalny plaster, po czym około kwadransa pisał o tym w komputerze, nie wypowiedziawszy do nas ani słowa. Dość często spotykam lekarzy, którzy mają problem z nawiązaniem kontaktu,a to właśnie, -jak mówi jedno z wracających czasem do mnie zawodowych powiedzeń -to właśnie kontakt leczy.
Zimnym acz słonecznym popołudniem wsadzaliśmy w ogródku krzewy, które Twoja mama przedstawiła mi jako ałycza. Siedziałeś w wózku, obserwowałeś świat i rozwijałeś swoją cierpliwość.
Twoja dziecięcia cierpliwość fascynuje mnie; ta umiejętność zajęcia się sobą, nienarcyzowania rykiem cokilkasekundowym. Nie jest przy tym Twoja cierpliwość jakimś rodzajem braku energii, marazmem niemowlęcym lecz po prostu cechą godną wspominania, gdy już jako nastolatek będziesz chciał się dowiedzieć jaki byłeś. A pewnie to zadatki Twojej linii charakterologicznej, zręby osobowości.
Jak pewnie wiesz, większość znanych nam, nawet młodszych niż ty lub równoletnich dzieci, ma już jakieś zęby. Tobie przebił się jeden i nie rósł, aż tu dziś na ogródku, trakcie wkopywania ałyczy na żywopłot (podobno robi się z niej zywopłot nie do przjścia), Twoja mama woła mnie i przytrzymując paluchem Twoją wargę, wskazuje na wystający już dwa milimetry ponad dolne dziąsło lewy ząb numer jeden.
Cierpnie mi prawa ręka od pisania na klawiaturze , dlatego kończę. Wejdę jeszcze do internetu poszukać przepisów na cierpnącą rękę, a potem zapraszam Cie do nowego działu o tytule Zachowanki. Jest 23.17. Śpisz, choć tyłek masz odparzony niebywale.
Szczerze, fatalnie zapamiętuję rok po roku następujące po sobie pogody, a to zawsze żywy temat ludzkich rozmów.
Dziś miałem zamiar trzeć marchewkę na tarce jako dodatek do pasty rybnej, gdy Twój płacz przywołał nas do pokoju. Na kominkowej szybie leżałeś z głową we krwi.Przerażenie. które ogarnia mnie na myśl, że kilka milimetrów, a mógłbyś stracić oko lub życie, zbliża mnie do rozumienia nadwrażliwych rodziców, odbierających dziecku samodzielność, by tyko móc mieć większą pewność jego istnienia, jego przetrwania w dżungli kantów, drobnych przedmiotów zakrztuszaczy.
Chcę chronić Twoje zycie. Chcę chronić Twoją samodzielność.
Pojechaliśmy do Chorzowa, gdzie niebywale milczący lekarz w ciągu pięciu sekund nakleił ci specjalny plaster, po czym około kwadransa pisał o tym w komputerze, nie wypowiedziawszy do nas ani słowa. Dość często spotykam lekarzy, którzy mają problem z nawiązaniem kontaktu,a to właśnie, -jak mówi jedno z wracających czasem do mnie zawodowych powiedzeń -to właśnie kontakt leczy.
Zimnym acz słonecznym popołudniem wsadzaliśmy w ogródku krzewy, które Twoja mama przedstawiła mi jako ałycza. Siedziałeś w wózku, obserwowałeś świat i rozwijałeś swoją cierpliwość.
Twoja dziecięcia cierpliwość fascynuje mnie; ta umiejętność zajęcia się sobą, nienarcyzowania rykiem cokilkasekundowym. Nie jest przy tym Twoja cierpliwość jakimś rodzajem braku energii, marazmem niemowlęcym lecz po prostu cechą godną wspominania, gdy już jako nastolatek będziesz chciał się dowiedzieć jaki byłeś. A pewnie to zadatki Twojej linii charakterologicznej, zręby osobowości.
Jak pewnie wiesz, większość znanych nam, nawet młodszych niż ty lub równoletnich dzieci, ma już jakieś zęby. Tobie przebił się jeden i nie rósł, aż tu dziś na ogródku, trakcie wkopywania ałyczy na żywopłot (podobno robi się z niej zywopłot nie do przjścia), Twoja mama woła mnie i przytrzymując paluchem Twoją wargę, wskazuje na wystający już dwa milimetry ponad dolne dziąsło lewy ząb numer jeden.
Cierpnie mi prawa ręka od pisania na klawiaturze , dlatego kończę. Wejdę jeszcze do internetu poszukać przepisów na cierpnącą rękę, a potem zapraszam Cie do nowego działu o tytule Zachowanki. Jest 23.17. Śpisz, choć tyłek masz odparzony niebywale.
wtorek, 25 października 2011
Październikowe dwatysiącejedenaste Twoje
Straciłem rytm blogowania. Trzydziestoparoletnia moja starość ojcowska do snu mnie wciąga niczym bagno, szambo lub na przykład wciągarka nosowa marki Frida, która wsysam z Twego nosa mokre bublesruble, gdy katar cię odwiedza. Nie znosisz tego.
Uwielbiasz już stać na dwóch nogach, choć troszkę koślawo,acz klawo. Wystarczy ci jakiś fragment pionowy, aby oprzeć ręce, wstać i podskakiwać szybko i rytmicznie, wystrzeliwując przy tym z gardzieli tatadatdatatadada karabinowym, melodyjnym strumieniem.
Raczkujesz szybko i konsekwentnie. Gdy pytam Cię gdzie jest lampa, patrzysz na lampę, gdy pytam cię gdzie jest mama, patrzysz na mamę, gdy pytam cię gdzie jest Neska, patrzysz na Neskę. Gdy pytam cię, gdzie jest tata, patrzysz na lampę. Albo na Neskę. Coraz więcej przebłysków inteligencji na nieboskłonie żywota Twego konstantowego. Ależ okropna to była metafora.Dziś na przykład wyciągnąłeś wtyczkę z kontaktu i potem przez dziesięć minut próbowałeś włożyć ją z powrotem. Prąd mnie przechodził na widok tego błysku w Twoim kapitalnie skoncentrowanym spojrzeniu.
Chodzisz razem z nami do Chorzowa do Szkoły Muzycznej Yamaha na zajęcia muzyczne o nazwie Szkraby w Krainie Dzwięków. Postacią,która otwiera i zamyka zajęcia i pojawia się w książeczce dla dzieci, któej nie kupiliśmy jest paskudna maskotka foczki i paskudnym niepolskim imieniu Robby. Ale zajęcia są git. Prowadzi je młody, dwudziestoparoletni chłopak i co tydzień z innymi rodzicami i ich dziećmi łazimy w rytm muzyki wokół płachty, kołysząc cię i śpiewając. Innymi słowy, mam ma nadzieję, że się umuzykalnisz.
Poza tym od naszego mechanika kupiłem złotego renaulta twingo za 1800 zł, żeby dojeżdżać do pracy, gdy mama równolegle w czasie wiezie cię do babci. Nazywam go renolt i nie lubię jeździć nim po autostradzie, bo wszystkie samochody wymijają mnie, mimo że prawie kolanem wciskam gaz do oporu.
Wciąż nie masz zęba i jak ci nie wylezie do miesięcy dwóch, bedziemy musieli iść do stomatologa. Wciąż nie masz zęba i każdy pokarm miast gryźć, to dziąślisz i ugniatasz przed połknięciem.
Uwielbiasz Neskę. Jesteście teraz w tej samej kategorii wagowo wzrostowej i dość często bierzecie udział w sparingach lizawczo-klepaczych. Ona cię liże gdzie popadnie, szczególnie po uszach, rękach, twarzy. Ty ją klepiesz w tzw stylu Benny Hilla. otwartą dłonią kilka razy gdzie popadnie.
Zasypiasz o 21. Wstajesz koło 6 lub po 6. Twój zgrabny i konsekwentny rytm utwierdza mnie w zawodowym przekonaniu, że wychowujemy Cię w bezpiecznej atmosferze, nawet pomimo tego, ze dziś mama Twoja nakrzyczała na tatę Twojego, że robiąc jej rano kanapki do pracy nie użył oczekującej na użycie, pokrojonej i umytej, leżącej biernie w lodówce papryki.
Uwielbiasz już stać na dwóch nogach, choć troszkę koślawo,acz klawo. Wystarczy ci jakiś fragment pionowy, aby oprzeć ręce, wstać i podskakiwać szybko i rytmicznie, wystrzeliwując przy tym z gardzieli tatadatdatatadada karabinowym, melodyjnym strumieniem.
Raczkujesz szybko i konsekwentnie. Gdy pytam Cię gdzie jest lampa, patrzysz na lampę, gdy pytam cię gdzie jest mama, patrzysz na mamę, gdy pytam cię gdzie jest Neska, patrzysz na Neskę. Gdy pytam cię, gdzie jest tata, patrzysz na lampę. Albo na Neskę. Coraz więcej przebłysków inteligencji na nieboskłonie żywota Twego konstantowego. Ależ okropna to była metafora.Dziś na przykład wyciągnąłeś wtyczkę z kontaktu i potem przez dziesięć minut próbowałeś włożyć ją z powrotem. Prąd mnie przechodził na widok tego błysku w Twoim kapitalnie skoncentrowanym spojrzeniu.
Chodzisz razem z nami do Chorzowa do Szkoły Muzycznej Yamaha na zajęcia muzyczne o nazwie Szkraby w Krainie Dzwięków. Postacią,która otwiera i zamyka zajęcia i pojawia się w książeczce dla dzieci, któej nie kupiliśmy jest paskudna maskotka foczki i paskudnym niepolskim imieniu Robby. Ale zajęcia są git. Prowadzi je młody, dwudziestoparoletni chłopak i co tydzień z innymi rodzicami i ich dziećmi łazimy w rytm muzyki wokół płachty, kołysząc cię i śpiewając. Innymi słowy, mam ma nadzieję, że się umuzykalnisz.
Poza tym od naszego mechanika kupiłem złotego renaulta twingo za 1800 zł, żeby dojeżdżać do pracy, gdy mama równolegle w czasie wiezie cię do babci. Nazywam go renolt i nie lubię jeździć nim po autostradzie, bo wszystkie samochody wymijają mnie, mimo że prawie kolanem wciskam gaz do oporu.
Wciąż nie masz zęba i jak ci nie wylezie do miesięcy dwóch, bedziemy musieli iść do stomatologa. Wciąż nie masz zęba i każdy pokarm miast gryźć, to dziąślisz i ugniatasz przed połknięciem.
Uwielbiasz Neskę. Jesteście teraz w tej samej kategorii wagowo wzrostowej i dość często bierzecie udział w sparingach lizawczo-klepaczych. Ona cię liże gdzie popadnie, szczególnie po uszach, rękach, twarzy. Ty ją klepiesz w tzw stylu Benny Hilla. otwartą dłonią kilka razy gdzie popadnie.
Zasypiasz o 21. Wstajesz koło 6 lub po 6. Twój zgrabny i konsekwentny rytm utwierdza mnie w zawodowym przekonaniu, że wychowujemy Cię w bezpiecznej atmosferze, nawet pomimo tego, ze dziś mama Twoja nakrzyczała na tatę Twojego, że robiąc jej rano kanapki do pracy nie użył oczekującej na użycie, pokrojonej i umytej, leżącej biernie w lodówce papryki.
środa, 21 września 2011
Okoliczności siódme
Codziennie spotykam jakichś ludzi, których historie zostają mi w pamięci. Potem dzieje się coś nowego i zapominam ludzi, których spotkałem. Ostatnio zdarzyły mi się trzy obserwacje. Lubię gapić się na ludzi no i wtedy dochodzi do obserwacji.
Obserwacja pierwsza. Odprowadzaliśmy Twoja babcię do kościoła. Razem z Tobą. Na przeciw nas ulicą szła mama z pięcioletnią córką.
Córka: Mamo, strasznie bolą mnie nogi! Kto mnie poniesie?
Mama: A wiesz jak mnie bolą! Okropnie! Kto mnie poniesie?
Córka: Nikt.
Mama: No i ciebie też nikt nie poniesie.
Wbrew pozorom była to bardzo miła rozmowa. A noszenie dzieci na rękach jest niebywale ważnym społecznie problemem. Co rusz słyszę opinie ludzi na ten temat, że nie wolno, że nie przyzwyczajać, bo kręgosłup, bo nie będzie chciało chodzić samo. Nosimy Cię na rękach, owszem, ale mimo wszystko najlepiej nosisz się sam.
Kilka dni temu w Bytomiu tuż obok Poczty Głównej wkładałem Cię do Twojego nowego fotelika za sześćset złotych (ze starego wylewałeś się zanadto) i za plecami usłyszałem rozmowę kobiety lat 38 z mężczyzną lat nie zdążyłem zaobserwować. Usłyszałem tylko strzęp historii, ale utkwiła mi w głowie jak pocisk lub jak między zębami fragmencik pokarmu.
....i wtedy ta myszka przegryzła tabernakulum i zjadła pana Jezusa.....
I nie wiem jaki był początek tej historii, ani finał. I nie wiem czy to anegdota religijna czy cytat ze swojego dziecka. Takie miałem skojarzenie, że kobieta lat 38 opowiada historię, którą jej opowiedziała jej mała córka. Szukam w internecie mitu o myszy co zjadła Pana Jezusa,a le nic nie znalazłem. Wymyśle jakąś opowieść z tego skrawka.
W autobusie 820 z Katowic do Bytomia stałem na przeciw mężczyzny lat 31, ubranego schludnie z teczką laptopową w ręku. Całą drogę obgryzał paznokcie, nerwowo wkładał palce do ust. Podrzucał ramionami lub szeptał coś pod nosem. Non stop. Wszyscy udawali, że nie widzą, ale każdy pasażer w okolicy kątem oka patrzył. Ludzie lubią gapienie się. Czuć było napięcie. Zawsze pojawia się wyczuwalne napięcie jeśli ludzie nie wiedzą co dzieje się wokół nich. Mężczyzna miał Zespół Tourette’a. To neurologiczne zaburzenie objawiające się niekontrolowanymi tikami. Nikomu nie jest łatwo żyć wśród ludzi jeśli widać jego odmienność.Tylko podobni mają się dobrze. Choć nasza edukacja stawia na tolerancję odmienności.
Jak to jest w Twoich czasach?
Obserwacja pierwsza. Odprowadzaliśmy Twoja babcię do kościoła. Razem z Tobą. Na przeciw nas ulicą szła mama z pięcioletnią córką.
Córka: Mamo, strasznie bolą mnie nogi! Kto mnie poniesie?
Mama: A wiesz jak mnie bolą! Okropnie! Kto mnie poniesie?
Córka: Nikt.
Mama: No i ciebie też nikt nie poniesie.
Wbrew pozorom była to bardzo miła rozmowa. A noszenie dzieci na rękach jest niebywale ważnym społecznie problemem. Co rusz słyszę opinie ludzi na ten temat, że nie wolno, że nie przyzwyczajać, bo kręgosłup, bo nie będzie chciało chodzić samo. Nosimy Cię na rękach, owszem, ale mimo wszystko najlepiej nosisz się sam.
Kilka dni temu w Bytomiu tuż obok Poczty Głównej wkładałem Cię do Twojego nowego fotelika za sześćset złotych (ze starego wylewałeś się zanadto) i za plecami usłyszałem rozmowę kobiety lat 38 z mężczyzną lat nie zdążyłem zaobserwować. Usłyszałem tylko strzęp historii, ale utkwiła mi w głowie jak pocisk lub jak między zębami fragmencik pokarmu.
....i wtedy ta myszka przegryzła tabernakulum i zjadła pana Jezusa.....
I nie wiem jaki był początek tej historii, ani finał. I nie wiem czy to anegdota religijna czy cytat ze swojego dziecka. Takie miałem skojarzenie, że kobieta lat 38 opowiada historię, którą jej opowiedziała jej mała córka. Szukam w internecie mitu o myszy co zjadła Pana Jezusa,a le nic nie znalazłem. Wymyśle jakąś opowieść z tego skrawka.
W autobusie 820 z Katowic do Bytomia stałem na przeciw mężczyzny lat 31, ubranego schludnie z teczką laptopową w ręku. Całą drogę obgryzał paznokcie, nerwowo wkładał palce do ust. Podrzucał ramionami lub szeptał coś pod nosem. Non stop. Wszyscy udawali, że nie widzą, ale każdy pasażer w okolicy kątem oka patrzył. Ludzie lubią gapienie się. Czuć było napięcie. Zawsze pojawia się wyczuwalne napięcie jeśli ludzie nie wiedzą co dzieje się wokół nich. Mężczyzna miał Zespół Tourette’a. To neurologiczne zaburzenie objawiające się niekontrolowanymi tikami. Nikomu nie jest łatwo żyć wśród ludzi jeśli widać jego odmienność.Tylko podobni mają się dobrze. Choć nasza edukacja stawia na tolerancję odmienności.
Jak to jest w Twoich czasach?
wtorek, 13 września 2011
Okoliczności szóste
Zrobiłem notatki. O tym, co chcę ci napisać. Żeby nie zapomnieć. Nie zgubiłem notatek. Ale mam inny problem. Nie umiem się z nich odczytać.
Jest taka historia, ze pewien mężczyzna przyszedł do apteki z kartką w ręku.
- Czy mógłby mi pan...- zaczął.
- Już panu podaje -przerwał mu gorliwy aptekarz, wyrywając mu kartkę i po chwili przyniósł lekarstwo.
- Proszę bardzo -powiedział aptekarz
- Ależ, źle mnie pan zrozumiał. Ja chciałem tylko, żeby mi pan przeczytał, co tu jest napisane, bo dostałem list od przyjaciela i nie mogę się rozczytać.
Wierz tym autorytetom, które wierzą bardziej w Ciebie niż sobie.
Po tym krótkim moralizatorskim kazaniu, chcę Ci powiedzieć, że w te wakacje odkryłem, z pomocą Twego dziadka, który okropnie się irytował, próbując wytłumaczyć mi nieudolnie, to co odkryłem w te wakacje. Staliśmy wpatrzeni w suwmiarkę, a ja odkrywałem, że potrafi ona pokazywać dziesiętne części milimetra. Gdy byłem dzieckiem, lubiłem bawić się suwmiarką, nie wiedząc czym jest. Gdy byłem nastolatkiem, nie bawiłem się suwmiarką, dalej nie wiedząc, czym ona jest. Jako dorosły korzystałem z suwmiarki i wydawało mi się, ze wiem czym jest. Teraz dojrzałem. Wiem czym jest suwmiarka i przekażę tę wiedzę tobie, abyś mógł odmierzać milimetr po milimetrze chociażby dziury w swetrze.
Idzie Konstanty
Milimetranty.
Jeśli już dorośniesz i będziesz umiał czytać, koniecznie zajrzyj do książek Eduardo Mendozy. Szczególnie do trylogii zaczynającej się od Przogód Fryzjera Damskiego.
To jest śmieszne. Mniej śmieszne jest to, że mieliśmy całą trylogię,
ale pożyczyliśmy komuś, kto ma podobny problem, co my. On nie pamięta,
że to nasze. My nie pamiętamy, że to on.
Ostatnio mamie zdarza się grac w Lotto. Właśnie myłem zęby, gdy usłyszałem radosne piśnięcie. Kupię sobie samochód -pomyślałem.
-Mam trójkę!! -krzyknęła.
- Resoraka -dodałem w myślach.
Jedna z chłopców z Żywca, gdzie prowadzę grupę, powiedział, że ich nauczycielka powiedziała, że nie można być szczęśliwym jeśli zarabia się poniżej 10 tysięcy miesięcznie.
Wszyscy nauczyciele są nieszczęśliwi.
Wspominałem Ci, że twoja mama jest nauczycielką w gimnazjum? Nie? To uważaj: Twoja Mama jest Nauczycielką w Gimnazjum!! Przeraźliwie dużo musi drukować na drukarce. Wczoraj wciągnęło jej 20 kartek. Leżą teraz pod kominkiem, ofiary antyekologicznej edukacyjnej biurokracji. Twoja mama oprócz kilkudziesięciu różnych ogłoszeń dla rodziców, musiała również podać i to, że w gminie Bytom, zostały zrzucone szczepionki dla lisów. Każdy rodzic gimnazjalisty musi się podpisać pod tą informacją, że ja przyjął. Być może chodzi o to, żeby zabezpieczyć twoją mamę przed sytuacją, w której jakiś gimnazjalista, znalazłszy ową szczepionkę i skonsumowawszy ją, poczuł się nieswojo i obwinił tym mamę, że go nie wyedukowała na temat szczepionek przeciw lisiej wściekliźnie.
Podróż do Żywca, gdzie teraz pracuje zajmuje mi czas następujący:
4,16 -pobudka
4,53 -autobus
5,23 -pociąg pierwszy i 4 minuty na przesiadkę
6,05 -pociąg drugi
8,08 do 8,45 spacer ulicami miasta Żywiec.
9 -13 praca
13,30-16,30 -powrót.
Czy ty to przeliczyłeś?? Więcej w trasie, niż w pracy.
Trzymaj kciuki! Zakładam Śląską Szkołę Dramy. Będę uczył dorosłych, co mają robić z dziećmi, żeby wyrośli na dorosłych, albo co robić z dorosłymi, żeby byli dorośli. Tak na prawdę będę uczył ich dramy. Jak zamieniać opowieści na pracę, zabawę i naukę. Plakat zrobiła Magda Drobczyk, moja dobra koleżanka z czasów, gdy nie byłem jeszcze dorosły. Może teraz, gdy to czytasz jest już sławna wśród jakichś dorosłych?.
Doroślidorosołu! Taki będzie pożytek, że przynajmniej spać będą chodzić z kurami.A teraz 00:26 Twój tata czyli ja, ze świadomością, że jutro 04:16 wstaję, siedzę, miast leżeć.Dobrze, już idę się położyć!
Ileż to człowiek musi się nachodzić, żeby móc się położyć.
Jest taka historia, ze pewien mężczyzna przyszedł do apteki z kartką w ręku.
- Czy mógłby mi pan...- zaczął.
- Już panu podaje -przerwał mu gorliwy aptekarz, wyrywając mu kartkę i po chwili przyniósł lekarstwo.
- Proszę bardzo -powiedział aptekarz
- Ależ, źle mnie pan zrozumiał. Ja chciałem tylko, żeby mi pan przeczytał, co tu jest napisane, bo dostałem list od przyjaciela i nie mogę się rozczytać.
Wierz tym autorytetom, które wierzą bardziej w Ciebie niż sobie.
Po tym krótkim moralizatorskim kazaniu, chcę Ci powiedzieć, że w te wakacje odkryłem, z pomocą Twego dziadka, który okropnie się irytował, próbując wytłumaczyć mi nieudolnie, to co odkryłem w te wakacje. Staliśmy wpatrzeni w suwmiarkę, a ja odkrywałem, że potrafi ona pokazywać dziesiętne części milimetra. Gdy byłem dzieckiem, lubiłem bawić się suwmiarką, nie wiedząc czym jest. Gdy byłem nastolatkiem, nie bawiłem się suwmiarką, dalej nie wiedząc, czym ona jest. Jako dorosły korzystałem z suwmiarki i wydawało mi się, ze wiem czym jest. Teraz dojrzałem. Wiem czym jest suwmiarka i przekażę tę wiedzę tobie, abyś mógł odmierzać milimetr po milimetrze chociażby dziury w swetrze.
Idzie Konstanty
Milimetranty.
Ostatnio mamie zdarza się grac w Lotto. Właśnie myłem zęby, gdy usłyszałem radosne piśnięcie. Kupię sobie samochód -pomyślałem.
-Mam trójkę!! -krzyknęła.
- Resoraka -dodałem w myślach.
Jedna z chłopców z Żywca, gdzie prowadzę grupę, powiedział, że ich nauczycielka powiedziała, że nie można być szczęśliwym jeśli zarabia się poniżej 10 tysięcy miesięcznie.
Wszyscy nauczyciele są nieszczęśliwi.
Wspominałem Ci, że twoja mama jest nauczycielką w gimnazjum? Nie? To uważaj: Twoja Mama jest Nauczycielką w Gimnazjum!! Przeraźliwie dużo musi drukować na drukarce. Wczoraj wciągnęło jej 20 kartek. Leżą teraz pod kominkiem, ofiary antyekologicznej edukacyjnej biurokracji. Twoja mama oprócz kilkudziesięciu różnych ogłoszeń dla rodziców, musiała również podać i to, że w gminie Bytom, zostały zrzucone szczepionki dla lisów. Każdy rodzic gimnazjalisty musi się podpisać pod tą informacją, że ja przyjął. Być może chodzi o to, żeby zabezpieczyć twoją mamę przed sytuacją, w której jakiś gimnazjalista, znalazłszy ową szczepionkę i skonsumowawszy ją, poczuł się nieswojo i obwinił tym mamę, że go nie wyedukowała na temat szczepionek przeciw lisiej wściekliźnie.
Podróż do Żywca, gdzie teraz pracuje zajmuje mi czas następujący:
4,16 -pobudka
4,53 -autobus
5,23 -pociąg pierwszy i 4 minuty na przesiadkę
6,05 -pociąg drugi
8,08 do 8,45 spacer ulicami miasta Żywiec.
9 -13 praca
13,30-16,30 -powrót.
Czy ty to przeliczyłeś?? Więcej w trasie, niż w pracy.
Trzymaj kciuki! Zakładam Śląską Szkołę Dramy. Będę uczył dorosłych, co mają robić z dziećmi, żeby wyrośli na dorosłych, albo co robić z dorosłymi, żeby byli dorośli. Tak na prawdę będę uczył ich dramy. Jak zamieniać opowieści na pracę, zabawę i naukę. Plakat zrobiła Magda Drobczyk, moja dobra koleżanka z czasów, gdy nie byłem jeszcze dorosły. Może teraz, gdy to czytasz jest już sławna wśród jakichś dorosłych?.
Doroślidorosołu! Taki będzie pożytek, że przynajmniej spać będą chodzić z kurami.A teraz 00:26 Twój tata czyli ja, ze świadomością, że jutro 04:16 wstaję, siedzę, miast leżeć.Dobrze, już idę się położyć!
Ileż to człowiek musi się nachodzić, żeby móc się położyć.
sobota, 10 września 2011
O zagubionej kartce i próbach odtworzenia czegoś na nowo.
Kilka dni temu spotkałem kolegę, z liceum Krzyśka Lukoszka, który teraz nazywa się, żeby jego nowym rodakom było łatwiej; Kristopher Lukoschek. Tego dnia miałem w kieszeni kartkę, na której zapisałem kilka rzeczy, o których bardzo chciałem napisać tutaj. Straciła się, a jak coś się straci, ludzie często mają wtedy wrażenie, że nie da się tego odtworzyć równie dobrze albo lepiej. Twój dziadek co rusz powtarza, że już nie produkują tak dobrych śrub, zapraw murarskich, papierów ściernych, gwoździ i wszystkiego wszystkiego jak produkowali dawniej, ongiś, drzewiej. No dobra, nie mówi ongiś, ale brzmi jakby mówił.
Zgubiłem więc kartkę notatkową i nie do odtworzenia jest i nie do podrobienia ta mądrość, którą tamże dla Ciebie zapisałem. Chciałem napisać Ci o rzeczach, które robisz po raz pierwszy. Ponownie po raz piewszy. Tysiące rzeczy robisz po raz pierwszy. Dziś zostawiłem Cię na chwilę w łóżeczku, a gdy wróciłem stałeś oparty o szczebelki. Tak i owszem! Potrafisz to robić od kilku dni. Idzie ci to lepiej niż siadanie, którego jeszcze nie opanowałeś.
Czasem, gdy walisz mnie ręką po głowie w rytmicznym bachu-bach, zastanawiam się czy w poprawnie wysocjalizowanej rodzinie, genetycznie niepredysponowanej przestępczo, może pojawić się awanturnik i drań. Czas zacząć uczenie cię, co oznacza "nie wolno". "Nie wolno" to jedno z fundamentalnych komunikatów rodzicielskich. Będę starał się zamiast odciągać cię od tego, co "nie wolno", kierować do tego "co wolno" Czytając to, już wiesz, czy udało się nam, czy raczej jesteś dzieckiem zakazowym?
Twoja mama obserwując cię prawie non-stop, dostrzegła w twoich żebrach, coś co ją zaniepokoiło. Pediatra kazał nam zrobić badania krwi. Trzymałem cię na kolanach, ale nie byłem w stanie spojrzeć na igłę, przebijającą ci skórę. Myślałem, ze tak jak ostatnio będziesz długo płakał. a płakałeś krótko. Nota bene, uwarunkowałeś się już na biały fartuch i niczym Neska na widok gabinetu weterynarza, tak ty na widok lekarza w fartuchu, rozpłakujesz się niemal momentalnie. Neska, dla sprostowania, nie płacze. Trzęsie się za to jak golas w sklepie z mrożonkami.
Trochę się zmartwiliśmy. O rzeczach, co się w nas martwią , też chcę opowiadać.
Być może dlatego, ze jesteś zimowym dzieckiem,a być może dlatego, ze na świecie są miliony chorób, objawów, zarazków i ułomności ciała, badania wykazały, ze gospodarka fosforanowa w Twoim organizmie nie działa najlepiej i może to skończyć się krzywicą. Chorobą dzieci XIX wieku z wielkich miast. Podwoiliśmy ci dawkę witaminy d, jedynego lekarstwa i czekamy miesiąc na kontrolę. Wczoraj mama przesiedziała godzinę przed komputerem czytając o krzywicy i z mokrymi oczami, zastanawiała się czy fakt, że zęby ci się słabo wyżynają i ciemiączko powoli zarasta to nie wina właśnie początkowego stadium tej choroby. Jesteś naszą radością i naszym ukochanym zmartwieniem.
Konstanty, proszę cię prosto: bądź prosty po prostu.
Zgubiłem więc kartkę notatkową i nie do odtworzenia jest i nie do podrobienia ta mądrość, którą tamże dla Ciebie zapisałem. Chciałem napisać Ci o rzeczach, które robisz po raz pierwszy. Ponownie po raz piewszy. Tysiące rzeczy robisz po raz pierwszy. Dziś zostawiłem Cię na chwilę w łóżeczku, a gdy wróciłem stałeś oparty o szczebelki. Tak i owszem! Potrafisz to robić od kilku dni. Idzie ci to lepiej niż siadanie, którego jeszcze nie opanowałeś.
Czasem, gdy walisz mnie ręką po głowie w rytmicznym bachu-bach, zastanawiam się czy w poprawnie wysocjalizowanej rodzinie, genetycznie niepredysponowanej przestępczo, może pojawić się awanturnik i drań. Czas zacząć uczenie cię, co oznacza "nie wolno". "Nie wolno" to jedno z fundamentalnych komunikatów rodzicielskich. Będę starał się zamiast odciągać cię od tego, co "nie wolno", kierować do tego "co wolno" Czytając to, już wiesz, czy udało się nam, czy raczej jesteś dzieckiem zakazowym?
Twoja mama obserwując cię prawie non-stop, dostrzegła w twoich żebrach, coś co ją zaniepokoiło. Pediatra kazał nam zrobić badania krwi. Trzymałem cię na kolanach, ale nie byłem w stanie spojrzeć na igłę, przebijającą ci skórę. Myślałem, ze tak jak ostatnio będziesz długo płakał. a płakałeś krótko. Nota bene, uwarunkowałeś się już na biały fartuch i niczym Neska na widok gabinetu weterynarza, tak ty na widok lekarza w fartuchu, rozpłakujesz się niemal momentalnie. Neska, dla sprostowania, nie płacze. Trzęsie się za to jak golas w sklepie z mrożonkami.
Trochę się zmartwiliśmy. O rzeczach, co się w nas martwią , też chcę opowiadać.
Być może dlatego, ze jesteś zimowym dzieckiem,a być może dlatego, ze na świecie są miliony chorób, objawów, zarazków i ułomności ciała, badania wykazały, ze gospodarka fosforanowa w Twoim organizmie nie działa najlepiej i może to skończyć się krzywicą. Chorobą dzieci XIX wieku z wielkich miast. Podwoiliśmy ci dawkę witaminy d, jedynego lekarstwa i czekamy miesiąc na kontrolę. Wczoraj mama przesiedziała godzinę przed komputerem czytając o krzywicy i z mokrymi oczami, zastanawiała się czy fakt, że zęby ci się słabo wyżynają i ciemiączko powoli zarasta to nie wina właśnie początkowego stadium tej choroby. Jesteś naszą radością i naszym ukochanym zmartwieniem.
Konstanty, proszę cię prosto: bądź prosty po prostu.
środa, 31 sierpnia 2011
O tym jak zaniedbałem bloga, nie zaniedbując Ciebie.
Każdy proces obarczony jest kryzysem. Nasz kraj jest w kryzysie i moje pisanie dla ciebie również. Skułem prawie cały tynk w pokoju na górze i leży teraz kożuchem kurzowym obejmując podłogę i zastanawiam się kiedy to uda mi się przetransportować na dół?
Kilka dni nie było mnie w domu. Pracowałem z dziećmi z dysfunkcyjnych rodzin w Szczyrku. Przez te kilka dni już jesteś inny. Palcem wskazującym dotykałeś wczoraj mojego nosa, a do tej pory robiłeś to całą dłonią plus zamach.Już chcesz wstawać, choć jeszcze dobrze nie usiadłeś. Masz nowy wózek, bo stary mama przejechała ci samochodem.
Dziś ostatni dzień wakacji. Mama wraca do pracy. Ty zaczniesz żywot swój uprawiać w Bytomiu u babci na 9 piętrze z oknami na jedną stronę, gdzie stoją bloki, a za nimi las.
Kilka dni nie było mnie w domu. Pracowałem z dziećmi z dysfunkcyjnych rodzin w Szczyrku. Przez te kilka dni już jesteś inny. Palcem wskazującym dotykałeś wczoraj mojego nosa, a do tej pory robiłeś to całą dłonią plus zamach.Już chcesz wstawać, choć jeszcze dobrze nie usiadłeś. Masz nowy wózek, bo stary mama przejechała ci samochodem.
Dziś ostatni dzień wakacji. Mama wraca do pracy. Ty zaczniesz żywot swój uprawiać w Bytomiu u babci na 9 piętrze z oknami na jedną stronę, gdzie stoją bloki, a za nimi las.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Zębowego sierpnia początki.
Dziś w gabinecie pani doktor, pediatry Twojej, usłyszałem, że jej patyk, który wkłada ci do ust haczy o zęby. No faktycznie od dwóch dni wywalasz dziwacznie jęzor, a to okazuje się, że było to badanie wewnątrzjamoustno-zapoznawcze.
Pełzasz po każdej podłodze z lubością, odkurzając kurz, zbierając w świeże stroje drobnoustroje.
Uwielbiasz naszego psa. Gdy go widzisz nie raz zdarz ci się zaśmiać na głos z radości i uwielbienia. Ona czyli Neska też Cię lubi. Nieraz jej z kolei zdarzyło się włożyć swój jęzor do twojego pyska.
Od kilkunastu dni w oparciu o lekturę popularnonaukowej książki kynologicznej ćwiczę naszego psa w byciu posłuszną. Musi wiedzieć, że przewodnikiem naszego stada jestem ja, nie ona. Z wchodzenia w rolę przewodnika naszego stada przez Neskę mamy zazwyczaj problemy. Więc ja jestem przewodnikiem naszego stada, choć tak naprawdę za sznurki pociąga mama.
Pełzasz po każdej podłodze z lubością, odkurzając kurz, zbierając w świeże stroje drobnoustroje.
Uwielbiasz naszego psa. Gdy go widzisz nie raz zdarz ci się zaśmiać na głos z radości i uwielbienia. Ona czyli Neska też Cię lubi. Nieraz jej z kolei zdarzyło się włożyć swój jęzor do twojego pyska.
Od kilkunastu dni w oparciu o lekturę popularnonaukowej książki kynologicznej ćwiczę naszego psa w byciu posłuszną. Musi wiedzieć, że przewodnikiem naszego stada jestem ja, nie ona. Z wchodzenia w rolę przewodnika naszego stada przez Neskę mamy zazwyczaj problemy. Więc ja jestem przewodnikiem naszego stada, choć tak naprawdę za sznurki pociąga mama.
sobota, 6 sierpnia 2011
Gdzie podziały się artefakty dziecięctwa część 1: Czerwony Kapturek.
Pod tym okropnym, chwilowym, czekającym na zmianę tytułem, będę pisał o różnych ważnych rzeczach z Twojego dzieciństwa i umieszczał ich zdjęcia. Ja pamiętam wiele swoich zabawek lecz podobnie jak wielu do mnie podobnych zadaję sobie pytanie -gdzie one się podziały? Poginęły w czasie przeprowadzek, w brzuchach pralek, w paszczach psów, pod pantoflami matek, w obsikanych piaskownicach?
Twoja babcia przetrzymuje zabawki Twojej mamy . Specjalnie dla wnuka lub wnuczki. Ostatnio dała ci do zabawy trzydziestoparoletnią, pluszową małpę. Czy da się leczyć łysienie plackowate u pluszaków? -chciałem zapytać. Szybko ją jednak odebrała, gdyż trzydziestoparoletni plusz leżakowany w socjalistycznej meblościance zbyt dużo posiada mikroelementów jak na mozliwości twojego żołądka.
W dzisiejszym odcinku zajmiemy się czerwonym kapturkiem z Kalimby. Jej długie szmaciane nogi i ręce nie raz koiły twoje nabrzmiałe od ząbkowania dziąsła. Na marginesie -zęba jeszcze nie widać. Zgubiliśmy tę maskotkę w drodze powrotnej znad morza i potem po raz drugi kupiliśmy, nie bez problemów, drogo, z pomocą mamy Twego kolegi Kostka z Warszawy.
Jeśli opuści nas, odejdzie, zarazi się czymś od małpy z wyłysiałym pluszem, napiszę ci o tym. Po to jest właśnie ten dział gdziepodziania się artefaktów dziecięctwa.
Twoja babcia przetrzymuje zabawki Twojej mamy . Specjalnie dla wnuka lub wnuczki. Ostatnio dała ci do zabawy trzydziestoparoletnią, pluszową małpę. Czy da się leczyć łysienie plackowate u pluszaków? -chciałem zapytać. Szybko ją jednak odebrała, gdyż trzydziestoparoletni plusz leżakowany w socjalistycznej meblościance zbyt dużo posiada mikroelementów jak na mozliwości twojego żołądka.
W dzisiejszym odcinku zajmiemy się czerwonym kapturkiem z Kalimby. Jej długie szmaciane nogi i ręce nie raz koiły twoje nabrzmiałe od ząbkowania dziąsła. Na marginesie -zęba jeszcze nie widać. Zgubiliśmy tę maskotkę w drodze powrotnej znad morza i potem po raz drugi kupiliśmy, nie bez problemów, drogo, z pomocą mamy Twego kolegi Kostka z Warszawy.
Jeśli opuści nas, odejdzie, zarazi się czymś od małpy z wyłysiałym pluszem, napiszę ci o tym. Po to jest właśnie ten dział gdziepodziania się artefaktów dziecięctwa.
Dziś masz osiem miesięcy i turbodiesla w tyłku.
Rano gdy robiłem jajecznicę, zastanawiałem się, jak wiele razy wcześniej, jak rozbijać jajka, żeby żaden mikroskopijny okruch skorupki nie dostał się na patelnie. Zawsze koncentruję się na tym, aby tak się nie stał i bach! nic z tego. Nie znoszę wyciągania skorupek jajka z patelni. Stałem w kuchni, a mama wołała do Ciebie chodź ze mną, gdy ty brzuchowałeś na macie. Przypomniało mi się, że w podstawówce niektórzy stosowali taki oto żart. Pytali idziesz ze mną? gdzie? w d... ciemną lub zamiennie srać pod rynną. Nie wiem czemu, ale ot tak nagle mój mózg wyrzucił mi na brzeg świadomości to wspomnienie.
A ty ruszyłeś! Czyścisz brzuchem podłogę. Pełzasz zawzięcie i konsekwentnie.Wyginasz się i sprężynujesz.Wszystko jest dla ciebie wspaniałą zabawką, co nie jest z istoty zabawką. Dziś badałeś kosz na drewno przy kominku, żółtą kulkę gąbkę od kluczy, uchwyty w kuchennym kredensie. To twój obecny top zabawkowy.
W wannie czujesz się jak ryba w wodzie, że poslużę się tym związkiem frazeologicznym prawie dosłownym. Chcemy pojechać z tobą na basen dla bobasów, ale konieczne jest posiadanie przez matkę aktualnego badania wymazów z pochwy,a ja ostatnio dostałem od proktologa maść, co jak pewne się domyślasz wyklucza nas jako osoby, mogące trzymać cię w wodzie. Ale to chwilowe i przejściowe, więc za chwile przejdzie.
Czy pisałem ci już, że bardzo wiele osób, szczególnie kobiety w sile wieku zachwycają się twoimi oczami i twoim spojrzeniem. Mam nadzieję, że gdy to czytasz ów zachwyt nie mija, oby tylko wiek zachwycających się zbliżył się do twojego.I oby płeć ich odmienną była.
A ty ruszyłeś! Czyścisz brzuchem podłogę. Pełzasz zawzięcie i konsekwentnie.Wyginasz się i sprężynujesz.Wszystko jest dla ciebie wspaniałą zabawką, co nie jest z istoty zabawką. Dziś badałeś kosz na drewno przy kominku, żółtą kulkę gąbkę od kluczy, uchwyty w kuchennym kredensie. To twój obecny top zabawkowy.
W wannie czujesz się jak ryba w wodzie, że poslużę się tym związkiem frazeologicznym prawie dosłownym. Chcemy pojechać z tobą na basen dla bobasów, ale konieczne jest posiadanie przez matkę aktualnego badania wymazów z pochwy,a ja ostatnio dostałem od proktologa maść, co jak pewne się domyślasz wyklucza nas jako osoby, mogące trzymać cię w wodzie. Ale to chwilowe i przejściowe, więc za chwile przejdzie.
Czy pisałem ci już, że bardzo wiele osób, szczególnie kobiety w sile wieku zachwycają się twoimi oczami i twoim spojrzeniem. Mam nadzieję, że gdy to czytasz ów zachwyt nie mija, oby tylko wiek zachwycających się zbliżył się do twojego.I oby płeć ich odmienną była.
poniedziałek, 25 lipca 2011
Kilka szybkich zdań o sprawach z ostatnich dni.
Jutro ważny dzień. Odkuję drzwi na piętrze i przebiję się na strych. Tam z odkutych cegieł, zamuruje drzwi na strych, który dzielimy z sąsiadem i trach! mamy składzik na ten wielki bajzel u góry!
W Norwegii prawicowy szaleniec wystrzelał kilkadziesiąt młodych ludzi. Mama powiedziała, że będąc dziś na ćwiczeniach pilates, nie mogła o tym przestać myśleć.
Potrafisz już na kilka sekund wytrzymać na czworakach. Dziś u babci Grażyny dostałeś kiszonego ogórka. Zamiennie wkładałeś go do buzi i okładałeś nim udo mamy.
Cały tydzień pada. Odwiedziłeś dziś w ten deszczowy wieczór kuzynkę swą, córkę kuzyna mamy Lenę Ludwikę. Niestety nie widzieliście się, bo albo ona spała albo ty.
Kilka dni temu mama wygrała 461 zł w Lotto. Jest to niestety o kilka milionów za mało, abyśmy mogli nie martwić się faktem bycia dorosłymi ludźmi.
W sobotę odwiedziła nas Iza z Ingą. Inga ma dwa lata i bardzo Cię lubi. Pamiętasz ją, kojarzysz, kolegujesz się?
Za dwa tygodnie mam wizytę u proktologa. Niestety tylna część mnie trochę nawala. W naszym pokoju strasznie skrzypią drzwi. Nasmarowałem zawiasy kilka razy. Już mi się śniło o tych drzwiach,ale dalej nic. Najbardziej drobiazgi podsycają frustrację.
Jestem Twoim tatą, który dużo śpi. Wolę spać niż nie spać. Być może to marnowanie świadomego życia, ale przyjemność, której doświadczam, gdy okazuje się, że po przebudzeniu, mogę jeszcze trochę pospać, to ogólnoludzkie, dzielone przez miliardy ludzi doznanie, które łączy nas bardziej niż religia, siku czy tym podobne okoliczności życiowe. Doświadczę tego ponownie nad ranem, choć czasem Konstanty przeszkadzasz mi w tym doświadczaniu, ale przeszkadzasz doświadczaniem Ciebie czyli snu naszego, co się spełnił. Dobranoc.
W Norwegii prawicowy szaleniec wystrzelał kilkadziesiąt młodych ludzi. Mama powiedziała, że będąc dziś na ćwiczeniach pilates, nie mogła o tym przestać myśleć.
Potrafisz już na kilka sekund wytrzymać na czworakach. Dziś u babci Grażyny dostałeś kiszonego ogórka. Zamiennie wkładałeś go do buzi i okładałeś nim udo mamy.
Cały tydzień pada. Odwiedziłeś dziś w ten deszczowy wieczór kuzynkę swą, córkę kuzyna mamy Lenę Ludwikę. Niestety nie widzieliście się, bo albo ona spała albo ty.
Kilka dni temu mama wygrała 461 zł w Lotto. Jest to niestety o kilka milionów za mało, abyśmy mogli nie martwić się faktem bycia dorosłymi ludźmi.
W sobotę odwiedziła nas Iza z Ingą. Inga ma dwa lata i bardzo Cię lubi. Pamiętasz ją, kojarzysz, kolegujesz się?
Za dwa tygodnie mam wizytę u proktologa. Niestety tylna część mnie trochę nawala. W naszym pokoju strasznie skrzypią drzwi. Nasmarowałem zawiasy kilka razy. Już mi się śniło o tych drzwiach,ale dalej nic. Najbardziej drobiazgi podsycają frustrację.
Jestem Twoim tatą, który dużo śpi. Wolę spać niż nie spać. Być może to marnowanie świadomego życia, ale przyjemność, której doświadczam, gdy okazuje się, że po przebudzeniu, mogę jeszcze trochę pospać, to ogólnoludzkie, dzielone przez miliardy ludzi doznanie, które łączy nas bardziej niż religia, siku czy tym podobne okoliczności życiowe. Doświadczę tego ponownie nad ranem, choć czasem Konstanty przeszkadzasz mi w tym doświadczaniu, ale przeszkadzasz doświadczaniem Ciebie czyli snu naszego, co się spełnił. Dobranoc.
wtorek, 19 lipca 2011
O tym, co słychać u Ciebie i o tym, co słychać obok Ciebie
Na piankowej macie, o której pisałem ci już kilka słów potrafisz jak wskazówka sekundnika kręcić się w koło, a gdy zdecydujesz się, że coś cię ciekawi, podpełzujesz niczym animowana dżdżownica. Inną nowością jest Twoje odkrycie krzyczenia. Jest to krzyk życiowy, naturalny, ciągły, kilkusekundowy, raczej zabawny, niezajęty bólem czy wołaniem o pomoc. W swoim kaszkiecie i z wielkimi oczami, którymi patrzysz nad wyraz głęboko, zwracasz uwagę przechodniów. Co chwilę, ktoś komentuje Twoje spojrzenie. Dużo się ruszasz, wyginasz, wykrzywiasz. No a na dodatek, od tygodnia masz katar. Wyciagamy Ci z nosa katarowe kluski z pomocą nas obojga -ja trzymm ręce, mama głowę oraz aparatu, który składa się z wężyka, ustnika i rurki donosowej. Mama wciska ci do nosa donosową rurkę, Ty ryczysz i bronisz się zaciekle, a ja ustnikiem ciągnę kózki-galaretki. Pomiedzy moimi ustami a nimi, tkwi w rurce gąbkowy filtr, co broni mnie przed konsumpcją. Myślałem dziś rano czy mogą istnieć rodzice, którzy brzydziliby się takie higieniczne wyczyniać wybryki?
Przed wejściem do naszego domu, poprzedni właściciel zatynkował kamienną podmurówkę oraz klinkierowe cegły. Od kilku dni odkuwam z pomocą młotka i majzla ów piękny kawałek elewacji. Córka, poprzedniego właściciela, Mariola, która jest moją księgową obecnie, nie ma pojęcia dlaczego jej tata tak zrobił. Tysiące uderzeń młotka w stary tynk i chyba mam zakwasy w nadgarstku. Dziś młotek pękł na pół. Nie wytrzymał. Na kolację wymyśliłem sałatkę, z tego co było pod ręką. Z ogródka wziąłem dużą kalarepę, kilka przepysznych pomidorków koktajlowych, z lodówki troche czarnych oliwek, paluszki surimi z lidla, troszkę posiekanej zielonej pietruszki, kilka kawałków sera gorgonzoli, którego Twoja mama używała do kanapek z wiśniami według przepisów z prenumerowanej gazety Kuchnia; oliwę z pestek winogrona i kilka kropel soku z cytryny. Pociąłem, pomieszałem, zjadłem.
Pociąłem, pomieszałem, zjadłem. Myślę, że tak powstają nowe dania. Dzięki połączeniu głodu i rzeczy, które trzeba zjeść, inaczej się popsują.
Teraz śpisz w łóżeczku od kilku dni eksperymentując z nową pozycją snu. Jesteś wygięty w łuk, leżąc na boku. Podszedłem do Ciebie, położyłem dłoń na Twojej piersi i poczułem bicie serca. Wróciłem do komputera i napisałem o tym. Cały czas o tym piszę. Jestem podłączony do ciebie jak ekg.
Nad Gliwicami burza. Cały tydzień ma lać. Twoja ciocia Misia przyjmuje swojego teścia z Palestyny. Masło kosztuje 4 - 5 zł. Margaryny nie jemy. Czytam książkę " Zaklinacz psów" i zamieniam się w przywódce stada wobec Neski. Nie wiem jak zakończyć ten blogowy post. Denerwuje mnie, że coraz mniej jest polskich odpowiedników takich słów jak "blog" czy "post". Jest późno, Konstanty Parówko, tak mówię do Ciebie czasem. Idę Konstanty Parówko, cześć.
Przed wejściem do naszego domu, poprzedni właściciel zatynkował kamienną podmurówkę oraz klinkierowe cegły. Od kilku dni odkuwam z pomocą młotka i majzla ów piękny kawałek elewacji. Córka, poprzedniego właściciela, Mariola, która jest moją księgową obecnie, nie ma pojęcia dlaczego jej tata tak zrobił. Tysiące uderzeń młotka w stary tynk i chyba mam zakwasy w nadgarstku. Dziś młotek pękł na pół. Nie wytrzymał. Na kolację wymyśliłem sałatkę, z tego co było pod ręką. Z ogródka wziąłem dużą kalarepę, kilka przepysznych pomidorków koktajlowych, z lodówki troche czarnych oliwek, paluszki surimi z lidla, troszkę posiekanej zielonej pietruszki, kilka kawałków sera gorgonzoli, którego Twoja mama używała do kanapek z wiśniami według przepisów z prenumerowanej gazety Kuchnia; oliwę z pestek winogrona i kilka kropel soku z cytryny. Pociąłem, pomieszałem, zjadłem.
Pociąłem, pomieszałem, zjadłem. Myślę, że tak powstają nowe dania. Dzięki połączeniu głodu i rzeczy, które trzeba zjeść, inaczej się popsują.
Teraz śpisz w łóżeczku od kilku dni eksperymentując z nową pozycją snu. Jesteś wygięty w łuk, leżąc na boku. Podszedłem do Ciebie, położyłem dłoń na Twojej piersi i poczułem bicie serca. Wróciłem do komputera i napisałem o tym. Cały czas o tym piszę. Jestem podłączony do ciebie jak ekg.
Nad Gliwicami burza. Cały tydzień ma lać. Twoja ciocia Misia przyjmuje swojego teścia z Palestyny. Masło kosztuje 4 - 5 zł. Margaryny nie jemy. Czytam książkę " Zaklinacz psów" i zamieniam się w przywódce stada wobec Neski. Nie wiem jak zakończyć ten blogowy post. Denerwuje mnie, że coraz mniej jest polskich odpowiedników takich słów jak "blog" czy "post". Jest późno, Konstanty Parówko, tak mówię do Ciebie czasem. Idę Konstanty Parówko, cześć.
środa, 13 lipca 2011
Kostkowa Piosenka Ósma
To z wakacji. Śpiewałem ci na plaży raz jeden.
Był sobie raz piesek,
co jadł z plaży piasek,
pił piwo z pinesek,
żarł ze śrubek kaszę.
Miał kolegę kota,
co lubił tort z błota,
tory gryzł jak chrupki
i połykał słupki.
refren:
Bo dla tego kota,
bo dla tego pieska,
Tobie zdradzę tajemnicę,
lecz nie mów nikomu,
najlepsza restauracja
to składnica złomu !
Był sobie raz piesek,
co jadł z plaży piasek,
pił piwo z pinesek,
żarł ze śrubek kaszę.
Miał kolegę kota,
co lubił tort z błota,
tory gryzł jak chrupki
i połykał słupki.
refren:
Bo dla tego kota,
bo dla tego pieska,
Tobie zdradzę tajemnicę,
lecz nie mów nikomu,
najlepsza restauracja
to składnica złomu !
poniedziałek, 11 lipca 2011
O moczeniu stóp w Bałtyku i podróży przez kraj.
Mama miała skrupuły wyjąć wszystkie Twoje chrzcielne pieniądze z samochodzika skarbonki, ale to był jedyny sposób aby wyruszyć na urlop. Pamiętaj, ze ty też tam byłeś i z nami jadłeś i piłeś i wylegiwałeś się na plaży. Jeszcze przez jakiś czas wylegiwanie będzie Twoim głównym zajęciem, którego wszyscy dorośli ci zazdroszczą.
Dzień przed wyjazdem spojrzałem na prognozę pogody na najbliższy tydzień dla Wejherowa, które to miasto 15 kilometrów dzieli od Białogóry, gdzie udawaliśmy się z Tobą, Konstanty. Cały tydzień deszcz, zachmurzenie i 17 stopni. Jedyne pocieszenie, ze powyżej zera.
- Może to przełóżmy - jęknęła mama.
Nie przełożyliśmy. W czwartek zrobiliśmy przystanek noclegowy na Kabatach w Warszawie u Twojego kolegi Konstantego, o którym pisałem Ci już tutaj. Całkiem owocne nawiązaliście kontakty. Ty z pozycji brzuch klepałeś go zaczepnie po udzie, on z pozycji siedzącej bez raczkowania, głaskał cię koleżeńsko po łapce. Nota bene był to dzień ojca, dlatego wspolnie z tatą Konstantego, ja tata Konstantego wypiliśmy najpierw piwo w kawiarni, po którym kręciło mi się w głowie, a wieczorem wódkę na miodzie, po któej nie kręciło mi się w głowie. Zastanawialiśmy się jak was wymawia się w liczbie mnogiej. Ci Konstanci, Konstantowie? Dwóch Konstantych się spotkało, choć się ciężko odmieniało.
Nasz stary opel był zapakowany po brzegi głównie przez rzeczy potrzebne do zajmowania się niemowlakiem. Wózek duży typu starego, łóżeczko turystyczne dziesięciokilowe, wanienka metrowa, a w niej czajnik, farelka, kosmetyki dziecięce, koce i pampersów paczka, wód źródlanych butelek 10, walizka z ubrankami na każdy dzień, namiot plażowy produkcji chińskiej, co wraca popsuty, garnki i warzywa na zupki niemowlęce, pies i leżysko psie, gumowce zółte i czarne. Oto jak opel astra kombi staje się ciężarówką rodzinną.
O 22 dotarliśmy na miejsce. Pokój, który dostaliśmy był sposobem na wywołanie depresji i klaustrofobii. Całą noc grzaliśmy farelką, bo oprócz wywoływania wymienionych przeze mnie stanów, mógł doprowadzić jeszcze do przeziębienia.Szczęśliwie wymieniliśmy go na inny. Rozpakowanie i spakowanie tobołów, potem przenoszenie do innego pokoju jak przypuszczasz, nie jest moim hobby, a szkoda, bo w trakcie tych wakacji poświęcałem się temu zajęciu niebywale często.
Od soboty rana zaczęliśmy plażowanie. Prognoza pogody , która przeraziła nasze urlopowe serca, znalazła swoje miejsce w innym narządzie, Było przepięknie. co dzień rano przez nadmorski las, pachnący nadmorskim lasem -och jaki to był wspaniały zapach nadmorskiego lasu, docieraliśmy do pustej plaży, gdzie zasłonięci znalezionym w pokoju parawanem, chronieni przez słońce plażowym chińskim namiotem z początkami procesu popsucia - byliśmy razem. O 12 gdy wszyscy ciągnęli na plażę, a może prażę?, my uciekaliśmy przed skwarem, robiliśmy ci zupę, potem jedliśmy zupę i na drugie danie gofra, żeby zaoszczędzić Twoje chrzcielne pieniądze i znów wyruszaliśmy nad morze, aż do wieczora. A gdy popsuła się pogoda wyjechaliśmy. Po drodze zahaczając o Inowrocław, gdzie na 9 ohydnego piętrze wieżowca mieszka mój wujek -wujek Stach, ludowy rzeźbiarz. Nie rzeźbi jednak już od kilku lat, miał wylew. Potem w Płowcach przespaliśmy się u kuzynki Twojej babci Grażyny. Jej mąż, ex-rolnik, kilkanaście razy w czasie wizyty naszej wykonywał w twoją stronę następującą akrobację manualno-ryjną. Otwarte dłonie przykładał do uszu kciukami. po czym zaczynał ruszać palcami obu dłoni i bardzo szybko wystawiać i chować język. Brak Twojej reakcji nie zniechęcał go i co jakiś czas powtarzał ów rytuał w Twoją stronę jako, podejrzewam - jedyny oręż kinderzabawiarstwa. Potem ruszyliśmy do Poznania, do kuzynki Oli Eweliny Paci. Na Festiwalu Malta zobaczyłeś przedstawienie teatralne dla dzieci w wieku 0 do 5 lat. Na marginesie dodam, że grała go aktorka, którą rok wcześniej widzieliśmy na przedstawieniu wyłącznie dla ludzi dorosłych. Na scenie było mnóstwo piłek, do których po spektaklu dopuszczono gromadę nieletniej widowni, i nawet Ty, jako jeden z najmłodszych z pomocą mamy i pani aktorki pobujałeś się ogromnej , nadmuchanej piłce. Podobało ci się. Poza tym świat ponownie okazał się mały, bo nie wiedząc jak dotrzeć na przedstawienie, dołączyliśmy się do dwóch mam z wózkami, a jedna z nich, mama Krystynki, okazała się emigrantką z Tarnowskich Gór.
Nasz pies Neska podróżowała z nami, z tej przyczyny w Wejherowie w Lidlu kupiliśmy jej kurczaka. Kurczak ów postanowił również podróżować, niestety polem jego podróży był nasz samochód. Zwiedzał go 3 dni w czasie gdy my używaliśmy poznańskich autobusów i gdy wreszcie odnalazłem go pod fotelem wśród bzykających much, okazało się, że nie mył się, nie golił i nie perfumował.
Smród tego bydlęcia to znaczy kurczaka wciąż jeszcze owiewa subtelną mgiełką pasażerów opla, pomimo niezliczonej liczby wietrzeń. I wróciliśmy, o 2 nad ranem. W domu było 16 stopni i nagrzałem w te lipcową noc w kominku o zielonych kaflach.
Wklejam Twoje zdjęcie plażowe. Po prawej stronie od Twojej głowy widać ślady Neski. Twój żółty koc leży na różowym, zabranym z pokoju, a różowy leży na piachu z plaży. A piach z plaży leży na piachu z plaży, a ten leży na piachu z plaży i tak leżą ziarenko na ziarenku no i bardzo dobrze.
Dzień przed wyjazdem spojrzałem na prognozę pogody na najbliższy tydzień dla Wejherowa, które to miasto 15 kilometrów dzieli od Białogóry, gdzie udawaliśmy się z Tobą, Konstanty. Cały tydzień deszcz, zachmurzenie i 17 stopni. Jedyne pocieszenie, ze powyżej zera.
- Może to przełóżmy - jęknęła mama.
Nie przełożyliśmy. W czwartek zrobiliśmy przystanek noclegowy na Kabatach w Warszawie u Twojego kolegi Konstantego, o którym pisałem Ci już tutaj. Całkiem owocne nawiązaliście kontakty. Ty z pozycji brzuch klepałeś go zaczepnie po udzie, on z pozycji siedzącej bez raczkowania, głaskał cię koleżeńsko po łapce. Nota bene był to dzień ojca, dlatego wspolnie z tatą Konstantego, ja tata Konstantego wypiliśmy najpierw piwo w kawiarni, po którym kręciło mi się w głowie, a wieczorem wódkę na miodzie, po któej nie kręciło mi się w głowie. Zastanawialiśmy się jak was wymawia się w liczbie mnogiej. Ci Konstanci, Konstantowie? Dwóch Konstantych się spotkało, choć się ciężko odmieniało.
Nasz stary opel był zapakowany po brzegi głównie przez rzeczy potrzebne do zajmowania się niemowlakiem. Wózek duży typu starego, łóżeczko turystyczne dziesięciokilowe, wanienka metrowa, a w niej czajnik, farelka, kosmetyki dziecięce, koce i pampersów paczka, wód źródlanych butelek 10, walizka z ubrankami na każdy dzień, namiot plażowy produkcji chińskiej, co wraca popsuty, garnki i warzywa na zupki niemowlęce, pies i leżysko psie, gumowce zółte i czarne. Oto jak opel astra kombi staje się ciężarówką rodzinną.
O 22 dotarliśmy na miejsce. Pokój, który dostaliśmy był sposobem na wywołanie depresji i klaustrofobii. Całą noc grzaliśmy farelką, bo oprócz wywoływania wymienionych przeze mnie stanów, mógł doprowadzić jeszcze do przeziębienia.Szczęśliwie wymieniliśmy go na inny. Rozpakowanie i spakowanie tobołów, potem przenoszenie do innego pokoju jak przypuszczasz, nie jest moim hobby, a szkoda, bo w trakcie tych wakacji poświęcałem się temu zajęciu niebywale często.
Od soboty rana zaczęliśmy plażowanie. Prognoza pogody , która przeraziła nasze urlopowe serca, znalazła swoje miejsce w innym narządzie, Było przepięknie. co dzień rano przez nadmorski las, pachnący nadmorskim lasem -och jaki to był wspaniały zapach nadmorskiego lasu, docieraliśmy do pustej plaży, gdzie zasłonięci znalezionym w pokoju parawanem, chronieni przez słońce plażowym chińskim namiotem z początkami procesu popsucia - byliśmy razem. O 12 gdy wszyscy ciągnęli na plażę, a może prażę?, my uciekaliśmy przed skwarem, robiliśmy ci zupę, potem jedliśmy zupę i na drugie danie gofra, żeby zaoszczędzić Twoje chrzcielne pieniądze i znów wyruszaliśmy nad morze, aż do wieczora. A gdy popsuła się pogoda wyjechaliśmy. Po drodze zahaczając o Inowrocław, gdzie na 9 ohydnego piętrze wieżowca mieszka mój wujek -wujek Stach, ludowy rzeźbiarz. Nie rzeźbi jednak już od kilku lat, miał wylew. Potem w Płowcach przespaliśmy się u kuzynki Twojej babci Grażyny. Jej mąż, ex-rolnik, kilkanaście razy w czasie wizyty naszej wykonywał w twoją stronę następującą akrobację manualno-ryjną. Otwarte dłonie przykładał do uszu kciukami. po czym zaczynał ruszać palcami obu dłoni i bardzo szybko wystawiać i chować język. Brak Twojej reakcji nie zniechęcał go i co jakiś czas powtarzał ów rytuał w Twoją stronę jako, podejrzewam - jedyny oręż kinderzabawiarstwa. Potem ruszyliśmy do Poznania, do kuzynki Oli Eweliny Paci. Na Festiwalu Malta zobaczyłeś przedstawienie teatralne dla dzieci w wieku 0 do 5 lat. Na marginesie dodam, że grała go aktorka, którą rok wcześniej widzieliśmy na przedstawieniu wyłącznie dla ludzi dorosłych. Na scenie było mnóstwo piłek, do których po spektaklu dopuszczono gromadę nieletniej widowni, i nawet Ty, jako jeden z najmłodszych z pomocą mamy i pani aktorki pobujałeś się ogromnej , nadmuchanej piłce. Podobało ci się. Poza tym świat ponownie okazał się mały, bo nie wiedząc jak dotrzeć na przedstawienie, dołączyliśmy się do dwóch mam z wózkami, a jedna z nich, mama Krystynki, okazała się emigrantką z Tarnowskich Gór.
Nasz pies Neska podróżowała z nami, z tej przyczyny w Wejherowie w Lidlu kupiliśmy jej kurczaka. Kurczak ów postanowił również podróżować, niestety polem jego podróży był nasz samochód. Zwiedzał go 3 dni w czasie gdy my używaliśmy poznańskich autobusów i gdy wreszcie odnalazłem go pod fotelem wśród bzykających much, okazało się, że nie mył się, nie golił i nie perfumował.
Smród tego bydlęcia to znaczy kurczaka wciąż jeszcze owiewa subtelną mgiełką pasażerów opla, pomimo niezliczonej liczby wietrzeń. I wróciliśmy, o 2 nad ranem. W domu było 16 stopni i nagrzałem w te lipcową noc w kominku o zielonych kaflach.
Wklejam Twoje zdjęcie plażowe. Po prawej stronie od Twojej głowy widać ślady Neski. Twój żółty koc leży na różowym, zabranym z pokoju, a różowy leży na piachu z plaży. A piach z plaży leży na piachu z plaży, a ten leży na piachu z plaży i tak leżą ziarenko na ziarenku no i bardzo dobrze.
wtorek, 21 czerwca 2011
Centylowy zawrót głowy
Pani pediatra zmierzyła Ci obwód głowy i stwierdziła, że rośnie ci zbyt szybko według siatek centylowych. To taki matematyczny wzór, na który nakłada się wyniki badań dzieci, co do wzrostu i wagi, masy i objętości.
Bez paniki, ale trzeba zrobić usg główki - powiedziała. To było jak włączenie czerwonego przycisku alarmowego. I zaczęło się. Zobaczyłem, że czoło masz naprawdę duże. Internet jest pełen zdjęć dzieci z wodogłowiem. I nagle mózg mój niczym pulchna ziemia, zakwitł obawami. Non stop myślałem przez te kilka dni o Twojej główce, tracąc humor i oczekując na badanie. Chwała Ci, jesteś jedynie wielkołebski. Dziadek Twój też ma całkiem wielką łepetynę, a gdy Twoja mama była mała, również jej głowa górowała nad krajobrazem. Strach o Ciebie to paraliżująca trucizna. Pijam ją codziennie, szczęsliwie wraz z antidotum, którym jest Twój uśmiech do mnie w niespodziewanych momentach; Twoje chichranie się i i piszczenie, gdy nagle Cię coś rozbawi w naszym kontakcie z Tobą.
Obecnie i aktualnie i teraz oczekujemy na Twój ząb. Marudzisz i pojękujesz nieustannie, wargi ku dziąsłom kierując.Biblia mówi, że Bóg powiedział kobiecie:w bólach rodzić będziesz i dodał, czego kronikarz nie zdążył zanotować; a dzieci Twe w bólach ząbkować będą.I wziął jeszcze mężczyznę na bok, i od tej chwili bok bolał mężczyznę.I potem cierpieli patrząc jak boli innych, dlatego wielu z nich, aby poradzić sobie z tym stanem, wzrok psuć się zaczął.
Bez paniki, ale trzeba zrobić usg główki - powiedziała. To było jak włączenie czerwonego przycisku alarmowego. I zaczęło się. Zobaczyłem, że czoło masz naprawdę duże. Internet jest pełen zdjęć dzieci z wodogłowiem. I nagle mózg mój niczym pulchna ziemia, zakwitł obawami. Non stop myślałem przez te kilka dni o Twojej główce, tracąc humor i oczekując na badanie. Chwała Ci, jesteś jedynie wielkołebski. Dziadek Twój też ma całkiem wielką łepetynę, a gdy Twoja mama była mała, również jej głowa górowała nad krajobrazem. Strach o Ciebie to paraliżująca trucizna. Pijam ją codziennie, szczęsliwie wraz z antidotum, którym jest Twój uśmiech do mnie w niespodziewanych momentach; Twoje chichranie się i i piszczenie, gdy nagle Cię coś rozbawi w naszym kontakcie z Tobą.
Obecnie i aktualnie i teraz oczekujemy na Twój ząb. Marudzisz i pojękujesz nieustannie, wargi ku dziąsłom kierując.Biblia mówi, że Bóg powiedział kobiecie:w bólach rodzić będziesz i dodał, czego kronikarz nie zdążył zanotować; a dzieci Twe w bólach ząbkować będą.I wziął jeszcze mężczyznę na bok, i od tej chwili bok bolał mężczyznę.I potem cierpieli patrząc jak boli innych, dlatego wielu z nich, aby poradzić sobie z tym stanem, wzrok psuć się zaczął.
Kostkowa opowiastka piąta
Pan Pielucha oczekiwał gości. Wstał więc rano, bardzo uważnie prawą nogą, aby dzień się udał. Bo jak wiadomo wstawanie lewą nogą przynosi pecha. Wszedł pod prysznic, lecz po chwili wyskoczył z niego z krzykiem. Zamiast wody bowiem z kranu leciało kakao. Zadzwonił telefon.
- Dzień dobry Panie Pielucho, tu pan Wodociągi. Niestety cały transport kakao z Ameryki, przez przypadek wsypano, zamiast do garnka na olimpiadzie olbrzymów, do garnka z wodą. Ten garnek ma dziurkę, z dziurki wychodzą rurki i woda płynie do Pana. Więc gdyby Pan chciał się wykąpać, proszę uważać. To będzie kąpiel w kakao.
- To nie będzie kąpiel w kako -powiedzial Pan Pielucha.
- ależ będzie -stwierdził pan Wodociągi.
- nie będzie! - powiedział pan Kakao
- ależ będzie - stwierdził dobitniej pan Wodociągi.
- nie będzie!- krzyknął Pielucha
- Będzie! - krzyknął Wodociągi
-Nie!
- Owszem! Tak!
-Nieee!
- Dlaczego nie będzie? -spytał nagle pan Wodociągi.
- Bo już była - odparł Pan Pielucha.
- Aha, rozumiem. Pozdrawiam pana, Panie Pielucho!
- Ja też pozdrawiam Panie Wodociągi. Miłego dnia, wieczoru, nocy i kolejnego poranka.
Ktoś zapukał do drzwi. Byli to Pan Lewe Ucho i Pan Prawe Ucho.
- Dzień dobry panie Wafelku. - powiedział pan Lewe Ucho.
- Chcieliśmy usłyszeć, co słychać u Pana Pieluchy. Jest u siebie?
- To ja. Tylko wykąpałem się w kakao.
- Jesteś bardzo pomysłowy- powiedział pan Lewe Ucho.
- To nie tak.... -rozpoczął Pielucha.
- I jaki skromny - zauważył Prawe Ucho.
Pan Pielucha zrezygnował z wyjaśniania sprawy.
Wejdźcie koledzy - powiedział.
Wieczorem Pan Pielucha odkrył, że od kilku dni miał przestawione nogi, czego nie zauważył, dlatego wstając dziś prawą nogą, tak naprawdę wstał lewą. Przestawił więc je na swoje miejsce, zdając sobie w pełni sprawę z przyczyn dzisiejszego pecha.
- Dzień dobry Panie Pielucho, tu pan Wodociągi. Niestety cały transport kakao z Ameryki, przez przypadek wsypano, zamiast do garnka na olimpiadzie olbrzymów, do garnka z wodą. Ten garnek ma dziurkę, z dziurki wychodzą rurki i woda płynie do Pana. Więc gdyby Pan chciał się wykąpać, proszę uważać. To będzie kąpiel w kakao.
- To nie będzie kąpiel w kako -powiedzial Pan Pielucha.
- ależ będzie -stwierdził pan Wodociągi.
- nie będzie! - powiedział pan Kakao
- ależ będzie - stwierdził dobitniej pan Wodociągi.
- nie będzie!- krzyknął Pielucha
- Będzie! - krzyknął Wodociągi
-Nie!
- Owszem! Tak!
-Nieee!
- Dlaczego nie będzie? -spytał nagle pan Wodociągi.
- Bo już była - odparł Pan Pielucha.
- Aha, rozumiem. Pozdrawiam pana, Panie Pielucho!
- Ja też pozdrawiam Panie Wodociągi. Miłego dnia, wieczoru, nocy i kolejnego poranka.
Ktoś zapukał do drzwi. Byli to Pan Lewe Ucho i Pan Prawe Ucho.
- Dzień dobry panie Wafelku. - powiedział pan Lewe Ucho.
- Chcieliśmy usłyszeć, co słychać u Pana Pieluchy. Jest u siebie?
- To ja. Tylko wykąpałem się w kakao.
- Jesteś bardzo pomysłowy- powiedział pan Lewe Ucho.
- To nie tak.... -rozpoczął Pielucha.
- I jaki skromny - zauważył Prawe Ucho.
Pan Pielucha zrezygnował z wyjaśniania sprawy.
Wejdźcie koledzy - powiedział.
Wieczorem Pan Pielucha odkrył, że od kilku dni miał przestawione nogi, czego nie zauważył, dlatego wstając dziś prawą nogą, tak naprawdę wstał lewą. Przestawił więc je na swoje miejsce, zdając sobie w pełni sprawę z przyczyn dzisiejszego pecha.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
O sześciu miesiącach z Tobą i o skokach z tapczana.
Tak, to dziś. Równo sześć miesięcy. Ludzie zawsze mówią do siebie Boże jak ten czas szybko leci,jeszcze niedawno... Zobaczysz, też będą do ciebie mówić podobnymi zwrotami w sprawie upływającego czasu. Czas dłuży się tylko w kolejce do dentysty lub w pracy nudnej i bezsensownej.
Chcę Ci w związku z tym czasopłynięciem napisać szybciutko o różnych drobiazgach, które umkną z pamięci niczym..eee. nie pamiętam co.
Kupiliśmy ci zabawkę plastikową w kształcie psa, który chodzi i wydaje różne dżwięki, Interaktywny ów przedmiot ma wedle importera z Chin, rozwijać Cię wielorako. Srataytata. Ale postanowiliśmy doświadczać Cię takimi bodźcami, bo na ćwiczeniach z Heleną, rehabilitantką, zauważyliśmy, że całkiem upodobałeś sobie pozytywkowe muzyczki wydobywające się z wnętrzności plastikowych zabawek ( Nie bój sie i nie przejmuj. Zdrowy jesteś. Helena to znajoma mamy, która wspomaga cię bardziej niż obejmuje terapią).
Ta, którą ci kupiliśmy była całkiem droga. Jej cenę nawet dziadek Z. skomentował jakimś ironicznym mlaśnięciem. Piszę o tym, bo sam często zastanawiam się, gdzie się do jasnej cholery podziały wszystkie moje zabawki z dzieciństwa?! Mama Twoja ma kilka pozostałości: ze śladami jej zębów pomarańczową żabę lub wielką ohydna lalkę, z którą już wyczyniałeś kombinacje cielesne, gdy babcia Twoja po gruntownym wymyciu tejże lali, dała ci ją ku uciesze. Nie zapomnę ci donieść o sytuacji tegoż pieska, gdyby w jakiś przypadkowy sposób został na przykład przez Ciebie śmiertelnie potraktowany. Będziesz wiedział kiedy, gdzie i jak znikały Twoje zabawki, symbole Twego dzieciństwa, pamięciowe ślady wszechstronnego rozwoju made in china.
Rano budzisz się i śmiejesz do nas. Cieszysz się całym ciałem. Jesteś pozytywnym gościem. Ludzie na zewnątrz naszego świata widzą to podobnie. Podziwiają Twój spokój. Ostatnio w BECEKu spędziłeś z mamą kilka godzin na próbie teatralnego projektu jej klasy. Ani nie jęknąłeś. Jeden z pracowników stwierdził, że jeśli miałby gwarancję, że jego dziecko będzie takie jak Ty, dziś się decyduje na rozmnażanie.
Inni podziwiają Twoje spojrzenie, które uskuteczniasz z pomocą ogromnych swych oczu.
A jeszcze inni Twój styl ubierania, szczególnie z uwzględnieniem kaszkietu. który kupiliśmy ci na podobieństwo ojcowskich nakryć łba.
Potrafisz już przekręcać się z pleców na brzuch i leżeć na brzuchu z głową, kołyszącą się co prawda niczym w niektórych samochodach pieski stojące na tylnych półkach, ale uniesioną dumnie i wysoko. Dziś skorzystałeś ze swych nowych umiejętności i runąłeś z kanapy u babci ku dywanowi. Już wyprzedzam fakty -nic Ci nie jest. Ale przestraszyłeś się podobno bardzo swojego pierwszego spotkania z podłogą, a strach którego najadła się babcia, spokojnie mógłby wykarmić pół osiedla.Mamy więc na ciebie oko. Nie tylko oko, ale i rękę, i ucho i wszystkie części ciała, które uchronić cię mogą przed upadkiem.
Lubisz jeść domowe zupy, do których co rusz dodajemy ci nowości. W ostatnich tygodniach wlazł do garnka brokuł, ryba i królik. Uwielbiam moment, kiedy próbujesz pierwszą łyżkę zupy. Twoja twarz napina się, usta wykrzywiają badając i sprawdzając czy rodzice to czy truciciele. Ku chwale ojczyzny, nie lubisz obiadków ze słoiczków. Ostatnio zjadłeś kilka łyżek, gdy pośpiech jako zły doradca, doradził nam źle i kupiliśmy za 7 zł dwa takie słoiczki z kurczakiem i warzywami. Twoje odruchy wymiotne pozwolą nam oszczędzić trochę pieniędzy. Już niedługo z własnego warzywnika, marchew i buraki będą zasilać brzuch Twój i ośmio kilowe przecinek czterysta gramowe ciało.
Jest 23 godzina. Kończy się dzień Twojego półrocznego istnienia. Mama leży na łóżku przez szczebelki trzymając cię za rękę. Wciąż przeżywa Twoją tapczanową przygodę i prawie płacząc, prosiła mnie, żebym CI o tym nie pisał. Chyba uważa, że to jej wina. Nie spełnię jej prośby, bo po latach nikt z nas nie będzie o tym pamietał. Przecież ten czas leci tak szybko i zanim się obejrzę, okaże się, że już się obejrzałem.
Chcę Ci w związku z tym czasopłynięciem napisać szybciutko o różnych drobiazgach, które umkną z pamięci niczym..eee. nie pamiętam co.
Kupiliśmy ci zabawkę plastikową w kształcie psa, który chodzi i wydaje różne dżwięki, Interaktywny ów przedmiot ma wedle importera z Chin, rozwijać Cię wielorako. Srataytata. Ale postanowiliśmy doświadczać Cię takimi bodźcami, bo na ćwiczeniach z Heleną, rehabilitantką, zauważyliśmy, że całkiem upodobałeś sobie pozytywkowe muzyczki wydobywające się z wnętrzności plastikowych zabawek ( Nie bój sie i nie przejmuj. Zdrowy jesteś. Helena to znajoma mamy, która wspomaga cię bardziej niż obejmuje terapią).
Ta, którą ci kupiliśmy była całkiem droga. Jej cenę nawet dziadek Z. skomentował jakimś ironicznym mlaśnięciem. Piszę o tym, bo sam często zastanawiam się, gdzie się do jasnej cholery podziały wszystkie moje zabawki z dzieciństwa?! Mama Twoja ma kilka pozostałości: ze śladami jej zębów pomarańczową żabę lub wielką ohydna lalkę, z którą już wyczyniałeś kombinacje cielesne, gdy babcia Twoja po gruntownym wymyciu tejże lali, dała ci ją ku uciesze. Nie zapomnę ci donieść o sytuacji tegoż pieska, gdyby w jakiś przypadkowy sposób został na przykład przez Ciebie śmiertelnie potraktowany. Będziesz wiedział kiedy, gdzie i jak znikały Twoje zabawki, symbole Twego dzieciństwa, pamięciowe ślady wszechstronnego rozwoju made in china.
Rano budzisz się i śmiejesz do nas. Cieszysz się całym ciałem. Jesteś pozytywnym gościem. Ludzie na zewnątrz naszego świata widzą to podobnie. Podziwiają Twój spokój. Ostatnio w BECEKu spędziłeś z mamą kilka godzin na próbie teatralnego projektu jej klasy. Ani nie jęknąłeś. Jeden z pracowników stwierdził, że jeśli miałby gwarancję, że jego dziecko będzie takie jak Ty, dziś się decyduje na rozmnażanie.
Inni podziwiają Twoje spojrzenie, które uskuteczniasz z pomocą ogromnych swych oczu.
A jeszcze inni Twój styl ubierania, szczególnie z uwzględnieniem kaszkietu. który kupiliśmy ci na podobieństwo ojcowskich nakryć łba.Potrafisz już przekręcać się z pleców na brzuch i leżeć na brzuchu z głową, kołyszącą się co prawda niczym w niektórych samochodach pieski stojące na tylnych półkach, ale uniesioną dumnie i wysoko. Dziś skorzystałeś ze swych nowych umiejętności i runąłeś z kanapy u babci ku dywanowi. Już wyprzedzam fakty -nic Ci nie jest. Ale przestraszyłeś się podobno bardzo swojego pierwszego spotkania z podłogą, a strach którego najadła się babcia, spokojnie mógłby wykarmić pół osiedla.Mamy więc na ciebie oko. Nie tylko oko, ale i rękę, i ucho i wszystkie części ciała, które uchronić cię mogą przed upadkiem.
Lubisz jeść domowe zupy, do których co rusz dodajemy ci nowości. W ostatnich tygodniach wlazł do garnka brokuł, ryba i królik. Uwielbiam moment, kiedy próbujesz pierwszą łyżkę zupy. Twoja twarz napina się, usta wykrzywiają badając i sprawdzając czy rodzice to czy truciciele. Ku chwale ojczyzny, nie lubisz obiadków ze słoiczków. Ostatnio zjadłeś kilka łyżek, gdy pośpiech jako zły doradca, doradził nam źle i kupiliśmy za 7 zł dwa takie słoiczki z kurczakiem i warzywami. Twoje odruchy wymiotne pozwolą nam oszczędzić trochę pieniędzy. Już niedługo z własnego warzywnika, marchew i buraki będą zasilać brzuch Twój i ośmio kilowe przecinek czterysta gramowe ciało.
Jest 23 godzina. Kończy się dzień Twojego półrocznego istnienia. Mama leży na łóżku przez szczebelki trzymając cię za rękę. Wciąż przeżywa Twoją tapczanową przygodę i prawie płacząc, prosiła mnie, żebym CI o tym nie pisał. Chyba uważa, że to jej wina. Nie spełnię jej prośby, bo po latach nikt z nas nie będzie o tym pamietał. Przecież ten czas leci tak szybko i zanim się obejrzę, okaże się, że już się obejrzałem.
O irańsko -polskiej wyprawie do Sandomierza i wódce pitej ku czci wyciętych.
Najlepsza przyjaciółka mamy mieszka w Holandii od ponad 10 lat. W sobotę z racji jej obecności na naszej ziemi, wspólnie pojechaliśmy do Sandomierza. Razem z jej irańskim pertnerem Rezą. Reza ma 41 lat, jest niewysoki, ma kręcone włosy, w które często jak mała dziewczynka wkłada palce, bawiąc się pojedynczymi lokami. Jest bardzo zabawny i więcej w nim dziecka, niż dorosłego czterdziestolatka. Wracając do domu na autostradzie między Krakowem a Gliwicami darłeś się bez ustanku. To drugi raz w Twoim życiu, pierwszy raz -pisałem ci o ty, działo się tak po chcrzcie. Może zęby, może kolka, bo mama jadła kupiony na sandomierskim rynku chleb ze smalcem.
Wracając myśleliśmy o drzewach z naszego ogrodu. W sobotę miały zostać wycięte, bo były zbyt stare i groziły upadkiem na dom. Kupiłem małą wódkę i w tę deszczową noc piłem za każde martwe drzewo, leżące teraz na trawie naszego ogrodu. Były piękne i bardzo mi smutno, że ich nie ma. Dziś rano liczyłem słoje akacji. Około 70. Dwa razy starsze niż ja. Teraz chodzę po ogrodzie i udaję, że nie wiem o tym, że istniały. Przechadzam się pomiędzy ich ciałami, kroję piłą mechaniczną, układam w stosy i przygotowuje do pochówku w ziemi, gdy już będą popiołem wyciągniętym z zimowego paleniska naszego zielonego pieca.
Wracając myśleliśmy o drzewach z naszego ogrodu. W sobotę miały zostać wycięte, bo były zbyt stare i groziły upadkiem na dom. Kupiłem małą wódkę i w tę deszczową noc piłem za każde martwe drzewo, leżące teraz na trawie naszego ogrodu. Były piękne i bardzo mi smutno, że ich nie ma. Dziś rano liczyłem słoje akacji. Około 70. Dwa razy starsze niż ja. Teraz chodzę po ogrodzie i udaję, że nie wiem o tym, że istniały. Przechadzam się pomiędzy ich ciałami, kroję piłą mechaniczną, układam w stosy i przygotowuje do pochówku w ziemi, gdy już będą popiołem wyciągniętym z zimowego paleniska naszego zielonego pieca.
wtorek, 24 maja 2011
Stopą w twarz
Wszyscy rodzice, z którymi rozmawiam, nie potrafią odtworzyć w pamięci swoich dzieci, gdy były kilka miesięcy młodsze, mniejsze. Dziwna to reguła, ale zapomina się jak to było, gdy moje dziecko było mniejsze niż teraz. Ja też tak mam. I dlatego warto pisać tego bloga dla Ciebie i dla mnie, choć nie chcę mi się często, ponieważ zazwyczaj mi się nie chcę. Cokolwiek to jest -nie chcę mi się. Złoszczę się na tę swoją niechciałość i zmagam się z nią niczym...zabrakło mi analogii.
Tytuł wskazuje na umiejętność Twoją nową. Bez problemu trzymasz już rękami swoje stopy i przybliżasz je do ust. Podobno przyjdzie taki dzień, gdy to się stanie. Na razie z dużą uwaga i koncentracją chwytasz się za stópki i poznajesz swoje ciało. Różne przedmioty, zegarek, butelka z wodą, banan, stają się dla Ciebie tak niesamowitym wydarzeniem, że oglądanie Cię, gdy na nie patrzysz staje się dla mnie również niesamowitym wydarzeniem. W sytuacjach kontaktu z nowym przedmiotem, otwierasz szeroko usta, wyciągasz momentalnie ręce, koncentrujesz się niczym koncentrat i przyśpieszasz machanie nogami. Cieszysz się z rozmaitych drobiazgów, dzwięków, gestów i śmiejesz pokwikując i chrumkając, a my z mamą w nieskończoność jesteśmy w stanie powtarzać wszystko, co cię śmieszy. A co tam do cholery, niech posypie się patos : jesteśmy poszukiwaczami Twojego śmiechu, pracownikami fabryki produkującej Twoje chichy.
Kupiliśmy ci odlotową piankową matę. W tesco można dostać piankowe maty prawie za darmo, ale choćby dopłacali, do pieca bym nawet nie włożył. Kupiliśmy ci matę-układankę o pięknych barwach i kształtach i cenie, na którą nas nie stać. Nie potrafimy otaczać cię rzeczami, które nam się nie podobają. Przyklejamy sobie szkaradne, okłamane, cieknące gorzkim lukrem uśmiechy, gdy ktoś kupi ci ubranko, rzecz, odległą od naszego rodzicielskiego gustu. Czy to jakiś dogmatyzm czy powolne, stopniowe kształtowanie twojego poczucia estetyki? Wklejam ci zdjęcie tej maty, zastanawiając się w duchu czy masz ją jeszcze, czy ją lubisz czy po cholerę wydaliśmy tyle pieniędzy? :)
Tytuł wskazuje na umiejętność Twoją nową. Bez problemu trzymasz już rękami swoje stopy i przybliżasz je do ust. Podobno przyjdzie taki dzień, gdy to się stanie. Na razie z dużą uwaga i koncentracją chwytasz się za stópki i poznajesz swoje ciało. Różne przedmioty, zegarek, butelka z wodą, banan, stają się dla Ciebie tak niesamowitym wydarzeniem, że oglądanie Cię, gdy na nie patrzysz staje się dla mnie również niesamowitym wydarzeniem. W sytuacjach kontaktu z nowym przedmiotem, otwierasz szeroko usta, wyciągasz momentalnie ręce, koncentrujesz się niczym koncentrat i przyśpieszasz machanie nogami. Cieszysz się z rozmaitych drobiazgów, dzwięków, gestów i śmiejesz pokwikując i chrumkając, a my z mamą w nieskończoność jesteśmy w stanie powtarzać wszystko, co cię śmieszy. A co tam do cholery, niech posypie się patos : jesteśmy poszukiwaczami Twojego śmiechu, pracownikami fabryki produkującej Twoje chichy.
Kupiliśmy ci odlotową piankową matę. W tesco można dostać piankowe maty prawie za darmo, ale choćby dopłacali, do pieca bym nawet nie włożył. Kupiliśmy ci matę-układankę o pięknych barwach i kształtach i cenie, na którą nas nie stać. Nie potrafimy otaczać cię rzeczami, które nam się nie podobają. Przyklejamy sobie szkaradne, okłamane, cieknące gorzkim lukrem uśmiechy, gdy ktoś kupi ci ubranko, rzecz, odległą od naszego rodzicielskiego gustu. Czy to jakiś dogmatyzm czy powolne, stopniowe kształtowanie twojego poczucia estetyki? Wklejam ci zdjęcie tej maty, zastanawiając się w duchu czy masz ją jeszcze, czy ją lubisz czy po cholerę wydaliśmy tyle pieniędzy? :)
niedziela, 15 maja 2011
O majowych perypetiach wychowania Twego
Masz już osiem kilogramów. Tydzień temu w przychodni waga elektroniczna pokazała cyfrę osiem i kilka zer po przecinku. Ja też tyję. Po wczorajszych urodzinach Twojej babci Grażyny jestem prawie dziesiękrotnością Ciebie. Babcia Grażyna dostała dwa miksery. Stwierdziła, że lepsze to niż dostać pięć par kapci jak bohaterka jakiegoś filmu, który oglądała. Babcia G. gdy była mała mieszkała gdzieś nad Wartą w Wielkopolsce. Później jej tata za pracą przyjechał do Bytomia, gdzie w Szombierkach dostali fiński domek. Miał na imię Józef i twoja mam bardzo go lubiła. Mam jego czarną skurzaną kurtkę i pewnie ty też ją dostaniesz. Taki przejściowy genealogiczny gadżet.
Śmiejesz się bardzo głośno i lubisz gdy inni głośno się śmieją. Często, aż kwiczysz z radości. Lubisz, gdy dmucha się w twoją szyję i gdy podnoszę Ciebie wysoko nad głowę. Do miksowanych zup władowaliśmy indyka - po dwa dkg n porcję. Zasypiasz o 21 i śpisz do rana. Jesteś dość łatwy w obsłudze i użyciu. Nie chorowałeś. Wszyscy mówią, że masz wielkie oczy. Kupiliśmy ci szary kaszkiet, taki jak ja lubię nosić. Wyglądasz w nim wystrzałowo.Zazdrościmy ci tego, że możesz spać ile chcesz. Sen to coś niebywale niebywałego.
Ostatnio dużo czasu w pracy poświęcam na pracę nad czasem. I gdy pracujemy nad tym czasem, to najczęsciej rozmawiamy o śnie. Ja mam jakieś narkoleptyczne skłonności. Mógłbym spać prawie nieustannie. Sen zabiera mi wiele czasu; może nawet kradnie i marnotrawi.A gdybym miał trochę zaoszczędzonego czasu, mógłbym przecież przeznaczyć go na jakieś przyjemności. Lecz czy jest coś przyjemniejszego niż sen? Chyba tylko sen obok Ciebie albo sen o Tobie. Gdy dzieje się w życiu coś niesłychanego, mówi się, że to chyba sen.To że jesteś, jest niewątpliwie wyśnione. Koniecznie zobacz film "Jak we śnie". Bardzo nam się podobał. Kończę już. Patrzę jak śpisz w łóżeczku. Idę spać.
Śmiejesz się bardzo głośno i lubisz gdy inni głośno się śmieją. Często, aż kwiczysz z radości. Lubisz, gdy dmucha się w twoją szyję i gdy podnoszę Ciebie wysoko nad głowę. Do miksowanych zup władowaliśmy indyka - po dwa dkg n porcję. Zasypiasz o 21 i śpisz do rana. Jesteś dość łatwy w obsłudze i użyciu. Nie chorowałeś. Wszyscy mówią, że masz wielkie oczy. Kupiliśmy ci szary kaszkiet, taki jak ja lubię nosić. Wyglądasz w nim wystrzałowo.Zazdrościmy ci tego, że możesz spać ile chcesz. Sen to coś niebywale niebywałego.
Ostatnio dużo czasu w pracy poświęcam na pracę nad czasem. I gdy pracujemy nad tym czasem, to najczęsciej rozmawiamy o śnie. Ja mam jakieś narkoleptyczne skłonności. Mógłbym spać prawie nieustannie. Sen zabiera mi wiele czasu; może nawet kradnie i marnotrawi.A gdybym miał trochę zaoszczędzonego czasu, mógłbym przecież przeznaczyć go na jakieś przyjemności. Lecz czy jest coś przyjemniejszego niż sen? Chyba tylko sen obok Ciebie albo sen o Tobie. Gdy dzieje się w życiu coś niesłychanego, mówi się, że to chyba sen.To że jesteś, jest niewątpliwie wyśnione. Koniecznie zobacz film "Jak we śnie". Bardzo nam się podobał. Kończę już. Patrzę jak śpisz w łóżeczku. Idę spać.
środa, 4 maja 2011
Diktu Didaktu Szóste
Pewne małżeństwo nie miało dzieci, chociaż starali się o to ponad dwadzieścia lat. Pewnego dnia żona, która miała 48 lat usłyszała w radio o pięćdziesięcioletniej kobiecie, która urodziła swoje pierwsze dziecko. To ponownie napełniło ją nadzieją. Rozpoczęli z mężem intensywną terapię medyczną, regularnie uczęszczali do psychologa, ruszyli na pielgrzymkę w intencji poczęcia, odwiedzili bioenergoterapeutę oraz wyjechali na wakacje na Seszele. Miesiąc po powrocie okazało się, że kobieta jest w ciąży.
Lekarze dzięki temu utwierdzili się w postępie medycyny, psycholodzy znów mogli chwalić moc ludzkiej psychiki, księża w kazaniach opiewać siłę wiary, bioenergoterapeuci siły kosmosu, a biura podróży wartość wypoczynku. Jedynie sąsiadka spotykając ciężarną, zapytała retorycznie :" Czy ciebie popier**liło na stare lata?"
Często ci, którzy pomogli ci odnieść sukces, są z siebie bardzo zadowoleni. Ci zaś, którzy cię jedynie obserwują, są szczery.
Lekarze dzięki temu utwierdzili się w postępie medycyny, psycholodzy znów mogli chwalić moc ludzkiej psychiki, księża w kazaniach opiewać siłę wiary, bioenergoterapeuci siły kosmosu, a biura podróży wartość wypoczynku. Jedynie sąsiadka spotykając ciężarną, zapytała retorycznie :" Czy ciebie popier**liło na stare lata?"
Często ci, którzy pomogli ci odnieść sukces, są z siebie bardzo zadowoleni. Ci zaś, którzy cię jedynie obserwują, są szczery.
Okoliczności piąte.
Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafią momentalnie z pamięci przywoływać minione lata. A pamiętam jak w maju sześćdziesiątego ósmego tak wiało, że urwało gałąź tej lipie, którą zasadziliśmy w czterdziestym piątym.
W tym roku 3 maja padał śnieg prawie cały dzień. Nie pamiętam w swoim zyciu, aby działo się w maju podobnie, ponieważ nie jestem takim człowiekiem, który potrafi robić z pamięcią panięciowe sztuczki.
Mam trzydzieści pięc lat Konstanty, a dzięki wczorajszej pogodzie mam jeszcze coś. Nowość! Reumatyzm w dwóch palcach prawej dłoni! Aż przypomniał mi się wierszyk, który pisałem w czasach Teatru NieNaŻarty.
Do Młodości.
Sto dwadzieścia lat ma Janek,
pomarszczony jak sałata,
za bilety już nie płaci,
nie wypełnie pit-a, vat-a.
Jest naprawdę bardzo stary,
wszędzie ma swe starcze bóle,
co wskazuje mi subtelnie,
że walnąłem coś w tytule.
W tym roku 3 maja padał śnieg prawie cały dzień. Nie pamiętam w swoim zyciu, aby działo się w maju podobnie, ponieważ nie jestem takim człowiekiem, który potrafi robić z pamięcią panięciowe sztuczki.
Mam trzydzieści pięc lat Konstanty, a dzięki wczorajszej pogodzie mam jeszcze coś. Nowość! Reumatyzm w dwóch palcach prawej dłoni! Aż przypomniał mi się wierszyk, który pisałem w czasach Teatru NieNaŻarty.
Do Młodości.
Sto dwadzieścia lat ma Janek,
pomarszczony jak sałata,
za bilety już nie płaci,
nie wypełnie pit-a, vat-a.
Jest naprawdę bardzo stary,
wszędzie ma swe starcze bóle,
co wskazuje mi subtelnie,
że walnąłem coś w tytule.
wtorek, 3 maja 2011
A gdy Cię już ochrzczono w Kościele Floriana patrona strażaków.
W poprzedni piątek miałeś chrzest. Ksiądz Dariusz Sergiusz Klejnowski Różycki, co specjalnie chrzcić Cię przybył, powiedział mi w domu, gdzie szesnastu zaproszonych gości jadło z papierowej zastawy sałatki, że na chrzcie można dać dziecku więcej niż dwa imiona. W niedzielę z Twoim tatą chrzestnym jedliśmy grilowaną makrelę na jego podwórku, a potem do północy rozmawialiśmy o religii z mama Twoją i chrzestną Twoją. Chyba ten chrzest zadziałał na naszą dotejporajszą niereligijność.
Wklejam Ci zdjęcie menu, które wymyśliliśmy na Twoje chrzciny.Wczoraj beatyfikowano Jana Pawła II. To był Polak, papież, o którym będziesz się uczyć na wszystkich lekcjach prawdopodobnie, tak był popularny w Polsce. W piątek ślub wzięli książę angielski i jego dziewczyna i to też podobno bardzo popularne wydarzenie. Wczoraj natomiast ktoś zabił Osamę Bin Ladena, takiego niedobrego pana , który odpowiedzialny był za najgorsze terrorystyczne wydarzenie stulecia: atak na WTC w Nowym Jorku.
Wieczorem po chrzcie dostałeś takiego ataku prawdopodobnie kolki i płakałeś tak głośno z bólu jak nigdy dotąd. Następnego dnia Twoja babcia Teresa zapytała czy przypadkiem dzieci nie mają tak po chrzcie. W końcu do chrztu dołączony był egzorcyzm. Ludzie są przesądni Konstanty. Nawet jeśli potrafią wymyślać komputery, wciąż nie witają się przez próg.
Wczoraj byłeś także w zoo w Opolu. Mamy wspólne zdjęcie z dwoma zadami gorylów w tle. To zdjęcie tkwi w komputerze. Jak i wszystkie Twoje zdjęcia. Dlatego wczoraj przed zaśnięciem postanowiłem przegrać je na jakiś zewnętrzny dysk. Tak łatwo utracić dane komputerowe, a obecnie to jedna z większych możliwych strat ludzkości. W ogóle łatwo się traci: zęby, włosy, pracę, pieniądze, zdrowie, poczucie sensu. Trudno traci się tylko zbędne kilogramy.
Wklejam Ci zdjęcie menu, które wymyśliliśmy na Twoje chrzciny.Wczoraj beatyfikowano Jana Pawła II. To był Polak, papież, o którym będziesz się uczyć na wszystkich lekcjach prawdopodobnie, tak był popularny w Polsce. W piątek ślub wzięli książę angielski i jego dziewczyna i to też podobno bardzo popularne wydarzenie. Wczoraj natomiast ktoś zabił Osamę Bin Ladena, takiego niedobrego pana , który odpowiedzialny był za najgorsze terrorystyczne wydarzenie stulecia: atak na WTC w Nowym Jorku.
Wieczorem po chrzcie dostałeś takiego ataku prawdopodobnie kolki i płakałeś tak głośno z bólu jak nigdy dotąd. Następnego dnia Twoja babcia Teresa zapytała czy przypadkiem dzieci nie mają tak po chrzcie. W końcu do chrztu dołączony był egzorcyzm. Ludzie są przesądni Konstanty. Nawet jeśli potrafią wymyślać komputery, wciąż nie witają się przez próg.
Wczoraj byłeś także w zoo w Opolu. Mamy wspólne zdjęcie z dwoma zadami gorylów w tle. To zdjęcie tkwi w komputerze. Jak i wszystkie Twoje zdjęcia. Dlatego wczoraj przed zaśnięciem postanowiłem przegrać je na jakiś zewnętrzny dysk. Tak łatwo utracić dane komputerowe, a obecnie to jedna z większych możliwych strat ludzkości. W ogóle łatwo się traci: zęby, włosy, pracę, pieniądze, zdrowie, poczucie sensu. Trudno traci się tylko zbędne kilogramy.
wtorek, 26 kwietnia 2011
Kilka fundamentalnych drobiazgów z czwartego miesiąca życia Twojego z nami i z sobą samym
Ledwo Pani doktor stwierdziła, żeś leniwy jest w obszarze łba dźwigania, a tu w dzień następny jak z bicza trzasnął, głowę swą wznosisz ku wysokościom. Rozpocząłeś też w tym miesiącu żywota konsumpcję zup przecierowych. Blender w ręku babci lub mamy mieli marchewkę i ziemniaka z ekologicznego sklepu koło gliwickiego rynku. Lubisz te papy i upapiasz się nimi momentalnie i totalnie. Patrzę jak poznajesz nowe smaki i za każdym razem jest to wydarzenie, o którym opowiadasz tak wspaniałą mową pozawerbalną, że ah! Nie tylko robienie jedzenia może być sztuką -co odkrywa współczesny świat -ale samo jedzenie jest sztuką.
Jesteś artystą konsumpcji! Mistrzem smakowania!
Właśnie mama przypomniała, że zapomnieliśmy Cię kangurować. I jutro do tego wrócimy. Polega to na tym, że w samej pielusze leżysz na gołej klatce piersiowej mamy lub taty i zażywasz kąpieli dotykowej. I my też jej zażywamy.
Jeść, dotykać i być w kontakcie i złościć się, gdy to się nie dzieje! Oto Twoja filozofia w praktyce.Dla nas dorosłych to też najważniejsze sprawy, ale tak je poskręcaliśmy i posupłaliśmy, pochowaliśmy, że powstało z tego setki filozofii, religii, psychoterapii i przyczynków do plotkowania o sąsiadach i znajomych. Niektórzy poszczą, inni jedzą tylko warzywa i nienawidzą tych, co jedzą baraninę, jedni lubią dotykać się i przytulać, a inni wolą bić i kopać. A wszystko podobno przez to, co spotkało nas, gdy byliśmy tak mali jak Ty. Dlatego jedz, dotykaj, poznawaj i czuj! A my będziemy jeść, dotykać, poznawać i czuć.I jakoś to będzie.
Jesteś artystą konsumpcji! Mistrzem smakowania!
Właśnie mama przypomniała, że zapomnieliśmy Cię kangurować. I jutro do tego wrócimy. Polega to na tym, że w samej pielusze leżysz na gołej klatce piersiowej mamy lub taty i zażywasz kąpieli dotykowej. I my też jej zażywamy.
Jeść, dotykać i być w kontakcie i złościć się, gdy to się nie dzieje! Oto Twoja filozofia w praktyce.Dla nas dorosłych to też najważniejsze sprawy, ale tak je poskręcaliśmy i posupłaliśmy, pochowaliśmy, że powstało z tego setki filozofii, religii, psychoterapii i przyczynków do plotkowania o sąsiadach i znajomych. Niektórzy poszczą, inni jedzą tylko warzywa i nienawidzą tych, co jedzą baraninę, jedni lubią dotykać się i przytulać, a inni wolą bić i kopać. A wszystko podobno przez to, co spotkało nas, gdy byliśmy tak mali jak Ty. Dlatego jedz, dotykaj, poznawaj i czuj! A my będziemy jeść, dotykać, poznawać i czuć.I jakoś to będzie.
sobota, 23 kwietnia 2011
Kostkowa Piosenka Siódma
Uwielbiam łyżeczką wybierać miąższ z przeciętego na pół kiwi. I jeść oczywiście.Tak czyniłem po wspólnym spacerze z Tobą i Neską, w czasie którego pan, którego przezywamy Gebels powiedział mi dzień dobry. Wraz z żoną i synkiem mieszka 100 metrów od nas w jednorodzinnym domu, wokół którego non stop pracuje i urządza okolice posesji na modłę czasopismową. Na mercedesie i toyocie wiszą rejestracje opolskie.Jest o głowę niższy od swojej żony. A Gebels to przez tę pracowitość niemiecką i opolskość, gdzie mniejszość niemiecka jeszcze dycha. Sprowadził się tu rok temu, do domu za 300 tysięcy złotych, a jego młodszy synek jest z Twojego rocznika i mam takie dziwne przeczucie, że będziecie kolegami.
Gdy wychodziliśmy na ten spacer poczułem potrzebę wymyślenia piosenki dla Ciebie. I nagle zobaczyłem Neskę i Ciebie razem i oto jest:
Spaceruje Kostek z Pieskiem,
spaceruje Piesek z Kostkiem.
Kostek mówi: Piesku nieś mnie!
Piesek mówi: Kostku, owszem;
polecimy jak na wietrze,
przelecimy przez powietrze,
uniesiemy się nad wioską,
by pomachać innym Kostkom!
Kostek mówi: moja Psinko!
Lećmy jeszcze nad dolinką,
póki skrzydła masz w wierszyku,
zanim będę musiał siku.
Gdy wychodziliśmy na ten spacer poczułem potrzebę wymyślenia piosenki dla Ciebie. I nagle zobaczyłem Neskę i Ciebie razem i oto jest:
Spaceruje Kostek z Pieskiem,
spaceruje Piesek z Kostkiem.
Kostek mówi: Piesku nieś mnie!
Piesek mówi: Kostku, owszem;
polecimy jak na wietrze,
przelecimy przez powietrze,
uniesiemy się nad wioską,
by pomachać innym Kostkom!
Kostek mówi: moja Psinko!
Lećmy jeszcze nad dolinką,
póki skrzydła masz w wierszyku,
zanim będę musiał siku.
piątek, 15 kwietnia 2011
Nie dość, że zaśmiałeś się głośno dziś po raz pierwszy to jeszcze wiele innych rzeczy.
Tak, to zdarzyło się dziś i było niewyobrażalnie przyjemne w odbiorze. Rano dostałeś dwie iniekcje kłute igła-udo, igła-udo. Płakałeś niewiele, choć bardziej zmartwił nas głos pediatry, doktor Czeczuń się ona zwie, że słabo podnosisz łeb i neurolodzy określają to mianem leniwego dziecka.
Powiedz do mnie: Głowa do góry tato w sprawie mojej głowy do góry.
29 kwietnia ochrzcimy cię w obrządku rzymsko-katolickim. Uczyni to ksiądz dr Dariusz Sergiusz Klejnowski Różycki, którego znam, bo w czasach studenckich spowiadałem się u niego. Od tego czasu zmieniła się nieco moja aktywność religijna i teraz o swoich przewinach opowiadam trzem wysokim akacjom w ogrodzie. Lada dzień wkleję tu ich zdjęcie, ponieważ są tak stare i tak im ciężko od słuchania ludzi takich jak ja, że dostaliśmy od gminy pozwolenie na ich wycięcie. Grożą upadkiem na nasz dom, na nasz łeb, w tym twój niepodnoszony wciąż.
Księdza Darka spotkaliśmy miesiąc temu w centrum handlowym Agora w Bytomiu. Czy to jeszcze stoi? Podobno już się wali choć otwarte pół roku temu. Dwa tygodnie później spotkaliśmy go koło 21, gdy w centrum handlowym Forum w Gliwicach spieszył się do Carrefoura po zakup jedzenia. To był chyba znak, bo spytałem czy Cię ochrzci. Zgodził się. Wczoraj spotkaliśmy go w Centrum Handlowym M1 w Zabrzu. Wpłacał nieudolnie pieniądze z pomocą wpłatomatu, które zarobił głosząc rekolekcje w mieście Prudnik. Pisząc nieudolnie mam na myśli wadliwość tej maszyny, która nieudolność wpłaty jakby wymusiła na księdzu. Wymieniliśmy się uwagami na temat nieprwdopodobieństwa jakim jest spotykanie się w centrach handlowych.
Pożegnaliśmy się w okolicy toalet, gdzie w punkcie przebierania niemowląt przebraliśmy niemowlę -Ciebie.
Ważysz 7400 gram. Gonisz dziewięcio kilową Neskę.
Dziś moja praca zawodowa polegała na premierze projektu teatralnego Judyta w Starochorzowskim Domu Kultury. Pracuje tam z Izą Dyrdą, której dwuletnia córka Inga przeznaczana jest -powiedzmy- w żartach dla Cię jako obiekt gier miłosnych jeśli zdecydujesz się na opcję heteroseksualną. Niewątpliwie była pierwszą kobietą w twoich okolicach wiekowych, która widziała cię nago w czasie naszej wizyty u Izy. Pierwsze koty za płoty.
Dziś zaśmiałeś się głośno po raz pierwszy. Patrzysz się na nas i uśmiechasz, cieszysz się każdą chwilą kontaktu. Też chcę tak umieć ponownie. Tylko bez używania pampersów. Poza tym chce być taki jak Ty, Konstanty.
Powiedz do mnie: Głowa do góry tato w sprawie mojej głowy do góry.
29 kwietnia ochrzcimy cię w obrządku rzymsko-katolickim. Uczyni to ksiądz dr Dariusz Sergiusz Klejnowski Różycki, którego znam, bo w czasach studenckich spowiadałem się u niego. Od tego czasu zmieniła się nieco moja aktywność religijna i teraz o swoich przewinach opowiadam trzem wysokim akacjom w ogrodzie. Lada dzień wkleję tu ich zdjęcie, ponieważ są tak stare i tak im ciężko od słuchania ludzi takich jak ja, że dostaliśmy od gminy pozwolenie na ich wycięcie. Grożą upadkiem na nasz dom, na nasz łeb, w tym twój niepodnoszony wciąż.
Księdza Darka spotkaliśmy miesiąc temu w centrum handlowym Agora w Bytomiu. Czy to jeszcze stoi? Podobno już się wali choć otwarte pół roku temu. Dwa tygodnie później spotkaliśmy go koło 21, gdy w centrum handlowym Forum w Gliwicach spieszył się do Carrefoura po zakup jedzenia. To był chyba znak, bo spytałem czy Cię ochrzci. Zgodził się. Wczoraj spotkaliśmy go w Centrum Handlowym M1 w Zabrzu. Wpłacał nieudolnie pieniądze z pomocą wpłatomatu, które zarobił głosząc rekolekcje w mieście Prudnik. Pisząc nieudolnie mam na myśli wadliwość tej maszyny, która nieudolność wpłaty jakby wymusiła na księdzu. Wymieniliśmy się uwagami na temat nieprwdopodobieństwa jakim jest spotykanie się w centrach handlowych.
Pożegnaliśmy się w okolicy toalet, gdzie w punkcie przebierania niemowląt przebraliśmy niemowlę -Ciebie.
Ważysz 7400 gram. Gonisz dziewięcio kilową Neskę.
Dziś moja praca zawodowa polegała na premierze projektu teatralnego Judyta w Starochorzowskim Domu Kultury. Pracuje tam z Izą Dyrdą, której dwuletnia córka Inga przeznaczana jest -powiedzmy- w żartach dla Cię jako obiekt gier miłosnych jeśli zdecydujesz się na opcję heteroseksualną. Niewątpliwie była pierwszą kobietą w twoich okolicach wiekowych, która widziała cię nago w czasie naszej wizyty u Izy. Pierwsze koty za płoty.
Dziś zaśmiałeś się głośno po raz pierwszy. Patrzysz się na nas i uśmiechasz, cieszysz się każdą chwilą kontaktu. Też chcę tak umieć ponownie. Tylko bez używania pampersów. Poza tym chce być taki jak Ty, Konstanty.
Okoliczności czwarte
Twój dziadek Zdzisław, czyli mój tata, gdy ujrzał Cię wczoraj stwierdził: Konstanty jesteś podobny do lampy nocnej albo do księżyca. To było poetyckie. Jego żona, moja mama, a Twoja babci imieniem Teresa bardzo Cię lubi. Stuka Cię wskazującym palcem w pierś i mówi gul gul. Gdybyśmy byli Amerykanami może pomyślałbym, że nabija się ze święta dziękczynienia, jako Polak wspominam Marię Konopnicką i jej pasterską literaturę.
Twój dziadek opowiadał, że gdy był mały i mieszkał w domu, w którym ja tez mieszkałem będąc małym (dom ten już nie istnieje, ze względu na okropne szkody górnicze i pęknięcia. Śni mi się za to często to mieszkanie. Twoja prababcia Zosia, moja ukochana babcia mieszkała tam jako ostatni lokator, gdy pęknięcia w podłodze były już tak duże, że możnaby przez nie podglądać intymne życie sąsiadów, gdyby jeszcze mieszkali po sąsiedzku) bawił się na podwórku, gdy nagle pojawił się samochód- wtedy rzecz rzadka. Z samochodu wybiegła kobieta, pytając małego dziadka Twojego Czy jest tu gdzieś toaleta?
Taki tu nie mieszka - odparł mały dziadek. Nigdy wcześniej nie opowiadał mi tej historii. Powiedział, że bardzo dobrze ją pamięta. W latach 50 XX w. na Śląsku mówiono srocz być może także kibel, ale nie toaleta.Coraz mniej, ale wciąż słyszę gwarę śląską? Czy ty też ją jeszcze słyszysz?
Na koniec dialog rodziny w domu babci Grażyny, dający nam chwilowe zwycięstwo nad rodzicielskim patosem.
Mama: Coś Kostkowi jakieś krostki na pysku wyskoczyły ostatnio.
Babcia: (obruszona) Od kiedy wy mówicie na jego buzię pysk?!
Tata: Od kiedy mu ryj odpadł.
Babcia (łapię się ręką za głowę i kiwa na prawo i lewo)
Twój dziadek opowiadał, że gdy był mały i mieszkał w domu, w którym ja tez mieszkałem będąc małym (dom ten już nie istnieje, ze względu na okropne szkody górnicze i pęknięcia. Śni mi się za to często to mieszkanie. Twoja prababcia Zosia, moja ukochana babcia mieszkała tam jako ostatni lokator, gdy pęknięcia w podłodze były już tak duże, że możnaby przez nie podglądać intymne życie sąsiadów, gdyby jeszcze mieszkali po sąsiedzku) bawił się na podwórku, gdy nagle pojawił się samochód- wtedy rzecz rzadka. Z samochodu wybiegła kobieta, pytając małego dziadka Twojego Czy jest tu gdzieś toaleta?
Taki tu nie mieszka - odparł mały dziadek. Nigdy wcześniej nie opowiadał mi tej historii. Powiedział, że bardzo dobrze ją pamięta. W latach 50 XX w. na Śląsku mówiono srocz być może także kibel, ale nie toaleta.Coraz mniej, ale wciąż słyszę gwarę śląską? Czy ty też ją jeszcze słyszysz?
Na koniec dialog rodziny w domu babci Grażyny, dający nam chwilowe zwycięstwo nad rodzicielskim patosem.
Mama: Coś Kostkowi jakieś krostki na pysku wyskoczyły ostatnio.
Babcia: (obruszona) Od kiedy wy mówicie na jego buzię pysk?!
Tata: Od kiedy mu ryj odpadł.
Babcia (łapię się ręką za głowę i kiwa na prawo i lewo)
sobota, 2 kwietnia 2011
Urosłeś i wystają Ci nogi z przewijaka
Siedem kilo siedem deko, Konstanty! Leżysz na brzuszku i patrzysz z uniesioną głową w dal, a jeszcze kilka dni temu obserwowałeś poplutą przez się fakturę prześcieradła na materacyku. Śmiejesz się, gdy widzisz mnie i mamę i nie śmiejesz się gdy widzisz innych.To trochę jak nasz pies Neska, przy czym ona innych obszczekuje. Szczery pies. My ludzie potrafimy obszczekiwać innych, szeroko uśmiechając się do nich.
Ukruszyła mi się dolna szóstka. Dentysta zapytał czy chcę tanią koronę metalową czy w kolorze zęba, ale drogą. Oczywiście, że tanią. Potrafię obszczekiwać ludzi uśmiechając się bez używania tego zęba.
Neska zaczęła Cię zauważać, bo przez pierwsze dwa miesiące ignorowała cię i traktowała jak...w ogóle Cię nie traktowała. Twój krzyk i płacz nie robił jej nic, gdy tymczasem potrafi schować się pod szafę, gdy tylko wyczuje napięcie w rozmowie między mną i mamą. Nogi, które jak w tytule wystają Ci z przewijaka potrafisz już podnieść do góry i obserwować je, co podobno jest preludium do zabaw z ich użyciem w jamie ustnej.
Dziś masz 3 miesiące i 3 tygodnie. Ja mam jakieś 411 miesięcy. Jestem więc ponad sto razy od Ciebie starszy, a Ty jesteś sto razy ode mnie wspanialszy. Siedem kilo siedem deko. A ja siedemdziesiąt siedem kilo i siedemdziesiąt deko. Naprawdę! Jeśli nie wierzysz, możesz dziś, gdy Cię będziemy kąpać spojrzeć na wyświetlacz cyfrowy wagi, a ja stanę na niej by Ci te prawdę o mojej dziesięciokrotności Ciebie udowodnić.
Ukruszyła mi się dolna szóstka. Dentysta zapytał czy chcę tanią koronę metalową czy w kolorze zęba, ale drogą. Oczywiście, że tanią. Potrafię obszczekiwać ludzi uśmiechając się bez używania tego zęba.
Neska zaczęła Cię zauważać, bo przez pierwsze dwa miesiące ignorowała cię i traktowała jak...w ogóle Cię nie traktowała. Twój krzyk i płacz nie robił jej nic, gdy tymczasem potrafi schować się pod szafę, gdy tylko wyczuje napięcie w rozmowie między mną i mamą. Nogi, które jak w tytule wystają Ci z przewijaka potrafisz już podnieść do góry i obserwować je, co podobno jest preludium do zabaw z ich użyciem w jamie ustnej.
Dziś masz 3 miesiące i 3 tygodnie. Ja mam jakieś 411 miesięcy. Jestem więc ponad sto razy od Ciebie starszy, a Ty jesteś sto razy ode mnie wspanialszy. Siedem kilo siedem deko. A ja siedemdziesiąt siedem kilo i siedemdziesiąt deko. Naprawdę! Jeśli nie wierzysz, możesz dziś, gdy Cię będziemy kąpać spojrzeć na wyświetlacz cyfrowy wagi, a ja stanę na niej by Ci te prawdę o mojej dziesięciokrotności Ciebie udowodnić.
wtorek, 22 marca 2011
Diktu Didaktu Piąte
Duża wrona obserwowała z gałęzi jak mały ślimak zmierza po gliniastej ziemi w stronę kępy traw. Co chwilę komentowała jego nieudolne ruchy, źle obrany kierunek. Drwiła z niego i naśmiewała się.
Nie wychodzi ci to chodzenie -śmiała się.
Wreszcie, gdy po długim czasie ślimak dotarł do trawy, spojrzał w górę i rzekł do wrony
- Wiesz wrono, udało mi się nie tylko dotrzeć w mozole do celu, ale także pomóc tobie.
- W czym ty mi mogłeś pomóc slimaku głupi jeden? -nadęła się wrona.
- W tym, że mogłaś poczuć się lepszą.
Kiedy cię krytykują sprawdzaj, czy robią to dla Twojego czy swojego dobra. W pierwszej sytuacji możesz być im wdzięczny, w drugiej -możesz być wdzięczny sobie.
Nie wychodzi ci to chodzenie -śmiała się.
Wreszcie, gdy po długim czasie ślimak dotarł do trawy, spojrzał w górę i rzekł do wrony
- Wiesz wrono, udało mi się nie tylko dotrzeć w mozole do celu, ale także pomóc tobie.
- W czym ty mi mogłeś pomóc slimaku głupi jeden? -nadęła się wrona.
- W tym, że mogłaś poczuć się lepszą.
Kiedy cię krytykują sprawdzaj, czy robią to dla Twojego czy swojego dobra. W pierwszej sytuacji możesz być im wdzięczny, w drugiej -możesz być wdzięczny sobie.
26 lutego na fotografii.
| Największa inspiracja do beknięcia -spojrzeć głęboko w Twoje oczy. |
wtorek, 15 marca 2011
O tym, że ta wiosna jest już Twoją drugą.
Nagle zaskoczyła nas wiosna i urosłeś. Głowa urosła Ci w tak fantastyczny sposób, ze da się poznać przyrośnięte centymetry po braku owłosienia w odróżnieniu od miejsc, które nie rosły, bo były i to były z włosami. Tak mi się wydaje. Dziś zapytałem jednego uczestnika moich warsztatów: Mateusz, zapuszczasz włosy? Nie, ja ich nie strzygę -odparł. Wszystko,co się ze mną dzieje,można zobaczyć z kilku perspektyw. I to może być zabawne.
W internecie czytam co jakiś czas kalendarz pierwszego roku życia dziecka ustawiony według daty Twojego urodzenia. Jesteś w 15 tygodniu życia. Z okazji 3 miesiąca, który minął niedawno, kupiliśmy ci dwa smoczki z bardzo dobrej firmy. Nie umiesz ich ssać. Dlatego mam kupiła ci inne dwa smoczki z innej bardzo dobrej firmy. Nie umiesz ich ssać. Wessałeś nam 30 zł jak automat telefoniczny. Czasem dostajesz smoczka do ssania. Gdy zasypiasz, gdy płaczesz przy wychodzeniu z domu. Przy okazji wracamy co jakiś czas do filozofii ssania smoczka. To temat ważki dla rodziców -czy jestem za ssaniem smoczka czy przeciw?
Masz już 15 tygodni,a wciąż gdy biorę Cię na ręce, czuję drżenie pomieszane z fascynacją. Dziś na warsztatach przegadałem wiele czasu na temat poczęcia. O tak, czy wiemy kiedy zostaliśmy poczęci? Bo datę urodzenia się czci, a co cholery z przypuszczalną datą poczęcia? My znamy Twoją dość dobrze. To prawdopodobnie 15 marca 2010 roku. I właśnie teraz kursor myszki skierowałem na kalendarz i trach! poczułem małą eksplozję świadomości! Dziś mija rok od kiedy plemnik mój i jajkowa komórka Twojej mamy spotkały się i tak im zostało. Niesamowite Konstanty -tak mocno o tym myślałem dziś zupełnie nieświadomie, a tu masz! Twoja rocznica - dziewięć w środku, trzy na zewnątrz.
A co tam! Ustanawiam oficjalnie dzień Twojego poczęcia dniem naszym ważnym.
Równo rok tamu mama zapytała tatę: I co tu począć? I tata odpowiedział, choć słowo żadne nie padło.
W internecie czytam co jakiś czas kalendarz pierwszego roku życia dziecka ustawiony według daty Twojego urodzenia. Jesteś w 15 tygodniu życia. Z okazji 3 miesiąca, który minął niedawno, kupiliśmy ci dwa smoczki z bardzo dobrej firmy. Nie umiesz ich ssać. Dlatego mam kupiła ci inne dwa smoczki z innej bardzo dobrej firmy. Nie umiesz ich ssać. Wessałeś nam 30 zł jak automat telefoniczny. Czasem dostajesz smoczka do ssania. Gdy zasypiasz, gdy płaczesz przy wychodzeniu z domu. Przy okazji wracamy co jakiś czas do filozofii ssania smoczka. To temat ważki dla rodziców -czy jestem za ssaniem smoczka czy przeciw?
Masz już 15 tygodni,a wciąż gdy biorę Cię na ręce, czuję drżenie pomieszane z fascynacją. Dziś na warsztatach przegadałem wiele czasu na temat poczęcia. O tak, czy wiemy kiedy zostaliśmy poczęci? Bo datę urodzenia się czci, a co cholery z przypuszczalną datą poczęcia? My znamy Twoją dość dobrze. To prawdopodobnie 15 marca 2010 roku. I właśnie teraz kursor myszki skierowałem na kalendarz i trach! poczułem małą eksplozję świadomości! Dziś mija rok od kiedy plemnik mój i jajkowa komórka Twojej mamy spotkały się i tak im zostało. Niesamowite Konstanty -tak mocno o tym myślałem dziś zupełnie nieświadomie, a tu masz! Twoja rocznica - dziewięć w środku, trzy na zewnątrz.
A co tam! Ustanawiam oficjalnie dzień Twojego poczęcia dniem naszym ważnym.
Równo rok tamu mama zapytała tatę: I co tu począć? I tata odpowiedział, choć słowo żadne nie padło.
piątek, 4 marca 2011
Półagnostyczna ojcowska modlitwa zdrowotna.
Dziś miałeś drugie szczepienie. I jak na złość dzień wcześniej u Twojej babci przypadkiem zajrzałem na forum antyszczepieniowe. I przeczytałem o dzieciach, które po szczepionkach takich jak Twoja cofnęły się w rozwoju. Informacja -wyobraźnia -emocje. Ten impuls autopsychomanipulacyjny ciężko usunąć ze łba.
Wyniosłem Cię w foteliku z przychodni i klękając nad Tobą odprawiłem następującą modlitwę.
Boże, nie wierzę w Ciebie dla siebie, ale wierzę w Ciebie dla niego.
Weź proszę pod uwagę, że lat temu 15 i 10 byłem gorliwym katolikiem, spędzającym wiele czasu w Oazie, na rekolekcjach, w grupach modlących się z rękami podniesionymi do góry, czytając teologiczną literaturę i będąc narcystycznie bardziej niż inni pochylony w czasie mszalnych klęknięć.
Gdy pracowałem dla Salezjan w Ełku, jeden z ojców powiedział nam słów kilka o Dominiku Savio. Okazuje się, że jest on patronem ciąż zagrożonych. Profilaktycznie, z posmakiem magicznego lęku, trwożniedobożnie, modliłem się do niego o Twojej mamy ciąży donoszenie. Przyznaję się do tej obłudy, szczerze przy tym nie żałując.
Twoja szczepionka kosztowała tyle, ze moglibyśmy za nią kupić 200 chlebów firmowych, które to naszym ulubionym pieczywem są i kupujemy je w sklepie wiejskim Lux. Tyle chlebów momentalnie przenosi mnie znów w świat religijny, do czasu gdy Jezus rozmnożył chleb. Ewangelia podaje, ze zostało bodajże 12 koszy pełnych ułomków. Ile za to byłoby szczepionek? Czemu oni tego nie dojedli? Czy to może było tak jak teraz, gdy wiele osób zostawia w restauracjach brzegi od pizzy, wyjadając jedynie jej wypełniony środek? Kto to zjadł potem? Zawsze wyobrażałem sobie, że to były piętki i dziwiłem się tym ludziom, bo przecież piętki z chleba są najlepsze. A Ty, będziesz lubił bardziej piętki czy środek bochenka?
Ja w restauracjach maczam ułomki pizzy w oliwie z solą i apostołowie nie mają co wrzucać do swoich koszy.
Wyniosłem Cię w foteliku z przychodni i klękając nad Tobą odprawiłem następującą modlitwę.
Boże, nie wierzę w Ciebie dla siebie, ale wierzę w Ciebie dla niego.
Weź proszę pod uwagę, że lat temu 15 i 10 byłem gorliwym katolikiem, spędzającym wiele czasu w Oazie, na rekolekcjach, w grupach modlących się z rękami podniesionymi do góry, czytając teologiczną literaturę i będąc narcystycznie bardziej niż inni pochylony w czasie mszalnych klęknięć.
Gdy pracowałem dla Salezjan w Ełku, jeden z ojców powiedział nam słów kilka o Dominiku Savio. Okazuje się, że jest on patronem ciąż zagrożonych. Profilaktycznie, z posmakiem magicznego lęku, trwożniedobożnie, modliłem się do niego o Twojej mamy ciąży donoszenie. Przyznaję się do tej obłudy, szczerze przy tym nie żałując.
Twoja szczepionka kosztowała tyle, ze moglibyśmy za nią kupić 200 chlebów firmowych, które to naszym ulubionym pieczywem są i kupujemy je w sklepie wiejskim Lux. Tyle chlebów momentalnie przenosi mnie znów w świat religijny, do czasu gdy Jezus rozmnożył chleb. Ewangelia podaje, ze zostało bodajże 12 koszy pełnych ułomków. Ile za to byłoby szczepionek? Czemu oni tego nie dojedli? Czy to może było tak jak teraz, gdy wiele osób zostawia w restauracjach brzegi od pizzy, wyjadając jedynie jej wypełniony środek? Kto to zjadł potem? Zawsze wyobrażałem sobie, że to były piętki i dziwiłem się tym ludziom, bo przecież piętki z chleba są najlepsze. A Ty, będziesz lubił bardziej piętki czy środek bochenka?
Ja w restauracjach maczam ułomki pizzy w oliwie z solą i apostołowie nie mają co wrzucać do swoich koszy.
czwartek, 3 marca 2011
Okoliczności Trzecie
W pracy, którą wykonuje siadam w kręgu z grupą i wymyślam uczestnikom tej grupy różne zadania do wykonania. I oni je wykonują. Ale nie muszą. I dzięki temu wykonują. Pamiętaj, jeśli komuś dasz szczerą możliwość odmówienia, nie odmówi. Jednym z wielu zadań, które lubię jest opowiadanie historii po jednym zdaniu. Każdy z uczestników dodaje tylko jedno zdanie do poprzedniego. Chcę zapisać tu historię, którą wymyśliła grupa z Białej, małym miasteczku na opolszczyznie od kilku miesięcy odciętym przez remont drogi od normalnego dojazdu.
Była sobie pewna dziewczyna. Była bardzo piękna i wielu chłopców starało się o jej względy. Ale nikomu to się nie udało, gdyż skrywała pewną tajemnicę.
Nikt nie wiedział, co to za tajemnica.
Pewnego dnia pojawił się pewien niezdarny chłopiec. Miał piękne spojrzenie, ale dziewczyny szybko uciekały od niego, gdy tylko dostrzegały jego niezdarność.
Dziewczyna jednak pokochała go.
Pobrali się i mieli wiele dzieci.
Ona jednak nie zdradziła mu swojej tajemnicy.
Otóż dziewczyna ta nie była człowiekiem.
Tylko orłem.
Po wielu latach postanowiła jednak powiedzieć mężowi prawdę.
I rozwiedli się.
W oplu; wracając z Białej autostradą (z prędkością 140 km/h), słuchałem Jetone. To jakieś transowe techno. Kiwam przy nim głową i nie usypia mnie monotonia drogi.
Dziś nie dostrzegłem nieużywanego przejazdu kolejowego i gdyby opel miał tyłek, to czułby się teraz jak po laniu. Szynolaniu. wyszedłem z samochodu i klęcząc zaglądałem mu pod sukienkę, czy wszystko ma, gdzie mieć powinien.
Śniło mi się, że kuzyn męża kuzynki Twojej mamy, który czasami naprawia nam samochód nabył jakiegoś upośledzenia umysłu, schudł, stracił władanie nad ciałem i wyglądał jak nastolatek ze szkoły specjalnej. Chciałem pożyczyć od niego samochód, żeby pojechać do Białej. Obraził się na mnie. Chyba mnie ścigał wespół ze swoją żoną. Nie mam pojęcia jak tego dokonywał w niedowładzie.
Twoja mama chrzestna ma urodziny 6 marca. Kupiliśmy jej ten sam prezent, co rok temu i zafundujemy jej dejavu,a wszystko przez jej kota. Zbił szklany wazon -zeszłoroczny prezent.
Kilometr od domu naszego budują autostradę. Od kilkunastu dni wywożą z budowy ziemię na pola, które widzimy z okna. Pracują całymi nocami przy mocnych światłach koparek. Mamy wrażenie jakbyśmy oglądali lądowanie człowieka na Marsie.Tworzy się wielka góra z tej ziemi. Może będziemy mieli gdzie chodzić na sanki, albo przynajmniej po kamienne tablice.
Twój dziadek, tata mamy, pomimo emerytury cały czas odczuwa przymus roboty. Wchodzi do domu z okrzykiem na ustach nie ma czasu. Zjada obiad w stylu wicemistrza europy w biegu na 100m przez płotki, po czym jedzie na rowerze Wigry 3 na działkę, gdzie robi i robi. Dziś mówi do mnie tak:
- Marcin zmierz mi proszę w tej twojej wkrętarce długość od środka osi tu do grzbietu, rozumiesz?
- Nie -jestem szczery
- No tak tu od tego środka do osi tego brzegu.
- To ja jutro przywiozę tacie tę wkrętarkę -proponuję.
- Po co masz przywozić -denerwuje się -skoro możesz zmierzyć tutaj od środka tej osi do tutaj brzegu, rozumiesz?
- Ani,ani.
- Jakiej Ani?
- Nie rozumiem.
-Czego nie rozumiesz?
- Przywiozę tacie jutro tę wkrętarkę, to tata sobie zmierzy.
-Ale po co przywozić jak możesz zmierzyć tutaj od środka osi do tego brzegu....
Twój dziadek jest introwersyjnym działkowcem-majsterkowiczem, lubiącym odpowiadać pytaniem na pytanie. Smakowało tacie? A dlaczego miało nie smakować? Co myśli tata... A co mam myśleć? Cały tydzień działkuje i majsterkuje, a w niedzielę siada przed telewizorem, przerzuca kanały i zatrzymuje się na westernach z lat 60-tych XX wieku. Nie wolno pokazywać mu wiadomości politycznych, bo uruchamia się w nim bestia. Nie żartować zbyt abstrakcyjnie, gdyż abstrakcję traktuje jako nienadającą się do majsterkowania lub uprawiania na działce. Bardzo wiele nam pomógł w domu. Przykręcił kran, przykleił czerwone kafle w kuchni, zatynkował kable w ścianie i wiele innych dogodności powprowadzał. A ja zawsze byłem u jego boku i przytrzymywałem mu młotek.Twój dziadek nie ma trzech palców, które stracił przy maszynie, a pomimo to potrafi nim wkręcać śrubki. Twój tata ma dziesięć zdrowych palców, którymi potrafi śrubki gubić. Ewentualnie wymyślić rym do słowa śrubka.
Dupka.
Dobranoc, Konstanty.
Była sobie pewna dziewczyna. Była bardzo piękna i wielu chłopców starało się o jej względy. Ale nikomu to się nie udało, gdyż skrywała pewną tajemnicę.
Nikt nie wiedział, co to za tajemnica.
Pewnego dnia pojawił się pewien niezdarny chłopiec. Miał piękne spojrzenie, ale dziewczyny szybko uciekały od niego, gdy tylko dostrzegały jego niezdarność.
Dziewczyna jednak pokochała go.
Pobrali się i mieli wiele dzieci.
Ona jednak nie zdradziła mu swojej tajemnicy.
Otóż dziewczyna ta nie była człowiekiem.
Tylko orłem.
Po wielu latach postanowiła jednak powiedzieć mężowi prawdę.
I rozwiedli się.
W oplu; wracając z Białej autostradą (z prędkością 140 km/h), słuchałem Jetone. To jakieś transowe techno. Kiwam przy nim głową i nie usypia mnie monotonia drogi.
Dziś nie dostrzegłem nieużywanego przejazdu kolejowego i gdyby opel miał tyłek, to czułby się teraz jak po laniu. Szynolaniu. wyszedłem z samochodu i klęcząc zaglądałem mu pod sukienkę, czy wszystko ma, gdzie mieć powinien.
Śniło mi się, że kuzyn męża kuzynki Twojej mamy, który czasami naprawia nam samochód nabył jakiegoś upośledzenia umysłu, schudł, stracił władanie nad ciałem i wyglądał jak nastolatek ze szkoły specjalnej. Chciałem pożyczyć od niego samochód, żeby pojechać do Białej. Obraził się na mnie. Chyba mnie ścigał wespół ze swoją żoną. Nie mam pojęcia jak tego dokonywał w niedowładzie.
Twoja mama chrzestna ma urodziny 6 marca. Kupiliśmy jej ten sam prezent, co rok temu i zafundujemy jej dejavu,a wszystko przez jej kota. Zbił szklany wazon -zeszłoroczny prezent.
Kilometr od domu naszego budują autostradę. Od kilkunastu dni wywożą z budowy ziemię na pola, które widzimy z okna. Pracują całymi nocami przy mocnych światłach koparek. Mamy wrażenie jakbyśmy oglądali lądowanie człowieka na Marsie.Tworzy się wielka góra z tej ziemi. Może będziemy mieli gdzie chodzić na sanki, albo przynajmniej po kamienne tablice.
Twój dziadek, tata mamy, pomimo emerytury cały czas odczuwa przymus roboty. Wchodzi do domu z okrzykiem na ustach nie ma czasu. Zjada obiad w stylu wicemistrza europy w biegu na 100m przez płotki, po czym jedzie na rowerze Wigry 3 na działkę, gdzie robi i robi. Dziś mówi do mnie tak:
- Marcin zmierz mi proszę w tej twojej wkrętarce długość od środka osi tu do grzbietu, rozumiesz?
- Nie -jestem szczery
- No tak tu od tego środka do osi tego brzegu.
- To ja jutro przywiozę tacie tę wkrętarkę -proponuję.
- Po co masz przywozić -denerwuje się -skoro możesz zmierzyć tutaj od środka tej osi do tutaj brzegu, rozumiesz?
- Ani,ani.
- Jakiej Ani?
- Nie rozumiem.
-Czego nie rozumiesz?
- Przywiozę tacie jutro tę wkrętarkę, to tata sobie zmierzy.
-Ale po co przywozić jak możesz zmierzyć tutaj od środka osi do tego brzegu....
Twój dziadek jest introwersyjnym działkowcem-majsterkowiczem, lubiącym odpowiadać pytaniem na pytanie. Smakowało tacie? A dlaczego miało nie smakować? Co myśli tata... A co mam myśleć? Cały tydzień działkuje i majsterkuje, a w niedzielę siada przed telewizorem, przerzuca kanały i zatrzymuje się na westernach z lat 60-tych XX wieku. Nie wolno pokazywać mu wiadomości politycznych, bo uruchamia się w nim bestia. Nie żartować zbyt abstrakcyjnie, gdyż abstrakcję traktuje jako nienadającą się do majsterkowania lub uprawiania na działce. Bardzo wiele nam pomógł w domu. Przykręcił kran, przykleił czerwone kafle w kuchni, zatynkował kable w ścianie i wiele innych dogodności powprowadzał. A ja zawsze byłem u jego boku i przytrzymywałem mu młotek.Twój dziadek nie ma trzech palców, które stracił przy maszynie, a pomimo to potrafi nim wkręcać śrubki. Twój tata ma dziesięć zdrowych palców, którymi potrafi śrubki gubić. Ewentualnie wymyślić rym do słowa śrubka.
Dupka.
Dobranoc, Konstanty.
niedziela, 27 lutego 2011
Gdzieś pomiędzy śmiercią a szafą dziecięcych ubranek.
Na chrzcie w Twoim imieniu wyrzekamy się szatana.Tymczasem Ty masz 66 cm i ważysz równo 6 kilogramów. Te trzy szóstki skojarzymy jednak z wygraną w totolotka lub z półtorej pary okularów, leżących obok siebie : 66 6
Tuż po kąpieli staję z Tobą na łazienkowej wadze. Ona pokazuje 82,6. Potem staję bez Ciebie a ona pokazuje 76,6. Odejmuję jedno od drugiego i mam Twoją wagę! Mama zmierzyła Cię metrem krawieckim. Z przewijaka dyndają ci już nóżki.
Kilka dni temu weszliśmy do ciuchlandu tuż obok pomnika Moniuszki w Bytomiu. Tam Cię ubieramy. Moniuszko ubrany jest raczej w sklepach z wylewkami betonowymi. Na dziale dziecięcym obniżka. Każda rzecz w połowie ceny. Kupiliśmy Ci sporo ubrań, w tym trzy dziewczęce, tak były ładne i tanie. Twoja babcia dostała fioletowe futro niebywale modnej firmy Fcuk, której rzeczy ciężko kupić w Polsce. Dobrze, że nie patrzy na metkę, gdyż jak większość ludzi słabo znających angielski, potrafi zrozumieć ten międzynarodowy zwrot akronimicznie na niej zawarty. Lubimy Cię ładnie ubierać. Tobie jest to obojętne, ale nam nie musi takie być. Patrzymy na Ciebie sporo czasu. Część tego czasu jest poświęcona oczywiście na oglądanie Cię po nagiemu, ale gdy jesteś ubrany, chcemy Cię widzieć ubranego w zgodzie z naszym probieżem kolorystyczno krawieckim. Uśmiechamy się oczywiście, gdy ktoś da ci kostiumik w kolorze niedojrzałej sraczki, zastanawiając się gdzie go schować lecz raczej asertywnie prosimy ludzi o nieprzynoszenie ubranek, szczególnie jeśli ich gust mógłby być przyczynkiem naszej zaćmy.
Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że koleżanka Twojej mamy, rozpoczynając staranie się o kogoś takiego jak Ty, dowiedziała się, że jej szyjka macicy zawiera komórki nowotworowe. To bardzo energiczna i wesoła dziewczyna. Jeszcze niedawno, gdy opowiadałem o Tobie, przypadkiem pojawiła się obok i powiedziała, że też tak chce, przewijać i tulić do snu. A teraz zaczyna grę o zdrowie, a dziecko może nigdy nie nadejść.
Zycie jest jak patrzenie na niebo pełne ptaków. Piękny widok z dużą szansą oberwania ptasią sraką. Jesteś naszym skarbem. Wiemy o tym. Sprawdź czy oddycha -prosi Twoja mam gdy spisz nieruchomo. W samochodzie, gdy siedzę obok Ciebie, a ty momentalnie zasypiasz, przykładam ci palec pod nos, czekając na muśnięcie ciepłym oddechem. Sprawdzam czy żyjesz. Żyj.
W sobotę byłem na warsztatach prowadzonych dla uczniów Twojej mamy przez byłą aktorkę Teatru Pieśni Kozła z Wrocławia. Nocowała u nas i dużo mówiła o śmierci. W tym roku zmarł jej brat. Miał 36 lat. Tętniak w mózgu, Ot tak. Patrzysz w niebo i bach.
Piję właśnie serwatkę z czarną porzeczką, którą Twoja mama kupiła mi w ekologicznym sklepie. Kwas chlebowy, kupiony w tym samym momencie zbił mi się na schodach Złotego Osła, gdzie chodzimy dość często jadać, bo miast gotować obiady, gotujemy Ciebie. Nigdy wcześniej nie piłem czegoś takiego. Ciekawe ile rzeczy na co dzień robię pierwszy raz? To bardzo ważne by doświadczać czegoś pierwszy raz. I teraz z Tobą będzie tego w pierony. Tak to się mówi na Śląsku. Wszystko, co Ty zrobisz pierwszy raz, będzie też naszym pierwszym razem. No oczywiście do momentu, aż staniesz na nogi i pójdziesz za róg zrobić coś pierwszy raz samemu. I choć poeta mówi "sięgaj gdzie wzrok nie sięga", to za róg się nie da i nawet nie wolno.
Tuż po kąpieli staję z Tobą na łazienkowej wadze. Ona pokazuje 82,6. Potem staję bez Ciebie a ona pokazuje 76,6. Odejmuję jedno od drugiego i mam Twoją wagę! Mama zmierzyła Cię metrem krawieckim. Z przewijaka dyndają ci już nóżki.
Kilka dni temu weszliśmy do ciuchlandu tuż obok pomnika Moniuszki w Bytomiu. Tam Cię ubieramy. Moniuszko ubrany jest raczej w sklepach z wylewkami betonowymi. Na dziale dziecięcym obniżka. Każda rzecz w połowie ceny. Kupiliśmy Ci sporo ubrań, w tym trzy dziewczęce, tak były ładne i tanie. Twoja babcia dostała fioletowe futro niebywale modnej firmy Fcuk, której rzeczy ciężko kupić w Polsce. Dobrze, że nie patrzy na metkę, gdyż jak większość ludzi słabo znających angielski, potrafi zrozumieć ten międzynarodowy zwrot akronimicznie na niej zawarty. Lubimy Cię ładnie ubierać. Tobie jest to obojętne, ale nam nie musi takie być. Patrzymy na Ciebie sporo czasu. Część tego czasu jest poświęcona oczywiście na oglądanie Cię po nagiemu, ale gdy jesteś ubrany, chcemy Cię widzieć ubranego w zgodzie z naszym probieżem kolorystyczno krawieckim. Uśmiechamy się oczywiście, gdy ktoś da ci kostiumik w kolorze niedojrzałej sraczki, zastanawiając się gdzie go schować lecz raczej asertywnie prosimy ludzi o nieprzynoszenie ubranek, szczególnie jeśli ich gust mógłby być przyczynkiem naszej zaćmy.
Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że koleżanka Twojej mamy, rozpoczynając staranie się o kogoś takiego jak Ty, dowiedziała się, że jej szyjka macicy zawiera komórki nowotworowe. To bardzo energiczna i wesoła dziewczyna. Jeszcze niedawno, gdy opowiadałem o Tobie, przypadkiem pojawiła się obok i powiedziała, że też tak chce, przewijać i tulić do snu. A teraz zaczyna grę o zdrowie, a dziecko może nigdy nie nadejść.
Zycie jest jak patrzenie na niebo pełne ptaków. Piękny widok z dużą szansą oberwania ptasią sraką. Jesteś naszym skarbem. Wiemy o tym. Sprawdź czy oddycha -prosi Twoja mam gdy spisz nieruchomo. W samochodzie, gdy siedzę obok Ciebie, a ty momentalnie zasypiasz, przykładam ci palec pod nos, czekając na muśnięcie ciepłym oddechem. Sprawdzam czy żyjesz. Żyj.
W sobotę byłem na warsztatach prowadzonych dla uczniów Twojej mamy przez byłą aktorkę Teatru Pieśni Kozła z Wrocławia. Nocowała u nas i dużo mówiła o śmierci. W tym roku zmarł jej brat. Miał 36 lat. Tętniak w mózgu, Ot tak. Patrzysz w niebo i bach.
Piję właśnie serwatkę z czarną porzeczką, którą Twoja mama kupiła mi w ekologicznym sklepie. Kwas chlebowy, kupiony w tym samym momencie zbił mi się na schodach Złotego Osła, gdzie chodzimy dość często jadać, bo miast gotować obiady, gotujemy Ciebie. Nigdy wcześniej nie piłem czegoś takiego. Ciekawe ile rzeczy na co dzień robię pierwszy raz? To bardzo ważne by doświadczać czegoś pierwszy raz. I teraz z Tobą będzie tego w pierony. Tak to się mówi na Śląsku. Wszystko, co Ty zrobisz pierwszy raz, będzie też naszym pierwszym razem. No oczywiście do momentu, aż staniesz na nogi i pójdziesz za róg zrobić coś pierwszy raz samemu. I choć poeta mówi "sięgaj gdzie wzrok nie sięga", to za róg się nie da i nawet nie wolno.
wtorek, 22 lutego 2011
Nierysunek Drugi
Dziś wyrzekałeś się spadku. Twoja mama ma mamę, a ta miała brata. Pił brat ten dużo wódki i żył bezdomnie. A gdy zmarł cała rodzina przestraszyła się jego spadku. Bo w spadku można otrzymać nie tylko dom, pieniądze, ale też spłatę rat za dom i pieniądze do oddania. Niczym na chrzcie wyrzeka się człowiek szatana, tak rodzina Twojej mamy wyrzeka się tego tajemniczego spadku po wujku mamy. I dziś ty odwiedziwszy sąd w Tarnowskich Górach, naszymi rękami poprosiłeś o wyrzucenie Cię z listy spadkobierców. A co jak się okaże, że wuj mamy miał dom w hollywoodzie zamiast długów?
Po tym wszystkim pojechaliśmy na obiad do Wiśniowego Sadu, jednej z naszych ulubionych restauracji. Tam zjadłem pieczone ziemniaki w sosie vinegrett z dwoma sadzonymi jajkami, a wcześniej zupę-krem z pieczarek. Na talerzu znalazłem też liść sałaty, dwie cząstki pomidora i kilka ziaren kukurydzy z puszki. To była ozdoba. Mama zjadła pomidorową i wielki filetem z kurczaka z wciśniętym we wnętrze plastrem szynki i ananasem, polanym roztopionym żółtym serem i na to wszystko masłem. Ananasa zjadłem ja, ponieważ mama nie była pewna cóż to ananas ten postanowi z siebie oddać do mleka, które dla ciebie z piersi płynie. Zjadła też mama Twa pomidorową zupę z makaronem w kształcie sznurówek. Wyjmowała jednak kalafior z miseczki, nad nim też -jak nad ananasem, stawiając laktacyjny znak zapytania.
Ta pieczarkowa zupa przypomniała mi o kilku nierysunkach i jeden z nich pt. Pieczarka wklejam szybko poniżej, Konstanty.
Po tym wszystkim pojechaliśmy na obiad do Wiśniowego Sadu, jednej z naszych ulubionych restauracji. Tam zjadłem pieczone ziemniaki w sosie vinegrett z dwoma sadzonymi jajkami, a wcześniej zupę-krem z pieczarek. Na talerzu znalazłem też liść sałaty, dwie cząstki pomidora i kilka ziaren kukurydzy z puszki. To była ozdoba. Mama zjadła pomidorową i wielki filetem z kurczaka z wciśniętym we wnętrze plastrem szynki i ananasem, polanym roztopionym żółtym serem i na to wszystko masłem. Ananasa zjadłem ja, ponieważ mama nie była pewna cóż to ananas ten postanowi z siebie oddać do mleka, które dla ciebie z piersi płynie. Zjadła też mama Twa pomidorową zupę z makaronem w kształcie sznurówek. Wyjmowała jednak kalafior z miseczki, nad nim też -jak nad ananasem, stawiając laktacyjny znak zapytania.
Ta pieczarkowa zupa przypomniała mi o kilku nierysunkach i jeden z nich pt. Pieczarka wklejam szybko poniżej, Konstanty.
niedziela, 20 lutego 2011
Kostkowa Piosenka Szósta
Gdzie pracują prawe pawie?
Czy się można kąpać w kawie?
Czemu piąstki jesz jak pączki?
Czy chcesz połknąć obie rączki?
Które drzewa mają drzwi?
Gdzie się na psie pchają pchły?
Tato, Tato przestań wreszcie
wciąż mnie pytać, kiedy wrzeszczę.
Odpowiedzi znam -to jasne,
Zdradzę wszystkie. Tylko zasnę.
To taki wierszyk z okazji ciągłego oglądania jak wkładasz sobie piąstki do buzi.
Od kilku dni trwa ten proceder. Na szczęście jest legalny i nie musimy z mamą szukać kajdanek dla niemowląt na allegro. Kajdaneczki -29,99. Zapobiegają temu okropnemu ssaniu pięści. Przy okazji możesz ze swoim bobasem pobawić się w policjantów i złodziei.
Ssij pięść.
A ja poćwiczę dykcję, powtarzając to na głos.
Czy się można kąpać w kawie?
Czemu piąstki jesz jak pączki?
Czy chcesz połknąć obie rączki?
Które drzewa mają drzwi?
Gdzie się na psie pchają pchły?
Tato, Tato przestań wreszcie
wciąż mnie pytać, kiedy wrzeszczę.
Odpowiedzi znam -to jasne,
Zdradzę wszystkie. Tylko zasnę.
To taki wierszyk z okazji ciągłego oglądania jak wkładasz sobie piąstki do buzi.
Od kilku dni trwa ten proceder. Na szczęście jest legalny i nie musimy z mamą szukać kajdanek dla niemowląt na allegro. Kajdaneczki -29,99. Zapobiegają temu okropnemu ssaniu pięści. Przy okazji możesz ze swoim bobasem pobawić się w policjantów i złodziei.
Ssij pięść.
A ja poćwiczę dykcję, powtarzając to na głos.
Dlaczego imię Ula już mi się nie podoba i o Kubusia Puchatka konieczności zejścia z tego świata.
Kojarzy mi się teraz z jednym. Przez najbliższe miesiące tak będzie niewątpliwie. Gdy biorę Cię na ramię, tuż po tym jak doznałeś mleka matki, i gdy odbiję Ci się barowym, głębokim brzmieniem, zazwyczaj jeszcze dla podkreślenia momentu, ulewa się. Wczoraj w nocy chlusnęło na deski podłogi. Zostałaby pewnie tłusta plama, gdyby nie interwencja Neski. Nasz pies zerwał się z posłania, co rzadko czyni o tej porze i w kilku liźnięciach, poradził sobie z tym, co ulane było. Gdybyś miał na imię Ula, byłbyś Ulą, Co Ulewa. Ulej Ulu, śpiewałbym Ci do beknięcia.
Ale jesteś Konstanty. Chwała ci za to.
Wyrosłeś ze swojej wanienki. Przebywając z wycieczką konsumpcyjną w Tesco, kupiliśmy ci, dużą, nową, ohydna wanienkę. Cała jest powyklejana Kubusiem Puchatkiem w wersjach pokolorowanych przez nidowidzących pracowników Disneya. Kubuś Puchatek patrzy na nas z każdej prawie rzeczy, dzieciom przeznaczonej. Lecz uwielbiany przez miliony, całkiem już wyjałowiony. Z mądrej czarno-białej bajki, przeskoczył do kolorowych kreskówek, a stamtąd na koszulki, majtki, nocniki, wanienki. Kąpiemy cię, a on z marketingowym powabem spogląda wraz z naklejkowymi przyjaciółmi na Twoją pupę. Nie wahaj się Konstanty, nie wahaj!
Ale jesteś Konstanty. Chwała ci za to.
Wyrosłeś ze swojej wanienki. Przebywając z wycieczką konsumpcyjną w Tesco, kupiliśmy ci, dużą, nową, ohydna wanienkę. Cała jest powyklejana Kubusiem Puchatkiem w wersjach pokolorowanych przez nidowidzących pracowników Disneya. Kubuś Puchatek patrzy na nas z każdej prawie rzeczy, dzieciom przeznaczonej. Lecz uwielbiany przez miliony, całkiem już wyjałowiony. Z mądrej czarno-białej bajki, przeskoczył do kolorowych kreskówek, a stamtąd na koszulki, majtki, nocniki, wanienki. Kąpiemy cię, a on z marketingowym powabem spogląda wraz z naklejkowymi przyjaciółmi na Twoją pupę. Nie wahaj się Konstanty, nie wahaj!
sobota, 19 lutego 2011
Okoliczności Drugie
środa, 16 lutego 2011
Diktu Didaktu Czwarte
Dawno temu, gdy ludzie jeszcze nie potrafili pisać, wśród skalistego wybrzeża żyło plemię. Co ranek Zielarka wyruszała z osady do lasu, aby zebrać zioła, które pomagały leczyć choroby mieszkańców. Była silną kobietą, z włosami, które od niedawna zaczęły siwieć. Od roku rozpoczęła uczyć swoją córkę jak stosować okoliczne zioła. Tego dnia wyruszyła do lasu samotnie . W poszukiwaniu bardzo rzadkich ziół dotarła w miejsca tak odległe jak nigdy dotąd. Nie czuła jednak strachu tylko mrowienie wokół oczu; ciekawość i podniecenie. Tuż przed nocą usłyszała płacz. W małej grocie, w miejscu gdzie drzewa ustąpiły miejsca dziwnym roślinom, leżało małe dziecko. Zupełnie inne niż te, które dotąd widywała. Miało jasne włosy i niebieskie oczy. Wszyscy znani jej ludzie mieli zawsze czarne włosy i ciemne oczy, chyba że dojrzałość, jak w jej przypadku okrywała głowę bielą.
Jesteś piękny -powiedziała zafascynowana do chłopca i podniosła go z ziemi. Rozejrzała się wokół lecz nikogo nie było. Dziecko płakało cichutko. Musi być bardzo osłabione -pomyślała. Gdy wzięła je na ręce, przypomniała sobie swoją córkę, potem poczuła ogromny ból w klatce piersiowej, zakręciło jej się w głowie, więc usiadła tuląc niemowlę, a ono resztką sił wtuliło się w jej pierś, budząc zapomniane. Popłynęło mleko.
Nikt nie pojawił się przez następne trzy dni. Wreszcie odnaleźli ją mieszkańcy plemienia. Wracali jednak daleko przed nią, nie kryjąc strachu i obawy. Wódz nie wahał się długo. Musisz je zabić -powiedział -to dziecko demonów. Musi pochłonąć je woda Zielarko.
Zaprowadzono ją nad urwisko. Byli wszyscy. Powietrze było gorące od niepokoju. Zielarka stanęła nad przepaścią, stopami opierając się o jej brzeg. Chcę żeby żyło -krzyknęła. Musisz to zabić!Albo zrobię to ja - krzyknął wódz. Zielarka pochyliła się, nie kryjąc łez. Z tłumu wybiegła jej córka i płacząc wtuliła się w nogi matki. Ta odłożyła dziecko na skałę i skoczyła w dół. Wszyscy zastygli w przerażeniu. Wódz dobiegł do dziecka i brutalnie podniósł je nad głowę.
- Zabił zielarkę- krzyknął -niech zginie!
- Nie - Twarz młodej dziewczyny była jasna i wyraźna pomimo szlochu, który gubił się w jej płucach. - Jeśli zabijesz to dziecko, skoczę za nim i za moją matką! Pomimo szoku, miała jasny umysł. Nikt w osadzie, nie zna ziół, ani proporcji w leczeniu nimi. Nikt prócz mojej matki i mnie. Nie rzuci tego dziecka.
I nie rzucił.
Kilka tygodni później wódz rozchorował się. Pomimo wielu prób dziewczyna nie potrafiła go wyleczyć. Nie miała tyle wiedzy, co jej matka. Gdy wódz zmarł, ludzie powoli przyzwyczajali się do obcego dziecka, ale pomimo jego pogody ducha i otwartości zachowywali pewien dystans.Gdy miał siedem lat, strach padł na całe plemię. Całą okoliczną ziemię plądrowali obcy najeźdźcy. W dziwnych maskach okrywających głowy niszczyli i zabijali. Przyszedł dzień, kiedy nad ranem zjawili się w osadzie. Ludzie drżąc ze strachu chowali się w swoich chatach. Jedynie bez strachu na środek osady wybiegł syn Zielarki. Jasne włosy targał wiatr. Patrzył z zaciekawieniem na maski przerażających gości. Zielarka wybiegła z chaty i przytuliła go do piersi. Jeden z mężczyzn podszedł do niej i zdjął maskę. Jego jasne włosy zlały się przez chwilę z włosami chłopca. Wyjął go z rąk kobiety. Chłopak rozpłakał się. W rękach jego ludzi płonęły pochodnie w każdej chwili gotowe spaść na suche dachy chat. Chłopiec próbował wyrwać się z silnego uścisku mężczyzny. Ten stał i wydawało się, że waha się,co zrobić.
- Jedź z nim -powiedziała do chłopca Zielarka- on przyjechał tu po Ciebie i nic na to nie poradzimy.
Chłopiec uspokoił się i wysunął z rąk mężczyzny. Spojrzał ze smutkiem na Zielarkę, po czym ruszył w stronę trzymających pochodnie. Mężczyzna wykrzyknął jakieś słowo i ogień zgasł. Wyjechali, nie odwracając się ani razu.
Ta bajka, Konstanty, opowiada prawdopodobnie o życiu. Być może wymyśliłem ją ze względu na moją wzmożoną aktywność czytelniczą w wieku nastoletnim, kiedy to czytałem namiętnie książki fantastyczne. Albo dlatego, że jak nie wymyślam, to jakoś źle się czuję. Trochę w niej utkwiło patosu, który ciężko było mi wydłubać, poza tym nie mam talentu pisarskiego i męczyłem się strasznie, chcąc opowiedzieć tę przygodę z życia czyjegoś. Mam jednak przeczucie, że jest poniekąd kaznodziejska, stąd umieszczam ją w tym blogowym dziale. Nie wiem, czy dam radę spointować ją złotą, srebrną, brązową czy choćby drewnianą myślą.
Co się znalazło, trzeba zgubić albo To, że ktoś odchodzi nie oznacza, ze go tracisz albo adoptując dziecię sprawdź niekaralność biologicznego ojca albo tak planuj swój czas, żeby mieć go wiele na to, co niezapowiedziane albo etcetera...
Jesteś piękny -powiedziała zafascynowana do chłopca i podniosła go z ziemi. Rozejrzała się wokół lecz nikogo nie było. Dziecko płakało cichutko. Musi być bardzo osłabione -pomyślała. Gdy wzięła je na ręce, przypomniała sobie swoją córkę, potem poczuła ogromny ból w klatce piersiowej, zakręciło jej się w głowie, więc usiadła tuląc niemowlę, a ono resztką sił wtuliło się w jej pierś, budząc zapomniane. Popłynęło mleko.
Nikt nie pojawił się przez następne trzy dni. Wreszcie odnaleźli ją mieszkańcy plemienia. Wracali jednak daleko przed nią, nie kryjąc strachu i obawy. Wódz nie wahał się długo. Musisz je zabić -powiedział -to dziecko demonów. Musi pochłonąć je woda Zielarko.
Zaprowadzono ją nad urwisko. Byli wszyscy. Powietrze było gorące od niepokoju. Zielarka stanęła nad przepaścią, stopami opierając się o jej brzeg. Chcę żeby żyło -krzyknęła. Musisz to zabić!Albo zrobię to ja - krzyknął wódz. Zielarka pochyliła się, nie kryjąc łez. Z tłumu wybiegła jej córka i płacząc wtuliła się w nogi matki. Ta odłożyła dziecko na skałę i skoczyła w dół. Wszyscy zastygli w przerażeniu. Wódz dobiegł do dziecka i brutalnie podniósł je nad głowę.
- Zabił zielarkę- krzyknął -niech zginie!
- Nie - Twarz młodej dziewczyny była jasna i wyraźna pomimo szlochu, który gubił się w jej płucach. - Jeśli zabijesz to dziecko, skoczę za nim i za moją matką! Pomimo szoku, miała jasny umysł. Nikt w osadzie, nie zna ziół, ani proporcji w leczeniu nimi. Nikt prócz mojej matki i mnie. Nie rzuci tego dziecka.
I nie rzucił.
Kilka tygodni później wódz rozchorował się. Pomimo wielu prób dziewczyna nie potrafiła go wyleczyć. Nie miała tyle wiedzy, co jej matka. Gdy wódz zmarł, ludzie powoli przyzwyczajali się do obcego dziecka, ale pomimo jego pogody ducha i otwartości zachowywali pewien dystans.Gdy miał siedem lat, strach padł na całe plemię. Całą okoliczną ziemię plądrowali obcy najeźdźcy. W dziwnych maskach okrywających głowy niszczyli i zabijali. Przyszedł dzień, kiedy nad ranem zjawili się w osadzie. Ludzie drżąc ze strachu chowali się w swoich chatach. Jedynie bez strachu na środek osady wybiegł syn Zielarki. Jasne włosy targał wiatr. Patrzył z zaciekawieniem na maski przerażających gości. Zielarka wybiegła z chaty i przytuliła go do piersi. Jeden z mężczyzn podszedł do niej i zdjął maskę. Jego jasne włosy zlały się przez chwilę z włosami chłopca. Wyjął go z rąk kobiety. Chłopak rozpłakał się. W rękach jego ludzi płonęły pochodnie w każdej chwili gotowe spaść na suche dachy chat. Chłopiec próbował wyrwać się z silnego uścisku mężczyzny. Ten stał i wydawało się, że waha się,co zrobić.
- Jedź z nim -powiedziała do chłopca Zielarka- on przyjechał tu po Ciebie i nic na to nie poradzimy.
Chłopiec uspokoił się i wysunął z rąk mężczyzny. Spojrzał ze smutkiem na Zielarkę, po czym ruszył w stronę trzymających pochodnie. Mężczyzna wykrzyknął jakieś słowo i ogień zgasł. Wyjechali, nie odwracając się ani razu.
Ta bajka, Konstanty, opowiada prawdopodobnie o życiu. Być może wymyśliłem ją ze względu na moją wzmożoną aktywność czytelniczą w wieku nastoletnim, kiedy to czytałem namiętnie książki fantastyczne. Albo dlatego, że jak nie wymyślam, to jakoś źle się czuję. Trochę w niej utkwiło patosu, który ciężko było mi wydłubać, poza tym nie mam talentu pisarskiego i męczyłem się strasznie, chcąc opowiedzieć tę przygodę z życia czyjegoś. Mam jednak przeczucie, że jest poniekąd kaznodziejska, stąd umieszczam ją w tym blogowym dziale. Nie wiem, czy dam radę spointować ją złotą, srebrną, brązową czy choćby drewnianą myślą.
Co się znalazło, trzeba zgubić albo To, że ktoś odchodzi nie oznacza, ze go tracisz albo adoptując dziecię sprawdź niekaralność biologicznego ojca albo tak planuj swój czas, żeby mieć go wiele na to, co niezapowiedziane albo etcetera...
piątek, 11 lutego 2011
Garść dygresji podtrzymujących aktywność blogową moją.
Jesteś przeraźliwie spokojny. Okropnie wspaniały. Strasznie miły. Jedyny problem jaki sprawiasz to ten nierozwiązalny, że chcielibyśmy Ciebie więcej . Wczoraj pojechaliśmy do Chorzowa, gdzie w małej bocznej uliczce przesiaduje przy maszynie usg pani imieniem Ingryda. Komuniści, o których będziesz się uczył z książek zabronili jej rodzicom dać jej na imię Ingrid, na cześć Ingrid Bergman. Musieli spolszczyć jej imię. Powiedziała nam o tym, jeżdżąc ci wałkiem usg po głowie i sprawdzając czy łeb masz na miejscu i czy we łbie masz poukładane. Znalazła małą torbiel, która nic ci nie może zrobić, ale mama płakała wieczorem. Słowo torbiel jest siostrą innych strasznych słów, które wymyśliła pani medycyna. A mama jest bardzo wrażliwa.
Jechaliśmy samochodem i słuchaliśmy People Like Us. Od dwóch dni mamy radio z cd i mp3 w samochodzie i pomimo, że opel nasz ma więcej lat niż najstarsi uczniowie, których uczy Twoja mama, lubi dzwięki i wydaje je na poziomie zadowalającym. People Like Us to jedna taka pani z Anglii, która jak chirurg tnie i klei popowo-radiowe melodie w zabawny, prawie kabaretowy kolaż. Mam mnóstwo muzyki, mnóstwo i zastanawiam się czy teraz, gdy to czytasz i jesteś już spory, jesteś a może już byłeś ciekawy tego, co w plikach i płytach nam gra? Mama chce nastroić pianino. Na stole w kuchni obok masła i mleka dla ciebie, leży ksiązka o umuzykalnieniu dzieci, którą mama czytała w ciąży. Zamierza ci kupić kilka grających sztabek, coś na kształt ksylofonu dla dzieci. Ma już ustanowione cele w zakresie Twojego wychowania muzycznego.Na targu staroci w Bytomiu oglądaliśmy mały akordeon, nie dając się przy tym zmanipulować koledze sprzedawcy, który stosując wobec nas technikę nieodoboru, z miną średniowiecznego mnicha z klasztoru dla zapyziałych brudasów, powiedział:
- Bierzecie? Bo jeśli nie, to ja biorę!
- To bierz - odrzekłem uroczo zakładając mu akordeon na głowę. No dobra przesadziłem, wręczyłem mu go jedynie ruchem szybkim i zwinnym.
Twój tata chrzestny ma syna oraz dwa akordeony. Razem z Antkiem czyli synem (lat siedem) grają. Tata gra bo umie, Antek na razie ma motywację. ale w niedzielę przed południem Antek przybiegł do taty i woła: Tato, bierzmy akordeony i idziemy na ulice grać!
- Dlaczego? -pyta Twój tata chrzestny.
- Ludzie wracają z Kościoła i na pewno coś zarobimy!
Zarabianie pieniędzy jest strasznie upierdliwą czynnością. Często się martwię, bo nie potrafię tego robić.Potrafię zarabiać inne rzeczy, ale nie pieniądze.
Dziś przyjechał wujek Tamer, mąż mojej siostry,a twojej cioci Michaliny. Przyjechał tutaj z Palestyny. Wrzucaliśmy razem węgiel do kotłowni, ćwicząc przy tym język polski. To bardzo trudne uczyć tak trudnego języka jak nasz. Nauczył się co znaczy załatwić coś, załatwić kogoś i załatwić się. Mam nadzieję, że mu się nie pomyli, bo będzie wesoło. No to może niech mu się jednak pomyli. Wesołość jest znacznie lepsza niż poprawność.
Jechaliśmy samochodem i słuchaliśmy People Like Us. Od dwóch dni mamy radio z cd i mp3 w samochodzie i pomimo, że opel nasz ma więcej lat niż najstarsi uczniowie, których uczy Twoja mama, lubi dzwięki i wydaje je na poziomie zadowalającym. People Like Us to jedna taka pani z Anglii, która jak chirurg tnie i klei popowo-radiowe melodie w zabawny, prawie kabaretowy kolaż. Mam mnóstwo muzyki, mnóstwo i zastanawiam się czy teraz, gdy to czytasz i jesteś już spory, jesteś a może już byłeś ciekawy tego, co w plikach i płytach nam gra? Mama chce nastroić pianino. Na stole w kuchni obok masła i mleka dla ciebie, leży ksiązka o umuzykalnieniu dzieci, którą mama czytała w ciąży. Zamierza ci kupić kilka grających sztabek, coś na kształt ksylofonu dla dzieci. Ma już ustanowione cele w zakresie Twojego wychowania muzycznego.Na targu staroci w Bytomiu oglądaliśmy mały akordeon, nie dając się przy tym zmanipulować koledze sprzedawcy, który stosując wobec nas technikę nieodoboru, z miną średniowiecznego mnicha z klasztoru dla zapyziałych brudasów, powiedział:
- Bierzecie? Bo jeśli nie, to ja biorę!
- To bierz - odrzekłem uroczo zakładając mu akordeon na głowę. No dobra przesadziłem, wręczyłem mu go jedynie ruchem szybkim i zwinnym.
Twój tata chrzestny ma syna oraz dwa akordeony. Razem z Antkiem czyli synem (lat siedem) grają. Tata gra bo umie, Antek na razie ma motywację. ale w niedzielę przed południem Antek przybiegł do taty i woła: Tato, bierzmy akordeony i idziemy na ulice grać!
- Dlaczego? -pyta Twój tata chrzestny.
- Ludzie wracają z Kościoła i na pewno coś zarobimy!
Zarabianie pieniędzy jest strasznie upierdliwą czynnością. Często się martwię, bo nie potrafię tego robić.Potrafię zarabiać inne rzeczy, ale nie pieniądze.
Dziś przyjechał wujek Tamer, mąż mojej siostry,a twojej cioci Michaliny. Przyjechał tutaj z Palestyny. Wrzucaliśmy razem węgiel do kotłowni, ćwicząc przy tym język polski. To bardzo trudne uczyć tak trudnego języka jak nasz. Nauczył się co znaczy załatwić coś, załatwić kogoś i załatwić się. Mam nadzieję, że mu się nie pomyli, bo będzie wesoło. No to może niech mu się jednak pomyli. Wesołość jest znacznie lepsza niż poprawność.
poniedziałek, 7 lutego 2011
Fakty z drugiego miesiąca Twojego życia
Postanowiłem, że ten blog będę prowadził przez trzy pierwsze lata Twojego życia. W większości dziedzin mój zapał niknie szybciej niż balonik z helem wypuszczony przez nieostrożne dziecko, bo ręce zbyt miało tłuste od pączków.
Uśmiechasz się, gdy nas widzisz z pewną dozą świadomości. Do ust zacząłeś wkładać piąstki, aż Twoja mama konsultowała powyższą czynność drogą esemesową z Twoja mamą chrzestną. Od cioci Anny P. dostałeś w formie wypożyczenia karuzelkę z kolorowymi zwierzątkami majtającymi ci nad głową z dodatkowym wyposażeniem w pozytywkę z Bachem, Mozartem, Debussym . Leżysz, patrzysz i zasypiasz. To jest wspaniałe. Bo przecież mógłbyś nie leżeć, a być dźwiganym, nie patrzeć, a być oglądanym, nie spać, a krzyczeć. Część pampersów, z których korzystałeś wywozimy do babci, wrzucając je do ich śmietnika. Ta trochę podziemna działalność, ratuje nasze dwa pojemniki na śmieci przed zatkaniem. Wydajesz dużo dźwięków, wśród spółgłosek skupiając się na "g". Pijesz mleko z pomocą domowej techniki laktacyjnej, ssąc równocześnie pierś jak i rurkę wenflonu wystającą z plastikowej butelki, Na tej butelce powoli zacierają się napisy z podziałką pojemności. Codziennie kilka razy wsypuje do niej mleko, studzę wodę, mieszam, parzę butelkę, przynoszę ją Twojej mamie, biorę Cię na ramię, byś odbił z brzucha powietrze, przyjmuje na bawełniane koszulę Twoje wymiocinki.A wszystko to otoczone setkami dźwięków, głosów, słów, którymi karmimy cię, aż po granicę snu.
Twoja mama pije dużo herbaty roiboos, ja ważę 75,6 kilograma, choć wczoraj wieczorem ważyłem 77. W pracy jadłem macę z nutellą, w przerwach pomiędzy jedną a drugą grupą, z którymi próbuję doświadczać teatru.W oponie naszego opla utkwiła mała śrubka i co kilka dni wypuszczała dużo powietrza. Już jej tam nie ma. Nie wiem gdzie jest. Biedna śrubka. Jest 23.17. Za cztery godziny w półśnie przebiorę Cię i przyłożę do piersi mamy, potem zrobię mamie herbatę, a Tobie mleko; na moment legnę w gruzach łóżka, by wstać i nosić Cię, aż odbijesz sobie po jedzeniu.Mój sen Cię nie lubi, ale wywracam go na lewą stronę, piorę w temperaturze 90 stopni, wywieszam ,suszę, potem prasuję i wkładam Ci jako pieluchę.Dobranoc Konstanty!
Uśmiechasz się, gdy nas widzisz z pewną dozą świadomości. Do ust zacząłeś wkładać piąstki, aż Twoja mama konsultowała powyższą czynność drogą esemesową z Twoja mamą chrzestną. Od cioci Anny P. dostałeś w formie wypożyczenia karuzelkę z kolorowymi zwierzątkami majtającymi ci nad głową z dodatkowym wyposażeniem w pozytywkę z Bachem, Mozartem, Debussym . Leżysz, patrzysz i zasypiasz. To jest wspaniałe. Bo przecież mógłbyś nie leżeć, a być dźwiganym, nie patrzeć, a być oglądanym, nie spać, a krzyczeć. Część pampersów, z których korzystałeś wywozimy do babci, wrzucając je do ich śmietnika. Ta trochę podziemna działalność, ratuje nasze dwa pojemniki na śmieci przed zatkaniem. Wydajesz dużo dźwięków, wśród spółgłosek skupiając się na "g". Pijesz mleko z pomocą domowej techniki laktacyjnej, ssąc równocześnie pierś jak i rurkę wenflonu wystającą z plastikowej butelki, Na tej butelce powoli zacierają się napisy z podziałką pojemności. Codziennie kilka razy wsypuje do niej mleko, studzę wodę, mieszam, parzę butelkę, przynoszę ją Twojej mamie, biorę Cię na ramię, byś odbił z brzucha powietrze, przyjmuje na bawełniane koszulę Twoje wymiocinki.A wszystko to otoczone setkami dźwięków, głosów, słów, którymi karmimy cię, aż po granicę snu.
Twoja mama pije dużo herbaty roiboos, ja ważę 75,6 kilograma, choć wczoraj wieczorem ważyłem 77. W pracy jadłem macę z nutellą, w przerwach pomiędzy jedną a drugą grupą, z którymi próbuję doświadczać teatru.W oponie naszego opla utkwiła mała śrubka i co kilka dni wypuszczała dużo powietrza. Już jej tam nie ma. Nie wiem gdzie jest. Biedna śrubka. Jest 23.17. Za cztery godziny w półśnie przebiorę Cię i przyłożę do piersi mamy, potem zrobię mamie herbatę, a Tobie mleko; na moment legnę w gruzach łóżka, by wstać i nosić Cię, aż odbijesz sobie po jedzeniu.Mój sen Cię nie lubi, ale wywracam go na lewą stronę, piorę w temperaturze 90 stopni, wywieszam ,suszę, potem prasuję i wkładam Ci jako pieluchę.Dobranoc Konstanty!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




