Codziennie spotykam jakichś ludzi, których historie zostają mi w pamięci. Potem dzieje się coś nowego i zapominam ludzi, których spotkałem. Ostatnio zdarzyły mi się trzy obserwacje. Lubię gapić się na ludzi no i wtedy dochodzi do obserwacji.
Obserwacja pierwsza. Odprowadzaliśmy Twoja babcię do kościoła. Razem z Tobą. Na przeciw nas ulicą szła mama z pięcioletnią córką.
Córka: Mamo, strasznie bolą mnie nogi! Kto mnie poniesie?
Mama: A wiesz jak mnie bolą! Okropnie! Kto mnie poniesie?
Córka: Nikt.
Mama: No i ciebie też nikt nie poniesie.
Wbrew pozorom była to bardzo miła rozmowa. A noszenie dzieci na rękach jest niebywale ważnym społecznie problemem. Co rusz słyszę opinie ludzi na ten temat, że nie wolno, że nie przyzwyczajać, bo kręgosłup, bo nie będzie chciało chodzić samo. Nosimy Cię na rękach, owszem, ale mimo wszystko najlepiej nosisz się sam.
Kilka dni temu w Bytomiu tuż obok Poczty Głównej wkładałem Cię do Twojego nowego fotelika za sześćset złotych (ze starego wylewałeś się zanadto) i za plecami usłyszałem rozmowę kobiety lat 38 z mężczyzną lat nie zdążyłem zaobserwować. Usłyszałem tylko strzęp historii, ale utkwiła mi w głowie jak pocisk lub jak między zębami fragmencik pokarmu.
....i wtedy ta myszka przegryzła tabernakulum i zjadła pana Jezusa.....
I nie wiem jaki był początek tej historii, ani finał. I nie wiem czy to anegdota religijna czy cytat ze swojego dziecka. Takie miałem skojarzenie, że kobieta lat 38 opowiada historię, którą jej opowiedziała jej mała córka. Szukam w internecie mitu o myszy co zjadła Pana Jezusa,a le nic nie znalazłem. Wymyśle jakąś opowieść z tego skrawka.
W autobusie 820 z Katowic do Bytomia stałem na przeciw mężczyzny lat 31, ubranego schludnie z teczką laptopową w ręku. Całą drogę obgryzał paznokcie, nerwowo wkładał palce do ust. Podrzucał ramionami lub szeptał coś pod nosem. Non stop. Wszyscy udawali, że nie widzą, ale każdy pasażer w okolicy kątem oka patrzył. Ludzie lubią gapienie się. Czuć było napięcie. Zawsze pojawia się wyczuwalne napięcie jeśli ludzie nie wiedzą co dzieje się wokół nich. Mężczyzna miał Zespół Tourette’a. To neurologiczne zaburzenie objawiające się niekontrolowanymi tikami. Nikomu nie jest łatwo żyć wśród ludzi jeśli widać jego odmienność.Tylko podobni mają się dobrze. Choć nasza edukacja stawia na tolerancję odmienności.
Jak to jest w Twoich czasach?
Dla Ciebie tu piszę, Konstanty,żebyś mógł; gdy już będziesz duży, zobaczyć jak Twoje wczesne dzieciństwo przeżywaliśmy i co działo się w jego okolicach.Tata.
środa, 21 września 2011
wtorek, 13 września 2011
Okoliczności szóste
Zrobiłem notatki. O tym, co chcę ci napisać. Żeby nie zapomnieć. Nie zgubiłem notatek. Ale mam inny problem. Nie umiem się z nich odczytać.
Jest taka historia, ze pewien mężczyzna przyszedł do apteki z kartką w ręku.
- Czy mógłby mi pan...- zaczął.
- Już panu podaje -przerwał mu gorliwy aptekarz, wyrywając mu kartkę i po chwili przyniósł lekarstwo.
- Proszę bardzo -powiedział aptekarz
- Ależ, źle mnie pan zrozumiał. Ja chciałem tylko, żeby mi pan przeczytał, co tu jest napisane, bo dostałem list od przyjaciela i nie mogę się rozczytać.
Wierz tym autorytetom, które wierzą bardziej w Ciebie niż sobie.
Po tym krótkim moralizatorskim kazaniu, chcę Ci powiedzieć, że w te wakacje odkryłem, z pomocą Twego dziadka, który okropnie się irytował, próbując wytłumaczyć mi nieudolnie, to co odkryłem w te wakacje. Staliśmy wpatrzeni w suwmiarkę, a ja odkrywałem, że potrafi ona pokazywać dziesiętne części milimetra. Gdy byłem dzieckiem, lubiłem bawić się suwmiarką, nie wiedząc czym jest. Gdy byłem nastolatkiem, nie bawiłem się suwmiarką, dalej nie wiedząc, czym ona jest. Jako dorosły korzystałem z suwmiarki i wydawało mi się, ze wiem czym jest. Teraz dojrzałem. Wiem czym jest suwmiarka i przekażę tę wiedzę tobie, abyś mógł odmierzać milimetr po milimetrze chociażby dziury w swetrze.
Idzie Konstanty
Milimetranty.
Jeśli już dorośniesz i będziesz umiał czytać, koniecznie zajrzyj do książek Eduardo Mendozy. Szczególnie do trylogii zaczynającej się od Przogód Fryzjera Damskiego.
To jest śmieszne. Mniej śmieszne jest to, że mieliśmy całą trylogię,
ale pożyczyliśmy komuś, kto ma podobny problem, co my. On nie pamięta,
że to nasze. My nie pamiętamy, że to on.
Ostatnio mamie zdarza się grac w Lotto. Właśnie myłem zęby, gdy usłyszałem radosne piśnięcie. Kupię sobie samochód -pomyślałem.
-Mam trójkę!! -krzyknęła.
- Resoraka -dodałem w myślach.
Jedna z chłopców z Żywca, gdzie prowadzę grupę, powiedział, że ich nauczycielka powiedziała, że nie można być szczęśliwym jeśli zarabia się poniżej 10 tysięcy miesięcznie.
Wszyscy nauczyciele są nieszczęśliwi.
Wspominałem Ci, że twoja mama jest nauczycielką w gimnazjum? Nie? To uważaj: Twoja Mama jest Nauczycielką w Gimnazjum!! Przeraźliwie dużo musi drukować na drukarce. Wczoraj wciągnęło jej 20 kartek. Leżą teraz pod kominkiem, ofiary antyekologicznej edukacyjnej biurokracji. Twoja mama oprócz kilkudziesięciu różnych ogłoszeń dla rodziców, musiała również podać i to, że w gminie Bytom, zostały zrzucone szczepionki dla lisów. Każdy rodzic gimnazjalisty musi się podpisać pod tą informacją, że ja przyjął. Być może chodzi o to, żeby zabezpieczyć twoją mamę przed sytuacją, w której jakiś gimnazjalista, znalazłszy ową szczepionkę i skonsumowawszy ją, poczuł się nieswojo i obwinił tym mamę, że go nie wyedukowała na temat szczepionek przeciw lisiej wściekliźnie.
Podróż do Żywca, gdzie teraz pracuje zajmuje mi czas następujący:
4,16 -pobudka
4,53 -autobus
5,23 -pociąg pierwszy i 4 minuty na przesiadkę
6,05 -pociąg drugi
8,08 do 8,45 spacer ulicami miasta Żywiec.
9 -13 praca
13,30-16,30 -powrót.
Czy ty to przeliczyłeś?? Więcej w trasie, niż w pracy.
Trzymaj kciuki! Zakładam Śląską Szkołę Dramy. Będę uczył dorosłych, co mają robić z dziećmi, żeby wyrośli na dorosłych, albo co robić z dorosłymi, żeby byli dorośli. Tak na prawdę będę uczył ich dramy. Jak zamieniać opowieści na pracę, zabawę i naukę. Plakat zrobiła Magda Drobczyk, moja dobra koleżanka z czasów, gdy nie byłem jeszcze dorosły. Może teraz, gdy to czytasz jest już sławna wśród jakichś dorosłych?.
Doroślidorosołu! Taki będzie pożytek, że przynajmniej spać będą chodzić z kurami.A teraz 00:26 Twój tata czyli ja, ze świadomością, że jutro 04:16 wstaję, siedzę, miast leżeć.Dobrze, już idę się położyć!
Ileż to człowiek musi się nachodzić, żeby móc się położyć.
Jest taka historia, ze pewien mężczyzna przyszedł do apteki z kartką w ręku.
- Czy mógłby mi pan...- zaczął.
- Już panu podaje -przerwał mu gorliwy aptekarz, wyrywając mu kartkę i po chwili przyniósł lekarstwo.
- Proszę bardzo -powiedział aptekarz
- Ależ, źle mnie pan zrozumiał. Ja chciałem tylko, żeby mi pan przeczytał, co tu jest napisane, bo dostałem list od przyjaciela i nie mogę się rozczytać.
Wierz tym autorytetom, które wierzą bardziej w Ciebie niż sobie.
Po tym krótkim moralizatorskim kazaniu, chcę Ci powiedzieć, że w te wakacje odkryłem, z pomocą Twego dziadka, który okropnie się irytował, próbując wytłumaczyć mi nieudolnie, to co odkryłem w te wakacje. Staliśmy wpatrzeni w suwmiarkę, a ja odkrywałem, że potrafi ona pokazywać dziesiętne części milimetra. Gdy byłem dzieckiem, lubiłem bawić się suwmiarką, nie wiedząc czym jest. Gdy byłem nastolatkiem, nie bawiłem się suwmiarką, dalej nie wiedząc, czym ona jest. Jako dorosły korzystałem z suwmiarki i wydawało mi się, ze wiem czym jest. Teraz dojrzałem. Wiem czym jest suwmiarka i przekażę tę wiedzę tobie, abyś mógł odmierzać milimetr po milimetrze chociażby dziury w swetrze.
Idzie Konstanty
Milimetranty.
Ostatnio mamie zdarza się grac w Lotto. Właśnie myłem zęby, gdy usłyszałem radosne piśnięcie. Kupię sobie samochód -pomyślałem.
-Mam trójkę!! -krzyknęła.
- Resoraka -dodałem w myślach.
Jedna z chłopców z Żywca, gdzie prowadzę grupę, powiedział, że ich nauczycielka powiedziała, że nie można być szczęśliwym jeśli zarabia się poniżej 10 tysięcy miesięcznie.
Wszyscy nauczyciele są nieszczęśliwi.
Wspominałem Ci, że twoja mama jest nauczycielką w gimnazjum? Nie? To uważaj: Twoja Mama jest Nauczycielką w Gimnazjum!! Przeraźliwie dużo musi drukować na drukarce. Wczoraj wciągnęło jej 20 kartek. Leżą teraz pod kominkiem, ofiary antyekologicznej edukacyjnej biurokracji. Twoja mama oprócz kilkudziesięciu różnych ogłoszeń dla rodziców, musiała również podać i to, że w gminie Bytom, zostały zrzucone szczepionki dla lisów. Każdy rodzic gimnazjalisty musi się podpisać pod tą informacją, że ja przyjął. Być może chodzi o to, żeby zabezpieczyć twoją mamę przed sytuacją, w której jakiś gimnazjalista, znalazłszy ową szczepionkę i skonsumowawszy ją, poczuł się nieswojo i obwinił tym mamę, że go nie wyedukowała na temat szczepionek przeciw lisiej wściekliźnie.
Podróż do Żywca, gdzie teraz pracuje zajmuje mi czas następujący:
4,16 -pobudka
4,53 -autobus
5,23 -pociąg pierwszy i 4 minuty na przesiadkę
6,05 -pociąg drugi
8,08 do 8,45 spacer ulicami miasta Żywiec.
9 -13 praca
13,30-16,30 -powrót.
Czy ty to przeliczyłeś?? Więcej w trasie, niż w pracy.
Trzymaj kciuki! Zakładam Śląską Szkołę Dramy. Będę uczył dorosłych, co mają robić z dziećmi, żeby wyrośli na dorosłych, albo co robić z dorosłymi, żeby byli dorośli. Tak na prawdę będę uczył ich dramy. Jak zamieniać opowieści na pracę, zabawę i naukę. Plakat zrobiła Magda Drobczyk, moja dobra koleżanka z czasów, gdy nie byłem jeszcze dorosły. Może teraz, gdy to czytasz jest już sławna wśród jakichś dorosłych?.
Doroślidorosołu! Taki będzie pożytek, że przynajmniej spać będą chodzić z kurami.A teraz 00:26 Twój tata czyli ja, ze świadomością, że jutro 04:16 wstaję, siedzę, miast leżeć.Dobrze, już idę się położyć!
Ileż to człowiek musi się nachodzić, żeby móc się położyć.
sobota, 10 września 2011
O zagubionej kartce i próbach odtworzenia czegoś na nowo.
Kilka dni temu spotkałem kolegę, z liceum Krzyśka Lukoszka, który teraz nazywa się, żeby jego nowym rodakom było łatwiej; Kristopher Lukoschek. Tego dnia miałem w kieszeni kartkę, na której zapisałem kilka rzeczy, o których bardzo chciałem napisać tutaj. Straciła się, a jak coś się straci, ludzie często mają wtedy wrażenie, że nie da się tego odtworzyć równie dobrze albo lepiej. Twój dziadek co rusz powtarza, że już nie produkują tak dobrych śrub, zapraw murarskich, papierów ściernych, gwoździ i wszystkiego wszystkiego jak produkowali dawniej, ongiś, drzewiej. No dobra, nie mówi ongiś, ale brzmi jakby mówił.
Zgubiłem więc kartkę notatkową i nie do odtworzenia jest i nie do podrobienia ta mądrość, którą tamże dla Ciebie zapisałem. Chciałem napisać Ci o rzeczach, które robisz po raz pierwszy. Ponownie po raz piewszy. Tysiące rzeczy robisz po raz pierwszy. Dziś zostawiłem Cię na chwilę w łóżeczku, a gdy wróciłem stałeś oparty o szczebelki. Tak i owszem! Potrafisz to robić od kilku dni. Idzie ci to lepiej niż siadanie, którego jeszcze nie opanowałeś.
Czasem, gdy walisz mnie ręką po głowie w rytmicznym bachu-bach, zastanawiam się czy w poprawnie wysocjalizowanej rodzinie, genetycznie niepredysponowanej przestępczo, może pojawić się awanturnik i drań. Czas zacząć uczenie cię, co oznacza "nie wolno". "Nie wolno" to jedno z fundamentalnych komunikatów rodzicielskich. Będę starał się zamiast odciągać cię od tego, co "nie wolno", kierować do tego "co wolno" Czytając to, już wiesz, czy udało się nam, czy raczej jesteś dzieckiem zakazowym?
Twoja mama obserwując cię prawie non-stop, dostrzegła w twoich żebrach, coś co ją zaniepokoiło. Pediatra kazał nam zrobić badania krwi. Trzymałem cię na kolanach, ale nie byłem w stanie spojrzeć na igłę, przebijającą ci skórę. Myślałem, ze tak jak ostatnio będziesz długo płakał. a płakałeś krótko. Nota bene, uwarunkowałeś się już na biały fartuch i niczym Neska na widok gabinetu weterynarza, tak ty na widok lekarza w fartuchu, rozpłakujesz się niemal momentalnie. Neska, dla sprostowania, nie płacze. Trzęsie się za to jak golas w sklepie z mrożonkami.
Trochę się zmartwiliśmy. O rzeczach, co się w nas martwią , też chcę opowiadać.
Być może dlatego, ze jesteś zimowym dzieckiem,a być może dlatego, ze na świecie są miliony chorób, objawów, zarazków i ułomności ciała, badania wykazały, ze gospodarka fosforanowa w Twoim organizmie nie działa najlepiej i może to skończyć się krzywicą. Chorobą dzieci XIX wieku z wielkich miast. Podwoiliśmy ci dawkę witaminy d, jedynego lekarstwa i czekamy miesiąc na kontrolę. Wczoraj mama przesiedziała godzinę przed komputerem czytając o krzywicy i z mokrymi oczami, zastanawiała się czy fakt, że zęby ci się słabo wyżynają i ciemiączko powoli zarasta to nie wina właśnie początkowego stadium tej choroby. Jesteś naszą radością i naszym ukochanym zmartwieniem.
Konstanty, proszę cię prosto: bądź prosty po prostu.
Zgubiłem więc kartkę notatkową i nie do odtworzenia jest i nie do podrobienia ta mądrość, którą tamże dla Ciebie zapisałem. Chciałem napisać Ci o rzeczach, które robisz po raz pierwszy. Ponownie po raz piewszy. Tysiące rzeczy robisz po raz pierwszy. Dziś zostawiłem Cię na chwilę w łóżeczku, a gdy wróciłem stałeś oparty o szczebelki. Tak i owszem! Potrafisz to robić od kilku dni. Idzie ci to lepiej niż siadanie, którego jeszcze nie opanowałeś.
Czasem, gdy walisz mnie ręką po głowie w rytmicznym bachu-bach, zastanawiam się czy w poprawnie wysocjalizowanej rodzinie, genetycznie niepredysponowanej przestępczo, może pojawić się awanturnik i drań. Czas zacząć uczenie cię, co oznacza "nie wolno". "Nie wolno" to jedno z fundamentalnych komunikatów rodzicielskich. Będę starał się zamiast odciągać cię od tego, co "nie wolno", kierować do tego "co wolno" Czytając to, już wiesz, czy udało się nam, czy raczej jesteś dzieckiem zakazowym?
Twoja mama obserwując cię prawie non-stop, dostrzegła w twoich żebrach, coś co ją zaniepokoiło. Pediatra kazał nam zrobić badania krwi. Trzymałem cię na kolanach, ale nie byłem w stanie spojrzeć na igłę, przebijającą ci skórę. Myślałem, ze tak jak ostatnio będziesz długo płakał. a płakałeś krótko. Nota bene, uwarunkowałeś się już na biały fartuch i niczym Neska na widok gabinetu weterynarza, tak ty na widok lekarza w fartuchu, rozpłakujesz się niemal momentalnie. Neska, dla sprostowania, nie płacze. Trzęsie się za to jak golas w sklepie z mrożonkami.
Trochę się zmartwiliśmy. O rzeczach, co się w nas martwią , też chcę opowiadać.
Być może dlatego, ze jesteś zimowym dzieckiem,a być może dlatego, ze na świecie są miliony chorób, objawów, zarazków i ułomności ciała, badania wykazały, ze gospodarka fosforanowa w Twoim organizmie nie działa najlepiej i może to skończyć się krzywicą. Chorobą dzieci XIX wieku z wielkich miast. Podwoiliśmy ci dawkę witaminy d, jedynego lekarstwa i czekamy miesiąc na kontrolę. Wczoraj mama przesiedziała godzinę przed komputerem czytając o krzywicy i z mokrymi oczami, zastanawiała się czy fakt, że zęby ci się słabo wyżynają i ciemiączko powoli zarasta to nie wina właśnie początkowego stadium tej choroby. Jesteś naszą radością i naszym ukochanym zmartwieniem.
Konstanty, proszę cię prosto: bądź prosty po prostu.
środa, 31 sierpnia 2011
O tym jak zaniedbałem bloga, nie zaniedbując Ciebie.
Każdy proces obarczony jest kryzysem. Nasz kraj jest w kryzysie i moje pisanie dla ciebie również. Skułem prawie cały tynk w pokoju na górze i leży teraz kożuchem kurzowym obejmując podłogę i zastanawiam się kiedy to uda mi się przetransportować na dół?
Kilka dni nie było mnie w domu. Pracowałem z dziećmi z dysfunkcyjnych rodzin w Szczyrku. Przez te kilka dni już jesteś inny. Palcem wskazującym dotykałeś wczoraj mojego nosa, a do tej pory robiłeś to całą dłonią plus zamach.Już chcesz wstawać, choć jeszcze dobrze nie usiadłeś. Masz nowy wózek, bo stary mama przejechała ci samochodem.
Dziś ostatni dzień wakacji. Mama wraca do pracy. Ty zaczniesz żywot swój uprawiać w Bytomiu u babci na 9 piętrze z oknami na jedną stronę, gdzie stoją bloki, a za nimi las.
Kilka dni nie było mnie w domu. Pracowałem z dziećmi z dysfunkcyjnych rodzin w Szczyrku. Przez te kilka dni już jesteś inny. Palcem wskazującym dotykałeś wczoraj mojego nosa, a do tej pory robiłeś to całą dłonią plus zamach.Już chcesz wstawać, choć jeszcze dobrze nie usiadłeś. Masz nowy wózek, bo stary mama przejechała ci samochodem.
Dziś ostatni dzień wakacji. Mama wraca do pracy. Ty zaczniesz żywot swój uprawiać w Bytomiu u babci na 9 piętrze z oknami na jedną stronę, gdzie stoją bloki, a za nimi las.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Zębowego sierpnia początki.
Dziś w gabinecie pani doktor, pediatry Twojej, usłyszałem, że jej patyk, który wkłada ci do ust haczy o zęby. No faktycznie od dwóch dni wywalasz dziwacznie jęzor, a to okazuje się, że było to badanie wewnątrzjamoustno-zapoznawcze.
Pełzasz po każdej podłodze z lubością, odkurzając kurz, zbierając w świeże stroje drobnoustroje.
Uwielbiasz naszego psa. Gdy go widzisz nie raz zdarz ci się zaśmiać na głos z radości i uwielbienia. Ona czyli Neska też Cię lubi. Nieraz jej z kolei zdarzyło się włożyć swój jęzor do twojego pyska.
Od kilkunastu dni w oparciu o lekturę popularnonaukowej książki kynologicznej ćwiczę naszego psa w byciu posłuszną. Musi wiedzieć, że przewodnikiem naszego stada jestem ja, nie ona. Z wchodzenia w rolę przewodnika naszego stada przez Neskę mamy zazwyczaj problemy. Więc ja jestem przewodnikiem naszego stada, choć tak naprawdę za sznurki pociąga mama.
Pełzasz po każdej podłodze z lubością, odkurzając kurz, zbierając w świeże stroje drobnoustroje.
Uwielbiasz naszego psa. Gdy go widzisz nie raz zdarz ci się zaśmiać na głos z radości i uwielbienia. Ona czyli Neska też Cię lubi. Nieraz jej z kolei zdarzyło się włożyć swój jęzor do twojego pyska.
Od kilkunastu dni w oparciu o lekturę popularnonaukowej książki kynologicznej ćwiczę naszego psa w byciu posłuszną. Musi wiedzieć, że przewodnikiem naszego stada jestem ja, nie ona. Z wchodzenia w rolę przewodnika naszego stada przez Neskę mamy zazwyczaj problemy. Więc ja jestem przewodnikiem naszego stada, choć tak naprawdę za sznurki pociąga mama.
sobota, 6 sierpnia 2011
Gdzie podziały się artefakty dziecięctwa część 1: Czerwony Kapturek.
Pod tym okropnym, chwilowym, czekającym na zmianę tytułem, będę pisał o różnych ważnych rzeczach z Twojego dzieciństwa i umieszczał ich zdjęcia. Ja pamiętam wiele swoich zabawek lecz podobnie jak wielu do mnie podobnych zadaję sobie pytanie -gdzie one się podziały? Poginęły w czasie przeprowadzek, w brzuchach pralek, w paszczach psów, pod pantoflami matek, w obsikanych piaskownicach?
Twoja babcia przetrzymuje zabawki Twojej mamy . Specjalnie dla wnuka lub wnuczki. Ostatnio dała ci do zabawy trzydziestoparoletnią, pluszową małpę. Czy da się leczyć łysienie plackowate u pluszaków? -chciałem zapytać. Szybko ją jednak odebrała, gdyż trzydziestoparoletni plusz leżakowany w socjalistycznej meblościance zbyt dużo posiada mikroelementów jak na mozliwości twojego żołądka.
W dzisiejszym odcinku zajmiemy się czerwonym kapturkiem z Kalimby. Jej długie szmaciane nogi i ręce nie raz koiły twoje nabrzmiałe od ząbkowania dziąsła. Na marginesie -zęba jeszcze nie widać. Zgubiliśmy tę maskotkę w drodze powrotnej znad morza i potem po raz drugi kupiliśmy, nie bez problemów, drogo, z pomocą mamy Twego kolegi Kostka z Warszawy.
Jeśli opuści nas, odejdzie, zarazi się czymś od małpy z wyłysiałym pluszem, napiszę ci o tym. Po to jest właśnie ten dział gdziepodziania się artefaktów dziecięctwa.
Twoja babcia przetrzymuje zabawki Twojej mamy . Specjalnie dla wnuka lub wnuczki. Ostatnio dała ci do zabawy trzydziestoparoletnią, pluszową małpę. Czy da się leczyć łysienie plackowate u pluszaków? -chciałem zapytać. Szybko ją jednak odebrała, gdyż trzydziestoparoletni plusz leżakowany w socjalistycznej meblościance zbyt dużo posiada mikroelementów jak na mozliwości twojego żołądka.
W dzisiejszym odcinku zajmiemy się czerwonym kapturkiem z Kalimby. Jej długie szmaciane nogi i ręce nie raz koiły twoje nabrzmiałe od ząbkowania dziąsła. Na marginesie -zęba jeszcze nie widać. Zgubiliśmy tę maskotkę w drodze powrotnej znad morza i potem po raz drugi kupiliśmy, nie bez problemów, drogo, z pomocą mamy Twego kolegi Kostka z Warszawy.
Jeśli opuści nas, odejdzie, zarazi się czymś od małpy z wyłysiałym pluszem, napiszę ci o tym. Po to jest właśnie ten dział gdziepodziania się artefaktów dziecięctwa.
Dziś masz osiem miesięcy i turbodiesla w tyłku.
Rano gdy robiłem jajecznicę, zastanawiałem się, jak wiele razy wcześniej, jak rozbijać jajka, żeby żaden mikroskopijny okruch skorupki nie dostał się na patelnie. Zawsze koncentruję się na tym, aby tak się nie stał i bach! nic z tego. Nie znoszę wyciągania skorupek jajka z patelni. Stałem w kuchni, a mama wołała do Ciebie chodź ze mną, gdy ty brzuchowałeś na macie. Przypomniało mi się, że w podstawówce niektórzy stosowali taki oto żart. Pytali idziesz ze mną? gdzie? w d... ciemną lub zamiennie srać pod rynną. Nie wiem czemu, ale ot tak nagle mój mózg wyrzucił mi na brzeg świadomości to wspomnienie.
A ty ruszyłeś! Czyścisz brzuchem podłogę. Pełzasz zawzięcie i konsekwentnie.Wyginasz się i sprężynujesz.Wszystko jest dla ciebie wspaniałą zabawką, co nie jest z istoty zabawką. Dziś badałeś kosz na drewno przy kominku, żółtą kulkę gąbkę od kluczy, uchwyty w kuchennym kredensie. To twój obecny top zabawkowy.
W wannie czujesz się jak ryba w wodzie, że poslużę się tym związkiem frazeologicznym prawie dosłownym. Chcemy pojechać z tobą na basen dla bobasów, ale konieczne jest posiadanie przez matkę aktualnego badania wymazów z pochwy,a ja ostatnio dostałem od proktologa maść, co jak pewne się domyślasz wyklucza nas jako osoby, mogące trzymać cię w wodzie. Ale to chwilowe i przejściowe, więc za chwile przejdzie.
Czy pisałem ci już, że bardzo wiele osób, szczególnie kobiety w sile wieku zachwycają się twoimi oczami i twoim spojrzeniem. Mam nadzieję, że gdy to czytasz ów zachwyt nie mija, oby tylko wiek zachwycających się zbliżył się do twojego.I oby płeć ich odmienną była.
A ty ruszyłeś! Czyścisz brzuchem podłogę. Pełzasz zawzięcie i konsekwentnie.Wyginasz się i sprężynujesz.Wszystko jest dla ciebie wspaniałą zabawką, co nie jest z istoty zabawką. Dziś badałeś kosz na drewno przy kominku, żółtą kulkę gąbkę od kluczy, uchwyty w kuchennym kredensie. To twój obecny top zabawkowy.
W wannie czujesz się jak ryba w wodzie, że poslużę się tym związkiem frazeologicznym prawie dosłownym. Chcemy pojechać z tobą na basen dla bobasów, ale konieczne jest posiadanie przez matkę aktualnego badania wymazów z pochwy,a ja ostatnio dostałem od proktologa maść, co jak pewne się domyślasz wyklucza nas jako osoby, mogące trzymać cię w wodzie. Ale to chwilowe i przejściowe, więc za chwile przejdzie.
Czy pisałem ci już, że bardzo wiele osób, szczególnie kobiety w sile wieku zachwycają się twoimi oczami i twoim spojrzeniem. Mam nadzieję, że gdy to czytasz ów zachwyt nie mija, oby tylko wiek zachwycających się zbliżył się do twojego.I oby płeć ich odmienną była.
poniedziałek, 25 lipca 2011
Kilka szybkich zdań o sprawach z ostatnich dni.
Jutro ważny dzień. Odkuję drzwi na piętrze i przebiję się na strych. Tam z odkutych cegieł, zamuruje drzwi na strych, który dzielimy z sąsiadem i trach! mamy składzik na ten wielki bajzel u góry!
W Norwegii prawicowy szaleniec wystrzelał kilkadziesiąt młodych ludzi. Mama powiedziała, że będąc dziś na ćwiczeniach pilates, nie mogła o tym przestać myśleć.
Potrafisz już na kilka sekund wytrzymać na czworakach. Dziś u babci Grażyny dostałeś kiszonego ogórka. Zamiennie wkładałeś go do buzi i okładałeś nim udo mamy.
Cały tydzień pada. Odwiedziłeś dziś w ten deszczowy wieczór kuzynkę swą, córkę kuzyna mamy Lenę Ludwikę. Niestety nie widzieliście się, bo albo ona spała albo ty.
Kilka dni temu mama wygrała 461 zł w Lotto. Jest to niestety o kilka milionów za mało, abyśmy mogli nie martwić się faktem bycia dorosłymi ludźmi.
W sobotę odwiedziła nas Iza z Ingą. Inga ma dwa lata i bardzo Cię lubi. Pamiętasz ją, kojarzysz, kolegujesz się?
Za dwa tygodnie mam wizytę u proktologa. Niestety tylna część mnie trochę nawala. W naszym pokoju strasznie skrzypią drzwi. Nasmarowałem zawiasy kilka razy. Już mi się śniło o tych drzwiach,ale dalej nic. Najbardziej drobiazgi podsycają frustrację.
Jestem Twoim tatą, który dużo śpi. Wolę spać niż nie spać. Być może to marnowanie świadomego życia, ale przyjemność, której doświadczam, gdy okazuje się, że po przebudzeniu, mogę jeszcze trochę pospać, to ogólnoludzkie, dzielone przez miliardy ludzi doznanie, które łączy nas bardziej niż religia, siku czy tym podobne okoliczności życiowe. Doświadczę tego ponownie nad ranem, choć czasem Konstanty przeszkadzasz mi w tym doświadczaniu, ale przeszkadzasz doświadczaniem Ciebie czyli snu naszego, co się spełnił. Dobranoc.
W Norwegii prawicowy szaleniec wystrzelał kilkadziesiąt młodych ludzi. Mama powiedziała, że będąc dziś na ćwiczeniach pilates, nie mogła o tym przestać myśleć.
Potrafisz już na kilka sekund wytrzymać na czworakach. Dziś u babci Grażyny dostałeś kiszonego ogórka. Zamiennie wkładałeś go do buzi i okładałeś nim udo mamy.
Cały tydzień pada. Odwiedziłeś dziś w ten deszczowy wieczór kuzynkę swą, córkę kuzyna mamy Lenę Ludwikę. Niestety nie widzieliście się, bo albo ona spała albo ty.
Kilka dni temu mama wygrała 461 zł w Lotto. Jest to niestety o kilka milionów za mało, abyśmy mogli nie martwić się faktem bycia dorosłymi ludźmi.
W sobotę odwiedziła nas Iza z Ingą. Inga ma dwa lata i bardzo Cię lubi. Pamiętasz ją, kojarzysz, kolegujesz się?
Za dwa tygodnie mam wizytę u proktologa. Niestety tylna część mnie trochę nawala. W naszym pokoju strasznie skrzypią drzwi. Nasmarowałem zawiasy kilka razy. Już mi się śniło o tych drzwiach,ale dalej nic. Najbardziej drobiazgi podsycają frustrację.
Jestem Twoim tatą, który dużo śpi. Wolę spać niż nie spać. Być może to marnowanie świadomego życia, ale przyjemność, której doświadczam, gdy okazuje się, że po przebudzeniu, mogę jeszcze trochę pospać, to ogólnoludzkie, dzielone przez miliardy ludzi doznanie, które łączy nas bardziej niż religia, siku czy tym podobne okoliczności życiowe. Doświadczę tego ponownie nad ranem, choć czasem Konstanty przeszkadzasz mi w tym doświadczaniu, ale przeszkadzasz doświadczaniem Ciebie czyli snu naszego, co się spełnił. Dobranoc.
wtorek, 19 lipca 2011
O tym, co słychać u Ciebie i o tym, co słychać obok Ciebie
Na piankowej macie, o której pisałem ci już kilka słów potrafisz jak wskazówka sekundnika kręcić się w koło, a gdy zdecydujesz się, że coś cię ciekawi, podpełzujesz niczym animowana dżdżownica. Inną nowością jest Twoje odkrycie krzyczenia. Jest to krzyk życiowy, naturalny, ciągły, kilkusekundowy, raczej zabawny, niezajęty bólem czy wołaniem o pomoc. W swoim kaszkiecie i z wielkimi oczami, którymi patrzysz nad wyraz głęboko, zwracasz uwagę przechodniów. Co chwilę, ktoś komentuje Twoje spojrzenie. Dużo się ruszasz, wyginasz, wykrzywiasz. No a na dodatek, od tygodnia masz katar. Wyciagamy Ci z nosa katarowe kluski z pomocą nas obojga -ja trzymm ręce, mama głowę oraz aparatu, który składa się z wężyka, ustnika i rurki donosowej. Mama wciska ci do nosa donosową rurkę, Ty ryczysz i bronisz się zaciekle, a ja ustnikiem ciągnę kózki-galaretki. Pomiedzy moimi ustami a nimi, tkwi w rurce gąbkowy filtr, co broni mnie przed konsumpcją. Myślałem dziś rano czy mogą istnieć rodzice, którzy brzydziliby się takie higieniczne wyczyniać wybryki?
Przed wejściem do naszego domu, poprzedni właściciel zatynkował kamienną podmurówkę oraz klinkierowe cegły. Od kilku dni odkuwam z pomocą młotka i majzla ów piękny kawałek elewacji. Córka, poprzedniego właściciela, Mariola, która jest moją księgową obecnie, nie ma pojęcia dlaczego jej tata tak zrobił. Tysiące uderzeń młotka w stary tynk i chyba mam zakwasy w nadgarstku. Dziś młotek pękł na pół. Nie wytrzymał. Na kolację wymyśliłem sałatkę, z tego co było pod ręką. Z ogródka wziąłem dużą kalarepę, kilka przepysznych pomidorków koktajlowych, z lodówki troche czarnych oliwek, paluszki surimi z lidla, troszkę posiekanej zielonej pietruszki, kilka kawałków sera gorgonzoli, którego Twoja mama używała do kanapek z wiśniami według przepisów z prenumerowanej gazety Kuchnia; oliwę z pestek winogrona i kilka kropel soku z cytryny. Pociąłem, pomieszałem, zjadłem.
Pociąłem, pomieszałem, zjadłem. Myślę, że tak powstają nowe dania. Dzięki połączeniu głodu i rzeczy, które trzeba zjeść, inaczej się popsują.
Teraz śpisz w łóżeczku od kilku dni eksperymentując z nową pozycją snu. Jesteś wygięty w łuk, leżąc na boku. Podszedłem do Ciebie, położyłem dłoń na Twojej piersi i poczułem bicie serca. Wróciłem do komputera i napisałem o tym. Cały czas o tym piszę. Jestem podłączony do ciebie jak ekg.
Nad Gliwicami burza. Cały tydzień ma lać. Twoja ciocia Misia przyjmuje swojego teścia z Palestyny. Masło kosztuje 4 - 5 zł. Margaryny nie jemy. Czytam książkę " Zaklinacz psów" i zamieniam się w przywódce stada wobec Neski. Nie wiem jak zakończyć ten blogowy post. Denerwuje mnie, że coraz mniej jest polskich odpowiedników takich słów jak "blog" czy "post". Jest późno, Konstanty Parówko, tak mówię do Ciebie czasem. Idę Konstanty Parówko, cześć.
Przed wejściem do naszego domu, poprzedni właściciel zatynkował kamienną podmurówkę oraz klinkierowe cegły. Od kilku dni odkuwam z pomocą młotka i majzla ów piękny kawałek elewacji. Córka, poprzedniego właściciela, Mariola, która jest moją księgową obecnie, nie ma pojęcia dlaczego jej tata tak zrobił. Tysiące uderzeń młotka w stary tynk i chyba mam zakwasy w nadgarstku. Dziś młotek pękł na pół. Nie wytrzymał. Na kolację wymyśliłem sałatkę, z tego co było pod ręką. Z ogródka wziąłem dużą kalarepę, kilka przepysznych pomidorków koktajlowych, z lodówki troche czarnych oliwek, paluszki surimi z lidla, troszkę posiekanej zielonej pietruszki, kilka kawałków sera gorgonzoli, którego Twoja mama używała do kanapek z wiśniami według przepisów z prenumerowanej gazety Kuchnia; oliwę z pestek winogrona i kilka kropel soku z cytryny. Pociąłem, pomieszałem, zjadłem.
Pociąłem, pomieszałem, zjadłem. Myślę, że tak powstają nowe dania. Dzięki połączeniu głodu i rzeczy, które trzeba zjeść, inaczej się popsują.
Teraz śpisz w łóżeczku od kilku dni eksperymentując z nową pozycją snu. Jesteś wygięty w łuk, leżąc na boku. Podszedłem do Ciebie, położyłem dłoń na Twojej piersi i poczułem bicie serca. Wróciłem do komputera i napisałem o tym. Cały czas o tym piszę. Jestem podłączony do ciebie jak ekg.
Nad Gliwicami burza. Cały tydzień ma lać. Twoja ciocia Misia przyjmuje swojego teścia z Palestyny. Masło kosztuje 4 - 5 zł. Margaryny nie jemy. Czytam książkę " Zaklinacz psów" i zamieniam się w przywódce stada wobec Neski. Nie wiem jak zakończyć ten blogowy post. Denerwuje mnie, że coraz mniej jest polskich odpowiedników takich słów jak "blog" czy "post". Jest późno, Konstanty Parówko, tak mówię do Ciebie czasem. Idę Konstanty Parówko, cześć.
środa, 13 lipca 2011
Kostkowa Piosenka Ósma
To z wakacji. Śpiewałem ci na plaży raz jeden.
Był sobie raz piesek,
co jadł z plaży piasek,
pił piwo z pinesek,
żarł ze śrubek kaszę.
Miał kolegę kota,
co lubił tort z błota,
tory gryzł jak chrupki
i połykał słupki.
refren:
Bo dla tego kota,
bo dla tego pieska,
Tobie zdradzę tajemnicę,
lecz nie mów nikomu,
najlepsza restauracja
to składnica złomu !
Był sobie raz piesek,
co jadł z plaży piasek,
pił piwo z pinesek,
żarł ze śrubek kaszę.
Miał kolegę kota,
co lubił tort z błota,
tory gryzł jak chrupki
i połykał słupki.
refren:
Bo dla tego kota,
bo dla tego pieska,
Tobie zdradzę tajemnicę,
lecz nie mów nikomu,
najlepsza restauracja
to składnica złomu !
poniedziałek, 11 lipca 2011
O moczeniu stóp w Bałtyku i podróży przez kraj.
Mama miała skrupuły wyjąć wszystkie Twoje chrzcielne pieniądze z samochodzika skarbonki, ale to był jedyny sposób aby wyruszyć na urlop. Pamiętaj, ze ty też tam byłeś i z nami jadłeś i piłeś i wylegiwałeś się na plaży. Jeszcze przez jakiś czas wylegiwanie będzie Twoim głównym zajęciem, którego wszyscy dorośli ci zazdroszczą.
Dzień przed wyjazdem spojrzałem na prognozę pogody na najbliższy tydzień dla Wejherowa, które to miasto 15 kilometrów dzieli od Białogóry, gdzie udawaliśmy się z Tobą, Konstanty. Cały tydzień deszcz, zachmurzenie i 17 stopni. Jedyne pocieszenie, ze powyżej zera.
- Może to przełóżmy - jęknęła mama.
Nie przełożyliśmy. W czwartek zrobiliśmy przystanek noclegowy na Kabatach w Warszawie u Twojego kolegi Konstantego, o którym pisałem Ci już tutaj. Całkiem owocne nawiązaliście kontakty. Ty z pozycji brzuch klepałeś go zaczepnie po udzie, on z pozycji siedzącej bez raczkowania, głaskał cię koleżeńsko po łapce. Nota bene był to dzień ojca, dlatego wspolnie z tatą Konstantego, ja tata Konstantego wypiliśmy najpierw piwo w kawiarni, po którym kręciło mi się w głowie, a wieczorem wódkę na miodzie, po któej nie kręciło mi się w głowie. Zastanawialiśmy się jak was wymawia się w liczbie mnogiej. Ci Konstanci, Konstantowie? Dwóch Konstantych się spotkało, choć się ciężko odmieniało.
Nasz stary opel był zapakowany po brzegi głównie przez rzeczy potrzebne do zajmowania się niemowlakiem. Wózek duży typu starego, łóżeczko turystyczne dziesięciokilowe, wanienka metrowa, a w niej czajnik, farelka, kosmetyki dziecięce, koce i pampersów paczka, wód źródlanych butelek 10, walizka z ubrankami na każdy dzień, namiot plażowy produkcji chińskiej, co wraca popsuty, garnki i warzywa na zupki niemowlęce, pies i leżysko psie, gumowce zółte i czarne. Oto jak opel astra kombi staje się ciężarówką rodzinną.
O 22 dotarliśmy na miejsce. Pokój, który dostaliśmy był sposobem na wywołanie depresji i klaustrofobii. Całą noc grzaliśmy farelką, bo oprócz wywoływania wymienionych przeze mnie stanów, mógł doprowadzić jeszcze do przeziębienia.Szczęśliwie wymieniliśmy go na inny. Rozpakowanie i spakowanie tobołów, potem przenoszenie do innego pokoju jak przypuszczasz, nie jest moim hobby, a szkoda, bo w trakcie tych wakacji poświęcałem się temu zajęciu niebywale często.
Od soboty rana zaczęliśmy plażowanie. Prognoza pogody , która przeraziła nasze urlopowe serca, znalazła swoje miejsce w innym narządzie, Było przepięknie. co dzień rano przez nadmorski las, pachnący nadmorskim lasem -och jaki to był wspaniały zapach nadmorskiego lasu, docieraliśmy do pustej plaży, gdzie zasłonięci znalezionym w pokoju parawanem, chronieni przez słońce plażowym chińskim namiotem z początkami procesu popsucia - byliśmy razem. O 12 gdy wszyscy ciągnęli na plażę, a może prażę?, my uciekaliśmy przed skwarem, robiliśmy ci zupę, potem jedliśmy zupę i na drugie danie gofra, żeby zaoszczędzić Twoje chrzcielne pieniądze i znów wyruszaliśmy nad morze, aż do wieczora. A gdy popsuła się pogoda wyjechaliśmy. Po drodze zahaczając o Inowrocław, gdzie na 9 ohydnego piętrze wieżowca mieszka mój wujek -wujek Stach, ludowy rzeźbiarz. Nie rzeźbi jednak już od kilku lat, miał wylew. Potem w Płowcach przespaliśmy się u kuzynki Twojej babci Grażyny. Jej mąż, ex-rolnik, kilkanaście razy w czasie wizyty naszej wykonywał w twoją stronę następującą akrobację manualno-ryjną. Otwarte dłonie przykładał do uszu kciukami. po czym zaczynał ruszać palcami obu dłoni i bardzo szybko wystawiać i chować język. Brak Twojej reakcji nie zniechęcał go i co jakiś czas powtarzał ów rytuał w Twoją stronę jako, podejrzewam - jedyny oręż kinderzabawiarstwa. Potem ruszyliśmy do Poznania, do kuzynki Oli Eweliny Paci. Na Festiwalu Malta zobaczyłeś przedstawienie teatralne dla dzieci w wieku 0 do 5 lat. Na marginesie dodam, że grała go aktorka, którą rok wcześniej widzieliśmy na przedstawieniu wyłącznie dla ludzi dorosłych. Na scenie było mnóstwo piłek, do których po spektaklu dopuszczono gromadę nieletniej widowni, i nawet Ty, jako jeden z najmłodszych z pomocą mamy i pani aktorki pobujałeś się ogromnej , nadmuchanej piłce. Podobało ci się. Poza tym świat ponownie okazał się mały, bo nie wiedząc jak dotrzeć na przedstawienie, dołączyliśmy się do dwóch mam z wózkami, a jedna z nich, mama Krystynki, okazała się emigrantką z Tarnowskich Gór.
Nasz pies Neska podróżowała z nami, z tej przyczyny w Wejherowie w Lidlu kupiliśmy jej kurczaka. Kurczak ów postanowił również podróżować, niestety polem jego podróży był nasz samochód. Zwiedzał go 3 dni w czasie gdy my używaliśmy poznańskich autobusów i gdy wreszcie odnalazłem go pod fotelem wśród bzykających much, okazało się, że nie mył się, nie golił i nie perfumował.
Smród tego bydlęcia to znaczy kurczaka wciąż jeszcze owiewa subtelną mgiełką pasażerów opla, pomimo niezliczonej liczby wietrzeń. I wróciliśmy, o 2 nad ranem. W domu było 16 stopni i nagrzałem w te lipcową noc w kominku o zielonych kaflach.
Wklejam Twoje zdjęcie plażowe. Po prawej stronie od Twojej głowy widać ślady Neski. Twój żółty koc leży na różowym, zabranym z pokoju, a różowy leży na piachu z plaży. A piach z plaży leży na piachu z plaży, a ten leży na piachu z plaży i tak leżą ziarenko na ziarenku no i bardzo dobrze.
Dzień przed wyjazdem spojrzałem na prognozę pogody na najbliższy tydzień dla Wejherowa, które to miasto 15 kilometrów dzieli od Białogóry, gdzie udawaliśmy się z Tobą, Konstanty. Cały tydzień deszcz, zachmurzenie i 17 stopni. Jedyne pocieszenie, ze powyżej zera.
- Może to przełóżmy - jęknęła mama.
Nie przełożyliśmy. W czwartek zrobiliśmy przystanek noclegowy na Kabatach w Warszawie u Twojego kolegi Konstantego, o którym pisałem Ci już tutaj. Całkiem owocne nawiązaliście kontakty. Ty z pozycji brzuch klepałeś go zaczepnie po udzie, on z pozycji siedzącej bez raczkowania, głaskał cię koleżeńsko po łapce. Nota bene był to dzień ojca, dlatego wspolnie z tatą Konstantego, ja tata Konstantego wypiliśmy najpierw piwo w kawiarni, po którym kręciło mi się w głowie, a wieczorem wódkę na miodzie, po któej nie kręciło mi się w głowie. Zastanawialiśmy się jak was wymawia się w liczbie mnogiej. Ci Konstanci, Konstantowie? Dwóch Konstantych się spotkało, choć się ciężko odmieniało.
Nasz stary opel był zapakowany po brzegi głównie przez rzeczy potrzebne do zajmowania się niemowlakiem. Wózek duży typu starego, łóżeczko turystyczne dziesięciokilowe, wanienka metrowa, a w niej czajnik, farelka, kosmetyki dziecięce, koce i pampersów paczka, wód źródlanych butelek 10, walizka z ubrankami na każdy dzień, namiot plażowy produkcji chińskiej, co wraca popsuty, garnki i warzywa na zupki niemowlęce, pies i leżysko psie, gumowce zółte i czarne. Oto jak opel astra kombi staje się ciężarówką rodzinną.
O 22 dotarliśmy na miejsce. Pokój, który dostaliśmy był sposobem na wywołanie depresji i klaustrofobii. Całą noc grzaliśmy farelką, bo oprócz wywoływania wymienionych przeze mnie stanów, mógł doprowadzić jeszcze do przeziębienia.Szczęśliwie wymieniliśmy go na inny. Rozpakowanie i spakowanie tobołów, potem przenoszenie do innego pokoju jak przypuszczasz, nie jest moim hobby, a szkoda, bo w trakcie tych wakacji poświęcałem się temu zajęciu niebywale często.
Od soboty rana zaczęliśmy plażowanie. Prognoza pogody , która przeraziła nasze urlopowe serca, znalazła swoje miejsce w innym narządzie, Było przepięknie. co dzień rano przez nadmorski las, pachnący nadmorskim lasem -och jaki to był wspaniały zapach nadmorskiego lasu, docieraliśmy do pustej plaży, gdzie zasłonięci znalezionym w pokoju parawanem, chronieni przez słońce plażowym chińskim namiotem z początkami procesu popsucia - byliśmy razem. O 12 gdy wszyscy ciągnęli na plażę, a może prażę?, my uciekaliśmy przed skwarem, robiliśmy ci zupę, potem jedliśmy zupę i na drugie danie gofra, żeby zaoszczędzić Twoje chrzcielne pieniądze i znów wyruszaliśmy nad morze, aż do wieczora. A gdy popsuła się pogoda wyjechaliśmy. Po drodze zahaczając o Inowrocław, gdzie na 9 ohydnego piętrze wieżowca mieszka mój wujek -wujek Stach, ludowy rzeźbiarz. Nie rzeźbi jednak już od kilku lat, miał wylew. Potem w Płowcach przespaliśmy się u kuzynki Twojej babci Grażyny. Jej mąż, ex-rolnik, kilkanaście razy w czasie wizyty naszej wykonywał w twoją stronę następującą akrobację manualno-ryjną. Otwarte dłonie przykładał do uszu kciukami. po czym zaczynał ruszać palcami obu dłoni i bardzo szybko wystawiać i chować język. Brak Twojej reakcji nie zniechęcał go i co jakiś czas powtarzał ów rytuał w Twoją stronę jako, podejrzewam - jedyny oręż kinderzabawiarstwa. Potem ruszyliśmy do Poznania, do kuzynki Oli Eweliny Paci. Na Festiwalu Malta zobaczyłeś przedstawienie teatralne dla dzieci w wieku 0 do 5 lat. Na marginesie dodam, że grała go aktorka, którą rok wcześniej widzieliśmy na przedstawieniu wyłącznie dla ludzi dorosłych. Na scenie było mnóstwo piłek, do których po spektaklu dopuszczono gromadę nieletniej widowni, i nawet Ty, jako jeden z najmłodszych z pomocą mamy i pani aktorki pobujałeś się ogromnej , nadmuchanej piłce. Podobało ci się. Poza tym świat ponownie okazał się mały, bo nie wiedząc jak dotrzeć na przedstawienie, dołączyliśmy się do dwóch mam z wózkami, a jedna z nich, mama Krystynki, okazała się emigrantką z Tarnowskich Gór.
Nasz pies Neska podróżowała z nami, z tej przyczyny w Wejherowie w Lidlu kupiliśmy jej kurczaka. Kurczak ów postanowił również podróżować, niestety polem jego podróży był nasz samochód. Zwiedzał go 3 dni w czasie gdy my używaliśmy poznańskich autobusów i gdy wreszcie odnalazłem go pod fotelem wśród bzykających much, okazało się, że nie mył się, nie golił i nie perfumował.
Smród tego bydlęcia to znaczy kurczaka wciąż jeszcze owiewa subtelną mgiełką pasażerów opla, pomimo niezliczonej liczby wietrzeń. I wróciliśmy, o 2 nad ranem. W domu było 16 stopni i nagrzałem w te lipcową noc w kominku o zielonych kaflach.
Wklejam Twoje zdjęcie plażowe. Po prawej stronie od Twojej głowy widać ślady Neski. Twój żółty koc leży na różowym, zabranym z pokoju, a różowy leży na piachu z plaży. A piach z plaży leży na piachu z plaży, a ten leży na piachu z plaży i tak leżą ziarenko na ziarenku no i bardzo dobrze.
wtorek, 21 czerwca 2011
Centylowy zawrót głowy
Pani pediatra zmierzyła Ci obwód głowy i stwierdziła, że rośnie ci zbyt szybko według siatek centylowych. To taki matematyczny wzór, na który nakłada się wyniki badań dzieci, co do wzrostu i wagi, masy i objętości.
Bez paniki, ale trzeba zrobić usg główki - powiedziała. To było jak włączenie czerwonego przycisku alarmowego. I zaczęło się. Zobaczyłem, że czoło masz naprawdę duże. Internet jest pełen zdjęć dzieci z wodogłowiem. I nagle mózg mój niczym pulchna ziemia, zakwitł obawami. Non stop myślałem przez te kilka dni o Twojej główce, tracąc humor i oczekując na badanie. Chwała Ci, jesteś jedynie wielkołebski. Dziadek Twój też ma całkiem wielką łepetynę, a gdy Twoja mama była mała, również jej głowa górowała nad krajobrazem. Strach o Ciebie to paraliżująca trucizna. Pijam ją codziennie, szczęsliwie wraz z antidotum, którym jest Twój uśmiech do mnie w niespodziewanych momentach; Twoje chichranie się i i piszczenie, gdy nagle Cię coś rozbawi w naszym kontakcie z Tobą.
Obecnie i aktualnie i teraz oczekujemy na Twój ząb. Marudzisz i pojękujesz nieustannie, wargi ku dziąsłom kierując.Biblia mówi, że Bóg powiedział kobiecie:w bólach rodzić będziesz i dodał, czego kronikarz nie zdążył zanotować; a dzieci Twe w bólach ząbkować będą.I wziął jeszcze mężczyznę na bok, i od tej chwili bok bolał mężczyznę.I potem cierpieli patrząc jak boli innych, dlatego wielu z nich, aby poradzić sobie z tym stanem, wzrok psuć się zaczął.
Bez paniki, ale trzeba zrobić usg główki - powiedziała. To było jak włączenie czerwonego przycisku alarmowego. I zaczęło się. Zobaczyłem, że czoło masz naprawdę duże. Internet jest pełen zdjęć dzieci z wodogłowiem. I nagle mózg mój niczym pulchna ziemia, zakwitł obawami. Non stop myślałem przez te kilka dni o Twojej główce, tracąc humor i oczekując na badanie. Chwała Ci, jesteś jedynie wielkołebski. Dziadek Twój też ma całkiem wielką łepetynę, a gdy Twoja mama była mała, również jej głowa górowała nad krajobrazem. Strach o Ciebie to paraliżująca trucizna. Pijam ją codziennie, szczęsliwie wraz z antidotum, którym jest Twój uśmiech do mnie w niespodziewanych momentach; Twoje chichranie się i i piszczenie, gdy nagle Cię coś rozbawi w naszym kontakcie z Tobą.
Obecnie i aktualnie i teraz oczekujemy na Twój ząb. Marudzisz i pojękujesz nieustannie, wargi ku dziąsłom kierując.Biblia mówi, że Bóg powiedział kobiecie:w bólach rodzić będziesz i dodał, czego kronikarz nie zdążył zanotować; a dzieci Twe w bólach ząbkować będą.I wziął jeszcze mężczyznę na bok, i od tej chwili bok bolał mężczyznę.I potem cierpieli patrząc jak boli innych, dlatego wielu z nich, aby poradzić sobie z tym stanem, wzrok psuć się zaczął.
Kostkowa opowiastka piąta
Pan Pielucha oczekiwał gości. Wstał więc rano, bardzo uważnie prawą nogą, aby dzień się udał. Bo jak wiadomo wstawanie lewą nogą przynosi pecha. Wszedł pod prysznic, lecz po chwili wyskoczył z niego z krzykiem. Zamiast wody bowiem z kranu leciało kakao. Zadzwonił telefon.
- Dzień dobry Panie Pielucho, tu pan Wodociągi. Niestety cały transport kakao z Ameryki, przez przypadek wsypano, zamiast do garnka na olimpiadzie olbrzymów, do garnka z wodą. Ten garnek ma dziurkę, z dziurki wychodzą rurki i woda płynie do Pana. Więc gdyby Pan chciał się wykąpać, proszę uważać. To będzie kąpiel w kakao.
- To nie będzie kąpiel w kako -powiedzial Pan Pielucha.
- ależ będzie -stwierdził pan Wodociągi.
- nie będzie! - powiedział pan Kakao
- ależ będzie - stwierdził dobitniej pan Wodociągi.
- nie będzie!- krzyknął Pielucha
- Będzie! - krzyknął Wodociągi
-Nie!
- Owszem! Tak!
-Nieee!
- Dlaczego nie będzie? -spytał nagle pan Wodociągi.
- Bo już była - odparł Pan Pielucha.
- Aha, rozumiem. Pozdrawiam pana, Panie Pielucho!
- Ja też pozdrawiam Panie Wodociągi. Miłego dnia, wieczoru, nocy i kolejnego poranka.
Ktoś zapukał do drzwi. Byli to Pan Lewe Ucho i Pan Prawe Ucho.
- Dzień dobry panie Wafelku. - powiedział pan Lewe Ucho.
- Chcieliśmy usłyszeć, co słychać u Pana Pieluchy. Jest u siebie?
- To ja. Tylko wykąpałem się w kakao.
- Jesteś bardzo pomysłowy- powiedział pan Lewe Ucho.
- To nie tak.... -rozpoczął Pielucha.
- I jaki skromny - zauważył Prawe Ucho.
Pan Pielucha zrezygnował z wyjaśniania sprawy.
Wejdźcie koledzy - powiedział.
Wieczorem Pan Pielucha odkrył, że od kilku dni miał przestawione nogi, czego nie zauważył, dlatego wstając dziś prawą nogą, tak naprawdę wstał lewą. Przestawił więc je na swoje miejsce, zdając sobie w pełni sprawę z przyczyn dzisiejszego pecha.
- Dzień dobry Panie Pielucho, tu pan Wodociągi. Niestety cały transport kakao z Ameryki, przez przypadek wsypano, zamiast do garnka na olimpiadzie olbrzymów, do garnka z wodą. Ten garnek ma dziurkę, z dziurki wychodzą rurki i woda płynie do Pana. Więc gdyby Pan chciał się wykąpać, proszę uważać. To będzie kąpiel w kakao.
- To nie będzie kąpiel w kako -powiedzial Pan Pielucha.
- ależ będzie -stwierdził pan Wodociągi.
- nie będzie! - powiedział pan Kakao
- ależ będzie - stwierdził dobitniej pan Wodociągi.
- nie będzie!- krzyknął Pielucha
- Będzie! - krzyknął Wodociągi
-Nie!
- Owszem! Tak!
-Nieee!
- Dlaczego nie będzie? -spytał nagle pan Wodociągi.
- Bo już była - odparł Pan Pielucha.
- Aha, rozumiem. Pozdrawiam pana, Panie Pielucho!
- Ja też pozdrawiam Panie Wodociągi. Miłego dnia, wieczoru, nocy i kolejnego poranka.
Ktoś zapukał do drzwi. Byli to Pan Lewe Ucho i Pan Prawe Ucho.
- Dzień dobry panie Wafelku. - powiedział pan Lewe Ucho.
- Chcieliśmy usłyszeć, co słychać u Pana Pieluchy. Jest u siebie?
- To ja. Tylko wykąpałem się w kakao.
- Jesteś bardzo pomysłowy- powiedział pan Lewe Ucho.
- To nie tak.... -rozpoczął Pielucha.
- I jaki skromny - zauważył Prawe Ucho.
Pan Pielucha zrezygnował z wyjaśniania sprawy.
Wejdźcie koledzy - powiedział.
Wieczorem Pan Pielucha odkrył, że od kilku dni miał przestawione nogi, czego nie zauważył, dlatego wstając dziś prawą nogą, tak naprawdę wstał lewą. Przestawił więc je na swoje miejsce, zdając sobie w pełni sprawę z przyczyn dzisiejszego pecha.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
O sześciu miesiącach z Tobą i o skokach z tapczana.
Tak, to dziś. Równo sześć miesięcy. Ludzie zawsze mówią do siebie Boże jak ten czas szybko leci,jeszcze niedawno... Zobaczysz, też będą do ciebie mówić podobnymi zwrotami w sprawie upływającego czasu. Czas dłuży się tylko w kolejce do dentysty lub w pracy nudnej i bezsensownej.
Chcę Ci w związku z tym czasopłynięciem napisać szybciutko o różnych drobiazgach, które umkną z pamięci niczym..eee. nie pamiętam co.
Kupiliśmy ci zabawkę plastikową w kształcie psa, który chodzi i wydaje różne dżwięki, Interaktywny ów przedmiot ma wedle importera z Chin, rozwijać Cię wielorako. Srataytata. Ale postanowiliśmy doświadczać Cię takimi bodźcami, bo na ćwiczeniach z Heleną, rehabilitantką, zauważyliśmy, że całkiem upodobałeś sobie pozytywkowe muzyczki wydobywające się z wnętrzności plastikowych zabawek ( Nie bój sie i nie przejmuj. Zdrowy jesteś. Helena to znajoma mamy, która wspomaga cię bardziej niż obejmuje terapią).
Ta, którą ci kupiliśmy była całkiem droga. Jej cenę nawet dziadek Z. skomentował jakimś ironicznym mlaśnięciem. Piszę o tym, bo sam często zastanawiam się, gdzie się do jasnej cholery podziały wszystkie moje zabawki z dzieciństwa?! Mama Twoja ma kilka pozostałości: ze śladami jej zębów pomarańczową żabę lub wielką ohydna lalkę, z którą już wyczyniałeś kombinacje cielesne, gdy babcia Twoja po gruntownym wymyciu tejże lali, dała ci ją ku uciesze. Nie zapomnę ci donieść o sytuacji tegoż pieska, gdyby w jakiś przypadkowy sposób został na przykład przez Ciebie śmiertelnie potraktowany. Będziesz wiedział kiedy, gdzie i jak znikały Twoje zabawki, symbole Twego dzieciństwa, pamięciowe ślady wszechstronnego rozwoju made in china.
Rano budzisz się i śmiejesz do nas. Cieszysz się całym ciałem. Jesteś pozytywnym gościem. Ludzie na zewnątrz naszego świata widzą to podobnie. Podziwiają Twój spokój. Ostatnio w BECEKu spędziłeś z mamą kilka godzin na próbie teatralnego projektu jej klasy. Ani nie jęknąłeś. Jeden z pracowników stwierdził, że jeśli miałby gwarancję, że jego dziecko będzie takie jak Ty, dziś się decyduje na rozmnażanie.
Inni podziwiają Twoje spojrzenie, które uskuteczniasz z pomocą ogromnych swych oczu.
A jeszcze inni Twój styl ubierania, szczególnie z uwzględnieniem kaszkietu. który kupiliśmy ci na podobieństwo ojcowskich nakryć łba.
Potrafisz już przekręcać się z pleców na brzuch i leżeć na brzuchu z głową, kołyszącą się co prawda niczym w niektórych samochodach pieski stojące na tylnych półkach, ale uniesioną dumnie i wysoko. Dziś skorzystałeś ze swych nowych umiejętności i runąłeś z kanapy u babci ku dywanowi. Już wyprzedzam fakty -nic Ci nie jest. Ale przestraszyłeś się podobno bardzo swojego pierwszego spotkania z podłogą, a strach którego najadła się babcia, spokojnie mógłby wykarmić pół osiedla.Mamy więc na ciebie oko. Nie tylko oko, ale i rękę, i ucho i wszystkie części ciała, które uchronić cię mogą przed upadkiem.
Lubisz jeść domowe zupy, do których co rusz dodajemy ci nowości. W ostatnich tygodniach wlazł do garnka brokuł, ryba i królik. Uwielbiam moment, kiedy próbujesz pierwszą łyżkę zupy. Twoja twarz napina się, usta wykrzywiają badając i sprawdzając czy rodzice to czy truciciele. Ku chwale ojczyzny, nie lubisz obiadków ze słoiczków. Ostatnio zjadłeś kilka łyżek, gdy pośpiech jako zły doradca, doradził nam źle i kupiliśmy za 7 zł dwa takie słoiczki z kurczakiem i warzywami. Twoje odruchy wymiotne pozwolą nam oszczędzić trochę pieniędzy. Już niedługo z własnego warzywnika, marchew i buraki będą zasilać brzuch Twój i ośmio kilowe przecinek czterysta gramowe ciało.
Jest 23 godzina. Kończy się dzień Twojego półrocznego istnienia. Mama leży na łóżku przez szczebelki trzymając cię za rękę. Wciąż przeżywa Twoją tapczanową przygodę i prawie płacząc, prosiła mnie, żebym CI o tym nie pisał. Chyba uważa, że to jej wina. Nie spełnię jej prośby, bo po latach nikt z nas nie będzie o tym pamietał. Przecież ten czas leci tak szybko i zanim się obejrzę, okaże się, że już się obejrzałem.
Chcę Ci w związku z tym czasopłynięciem napisać szybciutko o różnych drobiazgach, które umkną z pamięci niczym..eee. nie pamiętam co.
Kupiliśmy ci zabawkę plastikową w kształcie psa, który chodzi i wydaje różne dżwięki, Interaktywny ów przedmiot ma wedle importera z Chin, rozwijać Cię wielorako. Srataytata. Ale postanowiliśmy doświadczać Cię takimi bodźcami, bo na ćwiczeniach z Heleną, rehabilitantką, zauważyliśmy, że całkiem upodobałeś sobie pozytywkowe muzyczki wydobywające się z wnętrzności plastikowych zabawek ( Nie bój sie i nie przejmuj. Zdrowy jesteś. Helena to znajoma mamy, która wspomaga cię bardziej niż obejmuje terapią).
Ta, którą ci kupiliśmy była całkiem droga. Jej cenę nawet dziadek Z. skomentował jakimś ironicznym mlaśnięciem. Piszę o tym, bo sam często zastanawiam się, gdzie się do jasnej cholery podziały wszystkie moje zabawki z dzieciństwa?! Mama Twoja ma kilka pozostałości: ze śladami jej zębów pomarańczową żabę lub wielką ohydna lalkę, z którą już wyczyniałeś kombinacje cielesne, gdy babcia Twoja po gruntownym wymyciu tejże lali, dała ci ją ku uciesze. Nie zapomnę ci donieść o sytuacji tegoż pieska, gdyby w jakiś przypadkowy sposób został na przykład przez Ciebie śmiertelnie potraktowany. Będziesz wiedział kiedy, gdzie i jak znikały Twoje zabawki, symbole Twego dzieciństwa, pamięciowe ślady wszechstronnego rozwoju made in china.
Rano budzisz się i śmiejesz do nas. Cieszysz się całym ciałem. Jesteś pozytywnym gościem. Ludzie na zewnątrz naszego świata widzą to podobnie. Podziwiają Twój spokój. Ostatnio w BECEKu spędziłeś z mamą kilka godzin na próbie teatralnego projektu jej klasy. Ani nie jęknąłeś. Jeden z pracowników stwierdził, że jeśli miałby gwarancję, że jego dziecko będzie takie jak Ty, dziś się decyduje na rozmnażanie.
Inni podziwiają Twoje spojrzenie, które uskuteczniasz z pomocą ogromnych swych oczu.
A jeszcze inni Twój styl ubierania, szczególnie z uwzględnieniem kaszkietu. który kupiliśmy ci na podobieństwo ojcowskich nakryć łba.Potrafisz już przekręcać się z pleców na brzuch i leżeć na brzuchu z głową, kołyszącą się co prawda niczym w niektórych samochodach pieski stojące na tylnych półkach, ale uniesioną dumnie i wysoko. Dziś skorzystałeś ze swych nowych umiejętności i runąłeś z kanapy u babci ku dywanowi. Już wyprzedzam fakty -nic Ci nie jest. Ale przestraszyłeś się podobno bardzo swojego pierwszego spotkania z podłogą, a strach którego najadła się babcia, spokojnie mógłby wykarmić pół osiedla.Mamy więc na ciebie oko. Nie tylko oko, ale i rękę, i ucho i wszystkie części ciała, które uchronić cię mogą przed upadkiem.
Lubisz jeść domowe zupy, do których co rusz dodajemy ci nowości. W ostatnich tygodniach wlazł do garnka brokuł, ryba i królik. Uwielbiam moment, kiedy próbujesz pierwszą łyżkę zupy. Twoja twarz napina się, usta wykrzywiają badając i sprawdzając czy rodzice to czy truciciele. Ku chwale ojczyzny, nie lubisz obiadków ze słoiczków. Ostatnio zjadłeś kilka łyżek, gdy pośpiech jako zły doradca, doradził nam źle i kupiliśmy za 7 zł dwa takie słoiczki z kurczakiem i warzywami. Twoje odruchy wymiotne pozwolą nam oszczędzić trochę pieniędzy. Już niedługo z własnego warzywnika, marchew i buraki będą zasilać brzuch Twój i ośmio kilowe przecinek czterysta gramowe ciało.
Jest 23 godzina. Kończy się dzień Twojego półrocznego istnienia. Mama leży na łóżku przez szczebelki trzymając cię za rękę. Wciąż przeżywa Twoją tapczanową przygodę i prawie płacząc, prosiła mnie, żebym CI o tym nie pisał. Chyba uważa, że to jej wina. Nie spełnię jej prośby, bo po latach nikt z nas nie będzie o tym pamietał. Przecież ten czas leci tak szybko i zanim się obejrzę, okaże się, że już się obejrzałem.
O irańsko -polskiej wyprawie do Sandomierza i wódce pitej ku czci wyciętych.
Najlepsza przyjaciółka mamy mieszka w Holandii od ponad 10 lat. W sobotę z racji jej obecności na naszej ziemi, wspólnie pojechaliśmy do Sandomierza. Razem z jej irańskim pertnerem Rezą. Reza ma 41 lat, jest niewysoki, ma kręcone włosy, w które często jak mała dziewczynka wkłada palce, bawiąc się pojedynczymi lokami. Jest bardzo zabawny i więcej w nim dziecka, niż dorosłego czterdziestolatka. Wracając do domu na autostradzie między Krakowem a Gliwicami darłeś się bez ustanku. To drugi raz w Twoim życiu, pierwszy raz -pisałem ci o ty, działo się tak po chcrzcie. Może zęby, może kolka, bo mama jadła kupiony na sandomierskim rynku chleb ze smalcem.
Wracając myśleliśmy o drzewach z naszego ogrodu. W sobotę miały zostać wycięte, bo były zbyt stare i groziły upadkiem na dom. Kupiłem małą wódkę i w tę deszczową noc piłem za każde martwe drzewo, leżące teraz na trawie naszego ogrodu. Były piękne i bardzo mi smutno, że ich nie ma. Dziś rano liczyłem słoje akacji. Około 70. Dwa razy starsze niż ja. Teraz chodzę po ogrodzie i udaję, że nie wiem o tym, że istniały. Przechadzam się pomiędzy ich ciałami, kroję piłą mechaniczną, układam w stosy i przygotowuje do pochówku w ziemi, gdy już będą popiołem wyciągniętym z zimowego paleniska naszego zielonego pieca.
Wracając myśleliśmy o drzewach z naszego ogrodu. W sobotę miały zostać wycięte, bo były zbyt stare i groziły upadkiem na dom. Kupiłem małą wódkę i w tę deszczową noc piłem za każde martwe drzewo, leżące teraz na trawie naszego ogrodu. Były piękne i bardzo mi smutno, że ich nie ma. Dziś rano liczyłem słoje akacji. Około 70. Dwa razy starsze niż ja. Teraz chodzę po ogrodzie i udaję, że nie wiem o tym, że istniały. Przechadzam się pomiędzy ich ciałami, kroję piłą mechaniczną, układam w stosy i przygotowuje do pochówku w ziemi, gdy już będą popiołem wyciągniętym z zimowego paleniska naszego zielonego pieca.
wtorek, 24 maja 2011
Stopą w twarz
Wszyscy rodzice, z którymi rozmawiam, nie potrafią odtworzyć w pamięci swoich dzieci, gdy były kilka miesięcy młodsze, mniejsze. Dziwna to reguła, ale zapomina się jak to było, gdy moje dziecko było mniejsze niż teraz. Ja też tak mam. I dlatego warto pisać tego bloga dla Ciebie i dla mnie, choć nie chcę mi się często, ponieważ zazwyczaj mi się nie chcę. Cokolwiek to jest -nie chcę mi się. Złoszczę się na tę swoją niechciałość i zmagam się z nią niczym...zabrakło mi analogii.
Tytuł wskazuje na umiejętność Twoją nową. Bez problemu trzymasz już rękami swoje stopy i przybliżasz je do ust. Podobno przyjdzie taki dzień, gdy to się stanie. Na razie z dużą uwaga i koncentracją chwytasz się za stópki i poznajesz swoje ciało. Różne przedmioty, zegarek, butelka z wodą, banan, stają się dla Ciebie tak niesamowitym wydarzeniem, że oglądanie Cię, gdy na nie patrzysz staje się dla mnie również niesamowitym wydarzeniem. W sytuacjach kontaktu z nowym przedmiotem, otwierasz szeroko usta, wyciągasz momentalnie ręce, koncentrujesz się niczym koncentrat i przyśpieszasz machanie nogami. Cieszysz się z rozmaitych drobiazgów, dzwięków, gestów i śmiejesz pokwikując i chrumkając, a my z mamą w nieskończoność jesteśmy w stanie powtarzać wszystko, co cię śmieszy. A co tam do cholery, niech posypie się patos : jesteśmy poszukiwaczami Twojego śmiechu, pracownikami fabryki produkującej Twoje chichy.
Kupiliśmy ci odlotową piankową matę. W tesco można dostać piankowe maty prawie za darmo, ale choćby dopłacali, do pieca bym nawet nie włożył. Kupiliśmy ci matę-układankę o pięknych barwach i kształtach i cenie, na którą nas nie stać. Nie potrafimy otaczać cię rzeczami, które nam się nie podobają. Przyklejamy sobie szkaradne, okłamane, cieknące gorzkim lukrem uśmiechy, gdy ktoś kupi ci ubranko, rzecz, odległą od naszego rodzicielskiego gustu. Czy to jakiś dogmatyzm czy powolne, stopniowe kształtowanie twojego poczucia estetyki? Wklejam ci zdjęcie tej maty, zastanawiając się w duchu czy masz ją jeszcze, czy ją lubisz czy po cholerę wydaliśmy tyle pieniędzy? :)
Tytuł wskazuje na umiejętność Twoją nową. Bez problemu trzymasz już rękami swoje stopy i przybliżasz je do ust. Podobno przyjdzie taki dzień, gdy to się stanie. Na razie z dużą uwaga i koncentracją chwytasz się za stópki i poznajesz swoje ciało. Różne przedmioty, zegarek, butelka z wodą, banan, stają się dla Ciebie tak niesamowitym wydarzeniem, że oglądanie Cię, gdy na nie patrzysz staje się dla mnie również niesamowitym wydarzeniem. W sytuacjach kontaktu z nowym przedmiotem, otwierasz szeroko usta, wyciągasz momentalnie ręce, koncentrujesz się niczym koncentrat i przyśpieszasz machanie nogami. Cieszysz się z rozmaitych drobiazgów, dzwięków, gestów i śmiejesz pokwikując i chrumkając, a my z mamą w nieskończoność jesteśmy w stanie powtarzać wszystko, co cię śmieszy. A co tam do cholery, niech posypie się patos : jesteśmy poszukiwaczami Twojego śmiechu, pracownikami fabryki produkującej Twoje chichy.
Kupiliśmy ci odlotową piankową matę. W tesco można dostać piankowe maty prawie za darmo, ale choćby dopłacali, do pieca bym nawet nie włożył. Kupiliśmy ci matę-układankę o pięknych barwach i kształtach i cenie, na którą nas nie stać. Nie potrafimy otaczać cię rzeczami, które nam się nie podobają. Przyklejamy sobie szkaradne, okłamane, cieknące gorzkim lukrem uśmiechy, gdy ktoś kupi ci ubranko, rzecz, odległą od naszego rodzicielskiego gustu. Czy to jakiś dogmatyzm czy powolne, stopniowe kształtowanie twojego poczucia estetyki? Wklejam ci zdjęcie tej maty, zastanawiając się w duchu czy masz ją jeszcze, czy ją lubisz czy po cholerę wydaliśmy tyle pieniędzy? :)
niedziela, 15 maja 2011
O majowych perypetiach wychowania Twego
Masz już osiem kilogramów. Tydzień temu w przychodni waga elektroniczna pokazała cyfrę osiem i kilka zer po przecinku. Ja też tyję. Po wczorajszych urodzinach Twojej babci Grażyny jestem prawie dziesiękrotnością Ciebie. Babcia Grażyna dostała dwa miksery. Stwierdziła, że lepsze to niż dostać pięć par kapci jak bohaterka jakiegoś filmu, który oglądała. Babcia G. gdy była mała mieszkała gdzieś nad Wartą w Wielkopolsce. Później jej tata za pracą przyjechał do Bytomia, gdzie w Szombierkach dostali fiński domek. Miał na imię Józef i twoja mam bardzo go lubiła. Mam jego czarną skurzaną kurtkę i pewnie ty też ją dostaniesz. Taki przejściowy genealogiczny gadżet.
Śmiejesz się bardzo głośno i lubisz gdy inni głośno się śmieją. Często, aż kwiczysz z radości. Lubisz, gdy dmucha się w twoją szyję i gdy podnoszę Ciebie wysoko nad głowę. Do miksowanych zup władowaliśmy indyka - po dwa dkg n porcję. Zasypiasz o 21 i śpisz do rana. Jesteś dość łatwy w obsłudze i użyciu. Nie chorowałeś. Wszyscy mówią, że masz wielkie oczy. Kupiliśmy ci szary kaszkiet, taki jak ja lubię nosić. Wyglądasz w nim wystrzałowo.Zazdrościmy ci tego, że możesz spać ile chcesz. Sen to coś niebywale niebywałego.
Ostatnio dużo czasu w pracy poświęcam na pracę nad czasem. I gdy pracujemy nad tym czasem, to najczęsciej rozmawiamy o śnie. Ja mam jakieś narkoleptyczne skłonności. Mógłbym spać prawie nieustannie. Sen zabiera mi wiele czasu; może nawet kradnie i marnotrawi.A gdybym miał trochę zaoszczędzonego czasu, mógłbym przecież przeznaczyć go na jakieś przyjemności. Lecz czy jest coś przyjemniejszego niż sen? Chyba tylko sen obok Ciebie albo sen o Tobie. Gdy dzieje się w życiu coś niesłychanego, mówi się, że to chyba sen.To że jesteś, jest niewątpliwie wyśnione. Koniecznie zobacz film "Jak we śnie". Bardzo nam się podobał. Kończę już. Patrzę jak śpisz w łóżeczku. Idę spać.
Śmiejesz się bardzo głośno i lubisz gdy inni głośno się śmieją. Często, aż kwiczysz z radości. Lubisz, gdy dmucha się w twoją szyję i gdy podnoszę Ciebie wysoko nad głowę. Do miksowanych zup władowaliśmy indyka - po dwa dkg n porcję. Zasypiasz o 21 i śpisz do rana. Jesteś dość łatwy w obsłudze i użyciu. Nie chorowałeś. Wszyscy mówią, że masz wielkie oczy. Kupiliśmy ci szary kaszkiet, taki jak ja lubię nosić. Wyglądasz w nim wystrzałowo.Zazdrościmy ci tego, że możesz spać ile chcesz. Sen to coś niebywale niebywałego.
Ostatnio dużo czasu w pracy poświęcam na pracę nad czasem. I gdy pracujemy nad tym czasem, to najczęsciej rozmawiamy o śnie. Ja mam jakieś narkoleptyczne skłonności. Mógłbym spać prawie nieustannie. Sen zabiera mi wiele czasu; może nawet kradnie i marnotrawi.A gdybym miał trochę zaoszczędzonego czasu, mógłbym przecież przeznaczyć go na jakieś przyjemności. Lecz czy jest coś przyjemniejszego niż sen? Chyba tylko sen obok Ciebie albo sen o Tobie. Gdy dzieje się w życiu coś niesłychanego, mówi się, że to chyba sen.To że jesteś, jest niewątpliwie wyśnione. Koniecznie zobacz film "Jak we śnie". Bardzo nam się podobał. Kończę już. Patrzę jak śpisz w łóżeczku. Idę spać.
środa, 4 maja 2011
Diktu Didaktu Szóste
Pewne małżeństwo nie miało dzieci, chociaż starali się o to ponad dwadzieścia lat. Pewnego dnia żona, która miała 48 lat usłyszała w radio o pięćdziesięcioletniej kobiecie, która urodziła swoje pierwsze dziecko. To ponownie napełniło ją nadzieją. Rozpoczęli z mężem intensywną terapię medyczną, regularnie uczęszczali do psychologa, ruszyli na pielgrzymkę w intencji poczęcia, odwiedzili bioenergoterapeutę oraz wyjechali na wakacje na Seszele. Miesiąc po powrocie okazało się, że kobieta jest w ciąży.
Lekarze dzięki temu utwierdzili się w postępie medycyny, psycholodzy znów mogli chwalić moc ludzkiej psychiki, księża w kazaniach opiewać siłę wiary, bioenergoterapeuci siły kosmosu, a biura podróży wartość wypoczynku. Jedynie sąsiadka spotykając ciężarną, zapytała retorycznie :" Czy ciebie popier**liło na stare lata?"
Często ci, którzy pomogli ci odnieść sukces, są z siebie bardzo zadowoleni. Ci zaś, którzy cię jedynie obserwują, są szczery.
Lekarze dzięki temu utwierdzili się w postępie medycyny, psycholodzy znów mogli chwalić moc ludzkiej psychiki, księża w kazaniach opiewać siłę wiary, bioenergoterapeuci siły kosmosu, a biura podróży wartość wypoczynku. Jedynie sąsiadka spotykając ciężarną, zapytała retorycznie :" Czy ciebie popier**liło na stare lata?"
Często ci, którzy pomogli ci odnieść sukces, są z siebie bardzo zadowoleni. Ci zaś, którzy cię jedynie obserwują, są szczery.
Okoliczności piąte.
Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafią momentalnie z pamięci przywoływać minione lata. A pamiętam jak w maju sześćdziesiątego ósmego tak wiało, że urwało gałąź tej lipie, którą zasadziliśmy w czterdziestym piątym.
W tym roku 3 maja padał śnieg prawie cały dzień. Nie pamiętam w swoim zyciu, aby działo się w maju podobnie, ponieważ nie jestem takim człowiekiem, który potrafi robić z pamięcią panięciowe sztuczki.
Mam trzydzieści pięc lat Konstanty, a dzięki wczorajszej pogodzie mam jeszcze coś. Nowość! Reumatyzm w dwóch palcach prawej dłoni! Aż przypomniał mi się wierszyk, który pisałem w czasach Teatru NieNaŻarty.
Do Młodości.
Sto dwadzieścia lat ma Janek,
pomarszczony jak sałata,
za bilety już nie płaci,
nie wypełnie pit-a, vat-a.
Jest naprawdę bardzo stary,
wszędzie ma swe starcze bóle,
co wskazuje mi subtelnie,
że walnąłem coś w tytule.
W tym roku 3 maja padał śnieg prawie cały dzień. Nie pamiętam w swoim zyciu, aby działo się w maju podobnie, ponieważ nie jestem takim człowiekiem, który potrafi robić z pamięcią panięciowe sztuczki.
Mam trzydzieści pięc lat Konstanty, a dzięki wczorajszej pogodzie mam jeszcze coś. Nowość! Reumatyzm w dwóch palcach prawej dłoni! Aż przypomniał mi się wierszyk, który pisałem w czasach Teatru NieNaŻarty.
Do Młodości.
Sto dwadzieścia lat ma Janek,
pomarszczony jak sałata,
za bilety już nie płaci,
nie wypełnie pit-a, vat-a.
Jest naprawdę bardzo stary,
wszędzie ma swe starcze bóle,
co wskazuje mi subtelnie,
że walnąłem coś w tytule.
wtorek, 3 maja 2011
A gdy Cię już ochrzczono w Kościele Floriana patrona strażaków.
W poprzedni piątek miałeś chrzest. Ksiądz Dariusz Sergiusz Klejnowski Różycki, co specjalnie chrzcić Cię przybył, powiedział mi w domu, gdzie szesnastu zaproszonych gości jadło z papierowej zastawy sałatki, że na chrzcie można dać dziecku więcej niż dwa imiona. W niedzielę z Twoim tatą chrzestnym jedliśmy grilowaną makrelę na jego podwórku, a potem do północy rozmawialiśmy o religii z mama Twoją i chrzestną Twoją. Chyba ten chrzest zadziałał na naszą dotejporajszą niereligijność.
Wklejam Ci zdjęcie menu, które wymyśliliśmy na Twoje chrzciny.Wczoraj beatyfikowano Jana Pawła II. To był Polak, papież, o którym będziesz się uczyć na wszystkich lekcjach prawdopodobnie, tak był popularny w Polsce. W piątek ślub wzięli książę angielski i jego dziewczyna i to też podobno bardzo popularne wydarzenie. Wczoraj natomiast ktoś zabił Osamę Bin Ladena, takiego niedobrego pana , który odpowiedzialny był za najgorsze terrorystyczne wydarzenie stulecia: atak na WTC w Nowym Jorku.
Wieczorem po chrzcie dostałeś takiego ataku prawdopodobnie kolki i płakałeś tak głośno z bólu jak nigdy dotąd. Następnego dnia Twoja babcia Teresa zapytała czy przypadkiem dzieci nie mają tak po chrzcie. W końcu do chrztu dołączony był egzorcyzm. Ludzie są przesądni Konstanty. Nawet jeśli potrafią wymyślać komputery, wciąż nie witają się przez próg.
Wczoraj byłeś także w zoo w Opolu. Mamy wspólne zdjęcie z dwoma zadami gorylów w tle. To zdjęcie tkwi w komputerze. Jak i wszystkie Twoje zdjęcia. Dlatego wczoraj przed zaśnięciem postanowiłem przegrać je na jakiś zewnętrzny dysk. Tak łatwo utracić dane komputerowe, a obecnie to jedna z większych możliwych strat ludzkości. W ogóle łatwo się traci: zęby, włosy, pracę, pieniądze, zdrowie, poczucie sensu. Trudno traci się tylko zbędne kilogramy.
Wklejam Ci zdjęcie menu, które wymyśliliśmy na Twoje chrzciny.Wczoraj beatyfikowano Jana Pawła II. To był Polak, papież, o którym będziesz się uczyć na wszystkich lekcjach prawdopodobnie, tak był popularny w Polsce. W piątek ślub wzięli książę angielski i jego dziewczyna i to też podobno bardzo popularne wydarzenie. Wczoraj natomiast ktoś zabił Osamę Bin Ladena, takiego niedobrego pana , który odpowiedzialny był za najgorsze terrorystyczne wydarzenie stulecia: atak na WTC w Nowym Jorku.
Wieczorem po chrzcie dostałeś takiego ataku prawdopodobnie kolki i płakałeś tak głośno z bólu jak nigdy dotąd. Następnego dnia Twoja babcia Teresa zapytała czy przypadkiem dzieci nie mają tak po chrzcie. W końcu do chrztu dołączony był egzorcyzm. Ludzie są przesądni Konstanty. Nawet jeśli potrafią wymyślać komputery, wciąż nie witają się przez próg.
Wczoraj byłeś także w zoo w Opolu. Mamy wspólne zdjęcie z dwoma zadami gorylów w tle. To zdjęcie tkwi w komputerze. Jak i wszystkie Twoje zdjęcia. Dlatego wczoraj przed zaśnięciem postanowiłem przegrać je na jakiś zewnętrzny dysk. Tak łatwo utracić dane komputerowe, a obecnie to jedna z większych możliwych strat ludzkości. W ogóle łatwo się traci: zęby, włosy, pracę, pieniądze, zdrowie, poczucie sensu. Trudno traci się tylko zbędne kilogramy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



