Pracujemy w ogrodzie. Cegły z rozebranej do naga ściany, układam w szachownice jako podest ogrodowy. Zabrakło ich więc, rozbieram stary domek na naszej działce. Spadłem z jego spróchniałego dachu z włączoną piłą łańcuchową dwa metry w dół, gdy próbowałem odciąć czterometrową balę potrzebną nam jako podstawę dachu podestu. Okalecznie okołosmierciowe było blisko, gdyż wewnątrz owego domku leży mnóstwo niebezpiecznych rzeczy, a same ściany są w większości zmurszałe. Co to za słowo: zmurszałe, zastanawiam się od kilku dni?
-Zmurszałeś?
- NIe, a Ty?
Mamie Twojej, którą wołasz już tylko per Ołła pękła stopa. Widocznie trochę skóra jej zmurszała. Bardzo ją boli i dziś moczyła ją w wodzie z solą, a potem tarłem ją tarkami i smarowałem trochę przeterminowanym kremem do paznokci i rąk z witaminą A, bo nieprzeterminowanego nie mamy.
Odwiedzili nas Mriusz i Maryla z córkami trzema, starszymi od Ciebie, ale nie na tyle starymi, aby nie chciec nas odwiedzac z rodzicami. W 2002 bodajze wyprowadziłem się od swoich rodziców i zamieszkałem z MArylą. MAryla kochała się wtedy platonicznie w Mariuszu, który wystąpił w tych czasach z klasztoru Benedyktynów i rozpoczynał żywot świecki. Wiedząc o kierunku w jakim uderza serce Marylki, zaproponowałem Mariuszowi, aby wprowadził się do nas. On to zrobił, lecz przez rok jego serce biło w kierunku innej. Ale jak to bywa w bajkach wreszcie sie zakochali i wtedy się od nich wyprowadziłem i z Twoją mamą, wtedy jeszcze potencjalną zamieszkaliśmy na ulicy zimorodka 14 w mieszkaniu, którym była mała kawalerka na parterze, której widok z okna kuchennego rozpościerał się na schody w taki sposób, że nalewając nazbyt zamaszyscie chochlą zupę, można było ugodzić kogoś wchodzącego po schodach w łeb. Mieszkaliśmy tam dwa albo i trzy lata, zanim odnaleźliśmy naszą malutką wioskę, pociętą przez A1, krajową 78 i plany zagospodarowania pól przez jakiegos biznesmena, co mu kościół katolicki ziemię naszą wiejską sprzedał w sposób nieetyczny i brzydki.
Aha, zawiadamiam, ze tydzień temu odeszła nasza stara chińska kosiarka, którą koszenie ogródka zajmowało mi 2 dni i równało się pielgrzymce z raciborza do Częstochowy. Nowa Husqvarna kosztowała tyle, co wart jest nasz Twingo. Koszę nią ogród pół godziny i religijność moja w postaci męki pańskiej, którą przeżywałem przy starej kosiarce-pokrace zanika do minimum.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz