środa, 5 lutego 2014

Wracam pisać, bo gadasz. I żeby nie uciekło gadanie.

Jedziemy starym, rozklekotanym oplem naszym, rozmawiając o tym, że nie potrafisz mówić "k", zamiast tego, mówiąc "t".
Mówisz więc tat zamiast  tak.
- jeszcze ci nie wychodzi -mówię - mówienie "k".
- wychodzi mi "jasna cholera", "matko boska" mi wychodzi, "ludzie kochani" mi wychodzi, "tuźwa" mi wychodzi.

Ot popularne przekleństwa babci Twej, chłoniesz i korzystasz z nich z zapałem i oratorską siłą.
Nie uciekamy przed przekleństwami w chwilach, kiedy nasz język i emocje, potrzebują ich pomocy, więc wcześniej czy później, ale pewnie wcześniej, zamiast "tato ała",  usłyszymy: " ja pierdolę tato, ale się walnąłem".

poniedziałek, 25 lutego 2013

Nigdy nie pijałem kawy. Ale mój kolega z pracy Wiktor, nauczył mnie pić espresso. Wczoraj mama kupiła mi za 24 zl ciśnieniowy czajniczek do takiej kawy. Wypiłem rano i mnie czyści. Ot, moc kawy. Dziś wolne i włśnie razem podlewamy warzywa w doniczkach zasiane przez mamę, żeby przesadzic wiosną do ogródka. Grasz teraz na pianinie, a ja tuż nad tobą na  małym notebooku leżącym właśnie na pianinie piszę o tym, że grasz na pianinie.
Patrzysz na mnie i  mówisz i buf. Czasami mówisz następujące zdania tenuiszpukudiduszniejamuszudusz.
Najbliżej portugalskie.
Żółkną ci zęby, co przeraża mamę, pomimo, ze nie spożywasz cukru i w odróżnieniu o podobnych tobie dzieci, jak wczoraj pewna dziewczynka w twoim wieku, która widziałem z ogromnym prince polo w ustach, od ktorego mnie cukrojadowi zrobilo sie niedobrze. Codzień rano czyścisz zęby, ale nie dość dokładnie, a pomoc w starannym czyszczeniu, odbierasz jako atak na swoją rodzącą się autonomię.
 Moje zęby  nie są w najlepszym stanie. Od kilku tygodni, okruch po okruchu znika mi dolna piątka, tak że został z niej korzeń ino. Ino bolesny. Ino.

Pojechaliśmy autobusem do Gliwic. Tylko sześciesiątparoletnia kobieta ustąpiła nam miejsca. Dla reszty ojciec z małym dzieckiem na ręku poradzi sobie w zapchanym autobusie. Z niebywale ruchliwym dzieckiem na małomuskularnym ręku.
    Żeby mieć dziecko warto oddalić pośpiech. powoli przemierzaliśmy chodniki, i gdy tylko zielone światło zawładnęło moim umysłem, rozbiłeś sobie wargę i pocharatałeś się pod nosem o beton.
           Chcę wychowywać cię nieśpiesznie.Delektować się wychowaniem. Jeść ojcostwo z twojej ręki i oblizywać się ze smakiem. Im bardziej się śpieszę , tym szybciej dobiegnę do końca. Poobijany. Nie potrzebuję końca. Ekscytujące są początki.

Wychowuj powoli.



Twoje zdjęcie w okolicach kuchni.Na deser.









wtorek, 1 stycznia 2013

Powrót taty.

O Matko, ubogi był poprzedni rok w mojej pisanie dla Ciebie. Ale byłem tak zajęty Tobą, że nie miałem chwili, aby o Tobie pisać. Teraz również zamierzam być zajęty Tobą, ale wydzierżawię w swym chaosie chwile, aby stukać  w klawiaturę. Stukupuku o Tobie i o nas.
         Piszę tych słów kilka, na górze naszego domu, gdzie przez ostanich pięć lat był li tylko strych i plus pięć stopni Celsjusza zimą, a teraz, prawie u finału remontu, na przeniesionym do góry komputerze stukam dla Ciebie.
    Rozgadujesz się. Oto słownik twój na początek roku 2013:

Didi - Neska
Duda - smoczek (wywoływany często przez sen nawet)
Dodo -woda do picia, woda w kranie, herbata, ale i morze na ekranie telewizora
Sześ - pieniądze, płacenie
Cześ - dzień dobry, dowidzenia, witam
Dziadzia - dziadek
Baba -babcia
Mniam-mniam -jedzenie
Yje -dziękuję
 Chcieś - chcę

Wszyscy wokół chorują. Twoja mama też. No i Ty. Ale to nie przeszkadza ci biegać po domu, udawać auta, skakać na trampolinie, zjeść 3 kiełbasy, 3 kluski z mięsem, miskę kaszy osiem pierogów u dziadka Z.
Dziadek S, mój teść ma w sobie dar denerwowania cie. Identyczny dar wykazuje wobec naszego psa. Chce cię przytulić, przywitać, ale robi to z pewną nutką nachalności i brutalizmu ze wsi rodem, że denerwujesz się (mimo jego naprawdę dobrych chęci) i krzyczysz dziadzia nie! starając się wyrwać z obszaru jego działania. Wcześniej podobne problemy przeżywała Neska, lecz teraz uwolniłeś ją od dziadkowych interakcji.
   Uwielbiasz za to dziadka Z, teścia twojej mamy.Na wiele ci pozwala i nawet dziś przez telefon, gdy zadzwoniła powiedziałeś do niego bumbum i dodo, co było dla mnie niesamowitym dowodem na to, że pamiętasz wasze główne ulubione zajęcia: puszczanie wody z kranu i oblewanie siebie i wszystkiego wokół oraz uruchamianie wiszących zegarów, by biły swoje bimbamy -twoje bumbumy.







Pojechaliśmy do Krakowa na wycieczkę. W barze prowadzonym przez pewną ekstrawertyczną Rosjankę zjadłeś zupę z dyni i pięć pierogów. Ślady widoczne na pysku. Pysk skierowany w stronę torów tramwajowych. Tramwaje ciufciuf  wzbudzają twój duży entuzjazm. Nie wychowujemy cię stereotypowo. Kupiłem ci dziewczęcą bluzkę na wagę, tak byłą śliczna. Masz lalki i wózek i komplet do robienia herbatki, widelczyki, a i tak wbrew genderowym ideom, jakiś gen ciągnie cię ku stereotypowym męskim pasjom - auta, pociągi, śrubki, młotki, tramwaje, wkrętarki, autostrady i cysterny.
     Wyjąłeś przed świętami wszystkie uzbierane przez siebie pieniądze ze skarbonki, którą stanowi zielona plastikowa świnka i pojechaliśmy kupić maskotkę Elmo o właściwościach interaktywnych w formie trzech kombinacji śmiechu Elmo.
    Świat Elmo to program telewizyjny, który oglądasz bez znudzenia ,całe 15 minut. To mądra pozycja na tle reszty. Niemądrych. Zdjęli niestety  Elmo z ramówki programu Mini Mini, w jego miejsce wrzucając komputerowo wykreowaną bajkę Rycerz Mike. Okropieństwo.
Łazisz z tym Elmo, oglądasz Elmo i ot w taki sposób świat popkultury wpełzł do naszego żywota.
Na szczęści ładnie pełza, a jad jego słodkawy i gryzie niegłupio.


niedziela, 15 lipca 2012

Okoliczności dziewiąte

Pracujemy w ogrodzie. Cegły z rozebranej do naga ściany, układam w szachownice jako podest ogrodowy. Zabrakło ich więc, rozbieram stary domek na naszej działce. Spadłem z jego spróchniałego dachu z włączoną piłą łańcuchową dwa metry w dół, gdy próbowałem odciąć czterometrową balę potrzebną nam jako podstawę dachu podestu. Okalecznie okołosmierciowe było blisko, gdyż wewnątrz owego domku leży mnóstwo niebezpiecznych rzeczy, a same ściany są w większości zmurszałe. Co to za słowo: zmurszałe, zastanawiam się od kilku dni?
-Zmurszałeś?
- NIe, a Ty?
Mamie Twojej, którą wołasz już tylko per Ołła pękła stopa. Widocznie trochę skóra jej zmurszała. Bardzo ją boli i dziś moczyła ją w wodzie z solą, a potem tarłem ją tarkami i smarowałem trochę przeterminowanym kremem do paznokci i rąk z witaminą A, bo nieprzeterminowanego nie mamy.
   Odwiedzili nas Mriusz i Maryla z córkami trzema, starszymi od Ciebie, ale nie na tyle starymi, aby nie chciec nas odwiedzac z rodzicami. W 2002 bodajze wyprowadziłem się od swoich rodziców i zamieszkałem z MArylą. MAryla kochała się wtedy platonicznie w Mariuszu, który wystąpił w tych czasach z klasztoru Benedyktynów i rozpoczynał żywot świecki. Wiedząc o kierunku w jakim uderza serce Marylki, zaproponowałem Mariuszowi, aby wprowadził się do nas. On to zrobił, lecz przez rok jego serce biło w kierunku innej. Ale jak to bywa w bajkach wreszcie sie zakochali i wtedy się od nich wyprowadziłem  i z Twoją mamą, wtedy jeszcze potencjalną zamieszkaliśmy na ulicy zimorodka 14 w mieszkaniu, którym była mała kawalerka na parterze, której widok z okna kuchennego rozpościerał się na schody w taki sposób, że nalewając nazbyt zamaszyscie chochlą zupę, można było ugodzić kogoś wchodzącego po schodach w łeb. Mieszkaliśmy tam dwa albo i trzy lata, zanim odnaleźliśmy naszą malutką wioskę, pociętą przez A1, krajową 78 i plany zagospodarowania pól przez jakiegos biznesmena, co mu kościół katolicki ziemię naszą wiejską sprzedał w sposób nieetyczny i brzydki.
   Aha, zawiadamiam, ze tydzień temu odeszła nasza stara chińska kosiarka, którą koszenie ogródka zajmowało mi 2 dni i równało się pielgrzymce z raciborza do Częstochowy. Nowa Husqvarna kosztowała tyle, co wart jest nasz Twingo. Koszę nią ogród pół godziny i religijność moja w postaci męki pańskiej, którą przeżywałem przy starej kosiarce-pokrace zanika do minimum.
 

piątek, 29 czerwca 2012

Dziura w głowie i porzeczki na drewnianej ławce.

Właśnie miliśmy wychodzić z domu, abyło to przedwczoraj około godziny 13. Zamykałem samochód, bo Twoja mama zwróciłą mi  uwagę, że nie zamykam Twingo na noc. Wszak brak benzyny w baku i wartość poniżej 1000 zł nie odstrasza złodziei, którzy w poszukiwaniu łupu podchodzą pod bramy naszego na końcu wsi w jej najuboższej części.
Twój ukochany rowerek, na którym potrafisz rozpędzić się do prędkości mojego truchtu, stał w przybudówce. Dojrzałęm tylko jak rozpoczynasz na nim zjazd po schodach. Gdy podbiegałem, aby cię złapać, Twoja głowa zmierzał już ku ostrym krawędziom cegieł nad podmurówką domu. Potem zobaczyłem dziurę nad okiem i krew. Zrobiło mi się gorąco.  Po trzech minutach byłeś juz gotowy do zabawy, ale mój szok trwał i trwa nadal, wywołując na ekran wspomnien i wyobraźni, bliskośc tragedii. Nie powiedziałem mamie, że stało się to w wyniku Twojego zjazdu po schodach. Byłaby bardzo zła. A tak była tylko zła. Powiem Tobie, bo po latach, gdy bedziesz czytał tego bloga,  a blizna nad okiem nie będzie błyszczeć niczym ostrze miecza zagłady ojcowskiej nade mną, to wspomnienie, będzie tylko jednym z rozdziałów Twojego dzieciństwa, o którym tutaj Tobie donoszę.
    Wczoraj mama była na zakonczeniu roku wespól ze swoimi współpracownikami czyli nauczycielami gimnazjum z Bytomia. Wszystko działo się na działkach Malwa przy ruchliwej ulicy w Bytom -Tarnowskie Góry. Po powrocie powiedziała, że była królem parkietu i że chce co tydzień chodzić na potańcówki. Trzeba wziąć pod uwagę, że jadą c tam kupiła pół litra wódki żółądkowej gorzkiej, której część (nie wiem jaką) wypiła, co niewątpliwie pomogło jej w zdobyciu mistrzostwa w tańcu nadziałkowym.
   My w tym czasie siedzieliśmy na ławce przy wejściu do biura sąsiada i jedliśmy czerwone porzeczki. Bawiłeś się w ich jedzeniem. Wkładałes je szybko do buzi, po czym kłapałeś ustami, jakbyś chciał chwycić i porzeczkę i rękę, która wkładasz do pyska.Piszę kłapałeś, bo w trakcie tej zabawy rzeczywiście było słychać jak twoje usta robią kłap.
  Nasz sąsiad, który obiecał nam, że w tym roku wymieni wspólny dach, powiedział mi, że przegrał sprawę  z urzędem skarbowym i komornik zajął mu konto, no i może kiedyś będzie lepiej.Nasz stary dach zostaje.
   Zbliża się kolejny upał. Do dmuchanego basenu zaraz wleję wody, bo jak wielu ci podobnych półtoraroczniaków uwielbiasz chlapać się w dziecięcym basenie. Nie mogłem znaleźć pompki i nadmuchanie tego chińskiego plastiku zajęło mi chyba pół godziny, a i tak brakuje mu około tysiąc osiemset ojcowskich wdechów.

czwartek, 21 czerwca 2012

Skąd wzięła się Didi i o śmiechu głośnym jak pociąg w tunelu.

Pewnie już Ci pisałem, ale Neska, Twój ukochany pies nazywany jest przez Ciebie Didi. Często zastanawiamy się skąd ta nazwa? Gdy tylko nie ma obok Ciebie Neski, wołasz  z tęsknota w głosie Didi!!!
   Uwielbiasz się śmiać i robisz to z pełnym użyciem swej przeponki. Czasem zdarza się, że niespodziewanie, bez powodu zaczynasz ryczeć ze śmiechu. Nie wiem jak innym, ale mnie to się bardzo podoba.
   Dwa dni temu miałem urodziny. Pierwsze życzenia jakie dostałem, to sms ze sklepu budowlanego, gdzie mają moje dane. Aż to przykre. Ale od kolegów z pracy dostałem story cubes. To zestaw 9 kostek, a na każdej z nich jest po 6 róznych symboli. Wyrzucasz i zaczynasz wymyślać opowiadanie. Myslę, że będziemy grać razem. Już niedługo.
A oto słowa, których używasz obecnie: Oła wymiennie z mama, didi, buu(auto), tata (cienkim głosem, sporadycznie), tułatutuła (nie znamy znaczenia), mu(krowa -na żądanie), Nene -Neska, w wersji wymuszonej przez nas, pupa (kupa, na życzenie).

środa, 2 maja 2012

o tym, dlaczego nigdy nie zostaniesz tancerzem i kilka innych

    W niedzielę zamiast spędzać czas w spokoju, pędziliśmy z Tobą do Zabrza na pogotowie, bo złapawszy kabel od czajnika, wylałeś sobie, mimo moich prób ratowania cię, kilka kropel na lewą rękę. Mama była tak na mnie zła, że stwierdziła, że teraz skoro jesteś poparzony, to nigdy nie zostaniesz tancerzem, modelem czy aktorem. Zostałeś? Smarujemy Ci tlenkiem srebra łokciowa ranę i pewnie zniknie, ale ja od tego dnia zredefiniowałem swoją perspektywe sprzętów agd.
   
 Uwielbiasz wszystko co ma kółka. Dziś rano popychałeś przez dom cały, kaloryfer na kółkach; wieczorem, pchałeś przez bytomskie osiedle plastikową taczkę, którą mam ci kupiła na zakupach. Mógłbyś nie schodzić ze swego rowerka.








Uwielbiasz się śmiać. Robisz to bez powodu dodając do tego zazwyczaj kilka beblozdań. Wybuchasz ot tak, nagle. Zaśmiewasz się, pogadasz coś pod nosem. To bardzo zabawne. Dlatego najczęściej my tez się śmiejemy,a  to z kolei powoduje, że ty znów zaśmiewasz się i zaśmiewasz.

Gruz, który zrzuciliśmy w czasie remontu z góry na podwórko, przewożę taczkami jako bazę pod podest, który zrobię z cegieł, które to razem z gruzem zrzuciłem z remontowanej góry. Cały czas mamy jakąś pracę na ogrodzie.

Oglądam Twoje zdjęcia sprzed roku. O Boże, jaki jesteś inny, wypiękniony, naczłowieczony.

Wciąż świtnie sypiasz. Równe 10 godzin. Zasypiasz sam i budzisz się z konstruktywnym podejściem do wstawania. To minie. Ale tych 10 godzin Twego snu młodzi rodzice nam zazdroszczą.

Maj jest niesamowicie gorący. Ale już jutro mają nadejść burze. Będziesz stał na parapecie i oglądał pioruny. Uwielbiasz patrzeć się przez okno, stojąc na parapecie.

Już północ. Padam. Padam i nie wstaję.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Kwiecien, a marzec przepadł bez słowa

Wiele upłynęło wody w kaloryferach od kiedy ostatni raz coś CI pisałem. A wciąż woda ta płynie, bo nieustannie od  września grzejemy, a dziś to nawet minus siedem ma być o Jezusie.
    Im większa przerwa w pisaniu, tym więcej rzeczy, które mam do opowiedzenia, a im więcej rzeczy, tym ciężej,  a im ciężej, tym wydaje się, że to nie do udźwignięcia, więc nie siadam i nie piszę i tak to działa. I taka ta oto zasada na wszelakie życiowe procesy się przekłada. Robić po mału; małymi kroczkami lepiej, często po niewiele, po kawałeczku, po centymetrze przez sekund kilka -to dużo więcej niż raz na rok ile się da, aż na pysk się upadnie.
     A teraz o nas i o Tobie. Dwa dni temu zszedłem z góry, gdzie z Panem Grzegorzem remont uprawiamy, a TY na moich rękach trzymany, poproszony o zawołanie mamy, zawołałeś ama-ma. I graliśmy przez 15 minut w taką grę, że mama chowała się, ja prosiłem zawołaj mamę, ty wołałeś ama-ma, mama przybiegała wtedy, a ty cieszyłeś się w taki niezwykły sposób, jakbyś wiedział, że właśnie potrafisz świadomie matkę swoją zawezwać.
   Z mamą pierwszy raz od Twojego naświatprzyjścia oglądaliśmy film. Razem, wspólnie, swiadomie, nie telewizyjny, przypadkowy, chłostany reklamą. Francuska komedia "Nietykalni" Polecam Ci, bo lekkie to, a nie głupie.
   Idę Nesce przyrządzić jedzenie. Czytałem dziś, że w Usa kurczaki karmione są okropnymi środkami. My przestaliśmy jeść takie mięso kurczęce, ale pies nasz takim czasem się posila. Ale nigdy więcej.
    Jedz świadomie, powoli i  z rozkoszą.

środa, 22 lutego 2012

Twoje pierwsze świadome słowo.

         Tak jak czekaliśmy na pierwszy uśmiech, tak czekamy, na pierwsze słowo. I oto jest. "Buuu" -mówisz, gdy pytamy jak robi auto. Faktycznie silniki w naszych samochodach, które mamy stare są i jęczą. Rozumiesz na prawdę wiele słów, ale główny twój dźwiękotwór to "ada". Słowo to powtarasz tysiące razy dziennie. Mama uważa, ze tak nazywasz psa Neskę. Ale czy rzeczywiście cały dzień mówiłbyś tylko o Nesce? Wciąż lubisz książki, co bardzo nas cieszy. Wczoraj siedząc 15 minut na nocniku, czytałeś książeczkę  o króliczku Miffy, całując  co rusz misia, który siedzi na krześle na ostatnim obrazku, Gdy dajesz buzi, otwierasz szeroko usta i pokazujesz cztery zęby. Kupy wczoraj jednak nie zrobiłeś. Literatura niemowlęca nieskutecznie pobudza twoje jelitko.
   Uwielbiasz komputer. Możesz dużo czasu spędzić bawiąc się myszką i klawiaturą.Ograniczamy to oczywiście, ale co jakiś czas chwytasz kogoś z nas za rękę i prowadzisz do komputera. Niestety komputer w stoi w naszej wspólnej sypialni i może nasz plan przeniesienie go do góry w tym roku, skieruje Twoje zainteresowania na bardziej rozwojowe tematy. Czeka nas remont strychu. Kibicuj nam dzielnie, bo każdy remont to finansowe tornado, a   symboliczne pampersy to przecież realne wydatki. Pomóż w remoncie -sikaj mniej!

czwartek, 9 lutego 2012

O tym, jak Litwinka robi ci piękne zdjęcia.

Lana Dadu. narzeczona Wiktora Szynkaruka, z którym przyjaźnię się, bo kiedyś razem pracowliśmy jest Litwinką. I gdy odwiedziliśmy ich w Krakowie, a Ty siedziałeś na nocniku, Lana wyjęła porządny aparat fotograficzny i zrobiła ci kilka zdjęć.
Trochę pobrudzony jedzeniem, trochę zakatarzony, ale śliczny Ty.




Mam problemy z krążeniem w kończynach i wystarczy, że pisze kilka chwil na klawaiturze, a już zaczyna mnie boleć prawa ręka. Ostatnio miałem nawet odczucie poparzonych palców, mimo że wcale ich nie poparzyłem, choć tak odczuwałem ich poparzenie, że aż zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem może nieświadomie je poparzyłem. Zaraz sprawdzę w internecie, co oznacza takie odczucie wedle setek medycznych forów.

    Dziś byliśmy sami we dwójkę w domu i nauczyłeś się wyrzucać śmieci do kosza. Daję ci coś do ręki i mówię, wynieś do śmieci, a Ty wyciągasz to w ręce przed siebie, idziesz do kosza, otwierasz go i wrzucasz.
   Lubisz oglądać z nami ksiązki, a narysowanym w nich postaciom namiętnie dajesz buzi.
Rozumiesz coraz więcej!

       Dziś słyszałem w radio poruszającą historię. Otóż niedawno u włoskich wybrzeży zatonął statek turystyczny  i zginęło w nim wiele ludzi. Pewien chłopiec, któremu zginęła mama, nie mógł spać i wciąż dopytywał tatę o swojego pluszowego misia, który pozostał na statku. Wreszcie tata zdecydował się poprosić ekipy płetwonurków pracujące na statku o pomoc. Ludzie ci, bez wahania od razu przystąpili do poszukiwań i wsród setek zatopionych na statku rzeczy znaleźli ukochana maskotkę i oddali chłopcu.
    Zima zrobiła się naprawdę zimna. Od dwóch tygodni temperatura i nocą i dniem zawsze wskazuje poniżej minus 10 stopni. Gdyby nie nasz kominek zbałwaniłoby nas. Piec żre węgiel, jakby chciał się najeść już na przyszłą zimę. Ptaszki za oknem tłumnie wydziobują z karmnika nasypane przez nas ziarno. Upiekłem żytni pszenno-żytni chleb i w końcu mi wyszedł. Diesel opel nasz choruje z zimna i odpala z cierpieniem pod maską.suche ręce od pracy w kotłowni smaruje kremem do rąk z Ikei, którego Twoja mama aż tak nienawidzi, że pewnej nocy, gdy położyłem się do łóżka, kazała mi iść umyć ręce, bo inaczej "się zżyga".

  Staram się pisać co jakiś czas dla Ciebie tutaj, choć jak często piszę w trakcie rzadkich odwiedzin na tym blogu, z konsekwencją problemy mam pewne. A tu Wiktor, o którym ci wspominałem opowiadał mi o pewnej Amerykance, która propaguje taka metodę rozwoju, aby codziennie rano napisać 750 słów i raz w tygodniu znaleźć czas tylko dla siebie, na kontakt ze sztuką lub doswiadczenie sytuacji dających zupełnie nowe, świeże bodźce.

  Mama zastanawia się czy nie pójść do szkoły uczącej umuzykalniania dzieci, prowadzonej przez ludzi, których spotykasz raz w miesiącu w Krakowie na koncertach dla małych dzieci. To własnie tam będąc, nocowaliśmy u Lany i Wiktora, a Lana pstryk-pstryk pstryknęła ci kilka pięknych zdjęć.

wtorek, 31 stycznia 2012

Tańczący Kostek w sercu zimy.

        Za cholerę nie umiałem dać tytułu temu postowi. Niech będzie i ten, co powyżej. Wczoraj bowiem w czasie wizyty u Twoich chrzestnych, chrzestny Twój zany wujkiem Przemkiem, puścił z wysokiej klasy odtwarzacza muzycznego serbskie melodie. A ty nagle zacząłeś tańczyć, przechodząc na boki z nogę na nogę i ręcę trzymając lekko podniesione niczym budda w czasie lewitacji.To wprawiło nas wszystkich w bombowy nastrój. W domu mamy zimno, za oknem zbliża się temperatura poniżej  minus 20 i opel nasz ledwo co zapala. Ciebie męczy katar. Piec kominkowy, kaflowy, zielony grzeje naszą sypialnie odcinając nas od chłodu naszego poniemieckiego domu. Suche powietrze nawilża nawilżacz. Wlałem do niego całą butelkę wody mineralnej Żywiec i kilka kropel zapachowego olejku. Zapach lawendy osiada wewnątrz nosa . Woda z kranu nie jest dobra do nawilżacza, bo będąc bogatą w kamień, hojnie się nim dzieli, pozostawiając brudny osad na urządzeniu.
     Masz cztery zęby, dwa u góry i dwa na dole. Mniej niż większość twych równolatków, za to przerastasz ich wzrostem i gęstością owłosienia głowowego. Gryziesz nimi jednak znakomicie pokarmy. Lubisz chleb i mięso. Wszystko lubisz. Dajemy ci minimalne ilości cukru, co dziwi wiele osób i pytają: nie dajecie mu lizaków? gum maoma, czekoladek? kinder niespodzianek? słodzonych napojów?
       Nie dajemy!
Twój organizm będzie nam wdzięczny.
Tylko czy ty zgodzisz się ze swoim organizmem?

poniedziałek, 9 stycznia 2012

O strasznej pani z ubezpieczeń i o zupełnie niestrasznych Twoich losach.

   Twój dziadek miał kiedyś bardzo poważny wypadek samochodowy. Jako pasażer przeżył, ale jego kolega kierowca zginął na miejscu. Miał trzydzieści trzy lata. Moja siostra, Twoja ciocia, córka Twego dziadka skontaktowała się ze swoim kolega adwokatem, aby wszcząć sprawę odszkodowania z PZU, które Twoim dziadko wydaje się zbyt małe. Ten adwokat opowiadał następująca historię. Pewnej rodzinie w wypadku zginęło dziecko. Jakaś pani z PZU we  wniosku do sądu napisała, że po śmierci dziecka, tej rodzinie polepszyły się warunki finansowe i nie powinni dostać tak wysokiego odszkodowania. Kolega Twojej cioci wygrał tę sprawę. Instytucje finansowe w ludziach widzą ciągi liczb.
    W gliwicach otworzyli czekoladziarnie w miejscu po sklepie mięsnym. Mamie bardzo podobały się zawsze stare kafle w tym sklepie. Teraz pijąc czekoladę można je nawet podotykać.A ty nawet dwa razy zamoczyłeś palec w gorącej, wytrawnej czekoladzie, choć znacznie bardziej smakował ci kiszony ogórek u babci. Gryzłeś go i mieliłeś kilka minut, a babcia biegała za Tobą przerażona, bojąc się, że możesz się udławić. Lecz nie tobie dławić się kiszonymi ogórkami.
    Łazimy za tobą, gdy trzymasz w ręku jakiś fragment pokarmowy, gdyż w swej dobroci chcesz nim zawsze obdarować Neskę wciskając jej to wprost do pyska, a ona wiedząc o tym, już za wczasu wyprzedza intuicyjnie Twe zamiary, chodząc za Tobą z pyskiem w ty,m momencie Twego wzrostu naturalnie umieszczonym na wysokości Twojej ręki.
     W ostatnią sobotę byliśmy z Tobą na koncercie dla małych dzieci w filharmonii w Krakowie, gdzie metodą gordonowską byłeś audiowany. Sprawdź sobie, co zacz znaczy owo pojęcie, bo tłumaczyć mi się nie chce. Twoja mama wierzy w umuzykalnianie Cię jako sposób rozwoju. Ja też w to wierzę, ale mama twa ma z leksza zakusy kapłańskie,a ja jestem raczej wierny stojącym za filarem.
Czy pisałem ci, że dość konsekwentnie co poranek robisz kupę na nocnik, czerowny, plastikowy i mało stabilny; taki, że źle na nim usadzony, potrafisz wysikać strumień z jego wnętrza na drewnianą podłogę.
   Tak, mamy drewnianą, dębową, o lans się ocierającą podłogę. Wyuczyłeś się po niej poruszać sprawnie i powszechne w tym kraju panele nie sprzyjają Twej stabilności. Nie tylko Twojej. Sporo takich tanich, brzydkich paneli dostaliśmy od znajomych i palimy je w piecu. Modlę się, o to, żeby nie truć nimi środowiska, lecz cena węgla powoduje, ze tracę wiarę i przestaję się modlić. Niestety ludzi nie stać, żeby być ekologami. A bez ciepła w domu nie stać ich, żeby w ogóle być.
    Całkiem świadomie robisz tzw. papa. czyli machasz ręką w sytuacji, gdy zbliża się czas wyjścia, gdy cię ubieramy, a nawet, gdy sam chcesz opuścić miejsce, które akurat jest miejscem naszego pobytu. Nauczyłeś się również pokazywać, że ci smakuje, masując się po brzuszku, choć na początku masowałeś się niczym obrazoburczy gwiazdor rocka wprost po schowanym w pampersie siusiaku.
Pokaż jak ci smakuje?-prosimy, a Konstanty namiętnie kręci rączką po małym swym narządzie rozrodczym siusiakiem zwanym jak wyżej.
Papa, Konstanty -mówię, bo rozpisałem się. Rozpasłem się w rozpisaniu. 23.13. na dworze plus jeden stopień. O dwadzieścia więcej niż rok temu.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Styczniowe nowe, choć rzadkie.

        Najtrudniejsza w życiu, choć najważniejsza jest konsekwencja w tym, co się robi. Przez pierwsze miesiące Twojego zycia byłem konsekwentny w pisaniu dla Ciebie, a teraz opadam z sił. Obiecuję sobie wiele konsekwencji i opadam z sił. Wiem, że to przez te opadania, nie udaje mi się odnosić sukcesów, drobnych i duzych, małych i malutkich, które chciałbym odnieść. Moje lenistwo rzuca mnie w ikeowską kanapę przed głupim telewizorem, zamiast pisać dla ciebie o pamiętaniu.
    Ty jesteś moim sukcesem -konsekwentnym. Wyczekanym, chcianym, zapowiedzianym.

             Minął rok Twojego życia. Na Twoim roczku było całkiem sporo ludzi. Twoja babcia zrobiła antrykoty z kurczaka. Gdy wszyscy rozeszli się do domów, znaleźliśmy w garnku z nieruszanymi antrykotami jednego ze śladami nadgryzienia. Półokrągły ślad czyjejś szczęki wywołał we mnie  detektywistyczny instynkt. Któż mógł ugryźć i zostawić? Przecież mógł bez żadnej obawy wziąć nawet do ręki cały albo odkroić sobie setkami pożyczonych od rodziny noży kawałek?
   Twoja babcia nie nosi zębów, więc nie ona, tym bardziej, ze sama przygotowała powyższe kotlety. Wujek Tamer, mąż Twojej cioci Michaliny, chłopak  z Palestyny? Wujek Janusz -wujek Twojej mamy Oli z wąsem jak szlachcic i dość rubasznym dowcipem? Niestety nie rozwiążę tej zagadki, ale może ty kiedyś zapytasz, kto nadgryzł kotleta i zostawił go wśród nieruszanych na Twoim roczku.

         Sylwester jak rok temu zakończył się koło jedenastej wspólnym naszym zaśnięciem. Neska chowała się pod szafą przed wybuchami petard.

         Uwielbiasz wszystkie przyciski i elektroniczne światełka. Dziś jak i w wiele innych dni wiele minut spędziłeś klikając myszką i naciskając klawiaturę komputera, obsługując przyciski wieży, wciskając przyciski komórek, pilotów, telewizorów, kuchenek, piecyków i wszystkiego, co ma jakiekolwiek przyciski. Wyczuwasz przyciski momentalnie, choćby miały bardzo nowoczesne designy kamuflujące ich przciskowość. Talent czy wyczucie czasów? O tak, Konstanty, żyjemy w erze Przycisków.

     Zima tego roku zimną nie jest. Może i dobrze, bo węgiel znów podrożał. Kupiłem go w workach. Łatwiej wpakować do kotłowni, choć i tak po trzech tonach odczułem niejakie zmęczenie, ale przede wszystkim trudne do zmycia  węglowe ślady wśród zmarszczek na dłoniach.
     Codziennie odkrywasz coś nowego w tym świecie, a ja odkryłem dziś, że mogąc uczestniczyć w tym odkrywaniu wespół z Tobą, tak faktycznie odświeżam swój mozg i to jak dostrzega rzeczywistość. On, przyzwyczajony do wszystkiego, co wokół. szuka jakichś nowych pobudzeń; a tu masz! Dziecko -rwie na strzępy toaletowy papier, odkrywa smak awokado. Patrzenie na takie zdarzenia i szukanie swoich nowych reakcji na Twoje pierwotne odkrywanie świata, budzi, pubudza i nabudza.
     Obserwując Cię, dość często wracam do swojego dzieciństwa, do swoich pierwszych wspomnień, do smaku odczuć tamtego nieistniejącego już świata. Gdzieś istnieje to we mnie, trochę zakopane i jesteś Konstanty archeologiem mojego dzieciństwa.  

Zachowanki Drugie

       Tuż przed pierwszymi urodzinami, gdy byliśmy z Tobą w Krakowie, na koncercie dla maluchów w Filharmonii, zrobiłeś swoje pierwsze samodzielne kroki. Obecnie uprawiasz chodzenie znacznie częściej niż raczkowanie,  co zmniejszyło zużycie wody i proszków do prania, gdyż raczkując lub czołgajac się, prawie codziennie zużywałeś przynajmniej pół kilograma dzianin.
       Gdy nie pozwalamy ci robić tego, na co masz ochotę, wpadasz w namiętną furię, z wyginaniem się w łuk, kładzeniem na podłogę i wrzaskiem.
       Gdy prosimy Cię abyś pokazał ciocię, wskazujesz palcem każdą kobietę w otoczeniu 5 metrów, prócz przekraczających wiek około 60 lat. gdyż dla tych pań zarezerwowane jest zrozumiałe już dla Ciebie pojęcia  babcia.
       Rozumiesz  słowo "daj". Zazwyczaj przynosisz rzecz, o którą cię prosimy, ale w ostatnim momencie rezygnujesz z jej oddania, odwracasz się na pięcie i odchodzisz.
    Codziennie jesteś kimś nowym, Konstanty.

niedziela, 20 listopada 2011

Okoliczności ósme

          Mało piszę, co dzieję się w cieniu naszego z Tobą życia. Kilka uwag podam tutaj, może będzie ci łatwiej dostać piątke z historii. W naszym kraju poraz drugi z rzędu premierem został mężczyzna o obco brzmiacym imieniu i nazwisku -Donald Tusk.  Europa wedle radia i telewizji przeżywa kryzys ekonomiczny. Bliskie bankructwa są Grecja, Włochy i Hiszpania. Ktoś zauważył, że ciężko dzieje się w krajach, gdzie obowiązuje siesta. U nas wszystko jest drogie, bardzo drogie. Benzyna podrożała bardzo a to bardzo i kosztuje tyle za litr, co półtora chleba.
       Listopad jest bezdeszczowy i raczej ładny. MAsz katar i chyba zaczniesz mnie nienawidzić, bo wyciagam ci go specjalną taką wyciągarką to znaczy rurką z ustnikiem z mojej strony i z rurką z dziubkiem od strony Twego nosa. NA sam widok tego narzędzia zaczynasz ryczeć i nie przestajesz po zakończeniu procederu. Modlę się, by cię nie utraumatyzować, bo przykłądowo widok baby w fartuchu zbliżającej się do ciebie każdorazowo wywołuje ryk z Twego jedenastokilowego ciała.
            Kupiliśmy ci na Allegro szelki pomagające w nauce chodzenia, bo Twoja ulubiona obecnie zabawa to śmiganie po mieszkaniu z wykorzystaniem naszych skrzywionych kręgosłupów, gdy trzymamy cię za podniesione do góry rączki.
     Mama siedzi w internecie i  godzinami ogląda strony z zabawkami, zastanawiając się, co kupić ci na roczek. Rozpaliłem w kominku, bo śmierdziało zeń ( prawodpodobnie z przyczyn ćiśnienia powietrza nieodpowiedniego) wędzoną kiełbasą.
Do snu czytam najnowszą powieść Murakamiego, japońskiego pisarza, i nie mogę oderwać się od tej prozy. Jest to proza nie do oderwania ode mnie. A jeszcze inaczej -pierwsza moja książka przeczytana w tym roku. Czyli wyrobiłem średnią krajową. Ale to Twoja wina, gdyż główną moją literaturą jest wnętrze Twojego pampersa. Głupie żarty, synku, Ty jesteś biblią naszą, bajką ilustrowaną, przewodnikiem turystycznym po szczęsciu.

wtorek, 15 listopada 2011

Kostkowa Opowiastka Szósta

Pan Pielucha postanowił wyjść na balkon i pogłaskać ulubiony liść ulubionego rododendrona. Nie zdążył nawet wyciągnąć ręki, gdy usłyszał:
-To jest napad!
- O matko Tetro -jęknął, po czym stał się w osiemdziesiąt trzech procentach żółty.
- Ratunku-wykrzyczał -kim pan jest?
- Na prawdę mnie Pan nie zna? -zdziwił się nieznajomy - Jestem Oranżadowy Potwór i szczerze mówiąc nie mam czasu na więcej wyjaśnień, bo mam kolejny napad u Pana Gaci, wie Pan jak do niego trafić?
 Pan Pielucha był niebywale kulturalnym osobnikiem, dlatego wyjaśnił Potworowi, ze musi trzy przystanki jechać autobusem numer 111, potem piechotą pod górkę,a  gdy już będzie na górce, to jeszcze raz piechotą na większą górkę, a gdy już będzie na tej drugiej górce, to zazwyczaj nie ma się siły piechotą wejść na trzecią górkę i należy poczekać na autobus 111 bis, który co dwa dni podjeżdża na trzecią górkę, gdzie mieszka Pan Gacie.
-Dziękuję -odpowiedział Oranżadowy Potwór doprowadzając jeszcze 4 procent Pana Pieluchy do barw oranżadowych. Następnie zrobił kilka notatek i wypłynął z balkonu.


  -Ha, ale się pomściłem za ten oranżadowy napad na moją godność -chwalił się potem Pan Pielucha pannie Rękawiczce
Bokserskiej.
- Zadał mu Pan trafny cios? - dopytywała.
-O nie, zmyliłem go.
- Unik? -dopytywała panna Rękawiczka
- Ależ skąd. Po prostu autobus 111 bis, nie co dwa, tylko co trzy dni podjeżdża pod ostatnią górkę.
         Wszystkim innym natomiast, którzy dopytywali go dlaczego nagle tak pożółkł jakby go napadł Oranżadowy Potwór, odpowiadał tajemniczo o swojej rzekomej wycieczce do Szanghaju albo o eksperymentach udoskonalających kogel-mogel z siedmiu żółtek.

sobota, 12 listopada 2011

Zachowanki PIerwsze

       W tym dziale chcę Ci pisać o nowych umiejętnościach Twych czyli kiedy zrobiłeś coś poraz pierwszy i co to było.

Od trzech tygodni potrafisz wskazywać palcem na lampę, gdy spytamy cię gdzie jest lampa. Kilka dni później do katalogu obiektów, które potrafisz wskazać, gdy pytamy o nie -jest mama oraz neska. Tata czyli ja czasami. Wczoraj pokazałeś palcem moją mamę, pytany gdzie jest babcia, mimo że widzisz ją rzadziej niż mamę Twojej mamy, u której się przecież żłobkujesz. Zastanawialiśmy się czy słowo babcia nie oznacza dla ciebie nie tyle konkretną osobę, co kobietę starszą. Czy rozpoznajesz już różnice wiekowe?

Kilka razy zrobiłeś już brawo-brawo. Czyli klaskasz w dłonie, gdy wypowiemy brawo-brawo.

Trzymany za rączki tuptasz kilka metrów.


Czasami uczynisz pa-pa.

Gadasz i gaworzysz często. Głównie sylabami jak następuje: adadadadatatataadadabababa. Nie wybrzmiałeś jeszcze mamą.

Pierwsza krew przed pierwszym śniegiem na białym szkle

       Nocą zaczęły się przymrozki, choć to nadal jedna z piękniejszych jesieni, które pamiętam.
Szczerze, fatalnie zapamiętuję rok po roku następujące po sobie pogody, a to zawsze żywy temat ludzkich rozmów.
  Dziś miałem zamiar trzeć marchewkę na tarce jako dodatek do pasty rybnej, gdy Twój płacz przywołał nas do pokoju. Na kominkowej szybie leżałeś z głową we krwi.Przerażenie. które ogarnia mnie na myśl, że  kilka milimetrów, a mógłbyś stracić oko lub życie, zbliża mnie do rozumienia nadwrażliwych rodziców, odbierających dziecku samodzielność, by tyko móc mieć większą pewność jego istnienia, jego przetrwania w dżungli kantów, drobnych przedmiotów zakrztuszaczy.
Chcę chronić Twoje zycie. Chcę chronić Twoją samodzielność.
   Pojechaliśmy do Chorzowa, gdzie niebywale milczący lekarz w ciągu pięciu sekund nakleił ci specjalny plaster, po czym około kwadransa pisał o tym w komputerze, nie wypowiedziawszy do nas ani słowa. Dość często spotykam lekarzy, którzy mają problem z nawiązaniem kontaktu,a to właśnie, -jak mówi jedno z wracających czasem do mnie zawodowych powiedzeń -to właśnie kontakt leczy.
      Zimnym acz słonecznym popołudniem wsadzaliśmy w ogródku krzewy, które Twoja mama przedstawiła mi jako ałycza. Siedziałeś w wózku, obserwowałeś świat i rozwijałeś swoją cierpliwość.
Twoja dziecięcia cierpliwość fascynuje mnie; ta umiejętność zajęcia się sobą, nienarcyzowania rykiem cokilkasekundowym. Nie jest przy tym Twoja cierpliwość jakimś rodzajem braku energii, marazmem niemowlęcym lecz po prostu cechą godną wspominania, gdy już jako nastolatek będziesz chciał się dowiedzieć jaki byłeś. A pewnie  to zadatki Twojej linii charakterologicznej, zręby osobowości.
     Jak pewnie wiesz, większość znanych nam, nawet młodszych niż ty lub równoletnich dzieci, ma już jakieś zęby. Tobie przebił się jeden i nie rósł, aż tu dziś na ogródku,  trakcie wkopywania ałyczy na żywopłot (podobno robi się z niej zywopłot nie do przjścia), Twoja mama woła mnie i przytrzymując paluchem Twoją wargę, wskazuje na wystający już dwa milimetry ponad dolne dziąsło lewy ząb numer jeden.
       Cierpnie mi prawa ręka od pisania na klawiaturze , dlatego kończę. Wejdę jeszcze do internetu poszukać przepisów na cierpnącą rękę, a potem zapraszam Cie do nowego działu o tytule Zachowanki. Jest 23.17. Śpisz, choć tyłek masz odparzony niebywale.

wtorek, 25 października 2011

Październikowe dwatysiącejedenaste Twoje

Straciłem rytm blogowania. Trzydziestoparoletnia moja starość ojcowska  do snu mnie wciąga niczym bagno, szambo lub na przykład wciągarka nosowa marki Frida, która wsysam z Twego nosa mokre bublesruble, gdy katar cię odwiedza. Nie znosisz tego.
Uwielbiasz już stać na dwóch nogach, choć  troszkę koślawo,acz klawo. Wystarczy ci jakiś fragment pionowy, aby oprzeć ręce, wstać i podskakiwać szybko i rytmicznie, wystrzeliwując przy tym z gardzieli tatadatdatatadada karabinowym, melodyjnym strumieniem.
Raczkujesz szybko i konsekwentnie. Gdy pytam Cię gdzie jest lampa, patrzysz na lampę, gdy pytam cię gdzie jest mama, patrzysz na mamę, gdy pytam cię gdzie jest Neska, patrzysz na Neskę. Gdy pytam cię, gdzie jest tata, patrzysz na lampę. Albo na Neskę. Coraz więcej przebłysków inteligencji na nieboskłonie żywota Twego konstantowego. Ależ okropna to była metafora.Dziś na przykład wyciągnąłeś wtyczkę z kontaktu i potem przez dziesięć minut próbowałeś włożyć ją z powrotem. Prąd mnie przechodził na widok tego błysku w Twoim kapitalnie skoncentrowanym spojrzeniu.
      Chodzisz razem z nami do Chorzowa do Szkoły Muzycznej Yamaha na zajęcia muzyczne o nazwie Szkraby w Krainie Dzwięków. Postacią,która otwiera i zamyka zajęcia i pojawia się w książeczce dla dzieci, któej nie kupiliśmy jest paskudna maskotka foczki i paskudnym niepolskim imieniu Robby. Ale zajęcia są git. Prowadzi je młody, dwudziestoparoletni chłopak i co tydzień z innymi rodzicami i ich dziećmi łazimy w rytm muzyki wokół płachty, kołysząc cię i śpiewając. Innymi słowy, mam ma nadzieję, że się umuzykalnisz.
Poza tym od naszego mechanika kupiłem złotego renaulta twingo za 1800 zł, żeby dojeżdżać do pracy, gdy mama równolegle w czasie wiezie cię do babci. Nazywam go renolt i nie lubię jeździć nim po autostradzie, bo wszystkie samochody wymijają mnie, mimo że prawie kolanem wciskam gaz do oporu.
     Wciąż nie masz zęba i jak ci nie wylezie do miesięcy dwóch, bedziemy musieli iść do stomatologa. Wciąż nie masz zęba i każdy pokarm miast gryźć, to dziąślisz i ugniatasz przed połknięciem.
Uwielbiasz Neskę. Jesteście teraz w tej samej kategorii wagowo wzrostowej i dość często bierzecie udział w sparingach lizawczo-klepaczych. Ona cię liże gdzie popadnie, szczególnie po uszach, rękach, twarzy. Ty ją klepiesz w tzw stylu Benny Hilla. otwartą dłonią kilka razy gdzie popadnie.
Zasypiasz o 21. Wstajesz koło 6 lub po 6. Twój zgrabny i konsekwentny rytm utwierdza mnie w zawodowym przekonaniu, że wychowujemy Cię w bezpiecznej atmosferze, nawet pomimo tego, ze dziś mama Twoja nakrzyczała na tatę Twojego, że robiąc jej rano kanapki do pracy nie użył oczekującej na użycie, pokrojonej i umytej, leżącej biernie w lodówce papryki.

środa, 21 września 2011

Okoliczności siódme

      Codziennie spotykam jakichś ludzi, których historie zostają mi w pamięci. Potem dzieje się coś nowego i zapominam ludzi, których spotkałem. Ostatnio zdarzyły mi się trzy obserwacje. Lubię gapić się na ludzi no i wtedy dochodzi do obserwacji.
Obserwacja pierwsza. Odprowadzaliśmy Twoja babcię do kościoła. Razem  z Tobą. Na przeciw nas ulicą szła mama z pięcioletnią córką.

Córka: Mamo, strasznie bolą mnie nogi! Kto mnie poniesie?
Mama: A wiesz jak mnie bolą! Okropnie! Kto mnie poniesie?
Córka: Nikt.
Mama: No i ciebie też nikt nie poniesie.

   Wbrew pozorom była to bardzo miła rozmowa. A noszenie dzieci na rękach jest niebywale ważnym społecznie problemem. Co rusz słyszę opinie ludzi na ten temat, że nie wolno, że nie przyzwyczajać, bo kręgosłup, bo nie będzie chciało chodzić samo. Nosimy Cię na rękach, owszem, ale mimo wszystko najlepiej nosisz się sam.

    Kilka dni temu w Bytomiu tuż obok Poczty Głównej wkładałem Cię do Twojego nowego fotelika za sześćset złotych (ze starego wylewałeś się zanadto) i za plecami usłyszałem rozmowę kobiety lat 38 z mężczyzną lat nie zdążyłem zaobserwować. Usłyszałem tylko strzęp historii, ale utkwiła mi w głowie jak pocisk lub jak między zębami fragmencik pokarmu.

....i wtedy ta myszka przegryzła tabernakulum i zjadła pana Jezusa.....

    I nie wiem jaki był początek tej historii, ani finał. I nie wiem czy to anegdota religijna czy cytat ze swojego dziecka. Takie miałem skojarzenie, że kobieta lat 38 opowiada historię, którą jej opowiedziała jej mała córka. Szukam w internecie mitu o myszy co zjadła Pana Jezusa,a le nic nie znalazłem. Wymyśle jakąś opowieść z tego skrawka.

         W autobusie 820 z Katowic do Bytomia stałem na przeciw mężczyzny lat 31, ubranego schludnie z teczką laptopową w ręku. Całą drogę obgryzał paznokcie, nerwowo wkładał palce do ust. Podrzucał ramionami lub szeptał coś pod nosem. Non stop. Wszyscy udawali, że nie widzą, ale każdy pasażer w okolicy kątem oka patrzył. Ludzie lubią gapienie się. Czuć było napięcie. Zawsze pojawia się wyczuwalne napięcie jeśli ludzie nie wiedzą co dzieje się wokół nich. Mężczyzna miał Zespół Tourette’a. To neurologiczne zaburzenie objawiające się niekontrolowanymi tikami. Nikomu nie jest łatwo żyć wśród ludzi jeśli widać jego odmienność.Tylko podobni mają się dobrze. Choć nasza edukacja stawia na tolerancję odmienności.
       Jak to jest w Twoich czasach?