Twoją Mamę bolał ósmy z lewej strony ząb. A od zęba ucho, od ucha głowa, a od głowy cały świat. Dentystka uznała, że nie da rady. Wyrwać ząb należy. Nim Twoja Mama, której mniej poród straszny niż wyrywanie zębów podjęła decyzję, jedna z koleżanek z pracy, z którymi się spotkała na międzyświątecznych plotkach, przypomniała jej przysłowie, którym zatytułowałem czytany przez Ciebie fragment.
I tak właśnie ludowe, stomatologiczne porzekadło stało się udziałem naszej rodziny.
Dla Ciebie tu piszę, Konstanty,żebyś mógł; gdy już będziesz duży, zobaczyć jak Twoje wczesne dzieciństwo przeżywaliśmy i co działo się w jego okolicach.Tata.
środa, 29 grudnia 2010
Karmicielstwo
Prócz tego, ze jesteś cyckojadem, z zaleceń pediatrycznych zostało Ci przypisane spożywanie proszku z puszki zmieszanego z wodą. Taka puszka Konstanty, kosztuje dwadzieścia parę złotych.
Dziś Twoja Mama powiedziała, że stajesz się coraz droższy. Dwuznaczność tego zdania była jej inteligentnym zamierzeniem.
Dziś Twoja Mama powiedziała, że stajesz się coraz droższy. Dwuznaczność tego zdania była jej inteligentnym zamierzeniem.
Dwadzieścia parę złotych, które zjadasz w przeciągu trzech dni. To jest pięć dużych chlebów albo cztery kostki masła lub dziesięć kilogramów ziemniaków lub siedem piw.Reasumując, jak to mówią ludzie z przerośnietą grdyką -dydaktyką, w ciągu ostatnich trzech dni zjadłeś jakieś pieć kilo ziemniaków, dwa chleby, kostkę masła (uf, dobrze, że nie margaryny) i wypiłeś jedno piwo. Niczym prawdziwy robotnik drogowy, co karmi się sam w czasie intensywnej budowy obwodnicy Radomia.
wtorek, 28 grudnia 2010
Kostkowa piosenka pierwsza
A gdy ryczysz Konstanty w dniach swoich pierwszych śpiewam Ci tę piosenkę, która ma wielką moc.
Moc przetrwania Twojego krzyku:)
Taki jestem nieszczęśliwy jak
czarną nocą czarnoczarny ptak,
Taki jestem nieszczęśliwy gdy
nie przychodzą do mnie ładne sny.
Taki jestem zapłakany jak
w małej rzece maluteńki rak,
taki jestem zapłakany gdy
zamiast snów przychodzą do mnie łzy.
A gdy zapytasz mnie o melodię, to z pewnością sobie ją przypomnę; a gdybym jednak zapomniał,nie martw się przypomnę sobie ponownie. A gdybyś nie pytał mnie o melodię, i tak będę ją pamiętał,a gdybym nawet zapomniał, zapytaj mnie o nią, to z pewnością sobie ją przypomnę,a gdybym jednak zapomniał,nie martw się przypomnę sobie ponownie.
Moc przetrwania Twojego krzyku:)
Taki jestem nieszczęśliwy jak
czarną nocą czarnoczarny ptak,
Taki jestem nieszczęśliwy gdy
nie przychodzą do mnie ładne sny.
Taki jestem zapłakany jak
w małej rzece maluteńki rak,
taki jestem zapłakany gdy
zamiast snów przychodzą do mnie łzy.
A gdy zapytasz mnie o melodię, to z pewnością sobie ją przypomnę; a gdybym jednak zapomniał,nie martw się przypomnę sobie ponownie. A gdybyś nie pytał mnie o melodię, i tak będę ją pamiętał,a gdybym nawet zapomniał, zapytaj mnie o nią, to z pewnością sobie ją przypomnę,a gdybym jednak zapomniał,nie martw się przypomnę sobie ponownie.
Diktu Didaktu Pierwsze
Pewien mężczyzna bardzo długo wraz ze swoją żoną oczekiwali na dziecko. Gdy urodziła się córeczka byli niesłychanie szczęśliwi. Ale od pewnego momentu mężczyzna zaczął przeżywać trudne chwile. Otóż ogromne podobieństwo córki do matki żony, której nie znosił, sprawiało, że za każdym razem gdy przebierał, mył czy dotykał córeczkę miał okropne wrażenie, że przebiera, myje i dotyka swoją teściową. Nikomu o tym nie mówił. Kochał swoje dziecko i zagryzając zęby zmieniał pieluchy.
Wracając kiedyś okrężną drogą do domu zatrzymał się przy małym kościółku. Wszedł do środka i zauważył, że w konfesjonale siedzi ksiądz. Uklęknął i opowiedział o swoim strapieniu.
Ksiądz wysłuchał go w skupieniu i rzekł:
-Tak synu. Módl się, synu.
Niepocieszny wrócił do domu, do żony i córeczki, w której wciąż nieustanie widział swoją teściową.
Od tamtej pory minęło dwadzieścia pięć lat. Gdy żona z córką wyjechały na krótkie ferie, jej matka bardzo się rozchorowała. Przez kilka dni zanim wróciła żona, mężczyzna codziennie opiekował się swoją teściową. Mył ją, przebierał, karmił. Zmęczony, w jeden z tych dni kiedy jechał do teściowej, przez pomyłkę skręcił w inną drogę niż powinien i ku swemu zdziwieniu dotarł do tego samego kościoła, w którym przed laty wyżalił się ze swojego sekretu. Zaparkował samochód i wszedł do środka. W konfesjonale siedział ku jego zdumieniu ten sam ksiądz, starusienki i zupełnie łysy. Mężczyzna natychmiast skierował się do niego.
- Nie wiem czy ksiądz mnie pamięta, ale przed laty opowiedziałem księdzu, że gdy przebieram i myję moją małą córeczkę, mam wrażenie jakbym robił to samo z moją teściową, tak ogromne widzę między nimi fizyczne podobieństwo. I po tych latach, proszę księdza, od kilku dni przebieram i myję moją schorowaną teściową. To dla mnie zupełnie niesamowite i trudne do pojęcia.
- Synu, słuchając Cię, chciałbym Cię o coś poprosić -zaczął staruszek.
- Oczywiście proszę księdza - zareagował mężczyzna.
- Ja jestem już bardzo stary i mieszkam tu sam, ale zważywszy na Twoje ogromne doświadczenie, o którym mówisz, chciałbym Cię prosić, abyś i mnie pomógł, bo właśnie...
- Tak, ojcze?
- ...narobiłem w gacie.
Niezależnie jak głębokie są Twoje przemyślenie na temat własnych działań, to głównie te drugie mają znaczenie dla innych ludzi.
No chyba, że Twoja biografia rozeszła się w dużym nakładzie.
Wracając kiedyś okrężną drogą do domu zatrzymał się przy małym kościółku. Wszedł do środka i zauważył, że w konfesjonale siedzi ksiądz. Uklęknął i opowiedział o swoim strapieniu.
Ksiądz wysłuchał go w skupieniu i rzekł:
-Tak synu. Módl się, synu.
Niepocieszny wrócił do domu, do żony i córeczki, w której wciąż nieustanie widział swoją teściową.
Od tamtej pory minęło dwadzieścia pięć lat. Gdy żona z córką wyjechały na krótkie ferie, jej matka bardzo się rozchorowała. Przez kilka dni zanim wróciła żona, mężczyzna codziennie opiekował się swoją teściową. Mył ją, przebierał, karmił. Zmęczony, w jeden z tych dni kiedy jechał do teściowej, przez pomyłkę skręcił w inną drogę niż powinien i ku swemu zdziwieniu dotarł do tego samego kościoła, w którym przed laty wyżalił się ze swojego sekretu. Zaparkował samochód i wszedł do środka. W konfesjonale siedział ku jego zdumieniu ten sam ksiądz, starusienki i zupełnie łysy. Mężczyzna natychmiast skierował się do niego.
- Nie wiem czy ksiądz mnie pamięta, ale przed laty opowiedziałem księdzu, że gdy przebieram i myję moją małą córeczkę, mam wrażenie jakbym robił to samo z moją teściową, tak ogromne widzę między nimi fizyczne podobieństwo. I po tych latach, proszę księdza, od kilku dni przebieram i myję moją schorowaną teściową. To dla mnie zupełnie niesamowite i trudne do pojęcia.
- Synu, słuchając Cię, chciałbym Cię o coś poprosić -zaczął staruszek.
- Oczywiście proszę księdza - zareagował mężczyzna.
- Ja jestem już bardzo stary i mieszkam tu sam, ale zważywszy na Twoje ogromne doświadczenie, o którym mówisz, chciałbym Cię prosić, abyś i mnie pomógł, bo właśnie...
- Tak, ojcze?
- ...narobiłem w gacie.
Niezależnie jak głębokie są Twoje przemyślenie na temat własnych działań, to głównie te drugie mają znaczenie dla innych ludzi.
No chyba, że Twoja biografia rozeszła się w dużym nakładzie.
Twoje Imię Nasza Inwencja
Na naszej wsi, do której dociera prąd,w odróżnieniu od edukacji, gromadka sąsiadujących z nami dzieci (gdy tylko wieść o zapłodnieniu mamy Twej obiegła okoliczne domostwa a i widok brzucha wskazywał na coś więcej niż tylko nadmierne kontakty z działem mięsnym w Tesco), przez kilka dni dopytywała mnie o Twoje imię.
Kostek -odpowiedziałem - Kostek to zdrobnienie,a dla Was zagadka, jak brzmi w wersji pełnej.
Po tygodniu nieudanych prób rozszyfrowania tej łamigłówki, spotkałem triumfującą grupę spacerując wokół domu z naszym psem imieniem Neska
Już wiemy -oświadczyli- zapytaliśmy Pani w szkole.
Hm? - wyraziłem zaciekawienie.
Kostyliusz!-wykrzyczeli.
Nie chcąc nazbyt nadszarpnąć autorytetu nauczycielki, jedynie delikatnie napomknąłem o konieczności redukcji etatów w szkolnictwie i pozostawiałem ich w dalszej niepewności, co do imienia Twego.
Tak, Konstanty, masz rzadkie imię, co nie przeszkodziło dziś w wizycie pół roku starszego niż Ty Konstantego Jabłońskiego i uczynienie tego wydarzenia czymś znacznie rzadszym niż moja deklaracja co do Ciebie w urzędzie stanu cywilnego.
Dwóch małych Konstantych spotyka się ze sobą i wspólnie robią pod siebie. To piękne.
Kostek -odpowiedziałem - Kostek to zdrobnienie,a dla Was zagadka, jak brzmi w wersji pełnej.
Po tygodniu nieudanych prób rozszyfrowania tej łamigłówki, spotkałem triumfującą grupę spacerując wokół domu z naszym psem imieniem Neska
Już wiemy -oświadczyli- zapytaliśmy Pani w szkole.
Hm? - wyraziłem zaciekawienie.
Kostyliusz!-wykrzyczeli.
Nie chcąc nazbyt nadszarpnąć autorytetu nauczycielki, jedynie delikatnie napomknąłem o konieczności redukcji etatów w szkolnictwie i pozostawiałem ich w dalszej niepewności, co do imienia Twego.
Tak, Konstanty, masz rzadkie imię, co nie przeszkodziło dziś w wizycie pół roku starszego niż Ty Konstantego Jabłońskiego i uczynienie tego wydarzenia czymś znacznie rzadszym niż moja deklaracja co do Ciebie w urzędzie stanu cywilnego.
Dwóch małych Konstantych spotyka się ze sobą i wspólnie robią pod siebie. To piękne.
sobota, 25 grudnia 2010
Kostkowa opowiastka pierwsza
W końcu Konstanty postanowił spotkać kupę. Wędrował dwa dni zanim ją spotkał. Niedługo po tym spotkaniu, uznał, że czas spotkać się z nią ponownie. I znów zajęło mu to dwa dni. Kupa, chyba podekscytowana zainteresowaniem Kostka, postanowiła tym razem odwiedzić go sama. To owocne spotkanie powoli przerodziło się w przyjaźń i kupa od tej chwili odwiedza Kostka już nawet kilka razy dziennie. Zaczynam być zazdrosny i obawiać się, że widują się częściej niż my.
Pisząc "My" mam na myśli siebie i Kostka,a nie siebie i kupę, żeby ktoś mnie opacznie nie zrozumiał. Oczywiście ja też -nie chcę być hipokrytą -widuję kupę. Ale bogaty doświadczeniem żony Lota, nie odwracam się za często, by nie zastygnąć nad nią jak słup soli .
Kupa przychodzi więc do Kostka w odwiedziny co dzień. Cóż, bycie w gościach ważna sprawa. Ale bycie w gościach i to w gaciach, to dopiero coś.
Pisząc "My" mam na myśli siebie i Kostka,a nie siebie i kupę, żeby ktoś mnie opacznie nie zrozumiał. Oczywiście ja też -nie chcę być hipokrytą -widuję kupę. Ale bogaty doświadczeniem żony Lota, nie odwracam się za często, by nie zastygnąć nad nią jak słup soli .
Kupa przychodzi więc do Kostka w odwiedziny co dzień. Cóż, bycie w gościach ważna sprawa. Ale bycie w gościach i to w gaciach, to dopiero coś.
Tuż przed
Ubikacja na oddziale położniczym była tak wąska, że od deski sedesowej do ściany pozostawało około 20 cm wolnej przestrzeni na włożenie kolan. Ciężarna, która chciałaby się tam załatwić powinna być przynajmniej szczupłą gimnastyczką, ale zaleca się bycie lub stawanie się zaawansowaną anorektyczką.
Najważniejszą jednak rzeczą jaką tam odkryłem, to rozbudowana instrukcja mycia rąk powieszona nad umywalką. Tego dnia postąpiłem zgodnie z jej lekturą i o dziwo, czynię tak nadal. Oto pierwsza korzyść z tego, że jesteś, Konstanty. Oczywiście minęły wszystkie małe przyjemności typu wyjście z kolegami do baru, papierosy i alkohol, dziewczyny i marihuany. A tam minęły, nigdy nie nadeszły. Chociaż to prawda; nie mam czasu dla siebie, prócz tych ulotnych chwil, kiedy relaksacyjnie dłubię w nosie. Ale nawet po tym, myję ręce w zgodzie z lekturą znad umywalki w szpitalu przy ulicy Batorego.Tak Konstanty, Twoje nadejście pobudziło moje życie higienicze.
Najważniejszą jednak rzeczą jaką tam odkryłem, to rozbudowana instrukcja mycia rąk powieszona nad umywalką. Tego dnia postąpiłem zgodnie z jej lekturą i o dziwo, czynię tak nadal. Oto pierwsza korzyść z tego, że jesteś, Konstanty. Oczywiście minęły wszystkie małe przyjemności typu wyjście z kolegami do baru, papierosy i alkohol, dziewczyny i marihuany. A tam minęły, nigdy nie nadeszły. Chociaż to prawda; nie mam czasu dla siebie, prócz tych ulotnych chwil, kiedy relaksacyjnie dłubię w nosie. Ale nawet po tym, myję ręce w zgodzie z lekturą znad umywalki w szpitalu przy ulicy Batorego.Tak Konstanty, Twoje nadejście pobudziło moje życie higienicze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)