poniedziałek, 11 lipca 2011

O moczeniu stóp w Bałtyku i podróży przez kraj.

Mama miała skrupuły wyjąć wszystkie Twoje chrzcielne pieniądze z samochodzika skarbonki, ale to był jedyny sposób aby wyruszyć na urlop. Pamiętaj, ze ty też tam byłeś i z nami jadłeś i piłeś i wylegiwałeś się na plaży. Jeszcze przez jakiś czas wylegiwanie będzie Twoim głównym zajęciem, którego wszyscy dorośli ci zazdroszczą.
     Dzień przed wyjazdem spojrzałem na prognozę pogody na najbliższy tydzień dla Wejherowa, które to miasto 15 kilometrów dzieli od Białogóry, gdzie udawaliśmy się z Tobą, Konstanty. Cały tydzień deszcz, zachmurzenie i 17 stopni. Jedyne pocieszenie, ze powyżej zera.
- Może to przełóżmy - jęknęła mama.
Nie przełożyliśmy. W czwartek zrobiliśmy przystanek noclegowy na Kabatach w Warszawie u Twojego kolegi Konstantego, o którym pisałem Ci już tutaj. Całkiem owocne nawiązaliście kontakty. Ty z pozycji brzuch klepałeś go zaczepnie po udzie, on z pozycji siedzącej bez raczkowania, głaskał cię koleżeńsko po łapce. Nota bene był to dzień ojca, dlatego wspolnie z tatą Konstantego, ja tata Konstantego wypiliśmy najpierw piwo w kawiarni, po którym kręciło mi się w głowie, a wieczorem wódkę na miodzie, po któej nie kręciło mi się w głowie. Zastanawialiśmy się jak was wymawia się w liczbie mnogiej. Ci Konstanci, Konstantowie? Dwóch Konstantych się spotkało, choć się ciężko odmieniało.
   Nasz stary opel był zapakowany po brzegi głównie przez rzeczy potrzebne do zajmowania się niemowlakiem. Wózek duży typu starego, łóżeczko turystyczne dziesięciokilowe, wanienka metrowa, a w niej czajnik, farelka, kosmetyki dziecięce, koce i pampersów paczka, wód źródlanych butelek 10, walizka z ubrankami na każdy dzień, namiot plażowy produkcji chińskiej, co wraca popsuty, garnki i warzywa na zupki niemowlęce, pies i leżysko psie, gumowce zółte i czarne. Oto jak opel astra kombi staje się ciężarówką rodzinną.
O 22 dotarliśmy na miejsce. Pokój, który dostaliśmy był sposobem na wywołanie depresji i klaustrofobii. Całą noc grzaliśmy farelką, bo oprócz wywoływania wymienionych przeze mnie stanów, mógł doprowadzić jeszcze do przeziębienia.Szczęśliwie wymieniliśmy go na inny. Rozpakowanie i spakowanie tobołów,  potem przenoszenie do innego pokoju jak przypuszczasz, nie jest moim hobby, a szkoda, bo w trakcie tych wakacji poświęcałem się temu zajęciu niebywale często.
   Od soboty rana zaczęliśmy plażowanie. Prognoza pogody , która przeraziła nasze urlopowe serca, znalazła swoje miejsce w innym narządzie, Było przepięknie. co dzień rano przez nadmorski las, pachnący nadmorskim lasem -och jaki to był wspaniały zapach nadmorskiego lasu, docieraliśmy do pustej plaży, gdzie zasłonięci znalezionym w pokoju parawanem, chronieni przez słońce plażowym chińskim namiotem z początkami procesu popsucia - byliśmy razem. O 12 gdy wszyscy ciągnęli na plażę, a może prażę?, my uciekaliśmy przed skwarem, robiliśmy ci zupę, potem jedliśmy zupę i na drugie danie gofra, żeby zaoszczędzić Twoje chrzcielne pieniądze i znów wyruszaliśmy nad morze, aż do wieczora. A gdy popsuła się pogoda wyjechaliśmy. Po drodze zahaczając o Inowrocław, gdzie na 9 ohydnego piętrze wieżowca  mieszka mój wujek -wujek Stach, ludowy rzeźbiarz. Nie rzeźbi jednak już od kilku lat, miał wylew. Potem w Płowcach przespaliśmy się u kuzynki Twojej babci Grażyny. Jej mąż, ex-rolnik, kilkanaście razy w czasie wizyty naszej wykonywał w twoją stronę następującą akrobację manualno-ryjną. Otwarte dłonie przykładał do uszu kciukami. po czym zaczynał ruszać palcami obu dłoni i bardzo szybko wystawiać i chować język. Brak Twojej reakcji nie zniechęcał go i co jakiś czas powtarzał ów rytuał w Twoją stronę jako, podejrzewam - jedyny oręż kinderzabawiarstwa. Potem ruszyliśmy do Poznania, do kuzynki Oli Eweliny Paci. Na Festiwalu Malta zobaczyłeś przedstawienie teatralne dla dzieci w wieku 0 do 5 lat. Na marginesie dodam, że grała go aktorka, którą rok wcześniej widzieliśmy na przedstawieniu wyłącznie dla ludzi dorosłych. Na scenie było mnóstwo piłek, do których po spektaklu dopuszczono gromadę nieletniej widowni, i nawet Ty, jako jeden z najmłodszych z pomocą mamy i pani aktorki pobujałeś się ogromnej , nadmuchanej piłce. Podobało ci się. Poza tym świat ponownie okazał się mały, bo nie wiedząc jak dotrzeć na przedstawienie, dołączyliśmy się do dwóch mam z wózkami, a jedna z nich, mama Krystynki, okazała się emigrantką z Tarnowskich Gór.
    Nasz pies Neska podróżowała z nami, z tej przyczyny w Wejherowie w Lidlu kupiliśmy jej kurczaka. Kurczak ów postanowił również podróżować, niestety polem jego podróży był nasz samochód. Zwiedzał go 3 dni w czasie gdy my używaliśmy poznańskich autobusów i gdy wreszcie odnalazłem go pod fotelem wśród bzykających much, okazało się, że nie mył się, nie golił i nie perfumował.
     Smród tego bydlęcia to znaczy kurczaka wciąż jeszcze owiewa subtelną mgiełką pasażerów opla, pomimo niezliczonej liczby wietrzeń.  I wróciliśmy, o 2 nad ranem. W domu było 16 stopni i nagrzałem w te lipcową noc w kominku o zielonych kaflach.
    Wklejam Twoje zdjęcie plażowe. Po prawej stronie od Twojej głowy widać ślady Neski. Twój żółty koc leży na różowym, zabranym z pokoju, a różowy leży na piachu z plaży. A piach z plaży leży na piachu z plaży, a ten leży na piachu z plaży i tak leżą ziarenko na ziarenku no i bardzo dobrze.



   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz