wtorek, 26 kwietnia 2011

Kilka fundamentalnych drobiazgów z czwartego miesiąca życia Twojego z nami i z sobą samym

          Ledwo Pani doktor stwierdziła, żeś leniwy jest w obszarze łba dźwigania, a tu w dzień następny jak z bicza trzasnął, głowę swą wznosisz ku wysokościom. Rozpocząłeś też w tym miesiącu żywota konsumpcję zup przecierowych. Blender w ręku babci lub mamy mieli marchewkę i ziemniaka z ekologicznego sklepu koło gliwickiego rynku. Lubisz te papy i upapiasz się nimi momentalnie i totalnie. Patrzę jak poznajesz nowe smaki i za każdym razem jest to wydarzenie, o którym opowiadasz tak  wspaniałą mową pozawerbalną, że ah! Nie tylko robienie jedzenia może być sztuką -co odkrywa współczesny świat -ale samo jedzenie jest sztuką.
Jesteś artystą konsumpcji! Mistrzem smakowania!
      Właśnie mama przypomniała, że zapomnieliśmy Cię kangurować. I jutro do tego wrócimy. Polega to na tym, że w samej pielusze leżysz na gołej klatce piersiowej mamy lub taty  i zażywasz kąpieli dotykowej. I my też jej zażywamy.
     Jeść, dotykać i być w kontakcie i złościć się, gdy to się nie dzieje! Oto Twoja filozofia w praktyce.Dla nas dorosłych  to też najważniejsze sprawy, ale tak je poskręcaliśmy i posupłaliśmy, pochowaliśmy, że powstało z tego setki filozofii, religii, psychoterapii i przyczynków do plotkowania o sąsiadach i znajomych. Niektórzy poszczą, inni jedzą tylko warzywa i nienawidzą tych, co jedzą baraninę, jedni lubią dotykać się i przytulać, a inni wolą bić i kopać. A wszystko podobno przez to, co spotkało nas, gdy byliśmy tak mali jak Ty. Dlatego jedz, dotykaj, poznawaj i czuj! A my będziemy jeść, dotykać, poznawać i czuć.I jakoś to będzie.

sobota, 23 kwietnia 2011

Kostkowa Piosenka Siódma

         Uwielbiam łyżeczką wybierać miąższ z przeciętego na pół kiwi. I jeść oczywiście.Tak czyniłem po wspólnym spacerze z Tobą i Neską, w czasie którego pan, którego przezywamy Gebels powiedział mi dzień dobry. Wraz z żoną i synkiem mieszka 100 metrów od nas w jednorodzinnym domu, wokół którego non stop pracuje i urządza okolice posesji na modłę czasopismową. Na mercedesie i toyocie wiszą rejestracje opolskie.Jest o głowę niższy od swojej żony. A Gebels to przez tę pracowitość niemiecką i opolskość, gdzie mniejszość niemiecka jeszcze dycha. Sprowadził się tu rok temu, do domu za 300 tysięcy złotych, a jego młodszy synek jest z Twojego rocznika i mam takie dziwne przeczucie, że będziecie kolegami.
    Gdy wychodziliśmy na ten spacer poczułem potrzebę wymyślenia piosenki dla Ciebie. I nagle zobaczyłem Neskę i Ciebie razem i oto jest:

Spaceruje Kostek z Pieskiem,
spaceruje Piesek z Kostkiem.
Kostek mówi: Piesku nieś mnie!
Piesek mówi: Kostku, owszem;
polecimy jak na wietrze,
przelecimy przez powietrze,
uniesiemy się nad wioską,
by pomachać innym Kostkom!
Kostek mówi: moja Psinko!
Lećmy jeszcze nad dolinką,
póki skrzydła masz w wierszyku,
zanim będę musiał siku. 

piątek, 15 kwietnia 2011

Nie dość, że zaśmiałeś się głośno dziś po raz pierwszy to jeszcze wiele innych rzeczy.

      Tak, to zdarzyło się dziś i było niewyobrażalnie przyjemne w odbiorze. Rano dostałeś dwie iniekcje kłute igła-udo, igła-udo. Płakałeś niewiele, choć bardziej zmartwił nas głos pediatry, doktor Czeczuń się ona zwie, że słabo podnosisz łeb i neurolodzy określają to mianem leniwego dziecka.
Powiedz do mnie: Głowa do góry tato w sprawie mojej głowy do góry.
       29 kwietnia ochrzcimy cię w obrządku rzymsko-katolickim. Uczyni to ksiądz dr Dariusz Sergiusz Klejnowski Różycki, którego znam, bo w czasach studenckich spowiadałem się u niego. Od tego czasu zmieniła się nieco moja aktywność religijna i teraz o swoich przewinach opowiadam trzem wysokim  akacjom w ogrodzie. Lada dzień wkleję tu ich zdjęcie, ponieważ są tak stare i tak im ciężko od słuchania ludzi takich jak ja, że dostaliśmy od gminy pozwolenie na ich wycięcie. Grożą upadkiem na nasz dom, na nasz łeb, w tym twój niepodnoszony wciąż.
          Księdza Darka spotkaliśmy miesiąc temu w centrum handlowym Agora w Bytomiu. Czy to jeszcze stoi? Podobno już się wali choć otwarte pół roku temu. Dwa tygodnie później spotkaliśmy go koło 21, gdy w centrum handlowym Forum w Gliwicach spieszył się do Carrefoura po zakup jedzenia. To był chyba znak, bo spytałem czy Cię ochrzci. Zgodził się. Wczoraj spotkaliśmy go w Centrum Handlowym M1 w Zabrzu. Wpłacał nieudolnie pieniądze z pomocą wpłatomatu, które zarobił głosząc rekolekcje w mieście Prudnik. Pisząc nieudolnie mam na myśli wadliwość tej maszyny, która nieudolność wpłaty jakby wymusiła na księdzu. Wymieniliśmy się uwagami na temat nieprwdopodobieństwa jakim jest spotykanie się w centrach handlowych.
 Pożegnaliśmy się w okolicy toalet, gdzie w punkcie przebierania niemowląt przebraliśmy niemowlę -Ciebie.
     Ważysz 7400 gram. Gonisz dziewięcio kilową Neskę.
Dziś moja praca zawodowa polegała na premierze projektu teatralnego Judyta w Starochorzowskim Domu Kultury. Pracuje tam z Izą Dyrdą, której dwuletnia córka Inga przeznaczana jest -powiedzmy- w żartach dla Cię jako obiekt gier miłosnych jeśli zdecydujesz się na opcję heteroseksualną. Niewątpliwie była pierwszą kobietą w twoich okolicach wiekowych, która widziała cię nago w czasie naszej wizyty u Izy. Pierwsze koty za płoty.
    Dziś zaśmiałeś się głośno po raz pierwszy. Patrzysz się na nas i uśmiechasz, cieszysz się każdą chwilą kontaktu. Też chcę tak umieć ponownie. Tylko bez używania pampersów. Poza tym chce być taki jak Ty, Konstanty.

Okoliczności czwarte

      Twój dziadek Zdzisław, czyli mój tata, gdy ujrzał Cię wczoraj stwierdził: Konstanty jesteś podobny do lampy nocnej albo do księżyca. To było poetyckie. Jego żona, moja mama, a Twoja babci imieniem Teresa bardzo Cię lubi. Stuka Cię wskazującym palcem w pierś i mówi gul gul. Gdybyśmy byli Amerykanami może pomyślałbym, że nabija się ze święta dziękczynienia, jako Polak wspominam Marię Konopnicką i jej pasterską literaturę.
      Twój dziadek opowiadał, że gdy był mały i mieszkał w domu, w którym ja tez mieszkałem będąc małym (dom ten już nie istnieje, ze względu na okropne szkody górnicze i pęknięcia. Śni mi się za to często to mieszkanie. Twoja prababcia Zosia, moja ukochana babcia mieszkała tam jako ostatni lokator, gdy pęknięcia w podłodze były już tak duże, że możnaby przez nie podglądać intymne życie sąsiadów, gdyby jeszcze mieszkali po sąsiedzku) bawił się na podwórku, gdy nagle pojawił się samochód- wtedy rzecz rzadka. Z samochodu wybiegła kobieta, pytając małego dziadka Twojego Czy jest tu gdzieś toaleta?
 Taki tu nie mieszka - odparł mały dziadek. Nigdy wcześniej nie opowiadał mi tej historii. Powiedział, że bardzo dobrze ją pamięta. W latach 50 XX w. na Śląsku mówiono srocz być może także kibel, ale nie toaleta.Coraz mniej, ale wciąż słyszę gwarę śląską? Czy ty też ją jeszcze słyszysz?
      Na koniec dialog rodziny w domu babci Grażyny, dający nam chwilowe zwycięstwo nad rodzicielskim patosem.

Mama: Coś Kostkowi jakieś krostki na pysku wyskoczyły ostatnio.
Babcia: (obruszona) Od kiedy wy mówicie na jego buzię pysk?!
Tata: Od kiedy mu ryj odpadł.
Babcia (łapię się ręką za głowę i kiwa na prawo i lewo)

sobota, 2 kwietnia 2011

Urosłeś i wystają Ci nogi z przewijaka

       Siedem kilo siedem deko, Konstanty!  Leżysz na brzuszku i patrzysz z uniesioną głową w dal, a jeszcze kilka dni temu obserwowałeś poplutą przez się fakturę prześcieradła na materacyku. Śmiejesz się, gdy widzisz mnie i mamę i nie śmiejesz się gdy widzisz innych.To trochę jak nasz pies Neska, przy czym ona innych obszczekuje. Szczery pies. My ludzie potrafimy obszczekiwać innych, szeroko uśmiechając się do nich.
       Ukruszyła mi się dolna szóstka. Dentysta zapytał czy chcę tanią koronę metalową czy w kolorze zęba, ale drogą. Oczywiście, że tanią. Potrafię obszczekiwać ludzi uśmiechając się bez używania tego zęba.
       Neska zaczęła Cię zauważać, bo przez pierwsze dwa miesiące ignorowała cię i traktowała jak...w ogóle Cię nie traktowała. Twój krzyk i płacz nie robił jej nic, gdy tymczasem potrafi schować się pod szafę, gdy tylko wyczuje napięcie w rozmowie między mną i mamą. Nogi, które jak w tytule wystają Ci z przewijaka potrafisz już podnieść do góry i obserwować je, co podobno jest preludium do zabaw z ich użyciem w jamie ustnej.
       Dziś masz 3 miesiące i 3 tygodnie. Ja mam jakieś 411 miesięcy. Jestem więc ponad sto razy od Ciebie starszy, a Ty jesteś sto razy ode mnie wspanialszy. Siedem kilo siedem deko. A ja siedemdziesiąt siedem kilo i siedemdziesiąt deko. Naprawdę! Jeśli nie wierzysz, możesz dziś, gdy Cię będziemy kąpać spojrzeć na wyświetlacz cyfrowy wagi, a ja stanę na niej by Ci te prawdę o mojej dziesięciokrotności Ciebie udowodnić.

wtorek, 22 marca 2011

Diktu Didaktu Piąte

       Duża wrona obserwowała z gałęzi jak mały ślimak zmierza po gliniastej ziemi w stronę kępy traw. Co chwilę komentowała jego nieudolne ruchy, źle obrany kierunek. Drwiła z niego i naśmiewała się.
       Nie wychodzi ci to chodzenie -śmiała się.
Wreszcie, gdy po długim czasie ślimak dotarł do  trawy, spojrzał w górę i rzekł do wrony
- Wiesz wrono, udało mi się nie tylko dotrzeć w mozole do celu, ale także pomóc tobie.
- W czym ty mi mogłeś pomóc slimaku głupi jeden? -nadęła się wrona.
- W tym, że mogłaś poczuć się lepszą.



Kiedy cię krytykują sprawdzaj, czy robią to dla Twojego czy swojego dobra. W pierwszej sytuacji możesz być im wdzięczny, w drugiej -możesz być wdzięczny sobie.

26 lutego na fotografii.

Największa inspiracja do beknięcia -spojrzeć głęboko w Twoje oczy.
Postanowiłem wrzucać Twoje zdjęcia wraz z komentarzami. To, które widzisz tutaj, umieściłem już na swoim profilu na facebooku. Czy to jeszcze istnieje, gdy czytasz ten wpis? Tak szybko zmieniają się mody internetowe.Trochę się wstydzę, że biorę udział w tych modach i nawet podziwiam tych odciętych od portali społecznościowych w internecie.Ale nawet teraz, gdy spisz obok w łóżeczku i Twoja wymęczona mama śpi niedaleko, ja czuwam. Czuwam internautycznie. No i srał to pies jak się powiada.

wtorek, 15 marca 2011

O tym, że ta wiosna jest już Twoją drugą.

    Nagle zaskoczyła nas wiosna i urosłeś. Głowa urosła Ci w tak fantastyczny sposób, ze da się poznać przyrośnięte centymetry po  braku owłosienia w odróżnieniu od miejsc, które nie rosły, bo były i to były z włosami. Tak mi się wydaje. Dziś zapytałem jednego uczestnika moich warsztatów: Mateusz, zapuszczasz włosy? Nie, ja ich nie strzygę -odparł. Wszystko,co się ze mną dzieje,można zobaczyć z kilku perspektyw. I to może być zabawne.
    W internecie czytam co jakiś czas kalendarz pierwszego roku życia dziecka ustawiony według daty Twojego urodzenia. Jesteś w 15 tygodniu życia. Z okazji 3 miesiąca, który minął niedawno, kupiliśmy ci dwa smoczki z bardzo dobrej firmy. Nie umiesz ich ssać. Dlatego mam kupiła ci inne dwa smoczki z innej bardzo dobrej firmy. Nie umiesz ich ssać. Wessałeś nam 30 zł jak automat telefoniczny. Czasem dostajesz smoczka do ssania. Gdy zasypiasz, gdy płaczesz przy wychodzeniu z domu. Przy okazji wracamy co jakiś czas do filozofii ssania smoczka. To temat ważki dla rodziców -czy jestem za ssaniem smoczka czy przeciw?
    Masz już 15 tygodni,a wciąż gdy biorę Cię na ręce, czuję drżenie pomieszane z fascynacją. Dziś na warsztatach przegadałem wiele czasu na temat poczęcia. O tak, czy wiemy kiedy zostaliśmy poczęci? Bo datę urodzenia się czci, a co cholery z przypuszczalną datą poczęcia? My znamy Twoją dość dobrze. To prawdopodobnie 15 marca 2010 roku. I właśnie teraz kursor myszki skierowałem na kalendarz i trach! poczułem małą eksplozję świadomości! Dziś mija rok od kiedy plemnik mój i jajkowa komórka Twojej mamy spotkały się i tak im zostało. Niesamowite Konstanty -tak mocno o tym myślałem dziś zupełnie nieświadomie, a tu masz! Twoja rocznica - dziewięć w środku, trzy na zewnątrz.
A co tam! Ustanawiam oficjalnie dzień Twojego poczęcia dniem naszym ważnym.
Równo rok tamu mama zapytała tatę: I co tu począć? I tata odpowiedział, choć słowo żadne nie padło.

piątek, 4 marca 2011

Półagnostyczna ojcowska modlitwa zdrowotna.

        Dziś miałeś drugie szczepienie. I jak na złość dzień wcześniej u Twojej babci przypadkiem zajrzałem na forum antyszczepieniowe. I przeczytałem o dzieciach, które po szczepionkach takich jak Twoja cofnęły się w rozwoju. Informacja -wyobraźnia -emocje. Ten impuls autopsychomanipulacyjny ciężko usunąć ze łba.
       Wyniosłem Cię w foteliku z przychodni i klękając nad Tobą odprawiłem następującą modlitwę.
 Boże, nie wierzę w Ciebie dla siebie, ale wierzę w Ciebie dla niego.
       Weź proszę pod uwagę, że lat temu 15 i 10 byłem gorliwym katolikiem, spędzającym wiele czasu w Oazie, na rekolekcjach, w grupach modlących się z rękami podniesionymi do góry, czytając teologiczną literaturę i będąc narcystycznie bardziej niż inni pochylony w czasie mszalnych klęknięć.
     Gdy pracowałem dla Salezjan w Ełku, jeden z ojców powiedział nam słów kilka o Dominiku Savio. Okazuje się, że jest on patronem ciąż zagrożonych. Profilaktycznie, z posmakiem magicznego lęku, trwożniedobożnie, modliłem się do niego o Twojej mamy ciąży donoszenie. Przyznaję się do tej obłudy, szczerze przy tym nie żałując.
     Twoja szczepionka kosztowała tyle, ze moglibyśmy za nią kupić 200 chlebów firmowych, które to naszym ulubionym pieczywem są i kupujemy je w sklepie wiejskim Lux. Tyle chlebów momentalnie przenosi mnie znów w świat religijny, do czasu gdy Jezus rozmnożył chleb. Ewangelia podaje, ze zostało bodajże 12 koszy pełnych ułomków. Ile za to byłoby szczepionek? Czemu oni tego nie dojedli? Czy to może było tak jak teraz, gdy wiele osób zostawia w restauracjach brzegi od pizzy, wyjadając jedynie jej wypełniony środek? Kto to zjadł potem? Zawsze wyobrażałem sobie, że to były piętki i dziwiłem się tym ludziom, bo przecież piętki z chleba są najlepsze. A Ty, będziesz lubił bardziej piętki czy środek bochenka?
      Ja w restauracjach maczam ułomki pizzy w oliwie z solą i apostołowie nie mają co wrzucać do swoich koszy.

czwartek, 3 marca 2011

Okoliczności Trzecie

        W pracy, którą wykonuje siadam w kręgu z grupą i wymyślam uczestnikom tej grupy różne zadania do wykonania. I oni je wykonują. Ale nie muszą. I dzięki temu wykonują. Pamiętaj, jeśli komuś dasz szczerą możliwość odmówienia, nie odmówi. Jednym z wielu zadań, które lubię jest opowiadanie historii po jednym zdaniu. Każdy z uczestników dodaje tylko jedno zdanie do poprzedniego. Chcę zapisać tu historię, którą wymyśliła grupa z Białej, małym miasteczku na opolszczyznie od kilku miesięcy odciętym przez remont drogi od normalnego dojazdu.
      Była sobie pewna dziewczyna. Była bardzo piękna i wielu chłopców starało się o jej względy. Ale nikomu to się nie udało, gdyż skrywała pewną tajemnicę.
      Nikt nie wiedział, co to za tajemnica.
      Pewnego dnia pojawił się pewien niezdarny chłopiec. Miał piękne spojrzenie, ale dziewczyny szybko uciekały od niego, gdy tylko dostrzegały jego niezdarność.
      Dziewczyna jednak pokochała go.
      Pobrali się i mieli wiele dzieci.
      Ona jednak nie zdradziła mu swojej tajemnicy.
       Otóż dziewczyna ta nie była  człowiekiem.
       Tylko orłem.
      Po wielu latach postanowiła jednak powiedzieć mężowi prawdę.
      I rozwiedli się.


     W oplu; wracając z Białej autostradą (z prędkością 140 km/h), słuchałem Jetone. To jakieś transowe techno. Kiwam przy nim głową i nie usypia mnie monotonia drogi.
      Dziś nie dostrzegłem nieużywanego przejazdu kolejowego i gdyby opel miał tyłek, to czułby się teraz jak po laniu. Szynolaniu. wyszedłem z samochodu i klęcząc zaglądałem mu pod sukienkę, czy wszystko ma, gdzie mieć powinien.
     Śniło mi się, że kuzyn męża kuzynki Twojej mamy, który czasami naprawia nam samochód nabył jakiegoś upośledzenia umysłu, schudł, stracił władanie nad ciałem i wyglądał jak nastolatek ze szkoły specjalnej. Chciałem pożyczyć od niego samochód, żeby pojechać do Białej. Obraził się na mnie. Chyba mnie ścigał wespół ze swoją żoną. Nie mam pojęcia jak tego dokonywał w niedowładzie.
   Twoja mama chrzestna ma urodziny 6 marca. Kupiliśmy jej ten sam prezent, co rok temu i zafundujemy jej dejavu,a wszystko przez jej kota. Zbił szklany wazon -zeszłoroczny prezent.
    Kilometr od domu naszego budują autostradę. Od kilkunastu dni wywożą z budowy ziemię na pola, które widzimy z okna. Pracują całymi nocami przy mocnych światłach koparek. Mamy wrażenie jakbyśmy oglądali lądowanie człowieka na Marsie.Tworzy się wielka góra z tej ziemi. Może będziemy mieli gdzie chodzić na sanki, albo przynajmniej po kamienne tablice.
  Twój dziadek, tata mamy, pomimo emerytury cały czas odczuwa przymus roboty. Wchodzi do domu z okrzykiem na ustach nie ma czasu. Zjada obiad w stylu wicemistrza europy w biegu na 100m przez płotki, po czym jedzie na rowerze Wigry 3 na działkę, gdzie robi i robi. Dziś mówi do mnie tak:
- Marcin zmierz mi proszę w tej twojej wkrętarce długość od środka osi tu do grzbietu, rozumiesz?
- Nie -jestem szczery
- No tak tu od tego środka do osi tego brzegu.
- To ja jutro przywiozę tacie tę wkrętarkę -proponuję.
- Po co masz przywozić -denerwuje się -skoro możesz zmierzyć tutaj od środka tej osi do tutaj brzegu, rozumiesz?
- Ani,ani.
- Jakiej Ani?
- Nie rozumiem.
-Czego nie rozumiesz?
- Przywiozę tacie jutro tę wkrętarkę, to tata sobie zmierzy.
-Ale po co przywozić jak możesz zmierzyć tutaj od środka osi do tego brzegu....

         Twój dziadek jest introwersyjnym działkowcem-majsterkowiczem, lubiącym odpowiadać pytaniem na pytanie. Smakowało tacie? A dlaczego miało nie smakować? Co myśli tata... A co mam myśleć? Cały tydzień działkuje i majsterkuje, a w niedzielę siada przed telewizorem, przerzuca kanały i zatrzymuje się na westernach z lat 60-tych XX wieku. Nie wolno pokazywać mu wiadomości politycznych, bo uruchamia się w nim bestia. Nie żartować zbyt abstrakcyjnie, gdyż abstrakcję traktuje jako nienadającą się do majsterkowania lub uprawiania na działce. Bardzo wiele nam pomógł w domu. Przykręcił kran, przykleił czerwone kafle w kuchni, zatynkował kable w ścianie i wiele innych dogodności powprowadzał. A ja zawsze byłem u jego boku i przytrzymywałem mu młotek.Twój dziadek nie ma trzech palców, które stracił przy maszynie, a pomimo to potrafi nim wkręcać śrubki. Twój tata ma dziesięć zdrowych palców, którymi potrafi śrubki gubić. Ewentualnie wymyślić rym do słowa śrubka.
Dupka.
Dobranoc, Konstanty.

niedziela, 27 lutego 2011

Gdzieś pomiędzy śmiercią a szafą dziecięcych ubranek.

     Na chrzcie w Twoim imieniu wyrzekamy się szatana.Tymczasem Ty masz 66 cm i ważysz równo 6 kilogramów. Te trzy szóstki skojarzymy jednak z wygraną w totolotka lub z półtorej pary okularów, leżących obok siebie : 66 6
     Tuż po kąpieli staję z Tobą na łazienkowej wadze. Ona pokazuje 82,6. Potem staję bez Ciebie a ona pokazuje 76,6. Odejmuję jedno od drugiego i mam Twoją wagę! Mama zmierzyła Cię metrem krawieckim. Z przewijaka dyndają ci już nóżki.
    Kilka dni temu weszliśmy do ciuchlandu tuż obok pomnika Moniuszki w Bytomiu. Tam Cię ubieramy. Moniuszko ubrany jest raczej w sklepach z wylewkami betonowymi. Na dziale dziecięcym obniżka. Każda rzecz w połowie ceny. Kupiliśmy Ci sporo ubrań, w tym trzy dziewczęce, tak były ładne i tanie. Twoja babcia dostała fioletowe futro niebywale modnej firmy Fcuk, której rzeczy ciężko kupić w Polsce. Dobrze, że nie patrzy na metkę, gdyż jak większość ludzi słabo znających angielski, potrafi  zrozumieć ten międzynarodowy zwrot akronimicznie na niej zawarty. Lubimy Cię ładnie ubierać. Tobie jest to obojętne, ale nam nie musi takie być. Patrzymy na Ciebie sporo czasu. Część tego czasu jest poświęcona oczywiście na oglądanie Cię po nagiemu, ale gdy jesteś ubrany, chcemy Cię widzieć ubranego w zgodzie z naszym probieżem kolorystyczno krawieckim. Uśmiechamy się oczywiście, gdy ktoś da ci kostiumik w kolorze niedojrzałej sraczki, zastanawiając się gdzie go schować lecz raczej asertywnie prosimy ludzi o nieprzynoszenie ubranek, szczególnie jeśli ich gust mógłby być przyczynkiem naszej zaćmy.
   Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że koleżanka Twojej mamy, rozpoczynając staranie się o kogoś takiego jak Ty, dowiedziała się, że jej szyjka macicy zawiera komórki nowotworowe. To bardzo energiczna i wesoła dziewczyna. Jeszcze niedawno, gdy opowiadałem o Tobie, przypadkiem pojawiła się obok i powiedziała, że też tak chce, przewijać i tulić do snu. A teraz zaczyna grę o zdrowie, a dziecko może nigdy nie nadejść.      
        Zycie jest jak patrzenie na niebo pełne ptaków. Piękny widok z dużą szansą oberwania ptasią sraką. Jesteś naszym skarbem. Wiemy o tym. Sprawdź czy oddycha -prosi Twoja mam gdy spisz nieruchomo. W samochodzie, gdy siedzę obok Ciebie, a ty momentalnie zasypiasz, przykładam ci palec pod nos, czekając na muśnięcie ciepłym oddechem. Sprawdzam czy żyjesz. Żyj.
      W sobotę byłem na warsztatach prowadzonych dla uczniów Twojej mamy przez byłą aktorkę Teatru Pieśni Kozła z Wrocławia. Nocowała u nas i dużo mówiła o śmierci. W tym roku zmarł jej brat. Miał 36 lat. Tętniak w mózgu, Ot tak. Patrzysz w niebo i bach.
     Piję właśnie serwatkę z czarną porzeczką, którą Twoja mama kupiła mi w ekologicznym sklepie. Kwas chlebowy, kupiony w tym samym momencie zbił mi się na schodach Złotego Osła, gdzie chodzimy dość często jadać, bo miast gotować obiady, gotujemy Ciebie. Nigdy wcześniej nie piłem czegoś takiego. Ciekawe ile rzeczy na co dzień robię pierwszy raz? To bardzo ważne by doświadczać czegoś pierwszy raz. I teraz z Tobą będzie tego w pierony. Tak to się mówi na Śląsku. Wszystko, co Ty zrobisz pierwszy raz, będzie też naszym pierwszym razem. No oczywiście do momentu, aż staniesz na nogi i pójdziesz za róg zrobić coś pierwszy raz samemu. I choć poeta mówi "sięgaj gdzie wzrok nie sięga", to za róg się nie da i nawet nie wolno.

wtorek, 22 lutego 2011

Nierysunek Drugi

         Dziś wyrzekałeś się spadku. Twoja mama ma mamę, a ta miała brata. Pił brat ten dużo wódki i żył bezdomnie. A gdy zmarł cała rodzina przestraszyła się jego spadku. Bo w spadku można otrzymać nie tylko dom, pieniądze, ale też spłatę rat za dom i pieniądze do oddania. Niczym na chrzcie wyrzeka się człowiek szatana, tak rodzina Twojej mamy wyrzeka się tego tajemniczego spadku po wujku mamy. I dziś ty odwiedziwszy sąd w Tarnowskich Górach, naszymi rękami poprosiłeś o wyrzucenie Cię z listy spadkobierców. A co jak się okaże, że wuj mamy miał dom w hollywoodzie zamiast długów?
Po tym wszystkim pojechaliśmy na obiad do Wiśniowego Sadu, jednej z naszych ulubionych restauracji. Tam zjadłem pieczone ziemniaki w sosie vinegrett z dwoma sadzonymi jajkami, a wcześniej zupę-krem z pieczarek. Na talerzu znalazłem też liść sałaty, dwie cząstki pomidora i kilka ziaren kukurydzy z puszki. To była ozdoba. Mama zjadła pomidorową i wielki filetem z kurczaka z wciśniętym we wnętrze plastrem szynki i ananasem, polanym roztopionym żółtym serem i na to wszystko masłem. Ananasa zjadłem ja, ponieważ mama nie była pewna cóż to ananas ten postanowi z siebie oddać do mleka, które dla ciebie z piersi płynie. Zjadła też mama Twa pomidorową zupę z makaronem w kształcie sznurówek. Wyjmowała jednak kalafior z miseczki, nad nim też -jak nad ananasem, stawiając laktacyjny znak zapytania.
      Ta pieczarkowa zupa przypomniała mi o kilku nierysunkach i jeden z nich pt. Pieczarka wklejam szybko poniżej, Konstanty.

niedziela, 20 lutego 2011

Kostkowa Piosenka Szósta

Gdzie pracują prawe pawie?
Czy się można kąpać w kawie?
Czemu piąstki jesz jak pączki?
Czy chcesz połknąć obie rączki?
Które drzewa mają drzwi?
Gdzie się na psie pchają pchły?
Tato, Tato przestań wreszcie
wciąż mnie pytać, kiedy wrzeszczę.
Odpowiedzi znam -to jasne,
Zdradzę wszystkie. Tylko zasnę.




To taki wierszyk z okazji ciągłego oglądania jak wkładasz sobie piąstki do buzi.
Od kilku dni trwa ten proceder. Na szczęście jest legalny i nie musimy z mamą szukać kajdanek dla niemowląt na allegro. Kajdaneczki -29,99. Zapobiegają temu okropnemu ssaniu pięści. Przy okazji możesz ze swoim bobasem pobawić się w policjantów i złodziei.

Ssij pięść.
A ja poćwiczę dykcję, powtarzając to na głos.

Dlaczego imię Ula już mi się nie podoba i o Kubusia Puchatka konieczności zejścia z tego świata.

Kojarzy mi się teraz z jednym. Przez najbliższe miesiące tak będzie niewątpliwie. Gdy biorę Cię na ramię, tuż po tym jak doznałeś mleka matki, i gdy odbiję Ci się barowym, głębokim brzmieniem, zazwyczaj jeszcze dla podkreślenia momentu, ulewa się. Wczoraj w nocy chlusnęło na deski podłogi. Zostałaby pewnie tłusta plama, gdyby nie interwencja Neski. Nasz pies zerwał się z posłania, co rzadko czyni o tej porze i w kilku liźnięciach, poradził sobie z tym, co ulane było. Gdybyś miał na imię Ula, byłbyś Ulą, Co Ulewa. Ulej Ulu, śpiewałbym Ci do beknięcia.
Ale jesteś Konstanty. Chwała ci za to.
Wyrosłeś ze swojej wanienki. Przebywając z wycieczką konsumpcyjną w Tesco, kupiliśmy ci, dużą, nową, ohydna wanienkę. Cała jest powyklejana Kubusiem Puchatkiem w wersjach pokolorowanych przez nidowidzących pracowników Disneya. Kubuś Puchatek patrzy na nas z każdej prawie rzeczy, dzieciom przeznaczonej. Lecz uwielbiany przez miliony, całkiem już wyjałowiony. Z mądrej czarno-białej bajki, przeskoczył do kolorowych kreskówek, a stamtąd na koszulki, majtki, nocniki, wanienki. Kąpiemy cię, a on z marketingowym powabem spogląda wraz z naklejkowymi przyjaciółmi na Twoją pupę. Nie wahaj się Konstanty, nie wahaj!

sobota, 19 lutego 2011

Okoliczności Drugie


       Bardzo cieszę się z radia w samochodzie. Dziś jechałem do pracy aż do Bielska. Półtora godziny. Z portu usb włączyłem muzykę.Naprawdę szkoda, że się zepsuł, gdy dotarłem na miejsce. Zdążyłem jednak w okolicach Kobióra posłuchać płyty, którą nagrali moi towarzysze z Teatru Studenckiego NienaŻarty w 2002 albo 2003 roku. Robiliśmy kabaretowe przedstawienia. Jedno z nich nazywało się Pieśni Żałoodporne. Dziś z tego przedstawienia słuchałem piosenki, którą tu gdzieś zaraz załaduje i w momencie, gdy podmiot liryczny ujawnia kim jest Janek, zobaczyłem przed sobą przyczepę z dwoma końmi. Wyprzedziłem  koniki, ale pozostał po nich blogowy wpis. I piosenka, która napisałem 10 lat temu.





środa, 16 lutego 2011

Diktu Didaktu Czwarte

  Dawno temu, gdy ludzie jeszcze nie potrafili pisać, wśród skalistego wybrzeża żyło plemię. Co ranek Zielarka wyruszała z osady do lasu, aby zebrać zioła, które pomagały leczyć choroby mieszkańców. Była silną kobietą, z włosami, które od niedawna zaczęły siwieć. Od roku rozpoczęła uczyć swoją córkę jak stosować okoliczne zioła. Tego dnia wyruszyła do lasu  samotnie . W poszukiwaniu bardzo rzadkich ziół dotarła w miejsca tak odległe jak nigdy dotąd. Nie czuła jednak strachu tylko mrowienie wokół oczu; ciekawość i podniecenie. Tuż przed nocą usłyszała płacz. W małej grocie, w miejscu gdzie drzewa ustąpiły miejsca dziwnym roślinom, leżało małe dziecko. Zupełnie inne niż te, które dotąd widywała. Miało jasne włosy i niebieskie oczy. Wszyscy znani jej ludzie mieli zawsze czarne włosy i ciemne oczy, chyba że dojrzałość, jak w jej przypadku okrywała głowę bielą.
   Jesteś piękny -powiedziała zafascynowana do chłopca i podniosła go z ziemi. Rozejrzała się wokół lecz nikogo nie było. Dziecko płakało cichutko. Musi być bardzo osłabione -pomyślała. Gdy wzięła je na ręce, przypomniała sobie swoją córkę, potem poczuła ogromny ból w klatce piersiowej, zakręciło jej się w głowie, więc usiadła tuląc niemowlę, a ono resztką sił wtuliło się w jej pierś, budząc zapomniane. Popłynęło mleko.
    Nikt nie pojawił się przez następne trzy dni. Wreszcie odnaleźli ją mieszkańcy plemienia. Wracali jednak daleko przed nią, nie kryjąc strachu i obawy. Wódz nie wahał się długo. Musisz je zabić -powiedział -to dziecko demonów. Musi pochłonąć je woda Zielarko.
    Zaprowadzono ją nad urwisko. Byli wszyscy. Powietrze było gorące od niepokoju. Zielarka stanęła nad przepaścią, stopami opierając się o jej brzeg. Chcę żeby żyło -krzyknęła. Musisz to zabić!Albo zrobię to ja - krzyknął wódz. Zielarka pochyliła się, nie kryjąc łez. Z tłumu wybiegła jej córka i płacząc wtuliła się w nogi matki. Ta odłożyła dziecko na skałę i skoczyła w dół. Wszyscy zastygli w przerażeniu. Wódz dobiegł do dziecka i brutalnie podniósł je nad głowę.
- Zabił zielarkę- krzyknął -niech zginie!
- Nie - Twarz młodej dziewczyny była jasna i wyraźna pomimo szlochu, który gubił się w jej płucach. - Jeśli zabijesz to dziecko, skoczę za nim i za moją matką! Pomimo szoku, miała jasny umysł. Nikt w osadzie, nie zna ziół, ani proporcji w leczeniu nimi. Nikt prócz mojej matki i  mnie. Nie rzuci tego dziecka.
  I nie rzucił.
Kilka tygodni później wódz rozchorował się. Pomimo wielu prób dziewczyna nie potrafiła go wyleczyć. Nie miała tyle wiedzy, co jej matka. Gdy wódz zmarł, ludzie powoli przyzwyczajali się do obcego dziecka, ale pomimo jego pogody ducha i otwartości zachowywali pewien dystans.Gdy miał siedem lat, strach padł na całe plemię. Całą okoliczną ziemię plądrowali obcy najeźdźcy. W dziwnych maskach okrywających głowy niszczyli i zabijali.  Przyszedł dzień, kiedy nad ranem zjawili się w osadzie. Ludzie drżąc ze strachu chowali się w swoich chatach. Jedynie bez strachu na środek osady wybiegł syn Zielarki. Jasne włosy targał wiatr. Patrzył z zaciekawieniem na maski przerażających gości. Zielarka wybiegła z chaty i przytuliła go do piersi. Jeden z mężczyzn podszedł do niej i zdjął maskę. Jego jasne włosy zlały się przez chwilę z włosami chłopca. Wyjął go z rąk kobiety. Chłopak rozpłakał się. W rękach jego ludzi płonęły pochodnie w każdej chwili gotowe spaść na suche dachy chat. Chłopiec próbował wyrwać się z silnego uścisku mężczyzny. Ten stał i wydawało się, że waha się,co zrobić.
- Jedź z nim -powiedziała do chłopca Zielarka- on przyjechał tu po Ciebie i nic na to nie poradzimy.
 Chłopiec uspokoił się i wysunął z rąk mężczyzny. Spojrzał ze smutkiem na Zielarkę, po czym ruszył w stronę trzymających pochodnie. Mężczyzna wykrzyknął jakieś słowo i ogień zgasł. Wyjechali, nie odwracając się ani razu.

    Ta bajka, Konstanty, opowiada prawdopodobnie o życiu.  Być może wymyśliłem ją ze względu na moją wzmożoną aktywność czytelniczą w wieku nastoletnim, kiedy to czytałem namiętnie książki fantastyczne. Albo dlatego, że jak nie wymyślam, to jakoś źle się czuję. Trochę w niej utkwiło patosu, który ciężko było mi wydłubać, poza tym nie mam talentu pisarskiego i męczyłem się strasznie, chcąc opowiedzieć tę przygodę z życia czyjegoś. Mam jednak przeczucie, że jest poniekąd kaznodziejska, stąd umieszczam ją w tym blogowym dziale. Nie wiem, czy dam radę spointować ją złotą, srebrną, brązową czy choćby drewnianą myślą.
Co się znalazło, trzeba zgubić  albo  To, że ktoś odchodzi nie oznacza, ze go tracisz  albo adoptując dziecię sprawdź niekaralność biologicznego ojca albo tak planuj swój czas, żeby mieć go wiele na to, co niezapowiedziane albo etcetera...

piątek, 11 lutego 2011

Garść dygresji podtrzymujących aktywność blogową moją.

     Jesteś przeraźliwie spokojny. Okropnie wspaniały. Strasznie miły. Jedyny problem jaki sprawiasz to ten nierozwiązalny, że chcielibyśmy Ciebie więcej . Wczoraj pojechaliśmy do Chorzowa, gdzie w małej bocznej uliczce przesiaduje przy maszynie usg pani imieniem Ingryda. Komuniści, o których będziesz się uczył z książek zabronili jej rodzicom dać jej na imię Ingrid, na cześć Ingrid Bergman. Musieli spolszczyć jej imię. Powiedziała nam o tym, jeżdżąc ci wałkiem usg po głowie i sprawdzając czy łeb masz na miejscu i czy we łbie masz poukładane. Znalazła małą torbiel, która nic ci nie może zrobić, ale mama płakała wieczorem. Słowo torbiel jest siostrą innych strasznych słów, które wymyśliła pani medycyna. A mama jest bardzo wrażliwa.
Jechaliśmy samochodem i słuchaliśmy People Like Us. Od dwóch dni mamy radio z cd i mp3 w samochodzie i pomimo, że opel nasz ma więcej lat niż najstarsi uczniowie, których uczy Twoja mama, lubi dzwięki i wydaje je na poziomie zadowalającym. People Like Us to jedna taka pani z Anglii, która jak chirurg tnie i klei popowo-radiowe melodie w zabawny, prawie kabaretowy kolaż. Mam mnóstwo muzyki, mnóstwo i zastanawiam się czy teraz, gdy to czytasz i jesteś już spory, jesteś a może już byłeś ciekawy tego, co w plikach i płytach nam gra? Mama chce nastroić pianino. Na stole w kuchni obok masła i mleka dla ciebie, leży ksiązka o umuzykalnieniu dzieci, którą mama czytała w ciąży. Zamierza ci kupić kilka grających sztabek, coś na kształt ksylofonu dla dzieci. Ma już ustanowione cele w zakresie Twojego wychowania muzycznego.Na targu staroci w Bytomiu oglądaliśmy mały akordeon, nie dając się przy tym zmanipulować koledze sprzedawcy, który stosując wobec nas technikę nieodoboru, z miną średniowiecznego mnicha z klasztoru dla zapyziałych brudasów, powiedział:
- Bierzecie? Bo jeśli nie, to ja biorę!
- To bierz - odrzekłem uroczo zakładając mu akordeon na głowę. No dobra przesadziłem, wręczyłem  mu go jedynie ruchem szybkim i zwinnym.
    Twój tata chrzestny ma syna oraz dwa akordeony. Razem z Antkiem czyli synem (lat siedem) grają. Tata gra bo umie, Antek na razie ma motywację. ale w niedzielę przed południem Antek przybiegł do taty i woła: Tato, bierzmy akordeony i idziemy na ulice grać!
- Dlaczego? -pyta Twój tata chrzestny.
- Ludzie wracają z Kościoła i na pewno coś zarobimy!

    Zarabianie pieniędzy jest strasznie upierdliwą czynnością. Często się  martwię, bo nie potrafię tego robić.Potrafię zarabiać inne rzeczy, ale nie pieniądze.
    Dziś przyjechał wujek Tamer, mąż mojej siostry,a  twojej cioci Michaliny. Przyjechał tutaj z Palestyny. Wrzucaliśmy razem węgiel do kotłowni, ćwicząc przy tym język polski. To bardzo trudne uczyć tak trudnego języka jak nasz. Nauczył się co znaczy załatwić coś, załatwić kogoś i załatwić się. Mam nadzieję, że mu się nie pomyli, bo będzie wesoło. No to może niech mu się jednak pomyli. Wesołość jest znacznie lepsza niż poprawność.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Fakty z drugiego miesiąca Twojego życia

      Postanowiłem, że ten blog będę prowadził przez trzy pierwsze lata Twojego życia. W większości dziedzin mój zapał niknie szybciej niż balonik z helem wypuszczony przez nieostrożne dziecko, bo ręce zbyt miało tłuste od pączków.
      Uśmiechasz się, gdy nas widzisz z pewną dozą świadomości. Do ust zacząłeś wkładać piąstki, aż Twoja mama konsultowała powyższą czynność drogą esemesową z Twoja mamą  chrzestną. Od cioci Anny P. dostałeś w formie wypożyczenia karuzelkę z kolorowymi zwierzątkami majtającymi ci nad głową z dodatkowym wyposażeniem w pozytywkę z Bachem, Mozartem, Debussym . Leżysz, patrzysz i zasypiasz. To jest wspaniałe. Bo przecież mógłbyś nie leżeć, a być dźwiganym, nie patrzeć, a być oglądanym, nie spać, a krzyczeć. Część pampersów, z których korzystałeś wywozimy do babci, wrzucając je do ich śmietnika. Ta trochę podziemna działalność, ratuje nasze dwa pojemniki na śmieci przed zatkaniem. Wydajesz dużo dźwięków, wśród spółgłosek skupiając się na "g". Pijesz mleko z pomocą domowej techniki laktacyjnej, ssąc równocześnie pierś jak i rurkę wenflonu wystającą z plastikowej butelki, Na tej butelce powoli zacierają się napisy z podziałką pojemności. Codziennie kilka razy wsypuje do niej mleko, studzę wodę, mieszam, parzę butelkę, przynoszę ją Twojej mamie, biorę Cię na ramię, byś odbił z brzucha powietrze, przyjmuje na bawełniane koszulę Twoje wymiocinki.A wszystko to otoczone setkami dźwięków, głosów, słów, którymi karmimy cię, aż po granicę snu.
Twoja mama pije dużo herbaty roiboos, ja ważę 75,6 kilograma, choć wczoraj wieczorem ważyłem 77. W pracy jadłem macę z nutellą, w przerwach pomiędzy jedną a drugą grupą, z którymi próbuję doświadczać teatru.W oponie naszego opla utkwiła mała śrubka i co kilka dni wypuszczała dużo powietrza. Już jej tam nie ma. Nie wiem gdzie jest. Biedna śrubka. Jest 23.17. Za cztery godziny w półśnie przebiorę Cię i przyłożę do piersi mamy, potem zrobię mamie herbatę, a Tobie mleko; na moment legnę  w gruzach łóżka, by wstać i nosić Cię, aż odbijesz sobie po jedzeniu.Mój sen Cię nie lubi, ale wywracam go na lewą stronę, piorę w temperaturze 90 stopni, wywieszam ,suszę, potem prasuję i wkładam Ci jako pieluchę.Dobranoc Konstanty!

wtorek, 1 lutego 2011

Nierysunek Pierwszy

    Z Twoją mamą mieliśmy dwa śluby. Najpierw państwowy, potem kościelny. Aby uzyskać ten drugi należy przejść specjalne szkolenie. My zdecydowaliśmy się pojechać na dwudniowe warsztaty z zaświadczeniem i pieczątkami w stylu :tak, oni mogą w kościele się pobrać. W czasie tych zajęć, były momenty, że się nudziłem i dla Twojej mamy rysowałem krótkie komiksowe rysunki. Nazwałem je nierysunki, bo rysować nie umiem. Potem, gdy dość często wyjeżdżałem do pracy do Warszawy, moi koledzy, szczególnie Dawid Rak, podrzucali mi tematy, do których tworzyłem kolejne nierysunki.Ot potrzeba tworzenia.Śpię, jem, albo wymyślam. A chciałbym: wstawać wcześnie, zarabiać dużo i umieć to, czego nie umiem. Chcę pokazać Ci kilka nierysunków, bo podejrzewam, że zanim dorośniesz zje je nasz piec, kurz, toaleta lub pomylę je z korespondencją z banku czy papierem śniadaniowym.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Kostkowa Piosenka Piąta

raz kret z okolic katowic
w niedzielę zupełnie po nic
zdradził straszne sekrety
o tym co robią krety.


niestety zdradził je krowie,
a ona nikomu nie powie
bo trawi trawę za rzeką,
za którą? za tą daleką.


     Od trzech lat mamy trawnik. Oznacza to, że gdy wyjdziesz z domu i gdziekolwiek się ruszysz, to będziesz chodził po trawie. Co tydzień od czerwca do września chodzę po trawie powoli około trzech godzin w towarzystwie okropnej kosiarki. Zimą jest spokój do momentu, gdy stopnieje śnieg i na potem i krwią naznaczonym trawniku kilkanaście krecich kopców wystaje w górę niczym krosty na twarzy nastolatka. Oto opis inspiracji do tej piosenki dla Ciebie. A ja kupię ci zabawkową, plastikową kosiarkę, ufając, że zaczniesz marzyć o koszeniu prawdziwej trawy i wtedy, gdy będziesz już duży, spełnię Twe marzenie i spełniać je będę co tydzień. proszę.