piątek, 18 kwietnia 2014

Bieda w wychowaniu

Połowa miesiąca ledwo,a my już jesteśmy pozbawieni pieniędzy. JAdąc do Bytomia, liczyłem w aucie na ile worków węgla jeszcze nam starczy, bo dogrzewać dom trzeba. Starczyłoby na trzy, gdyby nie fakt, że tuż po ostrym zakecie w ykonaniu mamy, pięciozłotówka wpadłą mi tak feralnie pod siedzenie, żę dopiero cudem, męcząc się prawie pięć minut wyjąłem ją na parkingu w Miechowaicach.

Dostałeś się do przedszkola. Nie do tego, które wskazaliśmy jako pierwsze wnaszym rankingu,lecz do wskazanego jako drugie. Wiele dzieci w Bytomiu takiej pokrętnej reguły doświadczyło. OD września będziesz przedszkolakiem. Koniec trzymania ci siusiaka, gdy chcesz się wysikać, koniec karmienia cię łyżką, bo tak wygodnie lubisz; zastanawiam się tylko ,c oz podcieraniem pupy oraz jak ci się tam socjalizacja będzie powodzić. Czy będziesz akceptowany i czy akceptować będziesz?

Rozmawialiśmy dziś na przydomowej huśtawce o tym ,jak to będzie gdy będziesz miał dziecko. Oczywiście dasz mu na imię Leżakejdyłmio. I zacząłeś wychowawczą litanię:
 nauczę go zjeżdzać na niebieskiej zjeżdzalni i na czerwonej, nauczę go palić kiełbasy, nauczę go włączać piec, nauczę go jechać reno na bazę, nauczę go zrywać maliny  i tak dużo tego jeszcze było, ze nie dałem rady zapamiętać. I w tym problem tkwi, że wciąż nie daję rady tylu wspaniałych momentów zapamiętać.
Ale.
Ale lepiej czuć moment i być w nim obecnym, niż supiać się na fotografowaniu go, zapamiętywaniu i katalogowaniu.
Nie uprawiajmy biurokracji szczęścia. Fe.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Nasze rozmowy. Próba uchwycenia. Jeden.

Wracamy do domu razem z autobusu.
- tato, musze kupić sobie zeszyt. długpis już mam.
- co zapiszesz w zeszycie.
- numer do mamy,bo nie pamiętam pięćsetczterysiedemsetdziesięćsiedemsetdwadzieściasześć.
 Czy trzylatek ma prawo pamiętać taki zestaw cyfr? Na szczęscie pomyliłeś się w jednej cyfrze, dzięki temu nikt nie dowie się w necie jaki mama ma numer, a przy okazji ty nie wyjdziesz na jakiegoś sawantę.


Pokłóciliśmy się z mamą w aucie. Przy tobie. Niewychowawcze. Wiem, Ale mama jest cholerykiem i szybko wybucha.
- to nie było zabawne mamo jak krzyczałaś  - mówisz.
Mama śmieje się za kierownicą. Bomba  rozbrojona.

Dużo wychowania dotyczy dzielenia się nawzajem. Z tego powodu, a dokładnie w sprawie podzielenia się dwoma malinami z rodzicami urządziłeś ogromną egoistyczną trzylatkową histerię. Z atakiem furii i agresją. Wziąłem Cię na uspokojenie na fotel. Nie cierpisz tego.
Ale podziałało.
W 80 autobusie, pewna młoda dziewczyna, w odróżnieniu od wielu młodych mężczyzn ustępuje nam miejsca, zanim poćwiczę na kimś swoją asertywność.
Siadasz, patrzysz jej w oczy i mówisz.
- Ta pani podzieliła się ze mną miejscem.
Dziewczyna się uśmiecha, ja zaliczam wychowawczy sukces.

Ryczysz na placu zabaw, bo ktoś zabrał ci jakieś wielkie, skóropodobne klocki. Każesz mi iść odebrać innym dzieciom.
Jestem spokojny, daję ci płakać, nazywam Twoje uczucia, przytulam cię, ale mówię, że masz załatwic sprawy sam. Nie wstydzę się, że płaczesz, że sobie nie radzisz. Czuję, że niektórzy rodzice wstydzą się za dzieci, gdy te nie radzą sobie tak dobrze jak inne. Cieszę się z tego spokoju, z wolności, którą ci zostawiam i bliskości, którą masz, gdy potrzebujesz, ale bez załatwiania za Ciebie Twoich spraw. Cieszę się z bycia takim tatą, wierzę w bycie takim tatą. Nie szukam Cie na siłę, ale daje ci się znaleźć.Nie robię sobie dobrze Twoim kosztem, skupiając się na tym jakim jestem dobrym tatą.
Po prostu jestem dobrym tatą dla dobrego Konstantego.



wtorek, 1 kwietnia 2014

Robię niewychowawcze rzeczy. Uwielbiasz auta. Marzysz wciążi pytasz czy możesz poprowadzić reno tłingo na bazę. Wsiadamy razem, Ty na kolanach i ruszamy na bazę czyli ruiny pgr, na którym teraz stoją twoje ulubione johny deery i new holandy oraz tiry. Kierujesz sam; masz dryg do tego i talent; skręcasz jak należy pomimo braku wspomagania kierownicy i pomimo, że masz trzy lata i nie wolno dzieciom kierować.

Ciągle nie mówisz k.  Zamiast tego mówisz t.
Gdy chcesz więc, abym złapał cię za rękę mówisz:  Tato, daj rentę.

Trochę czuję się jak rencista. Nie dość, że pomimo ciągłej pracy, ledwo nam starcza do końca miesiąca, to zaczynamy już narzekać z mamą na dolegliwości ciała.
My rodzice z pogranicza. Rodzice ostatniego dzwonka.Późni nieopóźnieni.

Dużo pracuje z dziećmi. Uczę ich jak wychowywać mają rodziców, aby ci rzeczywiście byli dobrymi rodzicami.
Nikt świadomie nie uczy rodziców bycia rodzicami.
Ja świadomie uczę dzieci i to całkiem małe, jak mogą wychowywać rodziców do bycia dobrymi rodzicami dla nich samych.

A kto mnie wychowa?
NO TY.


W Twojej głowie rodzice to któś, kto zawsze jest przy dziecku.
Jedziemy oplem przez słabowychowawcze miasto Bytom. NAgle zauważasz chłopca, który sam przebiega przez jezdnię.
- gdzie są jego rodzice -pytasz? Może zmarli? Może zatrzymała ich policja?

Dziesięć minut wcześniej wyszliśmy z przedstawienia dla dzieci o śmierci. Powiedziałeś, że to straszna bajka, więć poszliśmy pojeżdzić na Twoim trójkołowcu. Chwile później widzieliśmy policję, która zatrzymała jakieś bmw.
I już Twoja świeża wiedza o śmierci i mandatach wkracza w to co widzisz, choć tak ci to obce czyli dziecko samo, bezrodzicielskie.

CZasem o tym myślę. O tym, że od ponad trzech lat prawie wcale nie odczuwałeś osamotnienia, nieobecnośći dłuższej niż wyjście moje do kotłowni czy siku, choć siusianie u nas nie wyklucza czyjejś obecności.
Zawsze jesteśmy obok, blisko. Ale nie narzucamy obecności. Masz swoją autonomię. To nie jest totalitarna obecność, przerażonych rodziców. To raczej bycie w pogotowiu do stania się obecnym w każdej chwili.

JEzu kochany, kuźwa kochana -to twoje ostatnio ulubione cytaty z babci z domieszką lekkiego zdenerwowania ale i szczyptą żartu. Nafilozofowałem się o tej obecnośći.

Ale to tak cholernie ważne -być obecnym.
Nieraz zdarza mi się być obok Ciebie, ale myślami być gdzie indziej. Dupa to a nie obecność.
Bycie obecnym jest tak trudne, że hej.

Od dwóch dni mam aftę na czubku języka. SMaruje -nie znika. Teraz moczę ją w palince tj wódce, co przywieźliśmy z Węgier. Szczypie bajecznie, ale przynajmniej do odkażania się przydaje to paskudztwo.

Zima była lekka. NIkt nie pamięa tak lekkiej zimy jak ta ,co przeszła. Wiosna jest ciepła. Ludzie lubią rozmawiać o pogodzie. To temat bezpieczny i zastępczy, Ja zastępuję nim brak pointy.
Pa.



środa, 26 marca 2014

Próbuje zatrzymać chwile, momenty w których mówisz coś, co zaskakuje, bawi, frapuje. Ale mam kłopot, żeby to wszystko zapamiętywać. Zapisałem kilka rzeczy w notesiku i oczywiście nie wiem gdzie jest.
Tak mam, nie wiem, gdzie jest to lub tamto, co odłożyłem, tak, żeby wiedzieć, gdzie to lub tamto jest.
          Zacząłeś pytać czemu? Wszystko czemujesz. To wymaga wysiłku, żeby znaleźć sensowne wytłumaczenie i nie zbyć Cię.
   Dziś jak co środę, byliśmy na zajęciach umuzykalniania metodą Gordona. Był taki jakiś amerykaniec, co słusznie wymyślił na przekór przedszkolnym muzycznym technikom, czyniącym z dzieci debilki, że rytm i improwizacja, śpiewanie bez słów, jest tym , co rozwinie dziecko muzycznie. No i się rozwijasz.
Mówisz  jedziemy na pamparampam.  Wszystkie bowiem muzyczne działania opierają się na śpiewaniu z wykorzystaniem tych sylab.

Z moim tatą, którego ochrzciłeś pięknym skrótem Dziadzia Dzi stworzyłeś piękną i solidną więź. Uwielbiacie się. Codziennie musisz do niego zadzwonić, sam wybierając numer na dotykowej klawiaturze i znajdując go w książce telefonicznej mojego telefonu. Obsługa smartfonów przez trzylatków jest równie intuicyjna i prosta dla nich jak obsługa talerza przez smakosza.
A propos - z dziadkiem wespół jeździmy do Gliwic do Kawiarni Pod Pasją albo jakoś podobnie z Pasją w tytule. Robią tam lody. Naturalne i pyszne. Właściciel zawsze wita Cię pełną formą Twego imienia, a gdy już poda gałkę waniliowych lub mango, które bardzo lubisz, potrafisz jeść 10 minut, delektując się smakiem i ucząc nowego czasownika delektować, bo zawsze kilka razy pochwalimy Twój sposób jedzenia używając tegóż czasownika.
   W pracy dużo pracuje  prowadząc zajęcia dla dzieci. Tylko o połowę starszych od Ciebie. Wraz z przyjaciółmi, z którymi jako poważni pedagodzy wchodzimy do klas, całkiem sporo wygłupiamy się, improwizujemy i wzbudzamy salwy śmiechu. Wychowawczego śmiechu oczywiście.
To bardzo mi pomaga w wychowaniu Ciebie. Wygłupianie się to bardzo ciężka i poważna umiejętnosć wychowawcza.
To jedna z piękniejszych rzeczy, obserwować jak rodzi się Twoje poczucie humoru.
Dziś zapytałem cię, jak chciałbyś mieć na imię.
chyba osioł -odpowiedziałeś.Ale co rusz wracasz do zaznaczenia swojej tożsamości i przypominasz nam swoje dane:
Jestem Tostet Tostanty Drzazda.

Śpisz. Przed snem zawołałeś jeszcze, że chcesz się przytulić do taty. Oczywiście uzyskałeś dostęp i w trzy minuty już spałeś. Zupełnie świadomie wprowadzam normę przytulania. Powtarzam Ci często, ze zawsze możesz się przytulić.Nawet jeśli płaczesz, bo jestem konsekwentny, nigdy konsekwencją Twojego zachowania nie będzie odebranie ci bliskości.

Twoja babcia prowadzi podziemie religijne. Dziś pędzać na swoim trójkołowym, wysłużonym już rowerku, zatrzymałeś się koło kościoła, mówiąc, że idziesz się pomodlić.Wyćwiczone przez babcie za naszymi agnostycznymi plecami.
Choć musisz wiedzieć, że przez 10 lat byłem tak zaangażowanym katolikiem, że chyba wszystkie spodnie miałem wytarte na kolanach od codziennego uwielbiania Boga i spowiedzi, mszy i rekolekcji i tym podobnych procedur.
Zgasło.Bóg mi świadkiem -nie ma.
No i myślę teraz -jaka będzie ta Twoja religijność. Babcia uczy cię modlić się.Dziadek wyznaje katolicyzm w wersji klepanej i tak sztywnej, pozbawionej radości  i uśmiechu, że lada dzień zamieni swój rower Wigry, którym poddaje się wewnętrznym trendom eskapizmu, jeżdząć nim codzień na działke, na konia i rusz na jakąś krucjatę przeciwko lewicowym politykom, gejom, żydom i tym, co Polskę sprzedali. Amen.





sobota, 15 marca 2014

O różnych rzeczach, które dzieją się wokoło.

We wrześniu zburzyliśmy starą, okropną przybudówkę. Pan architekt, co się nazywa Stożek i pewnie jeszcze żyje jak to czytasz, bo młodszy jest ode mnie, obiecał nam, że do końca października wybuduje wszystko tak jak trzeba. Taras, nowy wiatrołap i kotłownię. Jest koniec marca. Spłacamy kredyt za coś, czego jeszcze nie ma; co jest w trakcie, ale ciągnie się i mdli, niczym przeterminowana krówka znaleziona pod butem.
To uczucie, które nas przepełnia to się nazywa frustracja.

Oprócz psa, który nigdy bawić się z Tobą nie chciał, bo dziki jest i charakter ma trudny,a  mam na myśli Neskę, pojawił się Szary. Dzięki Nesce. To znaczy dzięki mnie. Pierwszy raz w życiu Neski, czas jej cieczki stał się równocześnie okresem psiej turystyki, a nasze podedrzwi stały się jednym z najbardziej ulubionych pól biwakowych wśród okolicznych psów.
Pewnej nocy wyszedłem z Neska na spacer. Przywiązałem ją smyczą do wiaty, pod którą kryje się nasz dwudziestoletni opel i poszedłem w ciemność, pewni siusiu. Ulga jakiej zaznałem szybko zamieniła się w strach,a strach nabrał kształtów Puszka, psa sąsiadów z popegierowskiej rudery.
I tak z początkiem listopada w kartonowym domku dla dzieci postawionym w kuchni Neska matką się stała dla 7 szczeniąt. W wigilię oddaliśmy ostatniego pieska,a Szary został z nami. Z Tobą.
To pies dla Ciebie.
Kochasz go, choć jak to dziecko dokonujesz i pewnych maltretacji na jego fizycznym istnieniu, co spotyka się z naszymi radykalnymi interwencjami pedagogicznymi.
Ale kochasz go. Czasem tulisz z potężną siłą trzylatka i mówisz do niego:  Mój Szary, mój synusiu, mój Milanku. Skąd to porównanie do Twojego polsko-arabskiego kuzyna?

Gdy pisze to, spisz. Mama próbuje wyciągnąć ci smoczka. Nawet przez sen ćwiczysz asertywność.  Ej, dawaj! I spisz dalej.

Smoczek.
W Twoim języku duda. 
Uzależnienie pełną gębą.


poniedziałek, 10 marca 2014

Mówię o tobie, że nie jesteś łatwym zawodnikeim. Dziś zdenerwowałeś się na mnie i mimo, żem profesjonalny pedagog i staram się pomagać ci w nazywaniu uczuć, spojrzałeś groźnie i powiedziałeś  ty stary dziadu, zabije cię w głowę młotkiem.
Gdyby nie setki momentów twej wrażliwości rozpocząłbym głęboką analizę literatury z psychologii rozwojowej.
 Ty stary dziadu  to jedna z twoich ulubionych inwektyw, podobnie jak kuźwa kochana, która bliżej jest jednak pewnego rodzaju wyrazu pobudzenia i niezdecydowania w jednym.

Rozmawialiśmy o rybach. Bo oglądałeś duże akwaria w palmiarni.
- A czy ryby się kochają -pytam.
Nie - odpowiadasz.
Dlaczego?
Bo nie mają rąk -mówisz.

Tak, cieszę się, że miłość jest dla ciebie przytulankowa, dotykowa.
To dobrze o nas świadczy -rodzicach.

Częśto udajesz auta, naśladując z pomocą ust silniki.
Ale udajesz tylko opla i renault.
Innych nie odgrywasz.
W ogole nie lubisz, gdy wkładamy cię w jakieś rolę.

Jesteś rycerzem, Jesteś parówką, jesteś koniem -proponujemy.
Nie -jestem Kostek Konstanty Drzazga -switerdzasz asertywnie.
Asertywność w wieku trzylatka jest zresztą jedną z lepiej rozwiniętych cech.
Konformizm pojawi się, gdy wejdziesz do przedszkola.
Już od września.
Może.
Miejsc jest 19, a kryteria naboru dyskryminują dzieci z rodzin pełnych i pracujących.
Mielibyśmy pewność, że dostaniesz się do przedszkola, gdybym bił mamę, rozwiódł się z nią, a ona nie miałaby pracy, przy okazji ze względu na picie w ciąży, wykazalibyśmy twój niedorozwój.
O tak, wtedy byłbyś pierwszy na liście. Przedszkola biłyby się o Ciebie.
Nie drwię z osób pokrzywdzonych przez los, ale z niedoskonałości systemu.
Pamiętaj, gdy będziesz tworzył jakiś system rozdzielania dóbr, choćby karmienia kur, to najlepszy jest losowy. Zdejmuje z ciebie odpowiedzialność za ewentualne poczucie krzywdy noszone przez jakąś niedokarmioną przez system kurę.

Śpisz, przed snem zobaczyłeś dwa odcinki starej czeskiej bajki Sąsiedzi.
Nazywasz ją Sąsiady.
Widzę tam dużo z siebie. Wiesz,chodzi o to, że mam mnóstwo do zrobienia koło domu z wykorzystaniem narzędzi i wymyślenia technicznych rozwiązań, a tymczasem mój umysł techniczny jest na takim poziomie, że do przedszkola w obecnym systemie przyjęliby mnie z pierwszej pozycji jako dziecko głęboko opóźnione.
Dobranoc.

środa, 5 lutego 2014

Wracam pisać, bo gadasz. I żeby nie uciekło gadanie.

Jedziemy starym, rozklekotanym oplem naszym, rozmawiając o tym, że nie potrafisz mówić "k", zamiast tego, mówiąc "t".
Mówisz więc tat zamiast  tak.
- jeszcze ci nie wychodzi -mówię - mówienie "k".
- wychodzi mi "jasna cholera", "matko boska" mi wychodzi, "ludzie kochani" mi wychodzi, "tuźwa" mi wychodzi.

Ot popularne przekleństwa babci Twej, chłoniesz i korzystasz z nich z zapałem i oratorską siłą.
Nie uciekamy przed przekleństwami w chwilach, kiedy nasz język i emocje, potrzebują ich pomocy, więc wcześniej czy później, ale pewnie wcześniej, zamiast "tato ała",  usłyszymy: " ja pierdolę tato, ale się walnąłem".

poniedziałek, 25 lutego 2013

Nigdy nie pijałem kawy. Ale mój kolega z pracy Wiktor, nauczył mnie pić espresso. Wczoraj mama kupiła mi za 24 zl ciśnieniowy czajniczek do takiej kawy. Wypiłem rano i mnie czyści. Ot, moc kawy. Dziś wolne i włśnie razem podlewamy warzywa w doniczkach zasiane przez mamę, żeby przesadzic wiosną do ogródka. Grasz teraz na pianinie, a ja tuż nad tobą na  małym notebooku leżącym właśnie na pianinie piszę o tym, że grasz na pianinie.
Patrzysz na mnie i  mówisz i buf. Czasami mówisz następujące zdania tenuiszpukudiduszniejamuszudusz.
Najbliżej portugalskie.
Żółkną ci zęby, co przeraża mamę, pomimo, ze nie spożywasz cukru i w odróżnieniu o podobnych tobie dzieci, jak wczoraj pewna dziewczynka w twoim wieku, która widziałem z ogromnym prince polo w ustach, od ktorego mnie cukrojadowi zrobilo sie niedobrze. Codzień rano czyścisz zęby, ale nie dość dokładnie, a pomoc w starannym czyszczeniu, odbierasz jako atak na swoją rodzącą się autonomię.
 Moje zęby  nie są w najlepszym stanie. Od kilku tygodni, okruch po okruchu znika mi dolna piątka, tak że został z niej korzeń ino. Ino bolesny. Ino.

Pojechaliśmy autobusem do Gliwic. Tylko sześciesiątparoletnia kobieta ustąpiła nam miejsca. Dla reszty ojciec z małym dzieckiem na ręku poradzi sobie w zapchanym autobusie. Z niebywale ruchliwym dzieckiem na małomuskularnym ręku.
    Żeby mieć dziecko warto oddalić pośpiech. powoli przemierzaliśmy chodniki, i gdy tylko zielone światło zawładnęło moim umysłem, rozbiłeś sobie wargę i pocharatałeś się pod nosem o beton.
           Chcę wychowywać cię nieśpiesznie.Delektować się wychowaniem. Jeść ojcostwo z twojej ręki i oblizywać się ze smakiem. Im bardziej się śpieszę , tym szybciej dobiegnę do końca. Poobijany. Nie potrzebuję końca. Ekscytujące są początki.

Wychowuj powoli.



Twoje zdjęcie w okolicach kuchni.Na deser.









wtorek, 1 stycznia 2013

Powrót taty.

O Matko, ubogi był poprzedni rok w mojej pisanie dla Ciebie. Ale byłem tak zajęty Tobą, że nie miałem chwili, aby o Tobie pisać. Teraz również zamierzam być zajęty Tobą, ale wydzierżawię w swym chaosie chwile, aby stukać  w klawiaturę. Stukupuku o Tobie i o nas.
         Piszę tych słów kilka, na górze naszego domu, gdzie przez ostanich pięć lat był li tylko strych i plus pięć stopni Celsjusza zimą, a teraz, prawie u finału remontu, na przeniesionym do góry komputerze stukam dla Ciebie.
    Rozgadujesz się. Oto słownik twój na początek roku 2013:

Didi - Neska
Duda - smoczek (wywoływany często przez sen nawet)
Dodo -woda do picia, woda w kranie, herbata, ale i morze na ekranie telewizora
Sześ - pieniądze, płacenie
Cześ - dzień dobry, dowidzenia, witam
Dziadzia - dziadek
Baba -babcia
Mniam-mniam -jedzenie
Yje -dziękuję
 Chcieś - chcę

Wszyscy wokół chorują. Twoja mama też. No i Ty. Ale to nie przeszkadza ci biegać po domu, udawać auta, skakać na trampolinie, zjeść 3 kiełbasy, 3 kluski z mięsem, miskę kaszy osiem pierogów u dziadka Z.
Dziadek S, mój teść ma w sobie dar denerwowania cie. Identyczny dar wykazuje wobec naszego psa. Chce cię przytulić, przywitać, ale robi to z pewną nutką nachalności i brutalizmu ze wsi rodem, że denerwujesz się (mimo jego naprawdę dobrych chęci) i krzyczysz dziadzia nie! starając się wyrwać z obszaru jego działania. Wcześniej podobne problemy przeżywała Neska, lecz teraz uwolniłeś ją od dziadkowych interakcji.
   Uwielbiasz za to dziadka Z, teścia twojej mamy.Na wiele ci pozwala i nawet dziś przez telefon, gdy zadzwoniła powiedziałeś do niego bumbum i dodo, co było dla mnie niesamowitym dowodem na to, że pamiętasz wasze główne ulubione zajęcia: puszczanie wody z kranu i oblewanie siebie i wszystkiego wokół oraz uruchamianie wiszących zegarów, by biły swoje bimbamy -twoje bumbumy.







Pojechaliśmy do Krakowa na wycieczkę. W barze prowadzonym przez pewną ekstrawertyczną Rosjankę zjadłeś zupę z dyni i pięć pierogów. Ślady widoczne na pysku. Pysk skierowany w stronę torów tramwajowych. Tramwaje ciufciuf  wzbudzają twój duży entuzjazm. Nie wychowujemy cię stereotypowo. Kupiłem ci dziewczęcą bluzkę na wagę, tak byłą śliczna. Masz lalki i wózek i komplet do robienia herbatki, widelczyki, a i tak wbrew genderowym ideom, jakiś gen ciągnie cię ku stereotypowym męskim pasjom - auta, pociągi, śrubki, młotki, tramwaje, wkrętarki, autostrady i cysterny.
     Wyjąłeś przed świętami wszystkie uzbierane przez siebie pieniądze ze skarbonki, którą stanowi zielona plastikowa świnka i pojechaliśmy kupić maskotkę Elmo o właściwościach interaktywnych w formie trzech kombinacji śmiechu Elmo.
    Świat Elmo to program telewizyjny, który oglądasz bez znudzenia ,całe 15 minut. To mądra pozycja na tle reszty. Niemądrych. Zdjęli niestety  Elmo z ramówki programu Mini Mini, w jego miejsce wrzucając komputerowo wykreowaną bajkę Rycerz Mike. Okropieństwo.
Łazisz z tym Elmo, oglądasz Elmo i ot w taki sposób świat popkultury wpełzł do naszego żywota.
Na szczęści ładnie pełza, a jad jego słodkawy i gryzie niegłupio.


niedziela, 15 lipca 2012

Okoliczności dziewiąte

Pracujemy w ogrodzie. Cegły z rozebranej do naga ściany, układam w szachownice jako podest ogrodowy. Zabrakło ich więc, rozbieram stary domek na naszej działce. Spadłem z jego spróchniałego dachu z włączoną piłą łańcuchową dwa metry w dół, gdy próbowałem odciąć czterometrową balę potrzebną nam jako podstawę dachu podestu. Okalecznie okołosmierciowe było blisko, gdyż wewnątrz owego domku leży mnóstwo niebezpiecznych rzeczy, a same ściany są w większości zmurszałe. Co to za słowo: zmurszałe, zastanawiam się od kilku dni?
-Zmurszałeś?
- NIe, a Ty?
Mamie Twojej, którą wołasz już tylko per Ołła pękła stopa. Widocznie trochę skóra jej zmurszała. Bardzo ją boli i dziś moczyła ją w wodzie z solą, a potem tarłem ją tarkami i smarowałem trochę przeterminowanym kremem do paznokci i rąk z witaminą A, bo nieprzeterminowanego nie mamy.
   Odwiedzili nas Mriusz i Maryla z córkami trzema, starszymi od Ciebie, ale nie na tyle starymi, aby nie chciec nas odwiedzac z rodzicami. W 2002 bodajze wyprowadziłem się od swoich rodziców i zamieszkałem z MArylą. MAryla kochała się wtedy platonicznie w Mariuszu, który wystąpił w tych czasach z klasztoru Benedyktynów i rozpoczynał żywot świecki. Wiedząc o kierunku w jakim uderza serce Marylki, zaproponowałem Mariuszowi, aby wprowadził się do nas. On to zrobił, lecz przez rok jego serce biło w kierunku innej. Ale jak to bywa w bajkach wreszcie sie zakochali i wtedy się od nich wyprowadziłem  i z Twoją mamą, wtedy jeszcze potencjalną zamieszkaliśmy na ulicy zimorodka 14 w mieszkaniu, którym była mała kawalerka na parterze, której widok z okna kuchennego rozpościerał się na schody w taki sposób, że nalewając nazbyt zamaszyscie chochlą zupę, można było ugodzić kogoś wchodzącego po schodach w łeb. Mieszkaliśmy tam dwa albo i trzy lata, zanim odnaleźliśmy naszą malutką wioskę, pociętą przez A1, krajową 78 i plany zagospodarowania pól przez jakiegos biznesmena, co mu kościół katolicki ziemię naszą wiejską sprzedał w sposób nieetyczny i brzydki.
   Aha, zawiadamiam, ze tydzień temu odeszła nasza stara chińska kosiarka, którą koszenie ogródka zajmowało mi 2 dni i równało się pielgrzymce z raciborza do Częstochowy. Nowa Husqvarna kosztowała tyle, co wart jest nasz Twingo. Koszę nią ogród pół godziny i religijność moja w postaci męki pańskiej, którą przeżywałem przy starej kosiarce-pokrace zanika do minimum.
 

piątek, 29 czerwca 2012

Dziura w głowie i porzeczki na drewnianej ławce.

Właśnie miliśmy wychodzić z domu, abyło to przedwczoraj około godziny 13. Zamykałem samochód, bo Twoja mama zwróciłą mi  uwagę, że nie zamykam Twingo na noc. Wszak brak benzyny w baku i wartość poniżej 1000 zł nie odstrasza złodziei, którzy w poszukiwaniu łupu podchodzą pod bramy naszego na końcu wsi w jej najuboższej części.
Twój ukochany rowerek, na którym potrafisz rozpędzić się do prędkości mojego truchtu, stał w przybudówce. Dojrzałęm tylko jak rozpoczynasz na nim zjazd po schodach. Gdy podbiegałem, aby cię złapać, Twoja głowa zmierzał już ku ostrym krawędziom cegieł nad podmurówką domu. Potem zobaczyłem dziurę nad okiem i krew. Zrobiło mi się gorąco.  Po trzech minutach byłeś juz gotowy do zabawy, ale mój szok trwał i trwa nadal, wywołując na ekran wspomnien i wyobraźni, bliskośc tragedii. Nie powiedziałem mamie, że stało się to w wyniku Twojego zjazdu po schodach. Byłaby bardzo zła. A tak była tylko zła. Powiem Tobie, bo po latach, gdy bedziesz czytał tego bloga,  a blizna nad okiem nie będzie błyszczeć niczym ostrze miecza zagłady ojcowskiej nade mną, to wspomnienie, będzie tylko jednym z rozdziałów Twojego dzieciństwa, o którym tutaj Tobie donoszę.
    Wczoraj mama była na zakonczeniu roku wespól ze swoimi współpracownikami czyli nauczycielami gimnazjum z Bytomia. Wszystko działo się na działkach Malwa przy ruchliwej ulicy w Bytom -Tarnowskie Góry. Po powrocie powiedziała, że była królem parkietu i że chce co tydzień chodzić na potańcówki. Trzeba wziąć pod uwagę, że jadą c tam kupiła pół litra wódki żółądkowej gorzkiej, której część (nie wiem jaką) wypiła, co niewątpliwie pomogło jej w zdobyciu mistrzostwa w tańcu nadziałkowym.
   My w tym czasie siedzieliśmy na ławce przy wejściu do biura sąsiada i jedliśmy czerwone porzeczki. Bawiłeś się w ich jedzeniem. Wkładałes je szybko do buzi, po czym kłapałeś ustami, jakbyś chciał chwycić i porzeczkę i rękę, która wkładasz do pyska.Piszę kłapałeś, bo w trakcie tej zabawy rzeczywiście było słychać jak twoje usta robią kłap.
  Nasz sąsiad, który obiecał nam, że w tym roku wymieni wspólny dach, powiedział mi, że przegrał sprawę  z urzędem skarbowym i komornik zajął mu konto, no i może kiedyś będzie lepiej.Nasz stary dach zostaje.
   Zbliża się kolejny upał. Do dmuchanego basenu zaraz wleję wody, bo jak wielu ci podobnych półtoraroczniaków uwielbiasz chlapać się w dziecięcym basenie. Nie mogłem znaleźć pompki i nadmuchanie tego chińskiego plastiku zajęło mi chyba pół godziny, a i tak brakuje mu około tysiąc osiemset ojcowskich wdechów.

czwartek, 21 czerwca 2012

Skąd wzięła się Didi i o śmiechu głośnym jak pociąg w tunelu.

Pewnie już Ci pisałem, ale Neska, Twój ukochany pies nazywany jest przez Ciebie Didi. Często zastanawiamy się skąd ta nazwa? Gdy tylko nie ma obok Ciebie Neski, wołasz  z tęsknota w głosie Didi!!!
   Uwielbiasz się śmiać i robisz to z pełnym użyciem swej przeponki. Czasem zdarza się, że niespodziewanie, bez powodu zaczynasz ryczeć ze śmiechu. Nie wiem jak innym, ale mnie to się bardzo podoba.
   Dwa dni temu miałem urodziny. Pierwsze życzenia jakie dostałem, to sms ze sklepu budowlanego, gdzie mają moje dane. Aż to przykre. Ale od kolegów z pracy dostałem story cubes. To zestaw 9 kostek, a na każdej z nich jest po 6 róznych symboli. Wyrzucasz i zaczynasz wymyślać opowiadanie. Myslę, że będziemy grać razem. Już niedługo.
A oto słowa, których używasz obecnie: Oła wymiennie z mama, didi, buu(auto), tata (cienkim głosem, sporadycznie), tułatutuła (nie znamy znaczenia), mu(krowa -na żądanie), Nene -Neska, w wersji wymuszonej przez nas, pupa (kupa, na życzenie).

środa, 2 maja 2012

o tym, dlaczego nigdy nie zostaniesz tancerzem i kilka innych

    W niedzielę zamiast spędzać czas w spokoju, pędziliśmy z Tobą do Zabrza na pogotowie, bo złapawszy kabel od czajnika, wylałeś sobie, mimo moich prób ratowania cię, kilka kropel na lewą rękę. Mama była tak na mnie zła, że stwierdziła, że teraz skoro jesteś poparzony, to nigdy nie zostaniesz tancerzem, modelem czy aktorem. Zostałeś? Smarujemy Ci tlenkiem srebra łokciowa ranę i pewnie zniknie, ale ja od tego dnia zredefiniowałem swoją perspektywe sprzętów agd.
   
 Uwielbiasz wszystko co ma kółka. Dziś rano popychałeś przez dom cały, kaloryfer na kółkach; wieczorem, pchałeś przez bytomskie osiedle plastikową taczkę, którą mam ci kupiła na zakupach. Mógłbyś nie schodzić ze swego rowerka.








Uwielbiasz się śmiać. Robisz to bez powodu dodając do tego zazwyczaj kilka beblozdań. Wybuchasz ot tak, nagle. Zaśmiewasz się, pogadasz coś pod nosem. To bardzo zabawne. Dlatego najczęściej my tez się śmiejemy,a  to z kolei powoduje, że ty znów zaśmiewasz się i zaśmiewasz.

Gruz, który zrzuciliśmy w czasie remontu z góry na podwórko, przewożę taczkami jako bazę pod podest, który zrobię z cegieł, które to razem z gruzem zrzuciłem z remontowanej góry. Cały czas mamy jakąś pracę na ogrodzie.

Oglądam Twoje zdjęcia sprzed roku. O Boże, jaki jesteś inny, wypiękniony, naczłowieczony.

Wciąż świtnie sypiasz. Równe 10 godzin. Zasypiasz sam i budzisz się z konstruktywnym podejściem do wstawania. To minie. Ale tych 10 godzin Twego snu młodzi rodzice nam zazdroszczą.

Maj jest niesamowicie gorący. Ale już jutro mają nadejść burze. Będziesz stał na parapecie i oglądał pioruny. Uwielbiasz patrzeć się przez okno, stojąc na parapecie.

Już północ. Padam. Padam i nie wstaję.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Kwiecien, a marzec przepadł bez słowa

Wiele upłynęło wody w kaloryferach od kiedy ostatni raz coś CI pisałem. A wciąż woda ta płynie, bo nieustannie od  września grzejemy, a dziś to nawet minus siedem ma być o Jezusie.
    Im większa przerwa w pisaniu, tym więcej rzeczy, które mam do opowiedzenia, a im więcej rzeczy, tym ciężej,  a im ciężej, tym wydaje się, że to nie do udźwignięcia, więc nie siadam i nie piszę i tak to działa. I taka ta oto zasada na wszelakie życiowe procesy się przekłada. Robić po mału; małymi kroczkami lepiej, często po niewiele, po kawałeczku, po centymetrze przez sekund kilka -to dużo więcej niż raz na rok ile się da, aż na pysk się upadnie.
     A teraz o nas i o Tobie. Dwa dni temu zszedłem z góry, gdzie z Panem Grzegorzem remont uprawiamy, a TY na moich rękach trzymany, poproszony o zawołanie mamy, zawołałeś ama-ma. I graliśmy przez 15 minut w taką grę, że mama chowała się, ja prosiłem zawołaj mamę, ty wołałeś ama-ma, mama przybiegała wtedy, a ty cieszyłeś się w taki niezwykły sposób, jakbyś wiedział, że właśnie potrafisz świadomie matkę swoją zawezwać.
   Z mamą pierwszy raz od Twojego naświatprzyjścia oglądaliśmy film. Razem, wspólnie, swiadomie, nie telewizyjny, przypadkowy, chłostany reklamą. Francuska komedia "Nietykalni" Polecam Ci, bo lekkie to, a nie głupie.
   Idę Nesce przyrządzić jedzenie. Czytałem dziś, że w Usa kurczaki karmione są okropnymi środkami. My przestaliśmy jeść takie mięso kurczęce, ale pies nasz takim czasem się posila. Ale nigdy więcej.
    Jedz świadomie, powoli i  z rozkoszą.

środa, 22 lutego 2012

Twoje pierwsze świadome słowo.

         Tak jak czekaliśmy na pierwszy uśmiech, tak czekamy, na pierwsze słowo. I oto jest. "Buuu" -mówisz, gdy pytamy jak robi auto. Faktycznie silniki w naszych samochodach, które mamy stare są i jęczą. Rozumiesz na prawdę wiele słów, ale główny twój dźwiękotwór to "ada". Słowo to powtarasz tysiące razy dziennie. Mama uważa, ze tak nazywasz psa Neskę. Ale czy rzeczywiście cały dzień mówiłbyś tylko o Nesce? Wciąż lubisz książki, co bardzo nas cieszy. Wczoraj siedząc 15 minut na nocniku, czytałeś książeczkę  o króliczku Miffy, całując  co rusz misia, który siedzi na krześle na ostatnim obrazku, Gdy dajesz buzi, otwierasz szeroko usta i pokazujesz cztery zęby. Kupy wczoraj jednak nie zrobiłeś. Literatura niemowlęca nieskutecznie pobudza twoje jelitko.
   Uwielbiasz komputer. Możesz dużo czasu spędzić bawiąc się myszką i klawiaturą.Ograniczamy to oczywiście, ale co jakiś czas chwytasz kogoś z nas za rękę i prowadzisz do komputera. Niestety komputer w stoi w naszej wspólnej sypialni i może nasz plan przeniesienie go do góry w tym roku, skieruje Twoje zainteresowania na bardziej rozwojowe tematy. Czeka nas remont strychu. Kibicuj nam dzielnie, bo każdy remont to finansowe tornado, a   symboliczne pampersy to przecież realne wydatki. Pomóż w remoncie -sikaj mniej!

czwartek, 9 lutego 2012

O tym, jak Litwinka robi ci piękne zdjęcia.

Lana Dadu. narzeczona Wiktora Szynkaruka, z którym przyjaźnię się, bo kiedyś razem pracowliśmy jest Litwinką. I gdy odwiedziliśmy ich w Krakowie, a Ty siedziałeś na nocniku, Lana wyjęła porządny aparat fotograficzny i zrobiła ci kilka zdjęć.
Trochę pobrudzony jedzeniem, trochę zakatarzony, ale śliczny Ty.




Mam problemy z krążeniem w kończynach i wystarczy, że pisze kilka chwil na klawaiturze, a już zaczyna mnie boleć prawa ręka. Ostatnio miałem nawet odczucie poparzonych palców, mimo że wcale ich nie poparzyłem, choć tak odczuwałem ich poparzenie, że aż zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem może nieświadomie je poparzyłem. Zaraz sprawdzę w internecie, co oznacza takie odczucie wedle setek medycznych forów.

    Dziś byliśmy sami we dwójkę w domu i nauczyłeś się wyrzucać śmieci do kosza. Daję ci coś do ręki i mówię, wynieś do śmieci, a Ty wyciągasz to w ręce przed siebie, idziesz do kosza, otwierasz go i wrzucasz.
   Lubisz oglądać z nami ksiązki, a narysowanym w nich postaciom namiętnie dajesz buzi.
Rozumiesz coraz więcej!

       Dziś słyszałem w radio poruszającą historię. Otóż niedawno u włoskich wybrzeży zatonął statek turystyczny  i zginęło w nim wiele ludzi. Pewien chłopiec, któremu zginęła mama, nie mógł spać i wciąż dopytywał tatę o swojego pluszowego misia, który pozostał na statku. Wreszcie tata zdecydował się poprosić ekipy płetwonurków pracujące na statku o pomoc. Ludzie ci, bez wahania od razu przystąpili do poszukiwań i wsród setek zatopionych na statku rzeczy znaleźli ukochana maskotkę i oddali chłopcu.
    Zima zrobiła się naprawdę zimna. Od dwóch tygodni temperatura i nocą i dniem zawsze wskazuje poniżej minus 10 stopni. Gdyby nie nasz kominek zbałwaniłoby nas. Piec żre węgiel, jakby chciał się najeść już na przyszłą zimę. Ptaszki za oknem tłumnie wydziobują z karmnika nasypane przez nas ziarno. Upiekłem żytni pszenno-żytni chleb i w końcu mi wyszedł. Diesel opel nasz choruje z zimna i odpala z cierpieniem pod maską.suche ręce od pracy w kotłowni smaruje kremem do rąk z Ikei, którego Twoja mama aż tak nienawidzi, że pewnej nocy, gdy położyłem się do łóżka, kazała mi iść umyć ręce, bo inaczej "się zżyga".

  Staram się pisać co jakiś czas dla Ciebie tutaj, choć jak często piszę w trakcie rzadkich odwiedzin na tym blogu, z konsekwencją problemy mam pewne. A tu Wiktor, o którym ci wspominałem opowiadał mi o pewnej Amerykance, która propaguje taka metodę rozwoju, aby codziennie rano napisać 750 słów i raz w tygodniu znaleźć czas tylko dla siebie, na kontakt ze sztuką lub doswiadczenie sytuacji dających zupełnie nowe, świeże bodźce.

  Mama zastanawia się czy nie pójść do szkoły uczącej umuzykalniania dzieci, prowadzonej przez ludzi, których spotykasz raz w miesiącu w Krakowie na koncertach dla małych dzieci. To własnie tam będąc, nocowaliśmy u Lany i Wiktora, a Lana pstryk-pstryk pstryknęła ci kilka pięknych zdjęć.

wtorek, 31 stycznia 2012

Tańczący Kostek w sercu zimy.

        Za cholerę nie umiałem dać tytułu temu postowi. Niech będzie i ten, co powyżej. Wczoraj bowiem w czasie wizyty u Twoich chrzestnych, chrzestny Twój zany wujkiem Przemkiem, puścił z wysokiej klasy odtwarzacza muzycznego serbskie melodie. A ty nagle zacząłeś tańczyć, przechodząc na boki z nogę na nogę i ręcę trzymając lekko podniesione niczym budda w czasie lewitacji.To wprawiło nas wszystkich w bombowy nastrój. W domu mamy zimno, za oknem zbliża się temperatura poniżej  minus 20 i opel nasz ledwo co zapala. Ciebie męczy katar. Piec kominkowy, kaflowy, zielony grzeje naszą sypialnie odcinając nas od chłodu naszego poniemieckiego domu. Suche powietrze nawilża nawilżacz. Wlałem do niego całą butelkę wody mineralnej Żywiec i kilka kropel zapachowego olejku. Zapach lawendy osiada wewnątrz nosa . Woda z kranu nie jest dobra do nawilżacza, bo będąc bogatą w kamień, hojnie się nim dzieli, pozostawiając brudny osad na urządzeniu.
     Masz cztery zęby, dwa u góry i dwa na dole. Mniej niż większość twych równolatków, za to przerastasz ich wzrostem i gęstością owłosienia głowowego. Gryziesz nimi jednak znakomicie pokarmy. Lubisz chleb i mięso. Wszystko lubisz. Dajemy ci minimalne ilości cukru, co dziwi wiele osób i pytają: nie dajecie mu lizaków? gum maoma, czekoladek? kinder niespodzianek? słodzonych napojów?
       Nie dajemy!
Twój organizm będzie nam wdzięczny.
Tylko czy ty zgodzisz się ze swoim organizmem?

poniedziałek, 9 stycznia 2012

O strasznej pani z ubezpieczeń i o zupełnie niestrasznych Twoich losach.

   Twój dziadek miał kiedyś bardzo poważny wypadek samochodowy. Jako pasażer przeżył, ale jego kolega kierowca zginął na miejscu. Miał trzydzieści trzy lata. Moja siostra, Twoja ciocia, córka Twego dziadka skontaktowała się ze swoim kolega adwokatem, aby wszcząć sprawę odszkodowania z PZU, które Twoim dziadko wydaje się zbyt małe. Ten adwokat opowiadał następująca historię. Pewnej rodzinie w wypadku zginęło dziecko. Jakaś pani z PZU we  wniosku do sądu napisała, że po śmierci dziecka, tej rodzinie polepszyły się warunki finansowe i nie powinni dostać tak wysokiego odszkodowania. Kolega Twojej cioci wygrał tę sprawę. Instytucje finansowe w ludziach widzą ciągi liczb.
    W gliwicach otworzyli czekoladziarnie w miejscu po sklepie mięsnym. Mamie bardzo podobały się zawsze stare kafle w tym sklepie. Teraz pijąc czekoladę można je nawet podotykać.A ty nawet dwa razy zamoczyłeś palec w gorącej, wytrawnej czekoladzie, choć znacznie bardziej smakował ci kiszony ogórek u babci. Gryzłeś go i mieliłeś kilka minut, a babcia biegała za Tobą przerażona, bojąc się, że możesz się udławić. Lecz nie tobie dławić się kiszonymi ogórkami.
    Łazimy za tobą, gdy trzymasz w ręku jakiś fragment pokarmowy, gdyż w swej dobroci chcesz nim zawsze obdarować Neskę wciskając jej to wprost do pyska, a ona wiedząc o tym, już za wczasu wyprzedza intuicyjnie Twe zamiary, chodząc za Tobą z pyskiem w ty,m momencie Twego wzrostu naturalnie umieszczonym na wysokości Twojej ręki.
     W ostatnią sobotę byliśmy z Tobą na koncercie dla małych dzieci w filharmonii w Krakowie, gdzie metodą gordonowską byłeś audiowany. Sprawdź sobie, co zacz znaczy owo pojęcie, bo tłumaczyć mi się nie chce. Twoja mama wierzy w umuzykalnianie Cię jako sposób rozwoju. Ja też w to wierzę, ale mama twa ma z leksza zakusy kapłańskie,a ja jestem raczej wierny stojącym za filarem.
Czy pisałem ci, że dość konsekwentnie co poranek robisz kupę na nocnik, czerowny, plastikowy i mało stabilny; taki, że źle na nim usadzony, potrafisz wysikać strumień z jego wnętrza na drewnianą podłogę.
   Tak, mamy drewnianą, dębową, o lans się ocierającą podłogę. Wyuczyłeś się po niej poruszać sprawnie i powszechne w tym kraju panele nie sprzyjają Twej stabilności. Nie tylko Twojej. Sporo takich tanich, brzydkich paneli dostaliśmy od znajomych i palimy je w piecu. Modlę się, o to, żeby nie truć nimi środowiska, lecz cena węgla powoduje, ze tracę wiarę i przestaję się modlić. Niestety ludzi nie stać, żeby być ekologami. A bez ciepła w domu nie stać ich, żeby w ogóle być.
    Całkiem świadomie robisz tzw. papa. czyli machasz ręką w sytuacji, gdy zbliża się czas wyjścia, gdy cię ubieramy, a nawet, gdy sam chcesz opuścić miejsce, które akurat jest miejscem naszego pobytu. Nauczyłeś się również pokazywać, że ci smakuje, masując się po brzuszku, choć na początku masowałeś się niczym obrazoburczy gwiazdor rocka wprost po schowanym w pampersie siusiaku.
Pokaż jak ci smakuje?-prosimy, a Konstanty namiętnie kręci rączką po małym swym narządzie rozrodczym siusiakiem zwanym jak wyżej.
Papa, Konstanty -mówię, bo rozpisałem się. Rozpasłem się w rozpisaniu. 23.13. na dworze plus jeden stopień. O dwadzieścia więcej niż rok temu.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Styczniowe nowe, choć rzadkie.

        Najtrudniejsza w życiu, choć najważniejsza jest konsekwencja w tym, co się robi. Przez pierwsze miesiące Twojego zycia byłem konsekwentny w pisaniu dla Ciebie, a teraz opadam z sił. Obiecuję sobie wiele konsekwencji i opadam z sił. Wiem, że to przez te opadania, nie udaje mi się odnosić sukcesów, drobnych i duzych, małych i malutkich, które chciałbym odnieść. Moje lenistwo rzuca mnie w ikeowską kanapę przed głupim telewizorem, zamiast pisać dla ciebie o pamiętaniu.
    Ty jesteś moim sukcesem -konsekwentnym. Wyczekanym, chcianym, zapowiedzianym.

             Minął rok Twojego życia. Na Twoim roczku było całkiem sporo ludzi. Twoja babcia zrobiła antrykoty z kurczaka. Gdy wszyscy rozeszli się do domów, znaleźliśmy w garnku z nieruszanymi antrykotami jednego ze śladami nadgryzienia. Półokrągły ślad czyjejś szczęki wywołał we mnie  detektywistyczny instynkt. Któż mógł ugryźć i zostawić? Przecież mógł bez żadnej obawy wziąć nawet do ręki cały albo odkroić sobie setkami pożyczonych od rodziny noży kawałek?
   Twoja babcia nie nosi zębów, więc nie ona, tym bardziej, ze sama przygotowała powyższe kotlety. Wujek Tamer, mąż Twojej cioci Michaliny, chłopak  z Palestyny? Wujek Janusz -wujek Twojej mamy Oli z wąsem jak szlachcic i dość rubasznym dowcipem? Niestety nie rozwiążę tej zagadki, ale może ty kiedyś zapytasz, kto nadgryzł kotleta i zostawił go wśród nieruszanych na Twoim roczku.

         Sylwester jak rok temu zakończył się koło jedenastej wspólnym naszym zaśnięciem. Neska chowała się pod szafą przed wybuchami petard.

         Uwielbiasz wszystkie przyciski i elektroniczne światełka. Dziś jak i w wiele innych dni wiele minut spędziłeś klikając myszką i naciskając klawiaturę komputera, obsługując przyciski wieży, wciskając przyciski komórek, pilotów, telewizorów, kuchenek, piecyków i wszystkiego, co ma jakiekolwiek przyciski. Wyczuwasz przyciski momentalnie, choćby miały bardzo nowoczesne designy kamuflujące ich przciskowość. Talent czy wyczucie czasów? O tak, Konstanty, żyjemy w erze Przycisków.

     Zima tego roku zimną nie jest. Może i dobrze, bo węgiel znów podrożał. Kupiłem go w workach. Łatwiej wpakować do kotłowni, choć i tak po trzech tonach odczułem niejakie zmęczenie, ale przede wszystkim trudne do zmycia  węglowe ślady wśród zmarszczek na dłoniach.
     Codziennie odkrywasz coś nowego w tym świecie, a ja odkryłem dziś, że mogąc uczestniczyć w tym odkrywaniu wespół z Tobą, tak faktycznie odświeżam swój mozg i to jak dostrzega rzeczywistość. On, przyzwyczajony do wszystkiego, co wokół. szuka jakichś nowych pobudzeń; a tu masz! Dziecko -rwie na strzępy toaletowy papier, odkrywa smak awokado. Patrzenie na takie zdarzenia i szukanie swoich nowych reakcji na Twoje pierwotne odkrywanie świata, budzi, pubudza i nabudza.
     Obserwując Cię, dość często wracam do swojego dzieciństwa, do swoich pierwszych wspomnień, do smaku odczuć tamtego nieistniejącego już świata. Gdzieś istnieje to we mnie, trochę zakopane i jesteś Konstanty archeologiem mojego dzieciństwa.  

Zachowanki Drugie

       Tuż przed pierwszymi urodzinami, gdy byliśmy z Tobą w Krakowie, na koncercie dla maluchów w Filharmonii, zrobiłeś swoje pierwsze samodzielne kroki. Obecnie uprawiasz chodzenie znacznie częściej niż raczkowanie,  co zmniejszyło zużycie wody i proszków do prania, gdyż raczkując lub czołgajac się, prawie codziennie zużywałeś przynajmniej pół kilograma dzianin.
       Gdy nie pozwalamy ci robić tego, na co masz ochotę, wpadasz w namiętną furię, z wyginaniem się w łuk, kładzeniem na podłogę i wrzaskiem.
       Gdy prosimy Cię abyś pokazał ciocię, wskazujesz palcem każdą kobietę w otoczeniu 5 metrów, prócz przekraczających wiek około 60 lat. gdyż dla tych pań zarezerwowane jest zrozumiałe już dla Ciebie pojęcia  babcia.
       Rozumiesz  słowo "daj". Zazwyczaj przynosisz rzecz, o którą cię prosimy, ale w ostatnim momencie rezygnujesz z jej oddania, odwracasz się na pięcie i odchodzisz.
    Codziennie jesteś kimś nowym, Konstanty.