środa, 22 lutego 2012

Twoje pierwsze świadome słowo.

         Tak jak czekaliśmy na pierwszy uśmiech, tak czekamy, na pierwsze słowo. I oto jest. "Buuu" -mówisz, gdy pytamy jak robi auto. Faktycznie silniki w naszych samochodach, które mamy stare są i jęczą. Rozumiesz na prawdę wiele słów, ale główny twój dźwiękotwór to "ada". Słowo to powtarasz tysiące razy dziennie. Mama uważa, ze tak nazywasz psa Neskę. Ale czy rzeczywiście cały dzień mówiłbyś tylko o Nesce? Wciąż lubisz książki, co bardzo nas cieszy. Wczoraj siedząc 15 minut na nocniku, czytałeś książeczkę  o króliczku Miffy, całując  co rusz misia, który siedzi na krześle na ostatnim obrazku, Gdy dajesz buzi, otwierasz szeroko usta i pokazujesz cztery zęby. Kupy wczoraj jednak nie zrobiłeś. Literatura niemowlęca nieskutecznie pobudza twoje jelitko.
   Uwielbiasz komputer. Możesz dużo czasu spędzić bawiąc się myszką i klawiaturą.Ograniczamy to oczywiście, ale co jakiś czas chwytasz kogoś z nas za rękę i prowadzisz do komputera. Niestety komputer w stoi w naszej wspólnej sypialni i może nasz plan przeniesienie go do góry w tym roku, skieruje Twoje zainteresowania na bardziej rozwojowe tematy. Czeka nas remont strychu. Kibicuj nam dzielnie, bo każdy remont to finansowe tornado, a   symboliczne pampersy to przecież realne wydatki. Pomóż w remoncie -sikaj mniej!

czwartek, 9 lutego 2012

O tym, jak Litwinka robi ci piękne zdjęcia.

Lana Dadu. narzeczona Wiktora Szynkaruka, z którym przyjaźnię się, bo kiedyś razem pracowliśmy jest Litwinką. I gdy odwiedziliśmy ich w Krakowie, a Ty siedziałeś na nocniku, Lana wyjęła porządny aparat fotograficzny i zrobiła ci kilka zdjęć.
Trochę pobrudzony jedzeniem, trochę zakatarzony, ale śliczny Ty.




Mam problemy z krążeniem w kończynach i wystarczy, że pisze kilka chwil na klawaiturze, a już zaczyna mnie boleć prawa ręka. Ostatnio miałem nawet odczucie poparzonych palców, mimo że wcale ich nie poparzyłem, choć tak odczuwałem ich poparzenie, że aż zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem może nieświadomie je poparzyłem. Zaraz sprawdzę w internecie, co oznacza takie odczucie wedle setek medycznych forów.

    Dziś byliśmy sami we dwójkę w domu i nauczyłeś się wyrzucać śmieci do kosza. Daję ci coś do ręki i mówię, wynieś do śmieci, a Ty wyciągasz to w ręce przed siebie, idziesz do kosza, otwierasz go i wrzucasz.
   Lubisz oglądać z nami ksiązki, a narysowanym w nich postaciom namiętnie dajesz buzi.
Rozumiesz coraz więcej!

       Dziś słyszałem w radio poruszającą historię. Otóż niedawno u włoskich wybrzeży zatonął statek turystyczny  i zginęło w nim wiele ludzi. Pewien chłopiec, któremu zginęła mama, nie mógł spać i wciąż dopytywał tatę o swojego pluszowego misia, który pozostał na statku. Wreszcie tata zdecydował się poprosić ekipy płetwonurków pracujące na statku o pomoc. Ludzie ci, bez wahania od razu przystąpili do poszukiwań i wsród setek zatopionych na statku rzeczy znaleźli ukochana maskotkę i oddali chłopcu.
    Zima zrobiła się naprawdę zimna. Od dwóch tygodni temperatura i nocą i dniem zawsze wskazuje poniżej minus 10 stopni. Gdyby nie nasz kominek zbałwaniłoby nas. Piec żre węgiel, jakby chciał się najeść już na przyszłą zimę. Ptaszki za oknem tłumnie wydziobują z karmnika nasypane przez nas ziarno. Upiekłem żytni pszenno-żytni chleb i w końcu mi wyszedł. Diesel opel nasz choruje z zimna i odpala z cierpieniem pod maską.suche ręce od pracy w kotłowni smaruje kremem do rąk z Ikei, którego Twoja mama aż tak nienawidzi, że pewnej nocy, gdy położyłem się do łóżka, kazała mi iść umyć ręce, bo inaczej "się zżyga".

  Staram się pisać co jakiś czas dla Ciebie tutaj, choć jak często piszę w trakcie rzadkich odwiedzin na tym blogu, z konsekwencją problemy mam pewne. A tu Wiktor, o którym ci wspominałem opowiadał mi o pewnej Amerykance, która propaguje taka metodę rozwoju, aby codziennie rano napisać 750 słów i raz w tygodniu znaleźć czas tylko dla siebie, na kontakt ze sztuką lub doswiadczenie sytuacji dających zupełnie nowe, świeże bodźce.

  Mama zastanawia się czy nie pójść do szkoły uczącej umuzykalniania dzieci, prowadzonej przez ludzi, których spotykasz raz w miesiącu w Krakowie na koncertach dla małych dzieci. To własnie tam będąc, nocowaliśmy u Lany i Wiktora, a Lana pstryk-pstryk pstryknęła ci kilka pięknych zdjęć.

wtorek, 31 stycznia 2012

Tańczący Kostek w sercu zimy.

        Za cholerę nie umiałem dać tytułu temu postowi. Niech będzie i ten, co powyżej. Wczoraj bowiem w czasie wizyty u Twoich chrzestnych, chrzestny Twój zany wujkiem Przemkiem, puścił z wysokiej klasy odtwarzacza muzycznego serbskie melodie. A ty nagle zacząłeś tańczyć, przechodząc na boki z nogę na nogę i ręcę trzymając lekko podniesione niczym budda w czasie lewitacji.To wprawiło nas wszystkich w bombowy nastrój. W domu mamy zimno, za oknem zbliża się temperatura poniżej  minus 20 i opel nasz ledwo co zapala. Ciebie męczy katar. Piec kominkowy, kaflowy, zielony grzeje naszą sypialnie odcinając nas od chłodu naszego poniemieckiego domu. Suche powietrze nawilża nawilżacz. Wlałem do niego całą butelkę wody mineralnej Żywiec i kilka kropel zapachowego olejku. Zapach lawendy osiada wewnątrz nosa . Woda z kranu nie jest dobra do nawilżacza, bo będąc bogatą w kamień, hojnie się nim dzieli, pozostawiając brudny osad na urządzeniu.
     Masz cztery zęby, dwa u góry i dwa na dole. Mniej niż większość twych równolatków, za to przerastasz ich wzrostem i gęstością owłosienia głowowego. Gryziesz nimi jednak znakomicie pokarmy. Lubisz chleb i mięso. Wszystko lubisz. Dajemy ci minimalne ilości cukru, co dziwi wiele osób i pytają: nie dajecie mu lizaków? gum maoma, czekoladek? kinder niespodzianek? słodzonych napojów?
       Nie dajemy!
Twój organizm będzie nam wdzięczny.
Tylko czy ty zgodzisz się ze swoim organizmem?

poniedziałek, 9 stycznia 2012

O strasznej pani z ubezpieczeń i o zupełnie niestrasznych Twoich losach.

   Twój dziadek miał kiedyś bardzo poważny wypadek samochodowy. Jako pasażer przeżył, ale jego kolega kierowca zginął na miejscu. Miał trzydzieści trzy lata. Moja siostra, Twoja ciocia, córka Twego dziadka skontaktowała się ze swoim kolega adwokatem, aby wszcząć sprawę odszkodowania z PZU, które Twoim dziadko wydaje się zbyt małe. Ten adwokat opowiadał następująca historię. Pewnej rodzinie w wypadku zginęło dziecko. Jakaś pani z PZU we  wniosku do sądu napisała, że po śmierci dziecka, tej rodzinie polepszyły się warunki finansowe i nie powinni dostać tak wysokiego odszkodowania. Kolega Twojej cioci wygrał tę sprawę. Instytucje finansowe w ludziach widzą ciągi liczb.
    W gliwicach otworzyli czekoladziarnie w miejscu po sklepie mięsnym. Mamie bardzo podobały się zawsze stare kafle w tym sklepie. Teraz pijąc czekoladę można je nawet podotykać.A ty nawet dwa razy zamoczyłeś palec w gorącej, wytrawnej czekoladzie, choć znacznie bardziej smakował ci kiszony ogórek u babci. Gryzłeś go i mieliłeś kilka minut, a babcia biegała za Tobą przerażona, bojąc się, że możesz się udławić. Lecz nie tobie dławić się kiszonymi ogórkami.
    Łazimy za tobą, gdy trzymasz w ręku jakiś fragment pokarmowy, gdyż w swej dobroci chcesz nim zawsze obdarować Neskę wciskając jej to wprost do pyska, a ona wiedząc o tym, już za wczasu wyprzedza intuicyjnie Twe zamiary, chodząc za Tobą z pyskiem w ty,m momencie Twego wzrostu naturalnie umieszczonym na wysokości Twojej ręki.
     W ostatnią sobotę byliśmy z Tobą na koncercie dla małych dzieci w filharmonii w Krakowie, gdzie metodą gordonowską byłeś audiowany. Sprawdź sobie, co zacz znaczy owo pojęcie, bo tłumaczyć mi się nie chce. Twoja mama wierzy w umuzykalnianie Cię jako sposób rozwoju. Ja też w to wierzę, ale mama twa ma z leksza zakusy kapłańskie,a ja jestem raczej wierny stojącym za filarem.
Czy pisałem ci, że dość konsekwentnie co poranek robisz kupę na nocnik, czerowny, plastikowy i mało stabilny; taki, że źle na nim usadzony, potrafisz wysikać strumień z jego wnętrza na drewnianą podłogę.
   Tak, mamy drewnianą, dębową, o lans się ocierającą podłogę. Wyuczyłeś się po niej poruszać sprawnie i powszechne w tym kraju panele nie sprzyjają Twej stabilności. Nie tylko Twojej. Sporo takich tanich, brzydkich paneli dostaliśmy od znajomych i palimy je w piecu. Modlę się, o to, żeby nie truć nimi środowiska, lecz cena węgla powoduje, ze tracę wiarę i przestaję się modlić. Niestety ludzi nie stać, żeby być ekologami. A bez ciepła w domu nie stać ich, żeby w ogóle być.
    Całkiem świadomie robisz tzw. papa. czyli machasz ręką w sytuacji, gdy zbliża się czas wyjścia, gdy cię ubieramy, a nawet, gdy sam chcesz opuścić miejsce, które akurat jest miejscem naszego pobytu. Nauczyłeś się również pokazywać, że ci smakuje, masując się po brzuszku, choć na początku masowałeś się niczym obrazoburczy gwiazdor rocka wprost po schowanym w pampersie siusiaku.
Pokaż jak ci smakuje?-prosimy, a Konstanty namiętnie kręci rączką po małym swym narządzie rozrodczym siusiakiem zwanym jak wyżej.
Papa, Konstanty -mówię, bo rozpisałem się. Rozpasłem się w rozpisaniu. 23.13. na dworze plus jeden stopień. O dwadzieścia więcej niż rok temu.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Styczniowe nowe, choć rzadkie.

        Najtrudniejsza w życiu, choć najważniejsza jest konsekwencja w tym, co się robi. Przez pierwsze miesiące Twojego zycia byłem konsekwentny w pisaniu dla Ciebie, a teraz opadam z sił. Obiecuję sobie wiele konsekwencji i opadam z sił. Wiem, że to przez te opadania, nie udaje mi się odnosić sukcesów, drobnych i duzych, małych i malutkich, które chciałbym odnieść. Moje lenistwo rzuca mnie w ikeowską kanapę przed głupim telewizorem, zamiast pisać dla ciebie o pamiętaniu.
    Ty jesteś moim sukcesem -konsekwentnym. Wyczekanym, chcianym, zapowiedzianym.

             Minął rok Twojego życia. Na Twoim roczku było całkiem sporo ludzi. Twoja babcia zrobiła antrykoty z kurczaka. Gdy wszyscy rozeszli się do domów, znaleźliśmy w garnku z nieruszanymi antrykotami jednego ze śladami nadgryzienia. Półokrągły ślad czyjejś szczęki wywołał we mnie  detektywistyczny instynkt. Któż mógł ugryźć i zostawić? Przecież mógł bez żadnej obawy wziąć nawet do ręki cały albo odkroić sobie setkami pożyczonych od rodziny noży kawałek?
   Twoja babcia nie nosi zębów, więc nie ona, tym bardziej, ze sama przygotowała powyższe kotlety. Wujek Tamer, mąż Twojej cioci Michaliny, chłopak  z Palestyny? Wujek Janusz -wujek Twojej mamy Oli z wąsem jak szlachcic i dość rubasznym dowcipem? Niestety nie rozwiążę tej zagadki, ale może ty kiedyś zapytasz, kto nadgryzł kotleta i zostawił go wśród nieruszanych na Twoim roczku.

         Sylwester jak rok temu zakończył się koło jedenastej wspólnym naszym zaśnięciem. Neska chowała się pod szafą przed wybuchami petard.

         Uwielbiasz wszystkie przyciski i elektroniczne światełka. Dziś jak i w wiele innych dni wiele minut spędziłeś klikając myszką i naciskając klawiaturę komputera, obsługując przyciski wieży, wciskając przyciski komórek, pilotów, telewizorów, kuchenek, piecyków i wszystkiego, co ma jakiekolwiek przyciski. Wyczuwasz przyciski momentalnie, choćby miały bardzo nowoczesne designy kamuflujące ich przciskowość. Talent czy wyczucie czasów? O tak, Konstanty, żyjemy w erze Przycisków.

     Zima tego roku zimną nie jest. Może i dobrze, bo węgiel znów podrożał. Kupiłem go w workach. Łatwiej wpakować do kotłowni, choć i tak po trzech tonach odczułem niejakie zmęczenie, ale przede wszystkim trudne do zmycia  węglowe ślady wśród zmarszczek na dłoniach.
     Codziennie odkrywasz coś nowego w tym świecie, a ja odkryłem dziś, że mogąc uczestniczyć w tym odkrywaniu wespół z Tobą, tak faktycznie odświeżam swój mozg i to jak dostrzega rzeczywistość. On, przyzwyczajony do wszystkiego, co wokół. szuka jakichś nowych pobudzeń; a tu masz! Dziecko -rwie na strzępy toaletowy papier, odkrywa smak awokado. Patrzenie na takie zdarzenia i szukanie swoich nowych reakcji na Twoje pierwotne odkrywanie świata, budzi, pubudza i nabudza.
     Obserwując Cię, dość często wracam do swojego dzieciństwa, do swoich pierwszych wspomnień, do smaku odczuć tamtego nieistniejącego już świata. Gdzieś istnieje to we mnie, trochę zakopane i jesteś Konstanty archeologiem mojego dzieciństwa.  

Zachowanki Drugie

       Tuż przed pierwszymi urodzinami, gdy byliśmy z Tobą w Krakowie, na koncercie dla maluchów w Filharmonii, zrobiłeś swoje pierwsze samodzielne kroki. Obecnie uprawiasz chodzenie znacznie częściej niż raczkowanie,  co zmniejszyło zużycie wody i proszków do prania, gdyż raczkując lub czołgajac się, prawie codziennie zużywałeś przynajmniej pół kilograma dzianin.
       Gdy nie pozwalamy ci robić tego, na co masz ochotę, wpadasz w namiętną furię, z wyginaniem się w łuk, kładzeniem na podłogę i wrzaskiem.
       Gdy prosimy Cię abyś pokazał ciocię, wskazujesz palcem każdą kobietę w otoczeniu 5 metrów, prócz przekraczających wiek około 60 lat. gdyż dla tych pań zarezerwowane jest zrozumiałe już dla Ciebie pojęcia  babcia.
       Rozumiesz  słowo "daj". Zazwyczaj przynosisz rzecz, o którą cię prosimy, ale w ostatnim momencie rezygnujesz z jej oddania, odwracasz się na pięcie i odchodzisz.
    Codziennie jesteś kimś nowym, Konstanty.

niedziela, 20 listopada 2011

Okoliczności ósme

          Mało piszę, co dzieję się w cieniu naszego z Tobą życia. Kilka uwag podam tutaj, może będzie ci łatwiej dostać piątke z historii. W naszym kraju poraz drugi z rzędu premierem został mężczyzna o obco brzmiacym imieniu i nazwisku -Donald Tusk.  Europa wedle radia i telewizji przeżywa kryzys ekonomiczny. Bliskie bankructwa są Grecja, Włochy i Hiszpania. Ktoś zauważył, że ciężko dzieje się w krajach, gdzie obowiązuje siesta. U nas wszystko jest drogie, bardzo drogie. Benzyna podrożała bardzo a to bardzo i kosztuje tyle za litr, co półtora chleba.
       Listopad jest bezdeszczowy i raczej ładny. MAsz katar i chyba zaczniesz mnie nienawidzić, bo wyciagam ci go specjalną taką wyciągarką to znaczy rurką z ustnikiem z mojej strony i z rurką z dziubkiem od strony Twego nosa. NA sam widok tego narzędzia zaczynasz ryczeć i nie przestajesz po zakończeniu procederu. Modlę się, by cię nie utraumatyzować, bo przykłądowo widok baby w fartuchu zbliżającej się do ciebie każdorazowo wywołuje ryk z Twego jedenastokilowego ciała.
            Kupiliśmy ci na Allegro szelki pomagające w nauce chodzenia, bo Twoja ulubiona obecnie zabawa to śmiganie po mieszkaniu z wykorzystaniem naszych skrzywionych kręgosłupów, gdy trzymamy cię za podniesione do góry rączki.
     Mama siedzi w internecie i  godzinami ogląda strony z zabawkami, zastanawiając się, co kupić ci na roczek. Rozpaliłem w kominku, bo śmierdziało zeń ( prawodpodobnie z przyczyn ćiśnienia powietrza nieodpowiedniego) wędzoną kiełbasą.
Do snu czytam najnowszą powieść Murakamiego, japońskiego pisarza, i nie mogę oderwać się od tej prozy. Jest to proza nie do oderwania ode mnie. A jeszcze inaczej -pierwsza moja książka przeczytana w tym roku. Czyli wyrobiłem średnią krajową. Ale to Twoja wina, gdyż główną moją literaturą jest wnętrze Twojego pampersa. Głupie żarty, synku, Ty jesteś biblią naszą, bajką ilustrowaną, przewodnikiem turystycznym po szczęsciu.

wtorek, 15 listopada 2011

Kostkowa Opowiastka Szósta

Pan Pielucha postanowił wyjść na balkon i pogłaskać ulubiony liść ulubionego rododendrona. Nie zdążył nawet wyciągnąć ręki, gdy usłyszał:
-To jest napad!
- O matko Tetro -jęknął, po czym stał się w osiemdziesiąt trzech procentach żółty.
- Ratunku-wykrzyczał -kim pan jest?
- Na prawdę mnie Pan nie zna? -zdziwił się nieznajomy - Jestem Oranżadowy Potwór i szczerze mówiąc nie mam czasu na więcej wyjaśnień, bo mam kolejny napad u Pana Gaci, wie Pan jak do niego trafić?
 Pan Pielucha był niebywale kulturalnym osobnikiem, dlatego wyjaśnił Potworowi, ze musi trzy przystanki jechać autobusem numer 111, potem piechotą pod górkę,a  gdy już będzie na górce, to jeszcze raz piechotą na większą górkę, a gdy już będzie na tej drugiej górce, to zazwyczaj nie ma się siły piechotą wejść na trzecią górkę i należy poczekać na autobus 111 bis, który co dwa dni podjeżdża na trzecią górkę, gdzie mieszka Pan Gacie.
-Dziękuję -odpowiedział Oranżadowy Potwór doprowadzając jeszcze 4 procent Pana Pieluchy do barw oranżadowych. Następnie zrobił kilka notatek i wypłynął z balkonu.


  -Ha, ale się pomściłem za ten oranżadowy napad na moją godność -chwalił się potem Pan Pielucha pannie Rękawiczce
Bokserskiej.
- Zadał mu Pan trafny cios? - dopytywała.
-O nie, zmyliłem go.
- Unik? -dopytywała panna Rękawiczka
- Ależ skąd. Po prostu autobus 111 bis, nie co dwa, tylko co trzy dni podjeżdża pod ostatnią górkę.
         Wszystkim innym natomiast, którzy dopytywali go dlaczego nagle tak pożółkł jakby go napadł Oranżadowy Potwór, odpowiadał tajemniczo o swojej rzekomej wycieczce do Szanghaju albo o eksperymentach udoskonalających kogel-mogel z siedmiu żółtek.

sobota, 12 listopada 2011

Zachowanki PIerwsze

       W tym dziale chcę Ci pisać o nowych umiejętnościach Twych czyli kiedy zrobiłeś coś poraz pierwszy i co to było.

Od trzech tygodni potrafisz wskazywać palcem na lampę, gdy spytamy cię gdzie jest lampa. Kilka dni później do katalogu obiektów, które potrafisz wskazać, gdy pytamy o nie -jest mama oraz neska. Tata czyli ja czasami. Wczoraj pokazałeś palcem moją mamę, pytany gdzie jest babcia, mimo że widzisz ją rzadziej niż mamę Twojej mamy, u której się przecież żłobkujesz. Zastanawialiśmy się czy słowo babcia nie oznacza dla ciebie nie tyle konkretną osobę, co kobietę starszą. Czy rozpoznajesz już różnice wiekowe?

Kilka razy zrobiłeś już brawo-brawo. Czyli klaskasz w dłonie, gdy wypowiemy brawo-brawo.

Trzymany za rączki tuptasz kilka metrów.


Czasami uczynisz pa-pa.

Gadasz i gaworzysz często. Głównie sylabami jak następuje: adadadadatatataadadabababa. Nie wybrzmiałeś jeszcze mamą.

Pierwsza krew przed pierwszym śniegiem na białym szkle

       Nocą zaczęły się przymrozki, choć to nadal jedna z piękniejszych jesieni, które pamiętam.
Szczerze, fatalnie zapamiętuję rok po roku następujące po sobie pogody, a to zawsze żywy temat ludzkich rozmów.
  Dziś miałem zamiar trzeć marchewkę na tarce jako dodatek do pasty rybnej, gdy Twój płacz przywołał nas do pokoju. Na kominkowej szybie leżałeś z głową we krwi.Przerażenie. które ogarnia mnie na myśl, że  kilka milimetrów, a mógłbyś stracić oko lub życie, zbliża mnie do rozumienia nadwrażliwych rodziców, odbierających dziecku samodzielność, by tyko móc mieć większą pewność jego istnienia, jego przetrwania w dżungli kantów, drobnych przedmiotów zakrztuszaczy.
Chcę chronić Twoje zycie. Chcę chronić Twoją samodzielność.
   Pojechaliśmy do Chorzowa, gdzie niebywale milczący lekarz w ciągu pięciu sekund nakleił ci specjalny plaster, po czym około kwadransa pisał o tym w komputerze, nie wypowiedziawszy do nas ani słowa. Dość często spotykam lekarzy, którzy mają problem z nawiązaniem kontaktu,a to właśnie, -jak mówi jedno z wracających czasem do mnie zawodowych powiedzeń -to właśnie kontakt leczy.
      Zimnym acz słonecznym popołudniem wsadzaliśmy w ogródku krzewy, które Twoja mama przedstawiła mi jako ałycza. Siedziałeś w wózku, obserwowałeś świat i rozwijałeś swoją cierpliwość.
Twoja dziecięcia cierpliwość fascynuje mnie; ta umiejętność zajęcia się sobą, nienarcyzowania rykiem cokilkasekundowym. Nie jest przy tym Twoja cierpliwość jakimś rodzajem braku energii, marazmem niemowlęcym lecz po prostu cechą godną wspominania, gdy już jako nastolatek będziesz chciał się dowiedzieć jaki byłeś. A pewnie  to zadatki Twojej linii charakterologicznej, zręby osobowości.
     Jak pewnie wiesz, większość znanych nam, nawet młodszych niż ty lub równoletnich dzieci, ma już jakieś zęby. Tobie przebił się jeden i nie rósł, aż tu dziś na ogródku,  trakcie wkopywania ałyczy na żywopłot (podobno robi się z niej zywopłot nie do przjścia), Twoja mama woła mnie i przytrzymując paluchem Twoją wargę, wskazuje na wystający już dwa milimetry ponad dolne dziąsło lewy ząb numer jeden.
       Cierpnie mi prawa ręka od pisania na klawiaturze , dlatego kończę. Wejdę jeszcze do internetu poszukać przepisów na cierpnącą rękę, a potem zapraszam Cie do nowego działu o tytule Zachowanki. Jest 23.17. Śpisz, choć tyłek masz odparzony niebywale.

wtorek, 25 października 2011

Październikowe dwatysiącejedenaste Twoje

Straciłem rytm blogowania. Trzydziestoparoletnia moja starość ojcowska  do snu mnie wciąga niczym bagno, szambo lub na przykład wciągarka nosowa marki Frida, która wsysam z Twego nosa mokre bublesruble, gdy katar cię odwiedza. Nie znosisz tego.
Uwielbiasz już stać na dwóch nogach, choć  troszkę koślawo,acz klawo. Wystarczy ci jakiś fragment pionowy, aby oprzeć ręce, wstać i podskakiwać szybko i rytmicznie, wystrzeliwując przy tym z gardzieli tatadatdatatadada karabinowym, melodyjnym strumieniem.
Raczkujesz szybko i konsekwentnie. Gdy pytam Cię gdzie jest lampa, patrzysz na lampę, gdy pytam cię gdzie jest mama, patrzysz na mamę, gdy pytam cię gdzie jest Neska, patrzysz na Neskę. Gdy pytam cię, gdzie jest tata, patrzysz na lampę. Albo na Neskę. Coraz więcej przebłysków inteligencji na nieboskłonie żywota Twego konstantowego. Ależ okropna to była metafora.Dziś na przykład wyciągnąłeś wtyczkę z kontaktu i potem przez dziesięć minut próbowałeś włożyć ją z powrotem. Prąd mnie przechodził na widok tego błysku w Twoim kapitalnie skoncentrowanym spojrzeniu.
      Chodzisz razem z nami do Chorzowa do Szkoły Muzycznej Yamaha na zajęcia muzyczne o nazwie Szkraby w Krainie Dzwięków. Postacią,która otwiera i zamyka zajęcia i pojawia się w książeczce dla dzieci, któej nie kupiliśmy jest paskudna maskotka foczki i paskudnym niepolskim imieniu Robby. Ale zajęcia są git. Prowadzi je młody, dwudziestoparoletni chłopak i co tydzień z innymi rodzicami i ich dziećmi łazimy w rytm muzyki wokół płachty, kołysząc cię i śpiewając. Innymi słowy, mam ma nadzieję, że się umuzykalnisz.
Poza tym od naszego mechanika kupiłem złotego renaulta twingo za 1800 zł, żeby dojeżdżać do pracy, gdy mama równolegle w czasie wiezie cię do babci. Nazywam go renolt i nie lubię jeździć nim po autostradzie, bo wszystkie samochody wymijają mnie, mimo że prawie kolanem wciskam gaz do oporu.
     Wciąż nie masz zęba i jak ci nie wylezie do miesięcy dwóch, bedziemy musieli iść do stomatologa. Wciąż nie masz zęba i każdy pokarm miast gryźć, to dziąślisz i ugniatasz przed połknięciem.
Uwielbiasz Neskę. Jesteście teraz w tej samej kategorii wagowo wzrostowej i dość często bierzecie udział w sparingach lizawczo-klepaczych. Ona cię liże gdzie popadnie, szczególnie po uszach, rękach, twarzy. Ty ją klepiesz w tzw stylu Benny Hilla. otwartą dłonią kilka razy gdzie popadnie.
Zasypiasz o 21. Wstajesz koło 6 lub po 6. Twój zgrabny i konsekwentny rytm utwierdza mnie w zawodowym przekonaniu, że wychowujemy Cię w bezpiecznej atmosferze, nawet pomimo tego, ze dziś mama Twoja nakrzyczała na tatę Twojego, że robiąc jej rano kanapki do pracy nie użył oczekującej na użycie, pokrojonej i umytej, leżącej biernie w lodówce papryki.

środa, 21 września 2011

Okoliczności siódme

      Codziennie spotykam jakichś ludzi, których historie zostają mi w pamięci. Potem dzieje się coś nowego i zapominam ludzi, których spotkałem. Ostatnio zdarzyły mi się trzy obserwacje. Lubię gapić się na ludzi no i wtedy dochodzi do obserwacji.
Obserwacja pierwsza. Odprowadzaliśmy Twoja babcię do kościoła. Razem  z Tobą. Na przeciw nas ulicą szła mama z pięcioletnią córką.

Córka: Mamo, strasznie bolą mnie nogi! Kto mnie poniesie?
Mama: A wiesz jak mnie bolą! Okropnie! Kto mnie poniesie?
Córka: Nikt.
Mama: No i ciebie też nikt nie poniesie.

   Wbrew pozorom była to bardzo miła rozmowa. A noszenie dzieci na rękach jest niebywale ważnym społecznie problemem. Co rusz słyszę opinie ludzi na ten temat, że nie wolno, że nie przyzwyczajać, bo kręgosłup, bo nie będzie chciało chodzić samo. Nosimy Cię na rękach, owszem, ale mimo wszystko najlepiej nosisz się sam.

    Kilka dni temu w Bytomiu tuż obok Poczty Głównej wkładałem Cię do Twojego nowego fotelika za sześćset złotych (ze starego wylewałeś się zanadto) i za plecami usłyszałem rozmowę kobiety lat 38 z mężczyzną lat nie zdążyłem zaobserwować. Usłyszałem tylko strzęp historii, ale utkwiła mi w głowie jak pocisk lub jak między zębami fragmencik pokarmu.

....i wtedy ta myszka przegryzła tabernakulum i zjadła pana Jezusa.....

    I nie wiem jaki był początek tej historii, ani finał. I nie wiem czy to anegdota religijna czy cytat ze swojego dziecka. Takie miałem skojarzenie, że kobieta lat 38 opowiada historię, którą jej opowiedziała jej mała córka. Szukam w internecie mitu o myszy co zjadła Pana Jezusa,a le nic nie znalazłem. Wymyśle jakąś opowieść z tego skrawka.

         W autobusie 820 z Katowic do Bytomia stałem na przeciw mężczyzny lat 31, ubranego schludnie z teczką laptopową w ręku. Całą drogę obgryzał paznokcie, nerwowo wkładał palce do ust. Podrzucał ramionami lub szeptał coś pod nosem. Non stop. Wszyscy udawali, że nie widzą, ale każdy pasażer w okolicy kątem oka patrzył. Ludzie lubią gapienie się. Czuć było napięcie. Zawsze pojawia się wyczuwalne napięcie jeśli ludzie nie wiedzą co dzieje się wokół nich. Mężczyzna miał Zespół Tourette’a. To neurologiczne zaburzenie objawiające się niekontrolowanymi tikami. Nikomu nie jest łatwo żyć wśród ludzi jeśli widać jego odmienność.Tylko podobni mają się dobrze. Choć nasza edukacja stawia na tolerancję odmienności.
       Jak to jest w Twoich czasach?

wtorek, 13 września 2011

Okoliczności szóste

        Zrobiłem notatki. O tym, co chcę ci napisać. Żeby nie zapomnieć. Nie zgubiłem notatek. Ale mam inny problem. Nie umiem się z nich odczytać.

Jest taka historia, ze pewien mężczyzna przyszedł do apteki z kartką w ręku.
   - Czy mógłby mi pan...- zaczął.
- Już panu podaje -przerwał mu gorliwy aptekarz, wyrywając mu kartkę i po chwili przyniósł lekarstwo.
- Proszę bardzo -powiedział aptekarz
- Ależ, źle mnie pan zrozumiał. Ja chciałem tylko, żeby mi pan  przeczytał, co tu jest napisane, bo dostałem list od przyjaciela i nie mogę się rozczytać.
   Wierz tym autorytetom, które wierzą bardziej w Ciebie niż sobie.

  Po tym krótkim moralizatorskim kazaniu, chcę Ci powiedzieć, że w te wakacje odkryłem, z pomocą Twego dziadka, który okropnie się irytował, próbując wytłumaczyć mi nieudolnie, to co odkryłem w te wakacje. Staliśmy wpatrzeni w suwmiarkę, a ja odkrywałem, że potrafi ona pokazywać dziesiętne części milimetra. Gdy byłem dzieckiem, lubiłem bawić się suwmiarką, nie wiedząc czym jest. Gdy byłem nastolatkiem, nie bawiłem się suwmiarką, dalej nie wiedząc, czym ona jest. Jako dorosły korzystałem z suwmiarki i wydawało mi się, ze wiem czym jest. Teraz dojrzałem. Wiem czym jest suwmiarka i przekażę tę wiedzę tobie, abyś mógł odmierzać milimetr po milimetrze chociażby dziury w swetrze.
Idzie Konstanty
Milimetranty.

 Jeśli już dorośniesz i będziesz umiał czytać, koniecznie zajrzyj do książek Eduardo Mendozy. Szczególnie do trylogii zaczynającej się od Przogód Fryzjera Damskiego. To jest śmieszne. Mniej śmieszne jest to, że mieliśmy całą trylogię, ale pożyczyliśmy komuś, kto ma podobny problem, co my. On nie pamięta, że to nasze. My nie pamiętamy, że to on.







Ostatnio mamie zdarza się grac w Lotto. Właśnie myłem zęby, gdy usłyszałem radosne piśnięcie. Kupię sobie samochód -pomyślałem.
-Mam trójkę!! -krzyknęła.
- Resoraka -dodałem w myślach.

    Jedna z chłopców z Żywca, gdzie prowadzę grupę, powiedział, że ich nauczycielka powiedziała, że nie można być szczęśliwym jeśli zarabia się poniżej 10 tysięcy miesięcznie.
    Wszyscy nauczyciele są nieszczęśliwi.
Wspominałem Ci, że twoja mama jest nauczycielką w gimnazjum? Nie? To uważaj: Twoja Mama jest Nauczycielką w Gimnazjum!! Przeraźliwie dużo musi drukować na drukarce. Wczoraj wciągnęło jej 20 kartek. Leżą teraz pod kominkiem, ofiary antyekologicznej edukacyjnej biurokracji. Twoja mama oprócz kilkudziesięciu różnych ogłoszeń dla rodziców, musiała również podać i to, że w gminie Bytom, zostały zrzucone szczepionki dla lisów. Każdy rodzic gimnazjalisty musi się podpisać pod tą informacją, że ja przyjął. Być może chodzi o to, żeby zabezpieczyć twoją mamę przed sytuacją, w której jakiś gimnazjalista, znalazłszy ową szczepionkę i skonsumowawszy ją, poczuł się nieswojo i obwinił tym mamę, że go nie wyedukowała na temat szczepionek przeciw lisiej wściekliźnie.
    Podróż do Żywca, gdzie teraz pracuje zajmuje mi czas następujący:
4,16 -pobudka
4,53 -autobus
5,23 -pociąg pierwszy i 4 minuty na przesiadkę
6,05 -pociąg drugi
8,08 do 8,45 spacer ulicami miasta Żywiec.
9 -13 praca
13,30-16,30 -powrót.
Czy ty to przeliczyłeś?? Więcej w trasie, niż w pracy.


       Trzymaj kciuki! Zakładam Śląską Szkołę Dramy. Będę uczył dorosłych, co mają robić z dziećmi, żeby wyrośli na dorosłych, albo co robić z dorosłymi, żeby byli dorośli. Tak na prawdę będę uczył ich dramy. Jak zamieniać opowieści na pracę, zabawę i naukę. Plakat zrobiła Magda Drobczyk, moja dobra koleżanka z czasów, gdy nie byłem jeszcze dorosły. Może teraz, gdy to czytasz jest już sławna wśród jakichś dorosłych?.





Doroślidorosołu! Taki będzie pożytek, że przynajmniej spać będą chodzić z kurami.A teraz 00:26 Twój tata czyli ja, ze świadomością, że jutro 04:16 wstaję, siedzę, miast leżeć.Dobrze, już idę się położyć! 

Ileż to człowiek musi się nachodzić, żeby móc się położyć.

sobota, 10 września 2011

O zagubionej kartce i próbach odtworzenia czegoś na nowo.

             Kilka dni temu spotkałem kolegę, z liceum Krzyśka Lukoszka, który  teraz nazywa się, żeby jego nowym rodakom było łatwiej; Kristopher Lukoschek. Tego dnia miałem w kieszeni kartkę, na której zapisałem kilka rzeczy, o których bardzo chciałem napisać  tutaj. Straciła się, a jak coś się straci, ludzie często mają wtedy wrażenie, że nie da się tego odtworzyć równie dobrze albo lepiej. Twój dziadek co rusz powtarza, że już nie produkują tak dobrych śrub, zapraw murarskich, papierów ściernych, gwoździ i wszystkiego wszystkiego jak produkowali dawniej, ongiś, drzewiej. No dobra, nie mówi ongiś, ale brzmi jakby mówił.
   Zgubiłem więc kartkę notatkową i nie do odtworzenia jest i nie do podrobienia ta mądrość, którą tamże dla Ciebie zapisałem. Chciałem napisać Ci o rzeczach, które robisz po raz pierwszy. Ponownie po raz piewszy. Tysiące rzeczy robisz po raz pierwszy. Dziś zostawiłem Cię na chwilę w łóżeczku, a gdy wróciłem stałeś oparty o szczebelki. Tak i owszem! Potrafisz to robić od kilku dni. Idzie ci to lepiej niż siadanie, którego jeszcze nie opanowałeś.
       Czasem, gdy walisz mnie ręką po głowie w rytmicznym bachu-bach, zastanawiam się czy w poprawnie wysocjalizowanej rodzinie, genetycznie niepredysponowanej przestępczo, może pojawić się awanturnik i drań. Czas zacząć uczenie cię, co oznacza "nie wolno".  "Nie wolno" to jedno z fundamentalnych komunikatów rodzicielskich. Będę starał się zamiast odciągać cię od tego, co "nie wolno", kierować do tego "co wolno" Czytając to, już wiesz, czy udało się nam, czy raczej jesteś dzieckiem zakazowym?
      Twoja mama obserwując cię prawie non-stop, dostrzegła w twoich żebrach, coś co ją zaniepokoiło. Pediatra kazał nam zrobić badania krwi. Trzymałem cię na kolanach, ale nie byłem w stanie spojrzeć na igłę, przebijającą ci skórę. Myślałem, ze tak jak ostatnio będziesz długo płakał. a płakałeś krótko. Nota bene, uwarunkowałeś się już na biały fartuch i niczym Neska na widok gabinetu weterynarza, tak ty na widok lekarza w fartuchu, rozpłakujesz się niemal momentalnie. Neska, dla sprostowania, nie płacze. Trzęsie się za to jak golas w sklepie z mrożonkami.

         Trochę się zmartwiliśmy. O rzeczach, co się w nas martwią , też chcę opowiadać.
    Być może dlatego, ze jesteś zimowym dzieckiem,a być może dlatego, ze na świecie są miliony chorób, objawów, zarazków i ułomności ciała, badania wykazały, ze gospodarka fosforanowa w Twoim organizmie nie działa najlepiej i może to skończyć się krzywicą. Chorobą dzieci XIX wieku z wielkich miast. Podwoiliśmy ci dawkę witaminy d, jedynego lekarstwa i czekamy miesiąc na kontrolę. Wczoraj mama przesiedziała godzinę przed komputerem czytając o krzywicy i z mokrymi oczami, zastanawiała się czy fakt, że zęby ci się słabo wyżynają i ciemiączko powoli zarasta to nie wina właśnie początkowego stadium tej choroby. Jesteś naszą radością i naszym ukochanym zmartwieniem.
     Konstanty, proszę cię prosto: bądź prosty po prostu.

środa, 31 sierpnia 2011

O tym jak zaniedbałem bloga, nie zaniedbując Ciebie.

         Każdy proces obarczony jest kryzysem. Nasz kraj jest w kryzysie i moje pisanie dla ciebie również. Skułem prawie cały tynk w pokoju na górze i leży teraz kożuchem kurzowym obejmując podłogę i zastanawiam się kiedy to uda mi się przetransportować na dół?
    Kilka dni nie było mnie w domu. Pracowałem z dziećmi z dysfunkcyjnych rodzin w Szczyrku. Przez te kilka dni już jesteś inny. Palcem wskazującym dotykałeś wczoraj mojego nosa, a do tej pory robiłeś to całą dłonią plus zamach.Już chcesz wstawać, choć jeszcze dobrze nie usiadłeś. Masz nowy wózek, bo stary mama przejechała ci samochodem.
    Dziś ostatni dzień wakacji. Mama wraca do pracy. Ty  zaczniesz żywot swój uprawiać w Bytomiu u babci na 9 piętrze z oknami na jedną stronę, gdzie stoją bloki, a za nimi las.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Zębowego sierpnia początki.

Dziś w gabinecie pani doktor, pediatry Twojej, usłyszałem, że jej patyk, który wkłada ci do ust haczy o zęby. No faktycznie od dwóch dni wywalasz dziwacznie jęzor, a to okazuje się, że było to badanie wewnątrzjamoustno-zapoznawcze.
     Pełzasz po każdej podłodze z lubością, odkurzając kurz, zbierając w świeże stroje drobnoustroje.
Uwielbiasz naszego psa. Gdy go widzisz nie raz zdarz ci się zaśmiać na głos z radości i uwielbienia. Ona czyli Neska też Cię lubi. Nieraz jej z kolei zdarzyło  się włożyć swój jęzor do twojego pyska.
        Od kilkunastu dni w oparciu o lekturę popularnonaukowej książki kynologicznej ćwiczę naszego psa w byciu posłuszną. Musi wiedzieć, że przewodnikiem naszego stada jestem ja, nie ona. Z wchodzenia w rolę przewodnika naszego stada przez Neskę mamy zazwyczaj problemy. Więc ja jestem przewodnikiem naszego stada, choć tak naprawdę za sznurki pociąga mama.

sobota, 6 sierpnia 2011

Gdzie podziały się artefakty dziecięctwa część 1: Czerwony Kapturek.

          Pod tym okropnym, chwilowym, czekającym na zmianę tytułem, będę pisał o różnych ważnych rzeczach z Twojego dzieciństwa i umieszczał ich zdjęcia. Ja pamiętam wiele swoich zabawek lecz podobnie jak wielu do mnie  podobnych zadaję sobie pytanie -gdzie one się podziały? Poginęły w czasie przeprowadzek, w brzuchach pralek,  w paszczach psów, pod pantoflami matek, w obsikanych piaskownicach?
       Twoja babcia przetrzymuje zabawki Twojej mamy . Specjalnie dla wnuka lub wnuczki. Ostatnio dała ci do zabawy trzydziestoparoletnią, pluszową małpę. Czy da się leczyć łysienie plackowate u pluszaków? -chciałem zapytać. Szybko ją jednak odebrała, gdyż trzydziestoparoletni plusz leżakowany w socjalistycznej meblościance zbyt dużo posiada mikroelementów jak na mozliwości twojego żołądka.
      W dzisiejszym odcinku zajmiemy się czerwonym kapturkiem z Kalimby. Jej długie szmaciane nogi i ręce nie raz koiły twoje nabrzmiałe od ząbkowania dziąsła. Na marginesie -zęba jeszcze nie widać. Zgubiliśmy tę maskotkę w drodze powrotnej znad morza i potem po raz drugi kupiliśmy, nie bez problemów, drogo, z pomocą mamy Twego kolegi Kostka z Warszawy.
           Jeśli opuści nas, odejdzie, zarazi się czymś od małpy z wyłysiałym pluszem, napiszę ci o tym. Po to jest właśnie ten dział gdziepodziania się artefaktów dziecięctwa.



Dziś masz osiem miesięcy i turbodiesla w tyłku.

Rano gdy robiłem jajecznicę, zastanawiałem się, jak wiele razy wcześniej, jak rozbijać jajka, żeby żaden mikroskopijny okruch skorupki nie dostał się na patelnie. Zawsze koncentruję się na tym, aby tak się nie stał i bach! nic z tego. Nie znoszę wyciągania skorupek jajka z patelni. Stałem w kuchni, a mama wołała do Ciebie chodź ze mną, gdy ty brzuchowałeś na macie. Przypomniało mi się, że w podstawówce niektórzy stosowali taki oto żart. Pytali idziesz ze mną? gdzie? w d... ciemną lub zamiennie srać pod rynną. Nie wiem czemu, ale ot tak nagle mój mózg wyrzucił mi na brzeg świadomości to wspomnienie.
      A ty ruszyłeś! Czyścisz brzuchem podłogę. Pełzasz zawzięcie i konsekwentnie.Wyginasz się i sprężynujesz.Wszystko jest dla ciebie wspaniałą zabawką, co nie jest z istoty zabawką. Dziś badałeś kosz na drewno przy kominku, żółtą kulkę gąbkę od kluczy, uchwyty w kuchennym kredensie. To twój obecny top zabawkowy.
      W wannie czujesz się jak ryba w wodzie, że poslużę się tym związkiem frazeologicznym prawie dosłownym. Chcemy pojechać z tobą na basen dla bobasów, ale konieczne jest posiadanie przez matkę aktualnego badania wymazów z pochwy,a ja ostatnio dostałem od proktologa maść, co jak pewne się domyślasz wyklucza nas jako osoby, mogące trzymać cię w wodzie. Ale to chwilowe i przejściowe, więc za chwile przejdzie.
     Czy pisałem ci już, że bardzo wiele osób, szczególnie kobiety w sile wieku zachwycają się twoimi oczami i twoim spojrzeniem. Mam nadzieję, że gdy to czytasz ów zachwyt nie mija, oby tylko wiek zachwycających się zbliżył się do twojego.I oby płeć ich odmienną była.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Kilka szybkich zdań o sprawach z ostatnich dni.

Jutro ważny dzień. Odkuję drzwi na piętrze i przebiję się na strych. Tam z odkutych cegieł, zamuruje drzwi na strych, który dzielimy z sąsiadem i trach! mamy składzik na ten wielki bajzel u góry!
   W Norwegii prawicowy szaleniec wystrzelał kilkadziesiąt młodych ludzi. Mama powiedziała, że będąc dziś na ćwiczeniach pilates, nie mogła o tym przestać myśleć.
   Potrafisz już na kilka sekund wytrzymać na czworakach. Dziś u babci Grażyny dostałeś kiszonego ogórka. Zamiennie wkładałeś go do buzi i okładałeś nim udo mamy.
  Cały tydzień pada. Odwiedziłeś dziś w ten deszczowy wieczór kuzynkę swą, córkę kuzyna mamy Lenę Ludwikę. Niestety nie widzieliście się, bo albo ona spała albo ty.
 Kilka dni temu mama wygrała 461 zł w Lotto. Jest to niestety o kilka milionów za mało, abyśmy mogli nie martwić się faktem bycia dorosłymi ludźmi.
  W sobotę odwiedziła nas Iza z Ingą. Inga ma dwa lata i bardzo Cię lubi. Pamiętasz ją, kojarzysz, kolegujesz się?
Za dwa tygodnie mam wizytę u proktologa. Niestety tylna część mnie trochę nawala. W naszym pokoju strasznie skrzypią drzwi. Nasmarowałem zawiasy kilka razy. Już mi się śniło o tych drzwiach,ale dalej nic. Najbardziej drobiazgi podsycają frustrację.
Jestem Twoim tatą, który dużo śpi. Wolę spać niż nie spać. Być może to marnowanie świadomego życia, ale przyjemność, której doświadczam, gdy okazuje się, że po przebudzeniu, mogę jeszcze trochę pospać, to ogólnoludzkie, dzielone przez miliardy ludzi doznanie, które łączy nas bardziej niż religia, siku czy tym podobne okoliczności życiowe. Doświadczę tego ponownie nad ranem, choć czasem Konstanty przeszkadzasz mi w tym doświadczaniu, ale przeszkadzasz doświadczaniem Ciebie czyli snu naszego, co się spełnił. Dobranoc.

wtorek, 19 lipca 2011

O tym, co słychać u Ciebie i o tym, co słychać obok Ciebie

Na piankowej macie, o której pisałem ci już kilka słów potrafisz jak wskazówka sekundnika kręcić się w koło, a gdy zdecydujesz się, że coś cię ciekawi, podpełzujesz niczym animowana dżdżownica. Inną nowością jest Twoje odkrycie krzyczenia. Jest to krzyk życiowy, naturalny, ciągły, kilkusekundowy, raczej zabawny, niezajęty bólem czy wołaniem o pomoc. W swoim kaszkiecie i z wielkimi oczami, którymi patrzysz nad wyraz głęboko, zwracasz uwagę przechodniów. Co chwilę, ktoś komentuje Twoje spojrzenie. Dużo się ruszasz, wyginasz, wykrzywiasz. No a na dodatek, od tygodnia masz katar. Wyciagamy Ci z nosa katarowe kluski z pomocą nas obojga -ja trzymm ręce, mama głowę oraz aparatu, który składa się z wężyka, ustnika i rurki donosowej. Mama wciska ci do nosa donosową rurkę, Ty ryczysz i bronisz się zaciekle, a ja ustnikiem ciągnę kózki-galaretki. Pomiedzy moimi ustami a nimi, tkwi w rurce gąbkowy filtr, co broni mnie przed konsumpcją. Myślałem dziś rano czy mogą istnieć rodzice, którzy brzydziliby się takie higieniczne wyczyniać wybryki?
   Przed wejściem do naszego domu, poprzedni właściciel zatynkował kamienną podmurówkę oraz klinkierowe cegły. Od kilku dni odkuwam z pomocą młotka i majzla ów piękny kawałek elewacji. Córka, poprzedniego właściciela, Mariola, która jest moją księgową obecnie, nie ma pojęcia dlaczego jej tata tak zrobił. Tysiące uderzeń młotka w stary tynk i chyba mam zakwasy w nadgarstku. Dziś młotek pękł na pół. Nie wytrzymał. Na kolację wymyśliłem sałatkę, z tego co było pod ręką. Z  ogródka wziąłem dużą kalarepę, kilka przepysznych pomidorków koktajlowych, z lodówki troche czarnych oliwek, paluszki surimi z lidla, troszkę posiekanej zielonej pietruszki, kilka kawałków sera gorgonzoli, którego Twoja mama używała do kanapek z wiśniami według przepisów z prenumerowanej gazety Kuchnia; oliwę z pestek winogrona i kilka kropel soku z cytryny. Pociąłem, pomieszałem, zjadłem.
Pociąłem, pomieszałem, zjadłem. Myślę, że tak powstają nowe dania. Dzięki połączeniu głodu i rzeczy, które trzeba zjeść, inaczej się popsują.
    Teraz śpisz w łóżeczku od kilku dni eksperymentując z nową pozycją snu. Jesteś wygięty w łuk, leżąc na boku. Podszedłem do Ciebie, położyłem dłoń na Twojej piersi i poczułem bicie serca. Wróciłem do komputera i napisałem o tym. Cały czas o tym piszę. Jestem podłączony do ciebie jak ekg.
    Nad Gliwicami burza. Cały tydzień ma lać. Twoja ciocia Misia przyjmuje swojego teścia z Palestyny. Masło kosztuje 4 - 5 zł. Margaryny nie jemy. Czytam książkę  " Zaklinacz psów" i zamieniam się w przywódce stada wobec Neski. Nie wiem jak zakończyć ten blogowy post. Denerwuje mnie, że coraz mniej jest polskich odpowiedników takich słów jak "blog" czy "post". Jest późno, Konstanty Parówko, tak mówię do Ciebie czasem. Idę Konstanty Parówko, cześć.