sobota, 10 września 2011

O zagubionej kartce i próbach odtworzenia czegoś na nowo.

             Kilka dni temu spotkałem kolegę, z liceum Krzyśka Lukoszka, który  teraz nazywa się, żeby jego nowym rodakom było łatwiej; Kristopher Lukoschek. Tego dnia miałem w kieszeni kartkę, na której zapisałem kilka rzeczy, o których bardzo chciałem napisać  tutaj. Straciła się, a jak coś się straci, ludzie często mają wtedy wrażenie, że nie da się tego odtworzyć równie dobrze albo lepiej. Twój dziadek co rusz powtarza, że już nie produkują tak dobrych śrub, zapraw murarskich, papierów ściernych, gwoździ i wszystkiego wszystkiego jak produkowali dawniej, ongiś, drzewiej. No dobra, nie mówi ongiś, ale brzmi jakby mówił.
   Zgubiłem więc kartkę notatkową i nie do odtworzenia jest i nie do podrobienia ta mądrość, którą tamże dla Ciebie zapisałem. Chciałem napisać Ci o rzeczach, które robisz po raz pierwszy. Ponownie po raz piewszy. Tysiące rzeczy robisz po raz pierwszy. Dziś zostawiłem Cię na chwilę w łóżeczku, a gdy wróciłem stałeś oparty o szczebelki. Tak i owszem! Potrafisz to robić od kilku dni. Idzie ci to lepiej niż siadanie, którego jeszcze nie opanowałeś.
       Czasem, gdy walisz mnie ręką po głowie w rytmicznym bachu-bach, zastanawiam się czy w poprawnie wysocjalizowanej rodzinie, genetycznie niepredysponowanej przestępczo, może pojawić się awanturnik i drań. Czas zacząć uczenie cię, co oznacza "nie wolno".  "Nie wolno" to jedno z fundamentalnych komunikatów rodzicielskich. Będę starał się zamiast odciągać cię od tego, co "nie wolno", kierować do tego "co wolno" Czytając to, już wiesz, czy udało się nam, czy raczej jesteś dzieckiem zakazowym?
      Twoja mama obserwując cię prawie non-stop, dostrzegła w twoich żebrach, coś co ją zaniepokoiło. Pediatra kazał nam zrobić badania krwi. Trzymałem cię na kolanach, ale nie byłem w stanie spojrzeć na igłę, przebijającą ci skórę. Myślałem, ze tak jak ostatnio będziesz długo płakał. a płakałeś krótko. Nota bene, uwarunkowałeś się już na biały fartuch i niczym Neska na widok gabinetu weterynarza, tak ty na widok lekarza w fartuchu, rozpłakujesz się niemal momentalnie. Neska, dla sprostowania, nie płacze. Trzęsie się za to jak golas w sklepie z mrożonkami.

         Trochę się zmartwiliśmy. O rzeczach, co się w nas martwią , też chcę opowiadać.
    Być może dlatego, ze jesteś zimowym dzieckiem,a być może dlatego, ze na świecie są miliony chorób, objawów, zarazków i ułomności ciała, badania wykazały, ze gospodarka fosforanowa w Twoim organizmie nie działa najlepiej i może to skończyć się krzywicą. Chorobą dzieci XIX wieku z wielkich miast. Podwoiliśmy ci dawkę witaminy d, jedynego lekarstwa i czekamy miesiąc na kontrolę. Wczoraj mama przesiedziała godzinę przed komputerem czytając o krzywicy i z mokrymi oczami, zastanawiała się czy fakt, że zęby ci się słabo wyżynają i ciemiączko powoli zarasta to nie wina właśnie początkowego stadium tej choroby. Jesteś naszą radością i naszym ukochanym zmartwieniem.
     Konstanty, proszę cię prosto: bądź prosty po prostu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz